<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717</id><updated>2012-02-25T08:41:05.282+01:00</updated><category term='państwo'/><category term='homofobia'/><category term='newsweek'/><category term='podcast'/><category term='Kocierz'/><category term='Moja Warszawa'/><category term='fotocast'/><category term='dokument'/><category term='TOK FM'/><category term='rynek'/><category term='Semana Santa'/><category term='short'/><category term='Jason Gann'/><category term='nieuczesanie'/><category term='Elijah Wood'/><category term='armia'/><category term='Harry Potter'/><category term='Łękawica'/><category term='enh'/><category term='youtube'/><category term='kino'/><category term='wybory'/><category term='Mięćmierz'/><category term='Lekko Stronniczy'/><category term='nba'/><category term='Włodek Markowicz'/><category term='PES'/><category term='kościół'/><category term='bryła'/><category term='Gary Moore'/><category term='Rzeszów'/><category term='fotografia'/><category term='Hiszpania'/><category term='Copa del Rey'/><category term='technologie'/><category term='Baaba Kulka'/><category term='Gaba Kulka'/><category term='Janusz Kobyliński'/><category term='Roman Kurkiewicz'/><category term='komiks'/><category term='Smoleńsk'/><category term='polityka'/><category term='Teatr Bajka'/><category term='Milion żurawi'/><category term='internet'/><category term='Warszawa'/><category term='Adam Zwar'/><category term='od kuchni'/><category term='Wrocław'/><category term='fotoreportaż'/><category term='Karol Paciorek'/><category term='malarstwo'/><category term='blues'/><category term='animacja'/><category term='Alcala de Moncayo'/><category term='Alcala de Ebro'/><category term='wojna'/><category term='doc review'/><category term='aff'/><category term='Donostia San Sebastia'/><category term='serial'/><category term='9/11'/><category term='Emma Watson'/><category term='sport'/><category term='muzyka'/><category term='radio'/><category term='książka'/><category term='Nowy Jork'/><category term='Japonia'/><category term='Wilfred'/><category term='Pedrola'/><category term='FC Barcelona'/><category term='społeczeństwo'/><category term='Wronka'/><category term='Jason Bourne'/><category term='Jacques-Louis David'/><category term='Saragossa'/><category term='Żywiec'/><category term='Wojciech J. Has'/><category term='Robert Ludlum'/><category term='świat'/><category term='historia'/><category term='Real Madryt'/><category term='religia'/><category term='iPhone'/><category term='życie publiczne'/><category term='World Trade Center'/><category term='hobby'/><category term='DBA'/><category term='w podróży'/><category term='film'/><category term='Hugh Laurie'/><category term='koncert'/><category term='Barcelona'/><category term='Hey'/><title type='text'>Dziki Gon</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>71</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4436293754251192414</id><published>2012-01-21T00:41:00.001+01:00</published><updated>2012-01-21T00:41:28.195+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Kiedy stałem się własnym ojcem?</title><content type='html'>&lt;p&gt;Nie wiem dokładnie kiedy ten przełącznik zmienił swoje położenie i czy miałem jakikolwiek wpływ na to co wskazuje, faktem jest jednak, że do tamtego dnia, czułem się jakbym nadal był licealistą. Pełen werwy, młodzieńczej fantazji, prawie że lekkoduch, patrzyłem na wszystko wkoło z tym dystansem mówiącym: nieważne co miało by się stać, na wszystko mam czas żeby odrobić, naprawić, zapomnieć. I wtedy obudziłem się rano…&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nakładając pastę na szczoteczkę do zębów jeszcze nie wiedziałem, że za chwilę podniosę oczy do lustra i napotkam tam zupełnie obcą twarz. Nie wiem czy szczoteczka zawisła w połowie drogi do ust, ale chciałbym myśleć, że tak właśnie było. Dramatyzm tej chwili wymagałby takiego suspensu, ale naprawdę nie pamiętam. Pamiętam tylko zmęczone oczy mężczyzny patrzącego na mnie z niedowierzaniem i zmartwieniem. &lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Nagle dogonił mnie mój wiek. Porównywanie siebie do Doriana Greya było by dramatyzowaniem, ale poczułem się jakby rozpadała się iluzja jaką sam sobie podświadomie stworzyłem. Moja twarz nie miała już nic z tamtego młodziutkiego chłopaka z boiska pod naszym blokiem w rodzinnym mieści. Nie chodziło mi nawet o drugi podbródek, zmarszczki czy ogrom siwych włosów, ale o ten ładunek doświadczenia zapisany w każdym porze skóry, odbijający się w dnie oczu, zapisany w ciążących ku dołowi kącikach ust. Z ociąganiem powiedziałem sobie, że czasy mojej młodości już minęły i to chyba znacznie wcześniej, niż zdążyłem to zauważyć.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Chciałbym powiedzieć, że od tego dnia zmieniło się wszystko w moim zachowaniu i mentalności, że zmieniłem się w dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyznę, ale tak nie było. Pod skórą rozpychały się stare przyzwyczajenia, starając się wydostać na zewnątrz, instynkty nabyte przez lata nie rozumiały potrzeby odsunięcia się na bok, nawet gusta były przeciw mnie, zarówno te widoczne na zewnątrz, jak ubraniowe, jak i te nieco bardziej ukryte, rwące uczucia we wszystkie strony. Jakże pogodzić się z tym, że nagle odkryło się swoją dorosłość?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Powinienem się chyba cieszyć, że u mnie nastało to tak późno. To znak, że długo prowadziłem życie na tyle beztroskie, aby na tę przedłużoną młodość nieco sobie zapracować. Czy jednak nie znaczy to, że teraz będę musiał nadganiać? Wcale nie miałem takiej ochoty, leniwe tempo mojego życia bardzo mi odpowiadało. Cóż jednak było począć, rysa na życiu stała się nieusuwalna i coraz częściej powracałem do tej myśli i wspomnienia obcego odbicia w lustrze nad ranem.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;To było przeszło rok temu i jakoś tak zdążyło się wtopić w moje życie, a ja zacząłem zauważać kolejne rzeczy, jeszcze bardziej zaskakujące. Zacząłem się zmieniać w mojego ojca.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Od zawsze mówiono o mnie, że mam urodę po rodzinie mojego ojca, że jestem podobny do niego i mojego dziadka, ale ja oczywiście nigdy tych podobieństw nie widziałem. Czasem na imprezach rodzinnych jakaś ciotka, czy kuzyn zapatrywali się we mnie i stwierdzali na głos “&lt;em&gt;Normalnie cały Kazek&lt;/em&gt;” i oczy wszystkich zwracały się w moją stronę, po czym rodzina zgodnie kiwała głowami potwierdzając, że tak jest właśnie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ostatnio dużo czasu spędzam na drabinie, z pędzlem w ręku, przycinając kawałki listewek, przybijając gwoździe, wiercąc w ścianach. Raz za razem łapię się przy tych pracach na tym, że zachowuję się dokładnie jak mój ojciec. Pogwizduję myśląc nad problemem, wciągam świszcząco powietrze przez zęby kiedy coś sprawia mi trudność, pod nosem sam sobie wydaję komendy kolejnych czynności i potwierdzam wykonanie poprzednich. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Z początku te spostrzeżenia wydawały mi się śmieszne, ale później zacząłem podchodzić do nich nieco bardziej osobiście i nie sposób już było uniknąć myśli o tym, jak bardzo podobny stanę się do mojego rodziciela. Tu należało by wyjaśnić, że nie było lęku w tym myśleniu ani przez chwilę. Miałem to szczęście, wychowywać się w rodzinie, w której nie brakowało nigdy miłości, a ojciec choć bywał surowy, opiekował się mną i moim rodzeństwem z oddaniem. Zawsze mogliśmy być z niego dumni.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Patrząc przez pryzmat naszych czasów i oczekiwań dotyczących człowieka, mój ojciec nie odniósł nigdy żadnego wielkiego sukcesu, choć był niegdyś niezłym piłkarzem, ale ostatnią pamiątkę jego dawnej świetności, szklany puchar, rozbiliśmy z bratem w czasie walki na poduszki. Za to od zawsze był dla mnie wzorem pracowitości, i to nie zmieniło się do dzisiaj, choć sił już dawno nie ma tyle co niegdyś, to dalej daje z siebie 120% każdego kolejnego dnia, aż jesteśmy źli na niego za to, że tak bardzo się eksploatuje.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Więc jeśli zmieniam się w swojego ojca, to wiecie co? Nie mam nic przeciwko.&lt;/p&gt;  &lt;p align="center"&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-K4mRJkyLn_I/Txn3jl2CfbI/AAAAAAAAEwo/aoMAqMUCfXo/s510/20012012tata.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Tata      &lt;br /&gt;fot: Sławomir Okrzesik &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4436293754251192414?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4436293754251192414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2012/01/kiedy-staem-sie-wasnym-ojcem.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4436293754251192414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4436293754251192414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2012/01/kiedy-staem-sie-wasnym-ojcem.html' title='Kiedy stałem się własnym ojcem?'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-K4mRJkyLn_I/Txn3jl2CfbI/AAAAAAAAEwo/aoMAqMUCfXo/s72-c/20012012tata.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-3878799195740277508</id><published>2011-11-16T19:50:00.001+01:00</published><updated>2011-11-16T19:50:40.144+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>LOL to i LMFAO tamto</title><content type='html'>&lt;p&gt;Przy barowym stoliku, zaledwie kilka metrów ode mnie siedzi młody Azjata. Jest coś niezwykle interesującego i pociągającego w nieco groźnych, mongolskich rysach jego twarzy, ale to nie tylko to przyciągnęło moją uwagę. Dobrze ubrany, swobodnie siedząc w wygodnym krześle, pochyla się nad talerzem z grillowanymi skrzydełkami kurczaka, jednak ledwo co zauważa trzymany w dłoni kawałek kości pokrytej mięsem. Większą część swojej uwagi skupia na ekranie smartfona.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Sporych rozmiarów, magiczne pudełeczko, leży swoim słusznym ciężarem w lewej dłoni wspartej solidnie o blat stołu ręki. Chwila głębokiego skupienia i nagle ze snu budzi się kciuk, który z ogromnym tempem zaczyna uderzać w klawisze telefonu. Równie ruchliwe stają się oczy, które uprzedzając kolejne posunięcie palca, przygotowują mu bezpieczne miejsce lądowania. Ten szaleńczy taniec trwa kilkanaście sekund, po czym doniosłym ruchem kciuk przesuwa się nad przycisk wysyłania i wciska go. Oczy czujnie wlepione w ekran nagle łagodnieją, a dłoń kładzie się na blacie stolika. Na wpół zapomniany kawałek kurczaka wędruje do ust mężczyzny, ale wzrok ciągle błądzi gdzieś w okolicach ekranu telefonu. Obserwowany przeze mnie mężczyzna rozmawia, teraz akurat, oczekuje na odpowiedź.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Czy rzeczywiście to co obserwuję można nazwać rozmową? Te kilkadziesiąt znaków, wpisanych w zawrotnym tempie w nowo otwarte okienko komunikatu i wysłane gdzieś w świat do innej osoby, przyklejonej do swojego aparatu telefonicznego? Już nawet nie pogaduchy przez komórkę, a właśnie wysyłanie wiadomości tekstowych? Jest! Nagły błysk w oku i dłoń unosi aparat telefoniczny bliżej twarzy, oczy przebiegają po kilku linijkach tekstu i oto powstaje odpowiedź. Krótki, szaleńczy taniec kciuka, kilkadziesiąt energicznych uderzeń w klawisze i w świat płyną kolejne słowa. Znad mojej książki obserwuję ten ceremoniał raz po raz, minuta po minucie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ile znaków można wtłoczyć kciukiem w telefon w ciągu 15-20 sekund? To bardziej prosty komunikat czy może jednak pełnoprawna wypowiedź? Czy używa skrótów czy pisze pełne wyrazy? Czy napisanie kilkunastu takich smsów można już traktować jako rozmowę? Co to jest w ogóle rozmowa? Czy to tylko wymiana informacji, a może raczej cały rytuał?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tymczasem brwi esemesowego sąsiada niebezpiecznie zbliżyły się do siebie i czoło przeorała groźna bruzda. Szczęki zawiesiły swój proces mielenia posiłku a oczy przebiegały po linijkach tekstu wyświetlonych na ekranie telefonu. Prawa ręka niemal bezwiednie opuściła nieogryzioną do czysta kość na talerz i powędrowała w stronę serwetki, aby w chwilę po pobieżnym wytarciu o nią palców dołączyć drugą dłonią do silnego uchwytu telefonu. Teraz tandem kciuków zaczął gorączkowo wybijać rytm na klawiaturze, przyspieszając tempo pisania, starając się zadowolić rozgorączkowanego właściciela. Jest! I wyślij! Szczęki na nowo podejmują mozolną pracę rozdrabniania jedzenia, ręka sięga po szklankę z napojem. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy przychodziłem do barku, ten człowiek już w nim siedział. Kiedy kończyłem mój gazowany napój i zbierałem się do wyjścia, nadal przesyłał i odbierał wiadomości, wpatrzony, niemal przez cały czas w ekran telefonu. Tylko raz podniósł wzrok, kiedy zasuwając krzesło narobiłem&amp;#160; nagłego hałasu. Popatrzył na mnie nieprzytomnie i na ułamek sekundy nasze spojrzenia zetknęły się. Jednak kontakt z żywym człowiekiem musiał mu nie odpowiadać, bo czym prędzej wrócił do swojego esemesowego partnera rozmowy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W 1988 roku Ryszard Kapuściński tak pisał o pewnym spotkaniu:&lt;/p&gt;  &lt;blockquote&gt;   &lt;p&gt;W Nowym Jorku obiad z Helen Wolff, w jej mieszkaniu, bo Helen ma ponad 80 lat, złamała nogę i trudno jej pójść do restauracji. […] Helen – głęboka, intensywna kultura, wielki kunszt formułowania myśli – ginąca już formacja intelektualistów Europy pierwszej połowy naszego wieku, którzy traktowali rozmowę jako sztukę, za najprostszym wypowiedzianym zdaniem czuło się błyskotliwą kindersztubę, chłonną i pilną młodość, lata studiów i obcowania ze światem myśli i ducha. Rozmowa przeskakuje z tematu na temat.&lt;/p&gt;    &lt;p&gt;Ryszard Kapuściński “Lapidarium I”&lt;/p&gt; &lt;/blockquote&gt;  &lt;p&gt;Jaki będzie obraz człowieka pierwszej połowy nowego, XXI wieku? Jak będą wyglądały nasze rozmowy? Boję się, że zatracamy coś po raz kolejny, że w złudnej potrzebie oszczędności energii zawężamy nasze wypowiedzi do niezbędnego minimum, a później i te jeszcze skracamy. Potrzebę rozmowy wśród bliskich sobie ludzi zastępuje telewizja, internet, a krótkie wiadomości tekstowe i komunikaty i komentarze na portalach społecznościowych stają się protezą głębokiej, pięknej rozmowy. Co i raz słyszę ludzi wybierających karykaturalne sformułowania i niezrozumiałe skróty, posługujących się równoważnikami zdań, zagubionych podczas wypowiedzi, kiedy nagle okazuje się, że nie sposób postawić na końcu zdania emotikony.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Do głowy od razu ciśnie mi się bolesne podsumowania naszych czasów, wypowiedziane ustami Hanka Moodyego, jednego z moich ulubionych bohaterów serialowych (zabawny paradoks prawda?):&lt;/p&gt;  &lt;blockquote&gt;   &lt;p&gt;And people don’t write anymore, they blog; instead of talking, they text; no punctuation, no grammar. LOL this and LMFAO that. You know it just seems to me that it’s just a bunch of stupid people psuedo-communicating with a bunch of other stupid people in a proto-language that resembles more what cavemen used to speak than the king’s English.&lt;/p&gt;    &lt;p&gt;Hank Moody “Californication”&lt;/p&gt; &lt;/blockquote&gt;  &lt;p&gt;I co wy na to? Celne?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Uwielbiam mówić. Ci, którzy mnie znają pewnie uśmiechają się teraz i mogliby wręcz powiedzieć, że buzia mi się nie zamyka. Wcale mi to nie przeszkadza, bo rozmowa, spieranie się, dzielenie się myślami to najpiękniejsza rzecz jaką mogę sobie wyobrazić. Jestem napędzany słowami, chciałbym aby w moich ustach i pod moimi palcami były piękne, mądre i trafiały do mojego odbiorcy. A jeśli nawet słowa pojawią się tylko po to aby zabić niezręczną ciszę? No to co?&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-3878799195740277508?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/3878799195740277508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/11/przy-barowym-stoliku-zaledwie-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3878799195740277508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3878799195740277508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/11/przy-barowym-stoliku-zaledwie-kilka.html' title='LOL to i LMFAO tamto'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-2656620108167775520</id><published>2011-11-08T16:50:00.001+01:00</published><updated>2011-11-08T16:50:44.772+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='społeczeństwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Nie tracić kontaktu ze światem</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;em&gt;“Oczekiwany czas uploadu 150 minut”&lt;/em&gt;. Powietrze uszło ze mnie z głośnym sykiem, tłumiąc rodzące się w myślach przekleństwo. No to jestem uziemiony, aż setki małych pliczków nie wylądują na serwerze. Szkoda siedzieć i patrzyć w wolno rosnący pasek postępu transferu, trzeba jakoś ten czas zagospodarować. Właśnie wtedy przypomniało mi się, że na śniadanie zjadłem dwa, maleńkie pomidorki cherry, a te od pół godziny warczą na siebie w moim żołądku. Kurtka, szal (nowy, strasznie go lubię) i po chwili minąłem redakcyjne drzwi.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W jadłodajni tłok, ale to zawsze lubiłem w tym miejscu, ludzie przychodzą tu bo jest smacznie i niedrogo. Chwilę później miałem już krzesło dla siebie a na talerzu parowała porcja ryżu z jajkiem i warzywami. Przyjemna lektura do kompletu nieodzowna, choć od zawsze mówiono mi, że nie czyta się przy jedzeniu. Od zawsze czytałem.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;A po smacznym posiłku jeszcze mały spacerek dla zdrowotności, oczywiście najlepiej do księgarni, czy też jak było w tym przypadku, do Empiku. Stałem ja sobie tam przy półkach z fantastyką, śliniąc się nad ślicznym wydaniem cyklu “&lt;em&gt;Fundacja&lt;/em&gt;” Isaaca Asimova, kiedy powoli do moich uszu docierać zaczęły fragmenty żywiołowej rozmowy. Z namierzeniem rozmawiających nie było żadnych problemów, to młodziutka sprzedawczyni stojąca w punkcie informacyjnym rozmawiała ze starszym mężczyzną. Ten, zadawał mnóstwo pytań, a jego interlokutorka z widocznie rosnącą frustracją odpowiadała, widząc, że jej odpowiedzi nie znajdują zrozumienia u starszego pana.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;O co poszło? Cóż nie znam dokładnych szczegółów, bo starałem się zachować przyzwoitość i nie stać się prostym gapiem żądnym sensacji, tylko ruszyłem dalej wzdłuż regałów. Z tego jednak co zdążyłem usłyszeć, mężczyzna złościł się na to, że nie może kupić e-booka, którego chyba nie było nawet w ogóle w wersji pudełkowej, a jedynie można go było ściągnąć ze strony internetowej. Nie rozumiał dlaczego nie może go nabyć choć jest w ofercie i jak to możliwe, że musi kupować za kilkaset złotych czytnik, w którym dopiero mógłby go otworzyć.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ja już jednak zniknąłem w dziale historii powszechnej i przekopywałem się przez bizantyjskie dobroci, zapominając o całym wydarzeniu. Z głośniczków sączył się leciutki jazz okraszony wspaniałym kobiecym wokalem, a książki uwodziły zapachem nowości i obietnicą przygody. W końcu jednak oderwałem się od tych skarbów wspaniałych i ruszyłem do wyjścia, kręconymi schodami w dół. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Przy windzie wpadłem na starszą kobietę, która z rozsierdzeniem wygrażała komuś pod nosem, a w końcu rzuciła, w stronę sprzedawców “- &lt;em&gt;Nie potraficie podać żadnej informacji! Nadal żyjemy w socjalizmie!&lt;/em&gt;” Mocne słowa, choć jak wynika z mojego doświadczenia, zamiast dokładnie opisywać realia, służą raczej za wyraz pewnej bezsilności, tak przejmującej, że chciało by się komuś jak najmocniej dołożyć, za to jak się czujemy. Czy tak było i tym razem? Pewien nie mogę być, ale z miny młodego chłopaka stojącego za ladą z łatwością można było wyczytać wstyd i bezsilność.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Może i zwaliłbym to wszystko na karb kiepsko wyszkolonej, młodej kadry salonu, ale wiem jaką rozmowę usłyszałem w pierwszym przypadku i wiem też, że Ci młodzi ludzi jednak są skorzy do wszelkiej pomocy w ramach swoich możliwości. Wiem to, bo nieraz z niej korzystałem. To jednak nie koniec mojej historii, bo obie te sytuacje stały się katalizatorem do sięgnięcia na powrót do pewnego spostrzeżenia z zeszłego tygodnia i wzbogacenia go o dodatkowe przemyślenia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Spotkałem byłem bowiem pewną panią, w wieku zbliżonym do emerytalnego, która jest w swojej specjalności zawodowej niezwykle kompetentną osobą. Widać to po szacunku z jakim odnoszą się do niej współpracownicy, ale staje się to również jasne kiedy tylko ma szanse zaprezentować swoją wiedzę i zdolności analitycznego myślenia. Specjalnie napisałem “ma szanse zaprezentować” bo mam wrażenie, że wcale nie jest to takie częste.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jak już pisałem wyżej, jej współpracownicy zdają się mieć o niej wysokie mniemanie, więc to nie oni zwykli stawać jej na drodze do zaprezentowania się z najlepszej strony, robi to sama opisywana pani. Po krótkiej z nią rozmowie odniosłem wrażenie, że obawia się przepaści dzielącej nas, boi się różnic w sposobie naszej komunikacji, jakbyśmy mieli posługiwać się różnymi językami, co w pewnym stopniu rzeczywiście wydaje się być prawdą. Jednakże przez takie podejście do sprawy, odsuwa się osobiście gdzieś na bok, czekając na jednoznaczny dowód na to, że jestem do niej nastawiony przyjaźnie i że zależy mi na skorzystaniu z jej wiedzy i doświadczenia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie wiem, czy czytelne jest to do czego tutaj zmierzam. Czy potraficie tak jak ja w tym momencie, wyobrazić sobie tę nieufność wobec świata, jaką potrafią otoczyć się ludzie, którzy przestali za nim nadążać? Którzy mają wrażenie, że znają inny język niż młodsza część społeczeństwa? Czasem starają się dramatycznie nadgonić coś co jest poza ich zasięgiem, innym razem topią się we własnej frustracji, wybuchając nierzadko kiedy dochodzi do tego kluczowego momentu, kiedy któraś ze stron musi pierwsza zrozumieć co dzieje się w tym międzypokoleniowym dialogu i pomóc drugiej. Często wtedy po prostu odsuwają się na bok ci, którym możemy zawdzięczać całe pokłady bezcennej wiedzy wynikającej z życiowego doświadczenia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jestem jeszcze młodym człowiekiem i raczej nadążam za światem, może nie za wszystkim, ale za tymi najważniejszymi sprawami. Mam jednak 20 lat młodszego brata, którego rozumowanie jest dla mnie czasem mocno zaskakujące, czasem nie do końca pojęte. Można to zrzucić na karb jego bezsprzecznej, szczypiorkowej młodości, ale za 20 lat, to z ludźmi z jego pokolenia przyjdzie mi się porozumiewać z pozycji człowieka innej epoki. Jak spowodować, aby wtedy, ten nasz dialog był partnerski, zrozumiały i nie odbywał się dla mnie z pozycji strachu przed niezrozumiałym światem? Jak nie tracić kontaktu z tym co tak szybko dzieje się wokół nas? Znam wielu wspaniałych ludzi, którym to się udaje, którym zawdzięczam mnóstwo tego, kim teraz jestem. Mam nadzieję, że i ja taki będę. Muszę taki być!&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-2656620108167775520?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/2656620108167775520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/11/nie-tracic-kontaktu-ze-swiatem.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2656620108167775520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2656620108167775520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/11/nie-tracic-kontaktu-ze-swiatem.html' title='Nie tracić kontaktu ze światem'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-2559793545233334819</id><published>2011-09-14T00:29:00.001+02:00</published><updated>2011-09-14T19:39:46.666+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Łękawica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kocierz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Pstrągiem pod prąd</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy babcia wysyłała mnie po zakupy “do POMu”, znaczyło to po prawdzie sporą wyprawę, jak na te moje niewiele lat. Sklep przyklejony ścianą do “Państwowego Ośrodka Maszyn” mieścił się w sąsiedniej wiosce, ale tak to się złożyło, że nasz dom był ostatni we wsi, czy też, jak do dziś o tym myślę, pierwszy. Po wyjściu za bramę i przejściu drogi byłem już w sąsiedniej miejscowości. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zbiegałem z naszej grapy na główną drogę i ruszałem wzdłuż tartaku, w stronę parku. Park był plątaniną krzaków, wysokich drzew i wiecznego błota. Tak się składało, że nieczystości z zakładu spuszczano wprost w to miejsce, przez które codziennie przechodziły setki ludzi. Większa część parku to było po prostu cuchnące bajorko, przez które przechodziło się wąską ścieżką wspinającą się w górę po zboczu, na którym stał sklep.&lt;/p&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Fajnie było dostać takie odpowiedzialne zadanie, jak robienie zakupów, ale jeszcze fajniej było biegać po tym dzikim parku i wspinać się po pagórkach. W ogóle pamiętam, że w tamtych latach, można było liczyć na tyle zabawy i rekreacji, ile sobie sami zorganizowaliśmy, a przynajmniej tak było w moim małym zakątku. Boiska do piłki nożnej nie mieliśmy nawet w szkole, a raczej mieliśmy duży plac pokryty żużlem, na którym słupki bramki oznaczaliśmy naszymi tornistrami. Kopało się w piłę nie myśląc o prawdziwej bramce z siatką.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak się składało, że mój dom stał o przysłowiowy rzut kamieniem od nadrzecznego lasku, którego również używaliśmy namiętnie jako placu najdzikszych zabaw. Wydeptane ścieżki i polanki służyła za miejsca do podchodów i strzelanek, do rozbicia namiotu, rozpalenia ogniska, a nawet, jako boiska do piłki nożnej i siatkówki. Nie wspomnę już o rzece, na której każdego lata nasi starsi koledzy budowali “zastaw”, tamę, która miała stworzyć coś na kształt pływalni na górskiej rzece. Pamiętam, jak na pierwsze oznaki mocnych deszczów biegło się nad rzekę, żeby zobaczyć jak ci sami koledzy tworzą w niej wyrwę, tak aby wezbrane wody nie zabrały jej całej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W zimie sprawa była oczywista. Kiedy pola uprawne zamieniały się w nartostrady i tory saneczkowe, nasze zabawy przenosiły się nieco wyżej. Budowaliśmy ze śniegu skocznie i podskakiwaliśmy jak kijanki na naszych zbyt dużych, odziedziczonych po wujostwie nartach. A kiedy przychodziły roztopy i w koleinach pozostawionych przez nieliczne samochody, płynęła wartka woda, potrafiliśmy godzinami iść ze szkoły śledząc spływające nią łódeczki z kory, przygotowane na lekcjach. Oj raz nawet zebrałem za spóźnienie w skórę od mojej babci.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Do czego ja w ogóle zmierzam? Chyba do tego, że w momencie kiedy tak naprawdę nie mieliśmy niczego podsuniętego pod nos, potrafiliśmy zrobić wszystko i wyobrazić sobie wszystko. Świat stawał się naturalnym miejsce zabaw, pełnym możliwości, potrzebna była tylko niczym nie ograniczona wyobraźnia. Jasne, że człowiek zagapiał się z otwartą buzią w cudeńka zobaczone w telewizji, ale czy byliśmy nieszczęśliwi? Na pewno nie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niedawno odwiedziłem moje rodzinne strony i wybrałem się na samotny spacer po tych wszystkich, niegdyś tak ukochanych zakamarkach i zobaczyłem jak w tym czasie dużo się zmieniło. Największą metamorfozę przeszedł chyba nasz podmokły park, już osuszony i zamieniony w miejsce rekreacji dla całych rodzin. Z maleńkim amfiteatrem, placem zabaw, kortem tenisowym i boiskiem do badmintona. Nawet ścieżynka do sklepu zyskała twardą nawierzchnię i oświetlenie lamp. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;W tym miejscu odbywają się teraz koncerty i festyny, a kort okupowany jest przez nieźle radzących sobie z rakietą ludzi. Można by powiedzieć wprost, że to postęp, cywilizacja, świat idzie ku lepszemu i nie omija moich rodzinnych stron, ale jeśli tak, to dlaczego tak smutno mi było na to patrzeć? Czy to tylko tęsknota za minionym czasem i mijającym życiem? Chęć powrotu do krainy szczęśliwości, stała za tymi uczuciami?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nad rzeczkę, gdzie zwykle się bawiliśmy nie znalazłem już tych wszystkich miejsc wydeptanych stopami ludzi. Zarośnięte chaszczami ścieżki z trudem otwierały się przede mną, a każdy kolejny krzak zostawiał na moich ubraniach ślady szarpaniny i niechęci do ponownego odkrywania swoich tajemnic przed człowiekiem. Zrozumiałem, że już nikt tu nie przychodzi, nikt nie czuje tego podniecenia faktem, że może skradać się i biegać po tych wspaniałych krzaczorach. Oczekiwania poszły gdzie indziej, ucywilizowały się wraz z nowymi możliwościami.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszystko się zmieniło, może tylko oprócz małej kapliczki w drzewie, obok której moja ciocia żegnała się każdego ranka i zaczynała “Anioł Pański” pędząc do pracy. Zmieniło się i nawet ciężko mieć do kogokolwiek pretensje, bo ludzie po prostu odeszli z tych miejsc, ku lepszym, nowszym, dającym większe możliwości, bardziej cywilizowanym. Nie dziwię się rodzicom, którzy wolą aby ich dzieci bawiły się na bezpiecznych placach zabaw zamiast zdzierać kolana i łokcie po wykrotach. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tylko, wiecie, po ludzku po prostu mi żal, żal tych wszystkich wspomnień, które już pozostaną na zawsze tylko wspomnieniami. Dlatego czasem tak pędzę pod prąd jak pstrąg, wbrew oczekiwaniom i potrzebom ludzi. Chcę wrócić tam skąd uciekłem, kiedy ludzie, którzy pozostali, nadal chcą się wydostać w świat.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-CXOidcoxECw/Tm5kdX7duNI/AAAAAAAAEvg/ogDfhmUrpNE/13092011wies1.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-4-u97qg7ycA/Tm5kb1Ga_qI/AAAAAAAAEvE/xMNQA0--KP8/13092011wies2.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-8wNFaCBBQrQ/Tm5kcA_BN9I/AAAAAAAAEvI/gbIG9yrWxQE/13092011wies3.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-7qWGAMjJ83k/Tm5kcWxMKAI/AAAAAAAAEvM/L-QH5Y2rIuA/13092011wies4.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-FEhSG51FTvc/Tm5kcmXHgPI/AAAAAAAAEvQ/jlfT3KrAU50/13092011wies5.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-FfZeIA9oxrQ/Tm5kc8wlLBI/AAAAAAAAEvY/m5vp3SJrYz0/13092011wies6.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-OgiM5W5Puy4/Tm5kc2rlqrI/AAAAAAAAEvU/SUsnwbMJpCc/13092011wies7.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-Ow4ogxfKuwE/Tm5kdAYnLOI/AAAAAAAAEvc/9mJPzm8Uchs/13092011wies8.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-2559793545233334819?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/2559793545233334819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/09/pstragiem-pod-prad.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2559793545233334819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2559793545233334819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/09/pstragiem-pod-prad.html' title='Pstrągiem pod prąd'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-CXOidcoxECw/Tm5kdX7duNI/AAAAAAAAEvg/ogDfhmUrpNE/s72-c/13092011wies1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-13673878400344680</id><published>2011-09-11T23:13:00.001+02:00</published><updated>2011-09-11T23:46:03.160+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='World Trade Center'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowy Jork'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='9/11'/><title type='text'>Inny, choć taki sam</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh6.googleusercontent.com/-0fadk5kQ6oU/Tm0h-crD88I/AAAAAAAAEuc/GRr8EpT4tm4/11092011wtt.jpg" /&gt;Szedłem wtedy korytarzem biurowca Elektrimu na ulicy Pańskiej. Skąd, albo dokąd? Nie mam już pojęcia. Wiem tylko, że przez otwarte drzwi sąsiedniego departamentu, zobaczyłem przedziwne zgromadzenie, wszystkich pracowników tej sali stojących przy radioodbiorniku. Wróciłem biegiem do swojego pokoju i włączyłem na głos jakąś relację. Po chwili wszyscy moi współpracownicy stali już obok mnie i podobnie jak ja, nie mogli uwierzyć w to co słyszą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przez długie godziny siedzieliśmy wszyscy przykuci do szklanych szyb monitorów, obserwując tę tragedię. Widzieliśmy kłęby dymu bijące w niebo ze stojących jeszcze wież, ludzi biegnących ulicami i stojących wysoko w oknach budynków, strażaków i ratowników, którzy w tej chwili nie mogli sobie pozwolić na zastygnięcie, tak jak my, tylko stanęli na wysokości zadania. Potem zobaczyliśmy upadające budynki World Trade Center i baliśmy się pomyśleć nawet, co to wszystko znaczy.&lt;/p&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;11 września 2001 roku to był jeden z tych dni, kiedy kompletnie nie wiedziało się jak będzie wyglądał następny. Złamane zostały wszystkie, nawet te najbardziej surowe zasady, jakimi rządziło się życie i choć w pierwszym momencie była tylko złość i niedowierzanie, to okazało się, że za tymi drzwiami jest po prostu kolejny świat. Setki ludzi, przy różnych okazjach wypowiedziało słowa, że po tym dniu, świat już nigdy nie będzie taki sam, ale czy to prawda?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wszyscy wiemy co było potem, nie zamierzam tutaj powtarzać relacji, jakie można dziś przeczytać w każdym zakątku sieci. Z dymu zawalonych budynków zaczynał się wyłaniać świat, w którym ludzie dotknięcie ogromną tragedią, ruszyli aby szukać ocalałych, żeby ratować co można było uratować, żeby pokazać, że nie czują się pokonani. Każdy z nich stawał się w oczach świata bohaterem, choć przecież robili tylko to co powinni. To wtedy, przez krótki czas, superbohaterowie z komiksów Marvela musieli usunąć się w cień, a prawdziwymi herosami stawali się strażacy i ratownicy, których wielu oddało życie ratując inne.&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: center"&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-fId4RzUH6MM/Tm0rPTyFgXI/AAAAAAAAEuw/kR-bFXdvCwc/11092011wtt2.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Na skrzydłach&lt;br /&gt;
foto: © Sławomir Okrzesik, Warszawa 2009&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;p&gt;W tej całej tragedii to piękny widok, kiedy nagle różnice nie dzielą, za to podobieństwa łączą ze zdwojoną siłą ludzi. Każdy mały gest, działanie i każda myśl dawała dowody bezprzykładnego oddania i patriotyzmu, tej dziwnej postawy, która przywoływana w błahych momentach budzi mieszane uczucia, niejednokrotnie zakłopotanie i rozbawienie. My też mieliśmy taki moment w zeszłym roku, sami pamiętacie. Ale to był tylko moment, a później wszystko zniknęło.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mam wrażenie, że żyjemy w dziwnych czasach, kiedy zmusza się nas do okazywania umiłowania ojczyźnie, szantażując nas agresywnymi wypowiedziami, ale co gorsza, z łatwością szafuje się ocenami, kto jest, a kto nie patriotą. W tym samym momencie dzieli się ludzi na prawdziwych Polaków i na tych obcych, w domyśle wrogów i zdrajców. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeden z ważnych polityków krzyczy, że stoi tam gdzie stał zawsze, kiedy jego niedawni sojusznicy, zajęli miejsce najgorszych wrogów. Nazywa ich tchórzami, zdrajcami, sprzedawczykami. Ten “drugi” na konwencji swojej partii straszy, że jeśli tamci wrócą do władzy, to znów biało-czerwoną flagę przyjdzie nam zatknąć na ruinach. Nie widzieli się od tygodni, nie rozmawiali ze sobą od miesięcy, kontaktują się poprzez prasę i ogłupiają nas w swoim opętańczym tańcu. Członek jednej z reprezentowanych przez nich partii, śmiał powiedzieć, że “&lt;em&gt;podejmą próbę nawiązania kontaktu&lt;/em&gt;” z drugą partią, w sprawie tak błahej jak organizacja debaty wyborczej. Zupełnie jakby musiał do tego używać tam-tamów w afrykańskim buszu, albo wysyłać misję kosmiczną na Marsa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Marek Siwiec, był szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego w chwili ataku na World Trade Center we wrześniu 2001 roku. Wspominał dziś w programie radiowym, że w tamtej sytuacji, kiedy prezydentem był człowiek lewicy, a premierem prawicowiec, nie było problemu ze wspólnym rozmawianiu o tragedii i o rozważaniu co to znaczy dla Polski. W Nowym Jorku, w Strefie Zero, miejscu gdzie niegdyś stały wieże, pojawili się dziś George W. Bush i Barack Obama, by ramię w ramię oddać hołd poległym. Nie stanowi to dla nich problemu, że jeden z nich jest przedstawicielem republikanów a drugi demokratów.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nikomu nie chciałbym kazać sprawdzać się w tak dramatycznych okolicznościach, ale życzyłbym, aby zamiast łatwo szafować takimi słowami jak patriotyzm, ojczyzna, prawdziwy Polak, potrafili wznieść się nad podziały i działać wspólnie, zwłaszcza jeśli czasy i okoliczności po temu pozwalają. Do czego prowadzi zacietrzewienie, niezrozumienie i nawoływanie do nienawiści mogliśmy zobaczyć dziesięć lat temu, a dziś to sobie przypomnieć. Tyle, że po tym dniu pamięci, jutro wszystko wróci do normy, a świat mimo, że nie jest taki sam po 11 września, to wydaje się jednak wcale nie zmienił.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeden z moich ulubionych fotografów (uwielbiam to jak potrafi fotografować i jak o tym opowiadać) &lt;a href="http://portfolio.joemcnally.com/"&gt;Joe McNally&lt;/a&gt;, po wydarzeniach 2001 roku stworzył kilka niezapomnianych serii zdjęć, w tym portrety bohaterów ratujących ludzi z wież World Trade Center. Dziś, po tych wszystkich latach, wraca do nich i dopisuje kolejny rozdział, bo życie potoczyło się dalej. Żałuję, że nie mogę przygotowanej przez niego &lt;a href="http://www.joemcnally.com/blog/2011/08/22/not-just-your-average-joe/"&gt;wystawy&lt;/a&gt; zobaczyć w całości i na żywo, ale wdzięczny jestem za to co mi ze sobą jego zdjęcia przyniosły.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;11 września 2001 roku nie zapomnę nigdy, jak chyba wszyscy ludzie mojego pokolenia.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-13673878400344680?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/13673878400344680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/09/inny-choc-taki-sam.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/13673878400344680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/13673878400344680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/09/inny-choc-taki-sam.html' title='Inny, choć taki sam'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-0fadk5kQ6oU/Tm0h-crD88I/AAAAAAAAEuc/GRr8EpT4tm4/s72-c/11092011wtt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5540672095242790941</id><published>2011-08-19T19:56:00.001+02:00</published><updated>2011-08-19T19:56:52.205+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Książka na czterech kołach</title><content type='html'>&lt;p&gt;Różnie to pewnie wygląda. Czasem uwieszony na jednej ręce na poprzecznym drążku jak gibon, innym razem wciśnięty w kąt między oparciami foteli. Czasem balansujący na kręcącej się części przegubowca, z rzadka siedząc wygodnie, przytulony do szyby. Zawsze jednak z pochylonym karkiem i oczyma wlepionymi w, pokryte drobnym maczkiem literek, stronnice. O tak! Lubię czytać podróżując komunikacją miejską.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Zaraz po wejściu do autobusu, tramwaju czy metra, szukam takiego punktu, gdzie nie przeszkadzając nikomu, będę mógł bezpiecznie oddać się lekturze. Jedną rękę będę miał zajętą, a i druga od czasu do czasu będzie mi przydatna, więc muszę dobrze ocenić szanse podparcia się ciałem, aby w razie ostrego hamowania, czy zakrętu, nie spowodować jakiegoś nieszczęścia. Po latach praktyk mam już swoje ulubione i pewne lokalizacje, ale czasem i one są zajęte i przychodzi działać na partyzanta.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności i podróż przez miasto jest dla mnie stratą czasu, jeśli pod ręką nie mam jakiejś lektury. Sięgam po nią gdy tylko się umoszczę i świat przestaje dla mnie istnieć. Moi znajomi śmieją się nawet ze mnie, że nie rozpoznaję niektórych miejsc na mojej codziennej drodze z domu do pracy, ale jakże mam poznawać, kiedy głowę podnoszę znad kart książki dopiero kiedy wysiadam?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jednak czytanie podczas podróżowania komunikacją miejską to prawdziwy tor przeszkód. Jeśli nawet uda mi się bezpiecznie usadowić, to ciężko czasem uniknąć popychania przez współpasażerów, “przytulania się” ich do nas, co kompletnie uniemożliwia trzymanie książki w wyciągniętej przed oczyma ręce. To znów kierowca postanowi sprawdzić wytrzymałość pasażerów i jeździ używając na przemian gazu i hamulca urągając wszelkim zasadom jakie w ich głowy wepchnęli kiedyś ich nauczyciele jazdy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Zupełnie innym tematem jest traktowanie wnętrza autobusu jak własnego salonu, biura, boiska piłkarskiego, czy czego tam sobie jeszcze wymyślimy, przez współpasażerów. Chóralne krzyki, głośne rozmowy przez telefon komórkowy, trwające czasem cały czas od wejścia do wyjścia z autobusu, słuchanie muzyki na “maks”, tak że dokładnie wszyscy muszą słuchać tego co osoba autobusowego disck jockeya. I to nie jest tak, że ja chciałbym tego wszystkiego zabronić! O nie! Ale, odrobina rozsądku by się przydała. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Żeby nie być gołosłownym, oto sytuacja z przed kilku dni. W długaśnym, przegubowym autobusie, sporo było wolnych miejsc na moim przystanku. Wykorzystałem więc i usiadłem na jednym z nich zadowolony, od razu sięgając po książkę. Po drugiej s tronie półmetrowego korytarzyka siedziała młoda dziewczyna, również z książką na kolanach. Poza tym, w całym pojeździe nie było innych czytelników.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Dwa przystanki później do środka wsiadło sporo osób i miejsca siedzące się skończyły, ale w korytarzyku wzdłuż autobusu nie stało więcej niż 5-7 osób. Tak się zdarzyło, że dwie z nich stanęły dokładnie między mną, a drugą&amp;#160; czytelniczką, po czym rozpoczęły zażartą dyskusję, zaczętą chyba jeszcze na przystanku. Gorąca ona była, tyczyła jakichś teorii finansowych, padały nazwiska i publikacje, znaczy osoby niegłupie. Ale czy na pewno?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Obaj dyskutanci byli mocno zaskoczeni, kiedy odwróciłem twarz w ich stronę i odezwałem się tymi słowami: – &lt;em&gt;Bardzo ciekawie i mądrze panowie mówią, ale czy naprawdę najsensowniejszym miejscem na taką głośną i gorącą dyskusję jest to, obok jedynych dwóch osób w całym pojeździe, które próbują czytać i rozumieć co czytają? Pozostawiam tę myśl do rozważenia&lt;/em&gt;. Po czym wróciłem do swojej lektury. Panowie zmieszali się trochę, coś tam pod nosami przyznali mi rację i po chwili przesunęli się dosłownie trzy metry dalej, gdzie ich rozmowa była już tylko częścią tła, białym szumem, prostym do ignorowania. Jednak potrzebne było zwrócenie uwagi. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedyś spotykając gadułę, spuszczałem uszy po sobie i próbowałem ignorować, ale od jakiegoś czasu powiedziałem sobie nie. Potrafię opieprzyć mężczyznę w pociągu, który przez telefon ruga swoją sekretarkę, albo który po rozłożeniu stosu dokumentów zaczyna wydzwaniać po świecie traktując przedział jak swoje biuro. Serdecznie dość mam też wysłuchiwania o tym jak się chlało poprzedniego dnia i kto ile rzygał, podobnie jak wysłuchiwania historii choroby od osoby, której monolog dosłownie nikogo wkoło nie interesuje. Dość tego!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Każdy ma prawo spędzić podróż w najbardziej sprzyjających okolicznościach, na jakie może liczyć. Kiedyś ktoś powiedział, że własna wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innej osoby i zupełnie zgadzam się z tą myślą, tym razem w kontekście prawa do spokojnego czytania książek w podróży. A co?!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Podobała mi się &lt;a href="http://www.facebook.com/pages/Ust%C4%85p-miejsca-czytaj%C4%85cemu/128026623926986?sk=info" target="_blank"&gt;akcja&lt;/a&gt;, którą jakiś czas temu dojrzałem na Facebooku, a która namawiała do ustępowania miejsca czytającym w środkach komunikacji miejskiej. Przygotowane zostały odpowiednie nalepki, wizytówki, przygotowana została odezwa, aby zarządzający środkami komunikacji zadbali o czytelników tak samo jak o matki z dziećmi, inwalidów i osoby starsze. Cała akcja jest oczywiście przygotowana mocno z przymrużeniem oka, ale ma drugie, bardzo ważne dno.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Po ogłoszeniu raportów o stanie czytelnictwa w naszym kraju zadrżało, ja sam pisałem już co nieco na ten temat (&lt;a href="http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/czy-wystarczy-kieszonkowe.html" target="_blank"&gt;Czy wystarczy kieszonkowe&lt;/a&gt;). Akcja “Ustąp miejsca czytającemu” miała wtedy więc zwrócić uwagę na to, że w autobusach tracimy bezpowrotnie mnóstwo czasu każdego dnia, kiedy możemy poświęcić go na czytanie. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;I tutaj zupełnie poważnie przyłączę się do zachęcania. Czytajcie w autobusach i tramwajach. Czytajcie w pociągach, metrze i samolocie, to jest ten czas, który możecie spędzić na najwspanialszej ludzkiej przygodzie! A jeśli nie dacie się namówić. No cóż, nie będę uszczęśliwiał was na siłę, ale na bogów literatury, nie przeszkadzajcie wtedy tym, którzy mają o tej sprawie inne od was zdanie. Dziękuję.&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5540672095242790941?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5540672095242790941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/ksiazka-na-czterech-koach.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5540672095242790941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5540672095242790941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/ksiazka-na-czterech-koach.html' title='Książka na czterech kołach'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5028035870346823599</id><published>2011-08-18T20:13:00.002+02:00</published><updated>2011-08-18T20:16:55.553+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Harry Potter'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Emma Watson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Coś się skończyło, coś się zaczyna</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh5.googleusercontent.com/-P6PlhTR-lUg/TkzkjZcX4AI/AAAAAAAAEtQ/pDJGBKDBQM0/18082011hpotter1.jpg" /&gt;Zostały dwa tygodnie do końca wakacji. Nie moich. Mojego najmłodszego brata. Tak się złożyło, że jesteśmy właśnie w drodze do naszego domu rodzinnego, po krótkim pobycie brata u mnie. Trzeba było jakoś ładnie podsumować więc te dwa kończące się okresy, wszak od jutra zacznie się coś całkiem nowego, może lepszego? Postanowiliśmy iść do kina na ostatnią odsłonę cyklu o Harrym Potterze. Żadne z nas jeszcze go nie widziało.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Od razu muszę powiedzieć, że fanem młodocianego czarodzieja nigdy nie byłem, nigdy nie sięgnąłem też po książki Joanne Rowling. Ominęła mnie więc gorączka oczekiwań kolejnego tomu, ominęło mnie żywe dyskutowanie o wierności filmowej adaptacji do oryginału. U mojego brata jest inaczej. Kiedy mam jakieś pytanie, to do niego się zwracam o pomoc. Nawet teraz, co chwilę zadaję jakieś pytania, upewniając się, że nie popełniam jakiejś gafy.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;W kinie, jak w kinie, było heroicznie. Świat się walił, ludzie umierali w szlachetnym poświęceniu, siły zła i dobra starły się w ostatecznym boju. Główny bohater, wsparty niezłomnymi przyjaciółmi zmagał się z własną słabością i z potęgą przeciwnika. Na koniec, zło znów położyło kark, a dobro triumfowało jak powinno w każdej dobrej baśni. Niby wszyscy się tego spodziewaliśmy, a jednak godziny spędzone przed kinowym ekranem nadwyrężyły nasze nerwy solidnie.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh4.googleusercontent.com/-5gJhdRONMUc/Tkzkjc-6_4I/AAAAAAAAEtU/V8WOBOcBuU4/18082011hpotter2.jpg" /&gt;Nie sposób zarzucić czegokolwiek filmowcom, bo zrobili kawał znakomitej roboty i film pozostaje jednym z największych widowisk X muzy. Nie wiem nawet czy sprawił zawód fanom Harry’ego Pottera, czy też są cyklem zachwyceni, nie jest to dla mnie istotne. Wielokroć mówiłem, że “Więzień Azkabanu” jest najlepszą i ulubioną przeze mnie częścią cyklu i teraz przyjdzie mi tylko potwierdzić tę opinię. Po straszliwym zawodzie “Czarą ognia” myślałem, że nie dotknę się już następnych części, ale dość mroczna końcówka, zrehabilitowała nieco całość w moich oczach.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Dlaczego więc oglądałem tę serię? Nie dla samych efektów specjalnych przecież, ale też ciężko było by pominąć je w tym wywodzie, bo pomogły stworzyć wspaniałe, fantastyczne teatrum, nieosiągalne innymi efektami. Oglądałem ten cykl również dla wspaniałych, uwielbianych przeze mnie aktorów. Cudowna Emma Thompson, kobieta o anielskim głosie (oj zawsze będę widział już jej uskrzydloną, gniewną postać z “Angels in America”), przepiękna Helena Bonham Carter, którą wielbię w jej niesztampowości, mój ulubiony Alan Rickman, dla którego jestem w stanie zobaczyć każdy film, w którym przyjdzie mu zagrać.A tu lista się nie kończy, jest jeszcze wszak Kenneth Branagh, Gary Oldman, Ralph Finnes, Bill Nighy, John Cleese, John Hurt… Uff! Lista mogła by być jeszcze długa.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Właściwie to przyznać się muszę, że notkę tę zacząłem pisać właśnie po to, aby poględzić sobie o kimś z obsady. O kimś kto wcielił się w najważniejszą bohaterkę, Hermionę Granger, czyli o młodziutkiej, angielskiej aktorce, Emmie Watson. Ledwie kilka tygodni temu, siedzieliśmy sobie sympatycznie z moją znajomą, Iloną, przy winku i pogaduchach. Oglądaliśmy zdjęcia Emmy z angielskiego Harper’s Bazaar i zachwycaliśmy się tą młodą kobietą. To nieco dziwne, bo jest kompletnie nie w moim guście, mały, chudy wieszak, bez właściwych kobietom krzywizn i wypukłości, a jednak budzi we mnie niezwykłe zainteresowanie.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Zanim zagrała przyjaciółkę Harry’ego Pottera, była kompletnie nieznana, choć od maleńkości chciała zostać aktorką i szkoliła się w tym kierunku w renomowanej The Dragon School w Oksfordzie. W wieku 11 lat zaczęła się jej przeszło dziewięcioletnia przygoda z serią filmów o Potterze. Niemal nie było szans na inną działalność, ale i tak udało jej się zaistnieć jako modelce, jak również zagrać w dwóch filmach, o których, szczerze mówiąc, nic, nigdy nie słyszałem. Może to nic dziwnego, bo jeden był telewizyjny?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Sława musiała się podobać, ale Emma okazała się ambitną osóbką, którą zaczęła równie szybko męczyć. Z czasem coraz częściej mówiła o znużeniu swoją rolą i o identyfikowaniu jej z Hermioną. Kiedy po zakończeniu zdjęć, niemal natychmiast, króciutko ścięła włosy, jej fani zadrżeli i zarzucili Internet komentarzami, nierzadko dość krytycznymi. W ten symboliczny sposób aktorka chciała pokazać swoje zerwanie z wizerunkiem idolki młodzieży i podkreślić, że jest już dojrzałą kobietą.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Dla Emmy zaczął się nowy czas. Karty magazynów o modzie wypełniły się jej zdjęciami z sesji, których propozycje zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Patrząc na niektóre ze zdjęć, ciężko się dziwić tej niezwykłej atencji do młodej gwiazdki, i coraz rzadziej w jej twarzy odnajduję zmartwione spojrzenie młodej wiedźmy. To chyba dobrze prawda?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-Pp5tgO3fYk4/Tk1PyXDJlwI/AAAAAAAAEt0/5E2wtA1hZLE/s512/emma1.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Emma Watson 
    &lt;br /&gt;foto: Alexi Lubomirski 

    &lt;br /&gt;Harper’s Bazaar UK&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-qVqNAa01P6M/Tk1P5Mu7RgI/AAAAAAAAEt8/jW495D0wUxw/s512/emm2.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Emma Watson 
    &lt;br /&gt;foto: Mario Testino 

    &lt;br /&gt;Vogue US&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-ir1Plcy_GOE/Tk1P5IUAW0I/AAAAAAAAEuA/K1m4XbA8Yyg/s512/emm3.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Emma Watson 
    &lt;br /&gt;foto: Marie Claire&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-_coKDISUJRE/Tk1PyuHWRrI/AAAAAAAAEt4/v0Nw2EGDYDg/s512/emm4.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Emma Watson 
    &lt;br /&gt;foto: Mario Testino&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-fHbBwaac53E/Tk1PyNaqqpI/AAAAAAAAEtw/QkjEqHFdhw0/s512/emm5.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Emma Watson 
    &lt;br /&gt;foto: Mariano Vivanco 

    &lt;br /&gt;i-D Pre-Fall&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nie potrafię zrozumieć niezwykłej popularności n.p. Keiry Knightley, ani zachwytów jej urodą, czy talentem aktorskim. Tymczasem Emma Watson, ma, moim zdaniem to wszystko co może spowodować, że osiągnie sukces. Choć osobiście, podobnie jak Harry, wybrałbym Ginny (w tej roli urocza Bonnie Wright) zamiast Hermiony, to jednak trzymam za nią kciuki. Koniecznie chcę zobaczyć co z niej jeszcze może wyróść, bo dla Hermiony właśnie coś się skończyło, ale dla Emmy Watson, bardzo w to wierzę, dopiero się zaczyna.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;em&gt;Zdjęcia z nieocenionego serwisu &lt;/em&gt;&lt;a href="http://www.touchpuppet.com/" target="_blank"&gt;&lt;em&gt;TouchPuppet.com&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5028035870346823599?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5028035870346823599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/cos-sie-skonczyo-cos-sie-zaczyna.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5028035870346823599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5028035870346823599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/cos-sie-skonczyo-cos-sie-zaczyna.html' title='Coś się skończyło, coś się zaczyna'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-P6PlhTR-lUg/TkzkjZcX4AI/AAAAAAAAEtQ/pDJGBKDBQM0/s72-c/18082011hpotter1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-6868937847873208999</id><published>2011-08-14T17:26:00.003+02:00</published><updated>2011-08-14T17:29:57.173+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='animacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Sekret porywającej animacji</title><content type='html'>&lt;p&gt;Columcille (irl. gołąb kościoła) to prawdziwe imię irlandzkiego świętego kościoła katolickiego, Kolumbana zwanego Starszym.Żył w VI wieku naszej ery i dał się poznać jako wielki misjonarz i krzewiciel wiary katolickiej. W Szkocji i północnej Anglii miał założyć osobiście przeszło 50 klasztorów i kościołów, a w Irlandii blisko 40. Miejscem szczególnym, centrum chrystianizacji północnej Anglii miała być wyspa Iona, leżąca u wybrzeży Szkocji. Było to również miejsce, w którym święty dokonał swojego żywota.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Oprócz działań misyjnych, Kolumban namawiał swoich braci – mnichów do studiowania Pisma Świętego, ale również literatury klasycznej. Był też gorącym orędownikiem kopiowania ksiąg, a sama Iona stałą się dzięki temu znana z utalentowanych iluminatorów.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Jedną z jego najważniejszych misji, które założył w Irlandii , było opactwo Kells w hrabstwie Meath, którego ruiny ze słynną okrągłą wieżą, można oglądać do dziś. Miejsce to słynne jest na świecie jednak również z innego zabytku, wspaniale ilustrowanego ewangeliarza, zwanego jako Księga z Kells. To właśnie ona, jest tematem filmu animowanego, o którym chciałbym wam dziś opowiedzieć.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;“Tajemnica księgi z Kells” (“&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0485601/" target="_blank"&gt;The Secret of Kells&lt;/a&gt;”) to opowieść o chłopcu imieniem Brendan, wychowującym się w klasztorze w Kells. Jego wuj, opat Cellach opętany jest myślą o swojej powinności obrony ludzi przed dzikimi wikingami, pustoszącymi północ. Jedyny sposób widzi w budowie potężnych murów odgradzających Kells od świata zewnętrznego. Brendan, nigdy nie opuścił miejsca swojego urodzenia, ostrzeżony przez wuja, że świat zewnętrzny jest zbyt niebezpieczny.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-24KSwRMHxVk/Tke0ZWUqnUI/AAAAAAAAEsY/5gOx-flpIrc/14082011sok1.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;&amp;quot;The Secret of Kells&amp;quot; 
    &lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://www.thesecretofkells.com/" target="_blank"&gt;http://www.thesecretofkells.com/&lt;/a&gt; 

    &lt;br /&gt;

    &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Sytuacja zmienia się, kiedy do opactwa przybywa uciekinier ze zniszczonej przez wikingów Iony, iluminator Aidan, wraz ze swoim białym kotem Pangur Banem. Przywozi on ze sobą księgę, która ma być najwspanialszym dziełem rąk ludzkich i przynieść światło w świat mroku. Okazuje się nią być tytułowa księga z Kells, dzieło zapoczątkowane przez samego św. Kolumbana, którego uczniem jest Aidan. To dzięki przybyszowi, Brendan uwalnia się z spod mrocznych wizji swojego wuja i zaczyna dostrzegać w świecie coś więcej niż niebezpieczeństwo.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&amp;quot;Sekret księgi z Kells&amp;quot; przeczekał sporo na swoją kolej, na mojej półce, ale w końcu, korzystając z odwiedzić mojego najmłodszego brata, postanowiłem go obejrzeć. To było jak najpiękniejsza przygoda! Nawet nie wiem kiedy minęło to 75 minut. Przepiękna animacja, która bije na głowy wszystkie nowoczesne wynalazki 3D, prosta, ale jakże krzepiąca opowieść, wspaniała muzyka, to prawdziwa uczta dla zmysłów. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-KLTClgx4vbQ/Tke0ZAj8TCI/AAAAAAAAEsQ/CEMYBZ0C8xw/14082011sok2.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;&amp;quot;The Secret of Kells&amp;quot; 
    &lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://www.thesecretofkells.com/" target="_blank"&gt;http://www.thesecretofkells.com/&lt;/a&gt; 

    &lt;br /&gt;

    &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Film przepełniony jest symboliką, zaczarowaną w harmonijne obrazy, wypełnione celtyckimi i średniowiecznymi zdobieniami. Mnóstwo tu odniesień do historii i mitologii. Główny bohater, Brendan nosi imię wielkiego, irlandzkiego świętego podróżnika, jego towarzyszem jest kot Pangur Ban, którego imię pochodzi z poematu irlandzkiego gdzieś z okolic IX wieku, a razem potykają się z potężnym Crom Cruachem, istotą z dawnych wierzeń, która reprezentuje pogańskie zło.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-t1HZXVIHli8/Tke0ZWnq0PI/AAAAAAAAEsU/yNv9S7wdZek/14082011sok3.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;&amp;quot;The Secret of Kells&amp;quot; 
    &lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://www.thesecretofkells.com/" target="_blank"&gt;http://www.thesecretofkells.com/&lt;/a&gt; 

    &lt;br /&gt;

    &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Animacja powstała w kooperacji belgijsko/francusko/irlandzkiej, zaś za jej reżyserię odpowiadają Tomm Moore i Nora Twomey. Przyniosła swoim twórcom wiele prestiżowych nagród, a również nominację do Oskara w 2010 roku. Niestety, jak zwykle w przypadku tej nagrody, niezrozumiałe wydaje się zwycięstwo filmu “Odlot” (“Up”), ale do tego już chyba jesteśmy przyzwyczajeni. Producenci (Les Armateurs) mogą zresztą mówić o pechu, bo była to kolejna, po “Trio z Belleville”, ich szansa na tę nagrodę. Wtedy przegrali z dość nijakim dla mnie “Gdzie jest Nemo”.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Na szczęście od lutego b.r. możemy już w Polsce zakupić DVD z filmem, o którego dystrybucję postarał się Gutek Film. Pewnym minusem może wydawać się brak wersji z polskim dubbingiem na płycie, ale spotkałem się opiniami, że film może być niezbyt atrakcyjny dla małych dzieci. Nie wiem dlaczego tak miało by być, ale fakt jest faktem, że posiadanie wersji filmu tylko z polskimi napisami, nie ułatwi jego odbioru.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:17931f14-f826-47ec-8287-c46a54b7bd04" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/tMPhHTtKZ8Q?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;The Secret of Kells–trailer&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Na koniec, chciałbym was wszystkich bardzo zachęcić do znalezienia czasu, na obejrzenie tej magicznej opowieści i zostawiam was z “Piosenką Aisling”, która chodzi mi po głowie już od kilku dni. Mam nadzieję, że zauroczy i was.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:f83927b5-11f8-4bca-b685-27e1dd916cf4" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/xFhd8RfCqVg?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Aisling’s Song–The Secret of Kells&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-6868937847873208999?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/6868937847873208999/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/sekret-porywajacej-animacji.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6868937847873208999'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6868937847873208999'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/sekret-porywajacej-animacji.html' title='Sekret porywającej animacji'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-24KSwRMHxVk/Tke0ZWUqnUI/AAAAAAAAEsY/5gOx-flpIrc/s72-c/14082011sok1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5440782594385161503</id><published>2011-08-09T12:28:00.002+02:00</published><updated>2011-08-09T12:29:39.970+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mięćmierz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Janusz Kobyliński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><title type='text'>Rozedrgane partytury</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wyskoczyliśmy przez drzwi balkonowe i przez zielony ogródek pognaliśmy w stronę furtki. Krótkie trzaśnięcie zapadającej zapadki i już byliśmy na ulicy, po drugiej jej stronie stał stalowoszary BMW, na pruszkowskich blachach. Dopadliśmy drzwiczek i szarpnęliśmy za klamki. Zwinnym ruchem wskoczyliśmy na nasze fotele, po chwili silnik już wył charakterystycznie, a kółka wyrzucały spod siebie tumany kurzu podczas manewru cofania.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Wpadliśmy na osiedlową dróżkę, z której po kilkudziesięciu metrach, szerokim wirażem wjechaliśmy na główną drogę. Silnik zawył głośniej i szarpnęło do przodu tylko po to, aby kierowca po chwili znów wdusił hamulec i ostro zakręcił kierownicą. Z radosnym wizgiem BMW szarpnęło po raz ostatni i w końcu zatrzymaliśmy się przed dystrybutorem. – &lt;em&gt;Teraz zatankujemy.&lt;/em&gt; – powiedział Tomek – &lt;em&gt;A później już tylko szosa przed nami… &lt;/em&gt;Hmm, no dobra, nie pamiętam co powiedział Tomek.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Prawda jest taka, że kilka dni wcześniej, umówiłem się z moim szkolnym kolegą, na małą wyprawę w kierunku Kazimierza Dolnego, gdzie odbywał się (wioską partnerską jest Janowiec) Festiwal Filmu i Sztuki &lt;a href="http://www.dwabrzegi.pl/" target="_blank"&gt;“Dwa Brzegi&lt;/a&gt;”. Jedną z imprez towarzyszących był wernisaż wystawy fotografii “&lt;a href="http://www.dwabrzegi.pl/4-partytury-%E2%80%93-wernisaz-wystawy-fotografii-janusza-kobylinskiego/" target="_blank"&gt;4 partytury&lt;/a&gt;” Janusza Kobylińskiego. Tak się składa, że autor, był naszym wykładowcą w pracowni dokumentu i reportażu, stąd w ogóle pojawił się pomysł naszej małej ucieczki.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Tomek dobrze zna tę trasę, bo przemierza ją dość często, zamiast więc jechać teoretycznie najszybszą drogą, wskoczyliśmy gdzieś na boczne i pognaliśmy wśród pól, trzymając się prawą ręką Wisły. Miło czas nam upływał na pogaduchach, a kilometry nawijały się na koła BeeMki. Wbrew zapowiedziom meteorologów pogoda była bardzo przyjemna, więc uśmiechy z buziek nie znikały. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;W planie było przeskoczyć przez Dęblin, ale okazało się, że skręciliśmy w jednym miejscu źle i przyszło nam objechać wokoło całą Szkolę Orląt i jeszcze na dodatek osiedle garnizonowe do niej przylepione. Niby trochę czasu straconego, ale dla mnie była to niespodziewana atrakcja, kiedy przez siatkę obserwować mogłem znajome miejsca mojej służby wojskowej. Oj, niebezpiecznie blisko było, żeby się łezka zakręciła. W końcu udało się wrócić na trasę. W Puławach niebo zachmurzyło się już solidnie, a nim dotarliśmy do Kazimierza, padało już całkiem solidnie. Niemiła niespodzianka. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Trzeba by coś powiedzieć o miejscu, w którym odbywał się wernisaż, bo nie było to centrum Kazimierza Dolnego, tylko dawna osada flisacka Mięćmierz, znajdująca się kilka kilometrów od centrum miasteczka, którego zresztą częścią, urzędowo jest. Mięćmierz to dzisiaj letnisko, jak dowiedzieliśmy się od autostopowicza, którego wzięliśmy w deszczu przed celem naszej podróży. Miejscowi to podobno nawet nie połowa całej populacji, na którą w dużej mierze składają się obecnie artyści wszelkiej maści. Każdy opowie o willi Daniela Olbrychskiego, ale daleko nie na nim kończy się lista znanych nazwisk mieszkańców wioski.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Od centrum Kazimierza do Mięćmierza prowadzi droga niemal polna, czy też bardziej leśna, na której nasz samochód podskakiwał radośnie. W czasie ulew albo roztopów jazda tamtędy musi być zdrowym wyzwaniem. Pewnie zajęło by nam trochę czasu szukanie dokładnego miejsca wernisażu, gdyby nie okazało się, że nasz autostopowicz, zmierza dokładnie w to samo miejsce i w tym samym celu. To się nazywa szczęście! Na dodatek deszcz przestał padać i do &lt;a href="http://galeria.klimaty-kazimierz.pl/" target="_blank"&gt;Galerii KLIMATY w stodole&lt;/a&gt; dotarliśmy już razem z odważnymi promieniami słońca.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Tytułowe “4 partytury” to zdjęcia z większego cyklu, realizowanego przez Janusza Kobylińskiego od 1985 roku, od pleneru Air France w Paryżu, gdzie autor wymyślił swoją unikatową metodę. Zdjęcia, oprawione w wielkie ramy wydruki o wymiarach 160x70xm, łączy jedna wspólna rzecz, wszystkie zostały zrobione w okolicach Mięćmierza, stąd tak doskonale pasowały do klimatycznej galerii i całej wioski.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-rVHy0Vu9PGU/TkD_J5fyP_I/AAAAAAAAErM/apDMc-oRK_Y/09082011partytury1.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;DRZEWA - Wąwóz 
    &lt;br /&gt;cykl: 4 partytury 

    &lt;br /&gt;foto: © Janusz Kobyliński&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Autor mówi o powstawaniu tych niezwykłych obrazów tak:&lt;/p&gt;

&lt;blockquote&gt;
  &lt;p&gt;Słyszałem onegdaj opinię znanego muzyka, że najlepsze improwizacje, to te wcześniej przemyślane i precyzyjnie przygotowane. Potem emocje gry live dodają niespodziewanych wibracji. Dokładnie tak samo rodzą się moje PARTYTURY, kompozycje czaso-przestrzeni. 
    &lt;br /&gt;Janusz Kobyliński&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;

&lt;p&gt;Kiedy na komputerowym slide-show oglądałem pozostałe zdjęcia cyklu, a mój wykładowca opowiadał jak powstawały, zrozumiałem jak dużo prawdy jest w jego słowach o zaplanowanej improwizacji. Zresztą zawsze uczył nas, że niezależnie od tematu jakim się zajmujemy, musimy być zawsze gotowi i wiedzieć jakie zdjęcia chcemy zrobić, a przecież wykładał nam teorię fotoreportażu! Jednak prawdziwie dobrym może być tylko ten, który będąc już na miejscu akcji nie tylko zrealizuje swój plan, ale dodatkowo zrobi to dobrze, reagując na to, co w ogniu wydarzeń będzie się dziać. Tryptyk partytur z nowojorskimi mostami jest genialnym przykładem wywiązania się z zadania wzorowo (więcej zdjęć z tego cyklu, w tym wspomniane nowojorskie, można zobaczyć pod adresem: &lt;a href="http://www.white-red.eu/scores/"&gt;http://www.white-red.eu/scores/&lt;/a&gt;). &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Oprócz oglądania zdjęć i rozmów o fotografii, wyprawa była dla mnie cudownym relaksem. W czasie wernisażu mogliśmy posłuchać śpiewającej aktorki Teatru rozrywki z Chorzowa Elżbiety Okupskiej, której akompaniował Piotr Pietrzak. Razem z Tomkiem przemiło pogawędziliśmy sobie z innym z naszych wykładowców, Sergiuszem Sachno. Z piwnicznego chłodu wyciągnięto też skrzynki z piwem, ale ja osobiście przyssałem się z wielką przyjemnością do domowego wina autora zdjęć i bardzo miło się nim rozkołysałem. Mniam! Chyba nie tylko za zdjęciami Janusza Kobylińskiego będę się od teraz rozglądał.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Na koniec, kiedy w Stodole odbywał się już kolejny punkt programu Festiwalu, projekcja filmu dokumentalnego “Powrót do Casablanki”, jeszcze z Tomkiem dołączyliśmy do małego, ale bardzo zacnego grona fotografów, członków ZPAF, na ostatnie pogaduszki. Po tym już tylko grzecznie pożegnaliśmy się i uderzyliśmy w drogę powrotną do domu. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Niezwykle miło spędziłem tę sobotę i, patrząc na moje fotograficzne zamiłowania, bardzo pożytecznie. Pozdrawiam wszystkich uczestników i mam szczerą nadzieję zawitać jeszcze do Mięćmierza.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-eU0xN7s0kgE/TkD_J5N6C9I/AAAAAAAAErQ/mq0daRKBiSE/09082011partytury2.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Od lewej: Ja w towarzystwie Idoli: Janusz Kobyliński, Ryszard Karczmarski, Sergiusz Sachno 
    &lt;br /&gt;foto: © Tomasz Truszkowski&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5440782594385161503?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5440782594385161503/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/rozedrgane-partytury.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5440782594385161503'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5440782594385161503'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/rozedrgane-partytury.html' title='Rozedrgane partytury'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-rVHy0Vu9PGU/TkD_J5fyP_I/AAAAAAAAErM/apDMc-oRK_Y/s72-c/09082011partytury1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4509660152942961138</id><published>2011-08-03T20:28:00.002+02:00</published><updated>2011-08-03T20:33:12.117+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>W tańcu, w biegu wypoczywać</title><content type='html'>&lt;p&gt;Pamiętam jedno lato i pobyt nad jeziorem otmuchowskim. Ciepłe było ogromnie, namiot nagrzewał się do szaleństwa. Godziny spędzałem na rowerku wodnym, bujając się na falach, a wokół królowały myszy, szaleńczo biegające nawet pomiędzy nogami wczasowiczów. Mam nawet takie jedno zdjęcie, jak opalony siedzę na leżaczku i żuję jakąś kanapeczkę, ciesząc się zachodem słońca.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Dobrze wspominam tamten wypoczynek, nie tylko lenistwo i relaks, ale po trochu też samą, przejmującą świadomość tego pięknego czasu i miejsca. Nie pamiętam, czy wcześniej kiedykolwiek czułem to tak mocno. Wszystko psuło tylko towarzystwo, które pewnego dnia pojawiło się w domkach, niedaleko naszego obozowiska.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;”Towarzystwo” miało średnią wieku około 17 lat zapewne, było głównie męskie, a nad całością nie panowali opiekunowie. “Towarzystwo” wieczorami wrzeszczało, klęło, a przede wszystkim zaś piło, na potęgę i na wyścigi. Jako, że piło, później zwracało wszystko, gdzie popadnie i jak popadnie, snuło się skacowane, chwaląc się swoimi “heroicznymi dokonaniami” poprzedniego wieczoru, aby wieczorem zacząć wszystko od nowa. Wkrótce okazało się, że “towarzystwo” było nadzieją polskiego futbolu, młodzieżową reprezentacją “czegoś tam”. Nikogo z nas to nie zdziwiło.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Pewnie wszyscy z was potrafią opowiedzieć podobne historie i choć to przykre, mało kogo z nas one jeszcze dziwią, a jeśli nawet bulwersują, to i tak niewiele z tego bulwersowania się wynika. Ot taki urok, i ludzi nie zmienisz.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Patrząc na samych siebie, raczej nie oceniamy się tak surowo. Jesteśmy normalnymi, przeciętnymi ludźmi, może nie super szarmanckimi, ale uważamy na własny język w miejscach publicznych, ustępujemy miejsca w tramwaju i podnosimy upuszczoną przez kobietę parasolkę. W pracy zachowujemy się elegancko i profesjonalnie, walcząc z rosnącym stresem i nagromadzeniem złości, wynikającej z bezsilności. Przy klientach to już w ogóle próbujemy udawać, że podręczniki savoir vivreu jadamy na śniadanie. Jednak w towarzystwie bliskich…&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;No cóż. Uwielbiam spotykać się z moimi najbliższymi kolegami, kiedy zamknięci w jakimś mieszkaniu, oddając się naszemu ulubionemu hobby, albo po prostu luzując się, klniemy na czym świat stoi. Zaprawiamy nasze nastroje alkoholem i ogólnie doprowadzamy się do stanu, kiedy wszystkie troski znikają, czasami tylko do poranka dnia następnego. W każdym z nas, okazuje się wtedy, istnieje ta prymitywna potrzeba wrzeszczenia, walenia pięścią, skakania sobie do oczu i ogólnego zachowywania się wbrew wszelkim regułom. Ba! Później wspomina się takie wieczory z rozrzewnieniem.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Gdzie więc różnica między mną samym, a moim sąsiadem, który psuje mi potrzebę wyciszenia się i relaksu? Można by powiedzieć prosto, że w zamknięciu się ze swoimi “ekscesami” we własnych czterech ścianach i nie włażenie z nimi komuś na głowę. Nie wiem czy to prawda, przecież tak rozbawionym towarzystwem czasami szliśmy coś zjeść a i ściany w naszym budownictwie nie należą raczej do najgrubszych. Może więc wyjazd gdzieś w głuszę, z daleka od ludzi byłby lepszy?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;W głuszę udało mi się wyjechać ostatnio. Mimo corocznych zaproszeń, wysyłanych przez mojego znajomego, przez trzy kolejne lata, nie udało mi się wziąć udziału w pewnej terenowej imprezie fantastycznej. Głupio mi było, bo z jednej strony zaproszenia były kierowane bezpośrednio do mnie, a z drugiej to właściwie chciałem pojechać i zobaczyć się z ludźmi, których poznałem kilka lat wcześniej. W tym roku więc, zebrałem się w sobie, przekonałem do wyjazdu jeszcze jednego kolegę i ruszyłem.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Przepiękny las, a pośrodku niego harcerska stanica, zauroczyły mnie. Genialna okolica, żeby przez kilka dni, pod namiotem, odpocząć od zgiełku i napięcia codzienności. Szybciutko rozbiliśmy namiot i przebiegliśmy się po sporym terenie, aby spotkać znajomych. Dzień pierwszy, a po nim drugi i trzeci upłynęły szybko i niezwykle relaksująco, tylko było coś, co nie do końca pasowało do mojej wizji idealnego spędzenia tego czasu.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Spora, na pewno zaś najbardziej widoczna część ludzi biorących udział w imprezie, przyjechała tam nie po to, żeby się spotkać i pogadać, nie po to żeby pograć i posiedzieć na prelekcjach. Przyjechała po to, aby upić się do nieprzytomności i to nie raz, ale dzień za dniem. A jak się już upiją to po to aby się wydzierać, często niezbyt kulturalnie, żeby zresetować się maksymalnie, przed powrotem w swoje własne towarzystwo.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Tylko, że ja nie wiem jak wygląda ich codzienność. Przez pryzmat tego co widzę, na takim wyjeździe, przy letnim odpoczynku, mam podstawy sądzić, że może właśnie w taki sposób spędzają całe swoje życie? A jeśli tak, to ja niekoniecznie mam ochotę z nimi przebywać. Straszne prawda? Wiedząc jak sam reaguję na możliwość zresetowania się, oceniam ludzi, których kompletnie nie znam!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;A może tu właśnie leży problem? Bo z jednej strony, tam na tym wyjeździe spotyka się bardzo dużo znajomych i to takich z jednego miasteczka, z jednej szkolnej ławy. Oni czują się w swoim towarzystwie bardzo luźno. Ale jednak, zapraszani są ludzie z zewnątrz, tacy jak ja, a wtedy, to już nie jest towarzystwo, w którym na takie zachowanie można by przymknąć oko. Gdybym został zaproszony na pijacką imprezkę, było by inaczej, ale pojechałem na konwencję fantastyki.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Ogromnie lubię kilka osób, które tam poznałem, uważam ich za cennych znajomych. Jednak nie wiem, czy starczy mi siły, w przyszłym roku odpowiedzieć na kolejne zaproszenie, jeśli wiem, że będę nieco zmęczony i nieco zdegustowany tą najgłośniejszą częścią imprezy? Na szczęście las był piękny, a pogoda dopisała. Na długim, samotnym spacerze, poczułem, że naprawdę nie żałuję tego wyjazdu. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-BCcy0HH3ALA/TjmQ32UMSYI/AAAAAAAAEqo/BAV576iggyQ/03082011las1.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-FTGR0bb9OBc/TjmQ36CZWgI/AAAAAAAAEqk/TBL5-jlFJE8/03082011las2.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4509660152942961138?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4509660152942961138/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/w-tancu-w-biegu-wypoczywac.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4509660152942961138'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4509660152942961138'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/08/w-tancu-w-biegu-wypoczywac.html' title='W tańcu, w biegu wypoczywać'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-BCcy0HH3ALA/TjmQ32UMSYI/AAAAAAAAEqo/BAV576iggyQ/s72-c/03082011las1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4590995648083417430</id><published>2011-07-28T15:17:00.001+02:00</published><updated>2011-07-28T15:17:21.343+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Fałszywo jesienne miniatury</title><content type='html'>&lt;p&gt;Już wieczór. Siedzę w powyciąganych spodniach od dresu i t-shircie, w którym nie odważyłbym się wyjść na zewnątrz. Z potarganymi włosami i włochatą brodą, celującą we wszystkie strony świata, muszę wyglądać niczym jakiś nawiedzony prorok z hipermarketowego parkingu. Raz po raz sięgam po ogromny, czerwony kubek, z którego paruje gorąca, aromatyczna herbata. Pociągam siorbiący łyk i odstawiam go z dala od siebie, tak aby przypadkiem nie włożyć pędzelka do niego, zamiast do pojemniczka z mętną, wszechkolorową wodą.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Pędzel wędruje od szklanej fiolki z farbą na papierowy ręcznik, o który wycieram nadmiar farby. Szare smugi pozostawione przez grzeczne i wytrwałe włosie przywodzą na myśl strugi deszczu. Przenoszę pędzel na metalową figurę i cierpliwie miotełkuję ją, obserwując jak z czarnego płaszcza podkładu wyłania się konstrukcja modelu.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Mój świat zamknięty jest do żółtej plamy światła lejącej się z klosza lampy na stół i spadającej gdzieniegdzie pod stopy. Podnoszę głowę i długo muszę przyzwyczajać wzrok do ciemności, aby dojrzeć kanciasty kształt lodówki, a za nim łuki i szpikulce suszących się kuchennych utensyliów. Odwracam głowę i spotykam spokojny wzrok mojego kota, przebudzonego skrzypieniem obracającego się fotela. Za oknem jest zupełnie ciemno, dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że jest już po północy, choć umysł okłamuje mnie, sugerując, że jest znacznie wcześniej.&lt;/p&gt;  &lt;p align="center"&gt;* * *&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;Z matczyną delikatnością, poduszka przytula moją głowę do swojego ciepłego ciała. Dla kontrastu na nogach czuję ostre szpilki pazurków, zaciskanych z rozkoszy łapek Wronki. Wskoczyła na łóżko kiedy tylko się położyłem i usadowiła wygodnie na przyjemnie napiętym materiale hamaku mojej kołdry. Przez otwarte drzwi balkonu noc wchodzi do pokoju, obejmując powoli we władanie ostatni jego ciepły kąt. Gdzieś tam pośród szumu ulicy słychać liście, szaleńczo szarpane przez kochanka drzew – wiatr.&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;Powieki zaczynają opadać kiedy nagle w znajome dźwięki zakrada się nowy rytm, nocny burzyciel spokoju, deszcz. Najpierw słychać werble podpowiadające rytm. Na plexiglasowym daszku maszerują tam i na powrót &lt;em&gt;pa tatata tatata tata ta ta, tatata tatata tata ta ta, &lt;/em&gt;w tle powoli dołączają do niego delikatne smyczki, pląsając wkoło piechurów i zalotnie uśmiechając się do nich.&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;Wreszcie niebo otwiera się i oto jest! Ostrym, dźwięcznym tanem, w pląs włącza się wąsaty klarnet, w niebieskim kubraku, porywa do tańca rumianą dziewoję. Brzmi jego radosne &lt;em&gt;Paaaaaa parararara rarara rarara pa ra ra parara prarara.&lt;/em&gt; Dziewoja tuli się do niego, kręcąc szalone piruety, coraz dalej i dalej. Ale kiedy tylko para znika z oczu pojawia się kontrafagot, kopiując poprzednika w jego świdrującym &lt;em&gt;Paaaaaa parararara rarara rarara pa ra ra parara prarara &lt;/em&gt;i porywając kolejną czarnowłosą piękność w tan.&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;Raz za razem kolejni tancerze stępują z niebios w postaciach rogów, trąbek, puzonów, saksofonów, fletów, obojów i angielskich rożków. W tle walą kotły, płonie niebo i wali się świat w rytm coraz głośniejszego &lt;em&gt;Paaaaaa parararara rarara rarara pa ra ra parara prarara. &lt;/em&gt;Ostatkiem świadomości spoglądam w cud oczy tancerki, która u szczytu stołu kręci się i wiruje, ścigana przez podnieconych jej energią mężów, a w tle szalone osiemnaście taktów wygrywa smyczkowy kwintet &lt;em&gt;Paaaaaa parararara rarara rarara pa ra ra parara prarara. &lt;/em&gt;Iberyjska piękność puszcza w moim kierunku najsłodszego całusa. Zasypiam.&lt;/p&gt;  &lt;p align="center"&gt;* * *&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;Siedzę przy jasnym stole, obok wielkiego okna “Mleczarni Jerozolimskiej”. Powoli dłubię widelcem w jajecznicy z pieczarkami, gryząc moje późne śniadanie. Ręka bezwiednie sięga do talerza pełnego aromatycznych ogórków małosolnych i unosi kolejnego ku ustom. Wsłuchując się w chrupanie między moimi zębami spoglądam przez szybę, wprost na chodnik pełen życia. Nie jest to jednak radosne, pełne pasji kąsanie soczystych dni, przypomina raczej obowiązkowe łykanie tabletek szarej codzienności.&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;Oni, otuleni w szare drelichy, krzykliwe ortaliony, wytarte dżinsy, pochylają się pod nienaturalnymi kątami, próbując przerwać zasłony wiatru. Z rozwianym włosem, z trudem łapiąc oddech, czerwoni od wysiłku, łzawiąc i zasłaniając się rękoma, walczą z niewidzialnym wrogiem. Deszcz ostrymi igiełkami kłuje odsłonięte partie ich ciał, potęgując tylko frustrację i złość na świat.&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;A ja za taflą szkła próbuję wyobrazić sobie dźwięk kropel na chodniku, pisk dziewcząt, ochlapanych przez samochód i przekleństwa młodzieńca o czerwonej z wysiłku twarzy. Przegryzam na pół kolejnego ogórka, słuchając jak ciche chrupnięcie zlewa się z epileptycznym tańcem otrząsanego parasola. Widelec drapiący powierzchnię talerza zastępuje dźwięk hamującego autobusu, szuranie butów odgłosy zmęczonego nieba i tak sobie muzykujemy w rytm wyuczonego ruchu, usta – stół, próbując smakiem zastąpić radości lata.&lt;/p&gt;  &lt;p align="center"&gt;* * *&lt;/p&gt;  &lt;p align="left"&gt;No i gdzie to lato? Ja jestem tu! A moja aura upalna, pachnąca rozgrzaną skórą i włosem roześmianym? Gdzie?! Dlaczego tak sobie jesienno tutaj chlipię i tęsknię? Wszak na to przyjdzie jeszcze czas…&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4590995648083417430?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4590995648083417430/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/faszywo-jesienne-miniatury.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4590995648083417430'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4590995648083417430'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/faszywo-jesienne-miniatury.html' title='Fałszywo jesienne miniatury'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-3686399974664629827</id><published>2011-07-18T00:55:00.001+02:00</published><updated>2011-07-18T00:55:33.972+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Się ma smykałkę, albo się jej nie ma?</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zazwyczaj uwielbiam tryb pracy jaki sobie wybrałem kilka lat temu, i którego dość konsekwentnie się trzymam. Wykonywane przeze mnie zawody pozwalają na nie wiązanie się z jednym pracodawcą, na samodzielne regulowanie czasu i miejsca pracy. Hasło-klucz “praca z domu” budzi często zazdrość u moich interlokutorów, zazwyczaj ludzi uwiązanych w korporacyjnym kieracie. Nie dajcie się zwieść, nigdy nie jest tak różowo.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Dochodzi w końcu do takich chwil, kiedy przez cały dzień “pyska” mogę otworzyć jedynie do mojej kotki, a tzw. elastyczny czas pracy oznacza, ni mniej ni więcej, to, że pracuje się caluteńki dzień, w nocy i nad ranem tak samo jak w południe. A to i tak zupełnie niezły stan rzeczy, bo wtedy przynajmniej jest szansa, że nam za tę pracę coś skapnie. Gorzej kiedy zleceń po prostu nie ma i człowiek zastanawia się czy zrezygnować z prądu czy jedzenia. Koniec, końców rezygnuje się z jedzenia, bo stały dopływ prądu może się przydać, żeby zarobić coś w przyszłości. Było nie było pracuję komputerem.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Coraz częściej w przypadkach gorszych chwil zleceniowych, dochodzi gdzieś w zwojach mózgowych do dzikiego wyładowania elektrycznego i w zdumionej do cna świadomości pojawia się myśl, że “trzeba ostrzej wziąć się za planowanie i wywiązywanie się z założeń, jeśli chce się być na swoim, odrobina ryzyka też nie zaszkodzi”. Łatwo powiedzieć kurcze, nigdy nie było we mnie duszy przedsiębiorcy. Czasami czuję to mocniej niż zazwyczaj.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wracając z jednego z moich częstych, kilkudniowych wyjazdów, zastałem w domu sytuację, którą żadną mocą, nie można zaliczyć do przyjemnych. Po przekręceniu kluczy w zamku i uchyleniu drzwi, prócz radośnie drącego pyszczek kota, zaatakował mnie niepokojący zapach. Krok do mieszkania i wszystko było jasne. Moja niezwykle wysłużona lodówka, korzystając z upalnej pogody, postanowiła podczas mojej nieobecności umrzeć śmiercią naturalną.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Po uchyleniu wrót tej Puszki Pandory właściwie chciałem już tylko usiąść i płakać. Zepsute jedzenie, zalane kontenery z ziemniakami i warzywami, które radośnie zaczęły “kwitnąć” na zielono… pozwólcie, że resztę opisu pominę, bo w mieszkaniu stało się nagle niezwykle “egzotycznie”. Co było zrobić, obrzydzenie na bok, szmata w dłoń i jazda. Jakiś czas później bajzel został ogarnięty, została zdechnięta lodówka i problem na głowie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nowa lodówka nie była wielkim kłopotem i szybko zmaterializowała się w moim mieszkaniu, gorzej było z pozbyciem się starej. Samochodu nie posiadam, grat jest do wyrzucenia, a nawet nie wiem, czy można ot tak sobie ją wywalić. Od czasu do czasu w moim bloku pojawiają się ogłoszenia o ludziach, którzy zbierają takie elektro-śmiecie na swoją ciężarówkę i wywożą w siną dal, ale póki co, nic takiego nie zawisło na tablicy ogłoszeń, a w mieszkaniu grata trzymał nie będę. Postanowiłem zadzwonić do gospodarza domu i zapytać go czy mógłbym przechować ją w miejscu, gdzie na co dzień stoją blokowe kontenery na śmieci.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tu może mały wtręt, bo o gospodarzu naszego domu (czy też dozorcy, albo cieciu, jak kto woli) należy napisać kilka słów. Dziarski mężczyzna z kompletnie siwymi włosami, wysoki, żylasty, małomówny, budzi moje spore zainteresowanie. Przyznam, że niezwykle wysoko oceniam jego pracę, zawsze widoczny, metodyczny, obowiązkowy, a przy tym bardzo uprzejmy, właściwie zaprzeczenie stereotypowego mężczyzny na tym stanowisku. Przy okazji pomocny, co sprawdziłem już kiedyś wcześniej.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Gospodarz kazał mi wstrzymać konie przez pół godziny i poczekać na siebie, co też uczyniłem z ciekawością, ale i zadowoleniem, wyglądało na to, że być może mój problem rozwiąże się łatwiej niż sądziłem. Kiedy w końcu usłyszałem dzwonek do drzwi, zobaczyłem go stojącego przed moim mieszkaniem w pełni przygotowanego na wszystko co się może wydarzyć. Lodówka została szybko załadowana na, przywieziony przez niego, specjalny wózek do przewożenia ciężkich mebli, wrzucona do windy i zapakowana do jego kantorka. Wcześniej, gospodarz upewnił się, że lodówka jest na złom i nie mam wobec niej żadnych planów.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy wszystko już zostało załatwione, wdałem się z moim wybawcą w chyba najdłuższą rozmowę od czasu kiedy tu mieszkam. Okazało się, że zajmuje się “ratowaniem” mieszkańców jego rewiru z przyjemnością (sam nawet przez chwilę nie dotknąłem transportowanej lodówki) i oprócz niewątpliwej wdzięczności tychże, ma również wymierne z tego korzyści. Później na spokojnie rozbiera na kawałki takie urządzenia, jak moja wysłużona chłodziarka i wywozi je na złom, inkasując za to pieniążki. Takie sytuacje podobno zdarzają się częściej niż można by pomyśleć.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Również setki ulotek, którymi uszczęśliwiają nas roznosiciele, a które później wyrzucamy do specjalnie przygotowanego pudła pod skrzynkami pocztowymi, ostatecznie lądują u mojego gospodarza. Zajmuje się też segregowaniem papierowych śmieci przy naszych kontenerach, oraz książek, które często stosami pozostają po ludziach, którzy właśnie się wyprowadzili i tak przygotowaną makulaturę, również setkami kilogramów wywozi do skupu.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Mój rozmówca żałował tylko, że nie ma odpowiedniego środka transportu, aby zająć się wywózką wyrzucanych pudeł kartonowych, które ponoć są dobrze płatne, ale jak sam mówi, kiedy pójdzie na emeryturę i nad tym pomyśli.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Stałem tak, tocząc tę ciekawą i pouczającą rozmowę i zastanawiałem się, jak to jest, że człowiek, który sumiennie wykonuje swoje obligatoryjne czynności, tak dobrze poukładał sobie jeszcze ten złomiarsko-makulaturowy biznesik? Jak to jest, że tam gdzie ja widziałem tylko przykrość i problem, on zauważa szansę, możliwość… &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Oj chyba nigdy nie będę dobrym przedsiębiorcą i zazdroszczę tym, którzy konieczne cechy charakteru dostali od wielkiego architekta w pakiecie. A może tłumaczę teraz po prostu swoje lenistwo, powinienem wziąć dupę w troki i nauczyć się tego, czego nie umiem, bo nie ma rzeczy niemożliwych?&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-3686399974664629827?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/3686399974664629827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/sie-ma-smykake-albo-sie-jej-nie-ma.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3686399974664629827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3686399974664629827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/sie-ma-smykake-albo-sie-jej-nie-ma.html' title='Się ma smykałkę, albo się jej nie ma?'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4853173577135843835</id><published>2011-07-16T22:35:00.002+02:00</published><updated>2011-07-16T22:37:50.395+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włodek Markowicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karol Paciorek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podcast'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lekko Stronniczy'/><title type='text'>Jestem już Lekko Stronniczy</title><content type='html'>&lt;p&gt;Z Internetem na dużą skalę zetknąłem się po raz pierwszy w roku 1996, na zajęciach z informatyki na mojej uczelni. Niby miałem uczyć się pisać funkcje w Pascalu, ale jakoś wolałem łazić po stronach, pisać emaile, i rozmawiać na IRCu. Chyba nikogo to nie dziwi? Wsiąknąłem w ten świat od razu i właściwie niemal bez przerwy od tamtej pory żyję w nim, oddychając cyfrowym powietrzem i gryząc bity. Nawet odbywając służbę w Wojsku Polskim, gdzieś na boku tworzyłem stronę internetową konwentu ConQuest. Ależ to był fun!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Można, jak myślę powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że od Internetu jestem uzależniony. Choć chyba nie jest to uzależnienie fizyczne, bo nie odczuwam bólu podczas przymusowego odłączenia, raczej jest to jakiś rodzaj niekończącej się ciekawości, co też w sieci jeszcze znajdę, co stworzą moi cybernetyczni znajomi, co stanie się częścią mojego dnia powszedniego.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Jako, że jestem wielkim fanem wszystkiego co Googlowe,&amp;#160; jestem na bieżąco nie tylko z setkami stron, które zasubskrybowałem w googlowym czytniku RSS, ale również z tym, co też moim sieciowi znajomi porabiają, tracąc, podobnie jak ja, czas na surfowaniu. Tak to właśnie, dnia 26 lutego b.r. trafiłem na aktywności Anety na YouTubie. Dodała gdzieś do ulubionych drugi odcinek podcastu o niemal wszystko mówiącej nazwie “Lekko Stronniczy”.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Uwielbiam obserwować aktywności Anety, głównie dlatego, że będąc osobą o przeszło dekadę ode mnie młodszą, trafia w zupełnie inne rewiry sieci niż ja. Nie będę kłamał, większość tego, co dzięki niej poznaję, nie rusza mnie wcale, ale czasem trafiają się prawdziwe cudeńka. Tak było właśnie tym razem.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Na ekranie witają mnie dwaj wyluzowaniu kolesie. Jeden z szaloną szopą włosów na głowie, drugi w odlotowej koszulce z Magneto z X-Menów. To drugi odcinek podcastu, kolesie są nieco nadaktywni i widać, że znakomicie się bawią. Najpierw jadą sobie po TVP, chwilę później drą łacha z lekko wstawionego (?) Kamila Durczoka na wizji w TVN, a na koniec opowiadają makabryczną historyjkę o psie, który… no dobra jeśli chcecie to sami zobaczcie.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:eabc1dfc-a761-48ae-894c-de77b6ebd6d7" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zBvbnuFniLQ?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Mój “pierwszy” Lekko Stronniczy!&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;



&lt;p&gt;Wiecie co? Byłem pod wrażeniem. Kolesie bezpośredni, prawdziwi, zabawni (ok, takie mam poczucie humoru, basta!) program dobrze nagrany, elegancko zmontowany, czasowo w sam raz, nie znudziło, wręcz przeciwnie! Wzbudziło większe zainteresowanie. Postanowiłem się więc cofnąć do pierwszego odcinka i zobaczyć o co właściwie chodzi. Autorzy niewiele wyjaśniają, za to z rozbrajającą szczerością mówią, że zamierzają “gadać o pierdołach” i wywiązują się z tego bezbłędnie!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Od tamtego dnia, każdego wieczora znajdowałem sobie chwilkę czasu na Lekko Stronniczy podcast (ukazuje się od poniedziałku do piątku o godzinie 18) i było coraz lepiej! Przyzwyczaiłem się do Włodka i Karola, oni dodatkowo wyluzowali (jeszcze bardziej?!) i łącząc świetną zabawę z coraz lepszą robotą monterską rozpędzali się, że hej! I poleciało. Pojawiła się Pani Kasia (nie,&amp;#160; nie, sami sprawdźcie), pojawiło się charakterystyczne przywitanie Włodka, pojawił się feedback od fanów, który zaprocentował jeszcze większym fermentem, i tak szło to i szło. Pomysłów nie mogło zabraknąć.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Karol i Włodek nie szczędzili nikogo, nie patyczkowali się również w zabawę w poprawność polityczną, a ich język odbiegał mocno od salonowego. Kpili, parodiowali, obśmiewali, prowokowali, ale przede wszystkim świetnie się bawili. Rosnące grono fanów nie mogło czuć się zawiedzione kiedy w Krakowie i Warszawie odbyły się “Lekko Stronnicze Piwa” czyli zakrapiane posiadówki z bohaterami podcasta. W pewnym momencie do wygrania w programie był diament, innym razem to oglądacze mogli wspomóc, w zainicjowanej przez autorów akcji, krakowski dom dziecka, albo wziąć udział w biciu rekordu Guinessa w ilości ludzi upakowanych w autobusie. Działo się!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Obok &lt;a href="http://www.facebook.com/lekkostronniczy" target="_blank"&gt;facebookowego fan page’u&lt;/a&gt; miniblogów na Twitterze, oraz &lt;a href="http://www.youtube.com/user/lekkostronniczy" target="_blank"&gt;kanału na YouTube’ie&lt;/a&gt; powstała w końcu solidna &lt;a href="http://lekkostronniczy.tv/" target="_blank"&gt;strona podcastu&lt;/a&gt;, a Włodek i Karol co pewien czas pojawiają się w videochat’cie na żywo, gdzie zazwyczaj po ważnych ogłoszeniach poświęcają trochę czasu na rozmowę ze swoimi fanami. Podcast nie ma żadnych sponsorów, widać, że robiony jest dla czystej rozrywki, za to z profesjonalizmem jakiego ogromnie obecnie brakuje w zawodowych telewizyjnych produkcjach. Próby skopiowania ich pomysłu były tak tragicznie nieudane, że wzbudziły tylko i wyłącznie ogromny śmiech i szybko zniknęły w sieci. Tu jednak liczy się talent, a chłopaki mają go bez dwóch zdań!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jestem ogromnym fanem “Lekko Stronniczego” i zawsze staram się obejrzeć nowy odcinek tak szybko jak tylko się da. Karol i Włodek są dla mnie prawie jak kumple i choć w życiu się z nimi nie spotkałem, to mam wrażenie, że świetnie ich znam, a co ważniejsze, dobrze rozumiem ich poczucie humoru. Oglądanie ich programu jest chyba najprzyjemniejszą rutyną mojego dnia.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Rozpływam się jak głupi nie bez powodu, wczoraj bowiem w sieci pojawił się specjalny, SETNY odcinek mojego ulubionego podcastu, dlatego w tym miejscu chciałbym pogratulować Włodkowi Markowiczowi i Karolowi Paciorkowi świetnego programu, stu odcinków, kapitalnego podejścia do życia, poczucia umoru i setek, co ja mówię, tysięcy fanów! Czekam na kolejny odcinek w poniedziałek i na 200 odcinek już wkrótce! Tak trzymajcie chłopaki!&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px auto; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:66208dd9-8632-471d-a753-7ce84560315d" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/8h5O4byq0ms?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Setny odcinek podcasta Lekko Stronniczy&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;I tak! Ja też jestem już Lekko Stronniczy!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4853173577135843835?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4853173577135843835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/jestem-juz-lekko-stronniczy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4853173577135843835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4853173577135843835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/jestem-juz-lekko-stronniczy.html' title='Jestem już Lekko Stronniczy'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-3041648748605954335</id><published>2011-07-13T12:22:00.003+02:00</published><updated>2011-07-23T18:20:19.026+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hugh Laurie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='blues'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Na szklaneczce wystukując rytm</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh3.googleusercontent.com/-Ttu68xq8lZQ/Th1quNndXVI/AAAAAAAAEoo/oKko2aiitVA/13072011hughlaurie.jpg" /&gt;Właściwie nie ma o czym gadać. Rola Dr House’a w popularnym serialu, ustawiła życie odtwórcy głównej roli, Hugh Laurie, już na zawsze. Z jednej strony zarobił na niej ogromne pieniądze, z drugiej, co ważniejsze w przypadku aktora, sławę i popularność, które powodują, że jest chciany! Spowodowała również, że pewnie już nigdy nie uwolni się od kojarzenia go, niemal wyłącznie, z postacią genialnego, choć ciężkiego we współżyciu doktora. W przypadku Hugh Lauriego było by to jednak wyjątkowo niesprawiedliwe.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Podczas studiów na uniwersytecie Cambridge został członkiem, a później prezesem, słynnego już na wyspach, amatorskiego, uczelnianego teatru Footlights. Ciekawostką z tego okresu, opowiadaną przy każdej okazji, jest jego emocjonalny związek z Emmą Thompson, ale dla dalszej jego kariery znacznie ważniejsze było poznanie Stephana Fry’a, z którym przez wiele lat tworzył znakomity, sceniczny duet.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Obu aktorów po raz pierwszy zobaczyłem w serialu “Black Adder”, gdzie przez trzy sezony pojawiały się grane przez nich postacie. Szczególną atencją darzyłem zawsze bufonowatego i tępego jak but księcia Ludwiga, w którego wcielał się Laurie i który przysparzał niekończących się kłopotów głównemu bohaterowi, granemu przez Rowana Atkinsona.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Przyjemną niespodzianką było zobaczyć tę postać, a raczej kogoś, kto musiał się z nią kojarzyć, w teledysku Annie Lennox do piosenki “Walking on Broken Glass”, gdzie konkurowała o względy piosenkarki, nie z kim innym, a z samym Johnem Malkovitchem, który również pojawił się tutaj w nawiązaniu do swojej filmowej roli, słynnego amanta Vicomte Valmonta z “&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0094947/" target="_blank"&gt;Niebezpiecznych związków&lt;/a&gt;”.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:76a39755-9243-4a1f-9605-dc923cdf0068" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/y25stK5ymlA?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Annie Lennox–Walking On Broken Glass&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Laurie i Fry byli twórcami jeszcze dwóch, cieszących się popularnością seriali komediowych, a dodatkowo występowali razem w przepełnionych klasycznym, angielskim humorem skeczach. Choć mniej znani u nas niż sławny “Latający Cyrk Monty Pythona”, prezentowali często poziom absurdu, który kładł na kolana.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:e582db5a-d128-4902-bf4f-50cd906c1b6c" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hNoS2BU6bbQ?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;'A Bit of Fry and Laurie' for free with BBC Worldwide&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Kolejny ze swoich talentów ujawnił w trudnym dla siebie roku 1996, publikując znakomicie przyjętą powieść “The Gun Seller”, która wkrótce stała się bestsellerem. Niestety na kontynuację powieści, pod zapowiedzianym tytułem “The Paper Soldier” fani czekają już kilka lat i na razie nic nie wskazuje na to, żeby ich pragnienie spełniło się w najbliższym czasie. Autor postanowił zająć się innymi projektami.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Hugh grywał oczywiście również w filmach kinowych, takich jak Rozważna i Romantyczna, Człowiek w żelaznej masce, czy serii Stuart Malutki, jednak to rok 2003 stał się dla niego momentem przełomowym, bo wtedy właśnie dostał rolę doktora House’a, za którą to kreację był wielokrotnie później nagradzany i nominowany do najważniejszych nagród filmowych. Nie raz, na planie filmowym, Hugh udowadniał, że od dziecka związany jest z muzyką, że potrafi grać na wielu instrumentach i całkiem dobrze śpiewać, to musiało w końcu skończyć się tak jak się skończyło.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh5.googleusercontent.com/-yMtPoLG70LU/Th1quazaXUI/AAAAAAAAEos/yRjb6QN7zPg/13072011hughlaurie2.jpg" /&gt;Połączenie sławy, rozpoznawalności, umiejętności muzycznych, pieniędzy i miłości do bluesa pozwoliło ziścić się kolejnemu marzeniu ekscentrycznego aktora, w postaci albumu muzycznego, markowanego jego imieniem i nazwiskiem i tytułem “Let Them Talk”. Płyta pojawiła się na rynku 9 maja 2011 roku i zawiera klasyczne piosenki bluesowe. Laurie w wywiadach mówi skromnie, że jeśli dzięki jego aranżacjom, ktoś zainteresuje się starymi mistrzami, to on będzie szczęśliwy. Obok Hugh na płycie usłyszeć można prawdziwe gwiazdy muzyki bluesowej i soulowej takie jak Irma Thomas, Dr. John czy Tom Jones.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;“Let Them Talk” leci u mnie od weekendu i powiem wam, że cudownie się przy niej bujam. Laurie w żadnym razie nie jest wybitnym talentem wokalnym, ale wszystkie jego wykonania są niezwykle żywe i bronią się znakomicie. Czuć w całym tym przedsięwzięciu luz i dystans do niego. Muzyka skacze, sączy się, wyśpiewywane historyjki zapadają gdzieś głęboko, a noga sama wybija wygrywany rytm asystując kiwającej się głowie. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Słuchając “Let Them Talk” czuję się jakbym siedział deszczowym wieczorem w zadymionym barze, sącząc jesienną whisky i ciesząc się z występu miejscowego bandu. Jakby nad tym głębiej pomyśleć, to o to właśnie w muzyce bluesowej chodzi, która z barów na festiwale wychodzi niezwykle rzadko, dobrze czując się w swoim naturalnym środowisku. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Moja sympatia do Hugh Lauriego z pewnością nie szkodzi odbiorowi płyty, podobnie jak jego rozpoznawalność z serialu niewątpliwie pomaga w realizacji rozlicznych projektów tego uzdolnionego człowieka. Hugh jest człowiekiem renesansu i po raz kolejny udowodnił mi, że jeszcze na sporo go stać i nie raz mnie zaskoczy, a ja takie zaskoczenia lubię.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Na koniec zostawiam was z bardzo lubianą przeze mnie piosenką, której nie znajdziecie na płycie. Tę zaś przesłuchajcie choć raz, może i wam się spodoba?&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:c7aac8bd-22b0-4b2c-a8f1-c120f4743919" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FAzBa3QSpUY?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Hugh Laurie–Mystery&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;23 LIPCA 2011
  &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JAK JA TO ZROBIŁEM?!&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Przedwczoraj, Magda przesłała mi link do filmiku w sieci, a ja złapałem się za głowę. Jak ja to zrobiłem? Planując tę notkę w Bielsku-Białej, myślałem o pokazaniu jeszcze jednej twarzy Hugh Lurie, twarzy, która w końcu jednak się nie pojawiła. Nawet zastanawiałem się wtedy, że coś ta notka wyszła mi krótka, no ale przecież nie zawsze pisze się długie. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Tak czy inaczej miałem wspomnieć o jeszcze jednym proficie, który wynika z faktu bycia super-rozpoznawalną gwiazdą, ogromnie popularnego serialu, bo z całą pewnością wręcz, można powiedzieć, to właśnie Dr. Housowi, Hugh Laurie zawdzięcza to, że stał się twarzą męskich kosmetyków firmy L'Oreal Paris.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:857d742a-7e85-41b7-abfc-0f617c3c5d2e" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OzmbJPMN8yA?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Hugh Laurie L'Oreal Paris Men Expert&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;



&lt;p&gt;Wykorzystywanie znanych i popularnych twarzy w reklamach kosmetyków to standard, ale wykorzystanie Hugh, jest sporym zaskoczeniem, zwłaszcza jeśli wcześniej markę firmowała taka osoba jak Gerard Buttler (tak, Hugh nie bez przyczyny przedstawia się jego imieniem) i nawet L'Oreal bawi się swoim pomysłem nazywając aktora ikoną anty-modelingu. W końcowej części, wczesnej wersji reklamy pojawia się tablica, z której możemy się dowiedzieć, że specjaliści od reklamy mają nadzieję, że nie będą żałować wyboru. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;To oczywiście celowe droczenie się z klientem i odejście nieco od promowania wzorów metroseksualnych, powrotu do naturalnego wizerunku mężczyzny i widzowie chyba to kupują, tak, jak na przykład jedna z fanek, która skomentowała reklamę krótko, pisząc: “He﻿ has always been gorgeous. Only, now it is official!”&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Odważnie, ale bez przesady, firma raczej na tym nie straci, zyska na pewno Hugh, głównie jego kieszeń, ale też miło spojrzeć na niego z kolejnej strony.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-3041648748605954335?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/3041648748605954335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/na-szklaneczce-wystukujac-rytm.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3041648748605954335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3041648748605954335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/na-szklaneczce-wystukujac-rytm.html' title='Na szklaneczce wystukując rytm'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-Ttu68xq8lZQ/Th1quNndXVI/AAAAAAAAEoo/oKko2aiitVA/s72-c/13072011hughlaurie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-8690990443289322730</id><published>2011-07-07T08:24:00.001+02:00</published><updated>2011-07-07T08:24:37.083+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rynek'/><title type='text'>Autobus tral la la!</title><content type='html'>&lt;p&gt;Jest późny wieczór. W autobusie komunikacji miejskiej jest niewielu pasażerów. Jednym z nich jest mała, ciemnowłosa dziewczynka, która siedzi na kolanach swojej matki. Właściwie nie siedzi, bo przez całą podróż podskakuje niczym dżokej na wyścigowym rumaku i podśpiewuje pod nosem “autobus tral la la, autobus tral la la”. Żałuję, że nie byłem świadkiem tej sytuacji, opowiedziała mi ją pewna osoba, która wiele lat wcześniej siedziała na kolanach swojej mamy i podskakiwała niczym dżokej na wyścigowym rumaku.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie siedzę co prawda u nikogo na kolanach, ani nie mam niewątpliwego uroku kilkuletniego dziecka, nawet fizycznie nie podskakuje, ale w myślach powtarzam sobie “autobus tral la la”. Mam po temu powody!&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Chyba nie tylko ja obserwuję zmiany na kolei polskiej z rosnącym przerażeniem. Z biegiem lat, kiedy mieszkam z dala od rodzinnego domu, robiło się coraz to gorzej. Coraz droższe bilety, coraz mniej połączeń, czas podróży wyciągający się coraz bardziej i bardziej. Jedenasto godzinne podróże ze stolicy do nadmorskich miejscowości to szczyt obłędu. Zapakowane pod sufit przedziały, opóźnione bez żadnego widocznego powodu połączenia, zasrane (wybaczcie ale taka jest prawda) toalety, lód i mróz w zimie, upały w lecie. To są realia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Oczywiście można pojechać wygodnie, płacąc przeszło sto złotych za bilet IC. Tylko, że to z jednej strony drogo, a z drugiej strony, na interesującej mnie linii pozostał tylko jeden taki pociąg w ciągu całego dnia. Powodzenia!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Lubię podróżować i robię to tak często jak mogę, dlatego złości mnie sposób w jaki jestem traktowany i złości mnie to, że nie widać jakoś specjalnego wyjścia z tej sytuacji ani dziś, ani w dającej się przewidzieć przyszłości. Tam gdzie jest możliwość staram się korzystać z prywatnych środków transportu takich jak wszelkiego rodzaju busy. Pamiętam zaskoczyło mnie kiedyś jak prężna jest trasa z Warszawy na Rzeszów i jak wygodne są pojazdy, którymi tam jechałem (czterokrotnie jak do tej pory). Co z tego, skoro na interesujących mnie bardziej kursach na Katowice i Wrocław, takich przyjemności nie dało się uświadczyć?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Frustracja wzrosła kiedy podczas mojego, tegorocznego wypadu do Hiszpanii okazało się, że cały ten kraj można zjeździć wygodnymi, rejsowymi autobusami prywatnych linii. Jasne, bilet nie był najtańszy, ale to głównie dla nas Polaków, bo w stosunku do biletu kolejowego (Hiszpanie mają świetną i szybką kolej) to był on naprawdę w przystępnej cenie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Dlaczego więc – po raz kolejny zapytałem siebie w głowie – nie ma u nas tego typu usług na tak ważnych i obleganych trasach jak Warszawa – Katowice i Warszawa – Wrocław? Dlaczego jestem zmuszony do tracenia nerwów w pociągach? Czy nikomu nie opłaca się założenie działalności transportowej tego typu? Gdybym miał żyłkę do przedsiębiorczości i nieco znał temat sam bym taką założył! Jednak cóż, mogłem się tylko złościć.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jednak krótko po powrocie z Hiszpanii okazało się, że coś jednak się ruszyło (nareszcie!) i w polskich mediach elektronicznych zauważyłem reklamę mającego wejść na nasz rynek przewoźnika, za którym krył się szkocki właściciel. Przedsiębiorstwo miało dumną nazwę &lt;a href="http://polskibus.com/" target="_blank"&gt;Polski Bus&lt;/a&gt; i na początek zapowiadało kilka tras międzynarodowych w kierunkach na Berlin, Pragę i Wiedeń. Oczywiście przy okazji przewidziano kilka przystanków na trasach w Polsce. Zapowiedzi były obiecujące a linia miała wystartować 19 czerwca, co też się stało.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-bwG1ldnGGVQ/ThVPphZ_O6I/AAAAAAAAEoI/r9biZyE6T3E/07072011pb1.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;test sieci zrobiony gdzieś w szczerym polu      &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Wskakiwałem od czasu do czasu na stronę Polskiego Busa i przyglądałem się informacjom coraz bardziej niecierpliwie oczekując możliwości wypróbowania nowego środka transportu na południe. Nareszcie udało mi się i oto siedzę na pięterku wygodnego, rejsowego autobusu o charakterystycznych, czerwonych, wygodnych fotelach. Przede mną przednia szyba przez którą obserwuję nawijaną na koła trasę a na kolanach mój netbook “Poo”. Netbook w pełni funkcjonalny bo w autobusie jest darmowe WiFi, które jak do tej pory spisuje się znakomicie. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Autobus ma klasycznie już klimatyzację, regulowane fotele, toaletę na pokładzie. Europa normalnie mówię wam! Autobus jest niskopodłogowy i znajdują się w nim miejsca dla niepełnosprawnych na wózkach, a szczegóły dotyczące zamawiania biletu dla takich osób oraz warunków podróży są jasno opisane na stronie. Wygląda to bardzo profesjonalnie i mam wrażenie skierowane jest w stronę klienta.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Również klasyczny bilet kupić można bardzo łatwo, także przez stronę internetową. Prosta i intuicyjna wyszukiwarka połączeń, możliwość płatności elektronicznej (w tym przelewów bankowych) i potwierdzenie każdego naszego kroku poprzez email sprawiają, że rezerwacja i zakup nie są przykrym obowiązkiem. A te ceny?! Co tu dużo będę mówił. Jadę z Warszawy do Katowic, zarezerwowałem również bilet powrotny. Koszt całkowity 45 zł. Jakieś pytania?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Oczywiście przewoźnik działa jak klasyczny tani transport, czyli im wcześniej kupisz bilet, tym będzie on tańszy no i wiadomo, obecnie mamy raczej ceny promocyjne, aby łatwiej było rozpuścić wici wśród klientów i zachęcić do korzystania z usług. Nie sądzę jednak, żeby w przyszłości było bardzo dużo drożej. Zauważyłem jeszcze jedną przyjemną rzecz. Osoba jadąca z Gdańska do Krakowa na przykład może się dość łatwo i dość bezboleśnie przesiąść w Warszawie. Kursy po prostu są sensownie poukładane!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wygląda na to, że przewoźnik szybko zdobywa klientów (nie dziwimy się prawda?) bo na stronie można przeczytać już następującą informację z dzisiejszą datą:&lt;/p&gt;  &lt;blockquote&gt;   &lt;p&gt;Wiemy, że nowe linie PolskiBus.com będą bardzo popularne, już zdecydowaliśmy, żeby od niedzieli 17 Lipca, zwiększyć liczbę połączeń miedzy Warszawą a Toruniem, Bydgoszczą, Piłą, Szczecinem, Łodzią, Poznaniem, Berlinem, Wrocławiem, Pragą, Częstochową, Katowicami, Krakowem (przez Katowice), Bratysławą, Wiedniem, Lublinem i Białymstokiem.&lt;/p&gt; &lt;/blockquote&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-Ue4TBBjAxYE/ThVPrdiEoAI/AAAAAAAAEoM/KbYw83Pwqu4/07072011pb2.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Lista połączeń na dzień 7 lipca 2011      &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wiem, że wyszła mi reklama, ale mogę wam przysiąc, że żadnych pieniędzy za nią nie dostałem, a wszystko co napisałem wynika z mojej radości i chęci chwalenia dobrych inicjatyw. Oby ich jak najwięcej!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Acha, gdyby ktoś pytał. Czas przejazdu z Warszawy do Katowic przewidziany jest na 4 godziny i 45 minut, co przy stanie rozkopanej drogi jest chyba wcale nieźle?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Autobus Tral la la!&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-8690990443289322730?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/8690990443289322730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/autobus-tral-la-la.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8690990443289322730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8690990443289322730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/autobus-tral-la-la.html' title='Autobus tral la la!'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-bwG1ldnGGVQ/ThVPphZ_O6I/AAAAAAAAEoI/r9biZyE6T3E/s72-c/07072011pb1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-942412577141887509</id><published>2011-07-03T22:16:00.002+02:00</published><updated>2011-07-03T22:17:12.000+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='malarstwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jacques-Louis David'/><title type='text'>Impreza u Davida</title><content type='html'>&lt;p&gt;Chyba jestem ofiarą “złych”, młodzieńczych lektur. Choć dziś w literaturze historycznej tendencja jest nieco odwrotna, to ja wychowałem się raczej na książkach Aleksandra Krawczuka, w których starożytny Rzym był perłą w koronie, ideałem, do którego należy dążyć, jedną z najwspanialszych cywilizacji w naszej historii. Zamiłowanie do antyku pozostało mocno we mnie, przede wszystkim do “okresu rzymskiego”, ale również po trochu do poprzedzającego go “okresu greckiego”.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Po trochu pewnie właśnie dlatego, w sztuce bardzo przypadł mi do gustu styl klasycystyczny, czerpiący garściami z antyku. Powrót do źródeł, zarówno w kompozycji i harmonii dzieł, ale również ideałów wyznawanych przez starożytnych, wyjątkowo udanie trafiał w moją wrażliwość. Ta budująca statyka, oszczędność form połączona z idealnym&amp;#160; porządkiem i wzniosłością charakteru dzieł ujmuje mnie i wzrusza do dzisiaj.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Jako, że sam operuję obrazem, zazwyczaj największą uwagę zwracam na malarzy, pomijając zazwyczaj nieco architekturę, rzeźbę i muzykę, dlatego to właśnie poprzez pryzmat malarstwa patrzę na style w sztuce. Spośród klasycystycznych malarzy największy mój zachwyt budził zawsze Jacques-Louis David na co wpływ miała w niemałym stopniu moja wiedza o zaangażowaniu tego artysty w rewolucję francuską. Mówiono o nim jako o oficjalnym artyście rewolucji, związany z Robespierrem i Napoleonem w swojej twórczości promował wszelakie ideały Wielkiej Rewolucji.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Może to nieco przewrotne i mało oczywiste, ale kiedy głowiłem się nad, spędzającym mi sen z powiek, tematem szkolnym, ujętym w dwóch słowach: “Kreacje – Wariacje”, postanowiłem oddać hołd Davidowi i jego malarstwu, sprowadzając do czystej radości i zabawy jego działa. Pomysł był prosty, zdjąć z ciężkich od odniesień i przepełnionym moralizatorstwem obrazów ich wagę przedstawiając sytuację proste, codzienne, może nawet nieco obrazoburcze, pozostawiając charakterystyczny, łatwy do rozpoznania układ postaci na moich fotografiach.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Tak powstał pomysł na serię zdjęć pod tytułem “Impreza u Davida”. Niby to rejestrując popijawę małego grona ludzi, sparodiowałem wraz z pomocą moich dobrych znajomych, obrazy-ikony. Gosia, Karolina, Andrzej, Bartek i Jarek cierpliwie ustawiali się w, niewygodnych niejednokrotnie, pozach i z uśmiechem na twarzy wchodzili w swoje nowe role. Przyznam że zabawa była przednia!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Spośród dziesięciu pierwotnie wybranych obrazów, sparodiowaliśmy ostatecznie siedem. Nie mogło oczywiście zabraknąć wśród nich “Przysięgi Horacjuszy”, obrazu uznawanego za symbol rewolucji. Nic dziwnego, obraz przedstawia bowiem sytuację, w której trzech braci, obywateli patrycjuszowskiego, rzymskiego rodu Horacjuszy, przysięga przed ojcem, że w walce przeciwko braciom Kuracjuszom, z wrogiego miasta Alba Longa, zwyciężą lub zginą. To pełne oddanie ojczyźnie miało być wzorem dla Francuzów.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Równie wielkie i bliskie rewolucji idee przedstawiane są na innych parodiowanych obrazach. Wierność prawości, ojczyźnie i przede wszystkim własnym zasadom i ideałom na obrazie “Śmierć Sokratesa”, czy poświęcenie, braterstwo na polu bitwy i oddanie jak na obrazie “Leonidas pod Termopilami”. Obraz z żebrzącym Belizariuszem, bohaterem Rzymu, który całe swoje życie oddał ojczyźnie, a jednak został przez zazdrosnego, o uwielbienie tłumu, cesarza skazany na nędzę w dniach jego starości, również nie wymaga chyba zbytniego komentarza.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Szczególnie ważnym dla mnie obrazem było płótno o tytule “Śmierć Marata”, na którym David przedstawił swojego bliskiego przyjaciela, Jeana-Paula Marata, jednego z przywódców rewolucji francuskiej, zamordowanego przez polityczną przeciwniczkę. David upewnił się tym dziełem, że jego przyjaciel przedstawiony zostanie jako męczennik za sprawę, nadał mu wręcz cechy mesjańskie. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Widzicie więc, że moje zamierzenie nie było wcale łatwe i nawet mnie wydawało się w pewnym stopniu świętokradcze. Koniec, końców uważam jednak, że cykl broni się i może wydać się zabawny i sprawić nieco frajdy, zwłaszcza ludziom znającym oryginalne płótna. W szkole przyjęty został bardzo pozytywnie i nagrodzony wysoką oceną. Jestem więc zadowolony i bardzo wdzięczny moim przyjaciołom za pomoc. Dziękuje wam jeszcze raz!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-HzP_eJrMgEU/ThBoP0pXU7I/AAAAAAAAEmU/gjtzeGyXEWs/uod1.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Belizariusz przyjmujący jałmużnę 
    &lt;br /&gt;cykl: Impreza u Davida 

    &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/--q18-7FnbmE/ThBoPtsMATI/AAAAAAAAEmQ/yiqYacIyWzs/uod2.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Przysięga Horacjuszy 
    &lt;br /&gt;cykl: Impreza u Davida 

    &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-Ch5fkajJldc/ThBoPRJlBwI/AAAAAAAAEmM/iMnr--buxfM/uod3.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Eros i Psyche 
    &lt;br /&gt;cykl: Impreza u Davida 

    &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-arh0qu-hfkg/ThBoPbCAoAI/AAAAAAAAEmI/MgKXcIuG8K4/uod4.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Parys z Heleną 
    &lt;br /&gt;cykl: Impreza u Davida 

    &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-CA1RKXJvzf8/ThBoOwEIn1I/AAAAAAAAEmE/qjeYlst_ruc/uod5.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Śmierć Sokratesa 
    &lt;br /&gt;cykl: Impreza u Davida 

    &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-rR_t9-ziD4o/ThBoOgg7WkI/AAAAAAAAEmA/nriPgNJ_FYk/uod6.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Leonidas pod Termopilami 
    &lt;br /&gt;cykl: Impreza u Davida 

    &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;br /&gt;

&lt;br /&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/--YHVHZu-U5w/ThBoOqIt_II/AAAAAAAAEmY/BR3t4ubdOcU/s512/uod7.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Śmierć Marata 
    &lt;br /&gt;cykl: Impreza u Davida 

    &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-942412577141887509?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/942412577141887509/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/impreza-u-davida.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/942412577141887509'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/942412577141887509'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/07/impreza-u-davida.html' title='Impreza u Davida'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-HzP_eJrMgEU/ThBoP0pXU7I/AAAAAAAAEmU/gjtzeGyXEWs/s72-c/uod1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4580607330910265036</id><published>2011-06-29T00:44:00.002+02:00</published><updated>2011-06-29T00:46:23.252+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jason Gann'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wilfred'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serial'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Elijah Wood'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Adam Zwar'/><title type='text'>Bad dog!</title><content type='html'>&lt;p&gt;Uwielbiam Elijah Wooda. Poważnie! Uważam, że to znakomity aktor i z niecierpliwością oczekuję jego przyszłych ról. Fajnie, że nie boi się charakterystycznych postaci i nieco zakręconych filmów. Pewnie większość zna go z Władcy Pierścieni, gdzie wcielił się w rolę Frodo Bagginsa, powiernika pierścienia, ale ja oszalałem na jego punkcie po adaptacji znakomitej książki Jonathana Safran Foera “Wszystko jest iluminacją”. Nie znacie? Koniecznie się zapoznajcie! Najpierw z książką a później z filmem.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;A teraz wyobraźcie sobie, że widzicie Elijaha, w niebieskiej koszuli, z zaczesanymi na bok włosami i trzydniowym zarostem, jak uśmiechając się pisze coś na klawiaturze notebooka, wlepiając w jego monitor te swoje wielkie, błękitne oczy. Zadowolony klika po raz ostatni, rzuca w przestrzeń “Nailed it!” po czym drukuje dokument zatytułowany “List samobójczy. Wersja trzecia poprawiona”. Kiedy drukarka wypluwa z siebie równo zapisaną stronę, on już przygotowuje sobie w kuchni shake’a z proteinowego suplementu Fit Life, mleka, banana i całej fiolki pigułek, po czym kładzie się w eleganckim garniturze na łóżku.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Jak wam się podoba? Tak zaczyna się pilot pewnego serialu, który ledwo co obejrzałem, a w którym główną rolę gra Elijah. Fajnie co? O czym ten serial zapytacie? Pozwolę sobie w tym momencie zatrzymać się jednak i cofnąć trochę w czasie, żeby historię opowiedzieć od początku. Zobaczmy… Tak, to było w roku 1990…&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;To właśnie wtedy na uniwersytecie Południowego Queensland w Australii, spotkali się dwaj młodzi ludzie, Jason Gann i Adam Zwar. Legenda chce, że już wtedy Jason Gann, pracując w teatrze dziecięcym, zobaczył aktorów w strojach zwierzątek, którzy stojąc za sceną palą papierosy i przeklinają na czym świat stoi. Sytuacja ta, tak bardzo go rozbawiła, iż zapamiętał ją dobrze. Przez długi czas nic z tego nie wynikało, ale kiedy w 2001 roku, jego przyjaciel, Adam Zwar, opowiedział o odwiedzinach u pewnej kobiety, posiadaczki niezwykle zazdrosnego o jej względy psa, a Gann zaczął odgrywać dla zgrywy jego zachowanie, nagle do głowy przyjaciół wpadł pomysł krótki film. W ten sposób powstał “Wilfred”&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; display: inline; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:c49a1eb7-f46f-4449-b7fe-d6e6344e9e7b" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Z2bYHOvnfRY?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Wilfred&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Film osiągnął niespodziewany sukces w 2002 roku na Festiwalu Filmów Krótkometrażowych Tropfest w Sydney, gdzie wygrał w kategorii Najlepsza Komedia, zaś Jason Gann, został za rolę tytułowego psa nagrodzony nagrodą Najlepszego Aktora. W 2003 roku film wyświetlany został już na festiwalu Sundance w Utah. Tam po raz pierwszy wzbudził pewne kontrowersje, ale przyjęty został znakomicie.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;A potem było już tylko lepiej. Pomysł z shorta przerodził się w pomysł na serial, w którym bohaterami są Adam i Wilfred, para nietypowych przyjaciół, człowiek i pies, którego Adam, jako jedyny widzi jako człowieka w psim kostiumie. Wilfred nie patyczkuje się, pali papierosy i marihuanę, używa ostrego języka, pije piwo, zajada się fast foodem i ogólnie prowadzi się nieszczególnie wzorowo. O dziwo na taką produkcję pieniądze wydała publiczna telewizja SBS, za co później była wielokrotnie krytykowana. Serial jednak się przyjął i pomimo pojawiających się głosów sprzeciwu wyprodukowano dwa jego sezony, w roku 2007 i 2010.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Po drugim sezonie z projektu zrezygnował jeden z jego twórców, Adam Zwar, a licencja została sprzedana dla kablowego kanału FX do Stanów Zjednoczonych. Tutaj serialem zajął się znany i ceniony producent David Zuckerman i już 23 czerwca tego roku, zobaczyć można było pierwszy odcinek amerykańskiej wersji show. W rolę Wilfreda wcielił się ponownie, niezastąpiony Jason Gann, zaś rolę jego ludzkiego przyjaciela przyjął Elijah Wood! I w ten sposób wracamy do początku.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Przyznam, że nic a nic nie słyszałem wcześniej o tym serialu, ale kiedy tylko zobaczyłem plakat, a później pierwszy trailer amerykańskiej wersji, zrozumiałem, że muszę to zobaczyć. No zresztą oceńcie sami:&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; display: inline; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:db968bc7-85ed-4adf-b3f1-5544b7d9727f" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/cY6dDhqhXXM?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Wilfred FX&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; display: inline; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:629c803a-e19c-44c2-a150-b73cd2fe2c20" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zIFe3by187A?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Wilfred FX&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; display: inline; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:aff38a08-6255-4a9e-b59b-e1a73d492408" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Ss6XYjG9sHM?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Wilfred FX&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; display: inline; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:9288aa8e-886b-49e5-a7ee-ac335697a736" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FjSbrUnZe3g?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Wilfred–zwiastun&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;No dobra, mógłbym tak cały dzień, chcecie to sami dalej oglądajcie, bo filmiki promocyjne są przezabawne, podobnie zresztą jak pilot, którego komandoskimi sposobami udało mi się w końcu zobaczyć. Historyjka niezbyt szczęśliwego mężczyzny, który jako jedyny zamiast psa widzi mężczyznę we włochatym kostiumie ma spore szanse stać się moim hitem na wakacje. Potencjał powiem wam jest duży i mam nadzieję, że go nie zmarnują na byle jakie efekciarstwo.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Surrealistyczny klimat, nie przebierający w słowach pies i świetny Elijah Wood to dla mnie wystarczająca zachęta. Polecam spróbować i wam!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4580607330910265036?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4580607330910265036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/bad-dog.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4580607330910265036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4580607330910265036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/bad-dog.html' title='Bad dog!'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-1720992575228537321</id><published>2011-06-27T22:03:00.001+02:00</published><updated>2011-06-27T22:03:51.249+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='animacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warszawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='państwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wrocław'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Po długim śnie zimowym</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zasiedziałem się w moich szkolnych pracach tak bardzo, że przez ostatnie tygodnie jakoś mało widziałem świata poza swoim własnym nosem. A działo się bo dochodziły mnie te i owe wieści, to z lewa to z prawa. Te bardziej polityczne starałem się ignorować, prócz tych, których ignorować się żadną miarą nie dało, ale pisać o nich nie zamierzam, nie bójcie się. Za to wakacje nadeszły (nie żeby to wiele zmieniało w mojej codzienności) i jakoś ochota na kulturę wzrosła. Za chwil kilka festiwale i przyjemnostki, a także koncertów całe mnóstwo i innych plenerowych radości.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Warszawa jak co roku pewnie bogata będzie w rzeczy do zrobienia, ale i tak wielu z mieszkańców wyjedzie, powodując, że stanie się znów bardziej zjadliwa, taka jaką najbardziej lubię. Letnie kina w parkach, muzyka na starówce, i piwo pite pod parasolami na Frascati. W tym roku będę patrzył na nią innym wzrokiem? Kto wie?&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Tymczasem wkoło dzieje się. Wrocław wygrał plebiscyt na miasto, Europejską Stolicę Kultury 2016, zaskoczył tym niemal wszystkich, łącznie chyba z włodarzami, bo jak donoszą zaprzyjaźnione duszki, feta z okazji tego niewątpliwego święta była mizerna i na kolanie organizowana. Zaskoczył też niektórych publicystów, w tym kolegę Rurka od “ujebanego stołu”, który postanowił wylać swoje żale i pretensje, bo jako Katowiczanin, uważał, że to miasto bardziej się postarało. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Padły jeszcze pewne podejrzenia o załatwiającą sprawę kasę, wyłożoną przez ministra Zdrojewskiego, a cały chór krytyków nie mógł się powstrzymać, żeby nie użyć nieśmiertelnego oskarżenia o germańskość miasta “Breslau”. Jak to cudnie w naszym kraju. Ministerstwo tłumaczyło się jak mogło, główni organizatorzy z poszczególnych miast gratulowali, a liczni wolontariusze opowiadali w mediach jak to krzywdzące dla nich, którzy tak się napracowali.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W tej całej aferze jakby nikt nie chciał zauważyć, że tego wysiłku jaki włożono w przygotowania nie trzeba zmarnować tylko dlatego, że dotacja unijna (w zakresie kultury niebagatelna bo to 1,5 mln euro) przechodzi oto koło nosa. W wielu miastach udało się zgromadzić niesamowitą siłę w postaci energicznych pomysłowych ludzi i to co było w szerokich planach konkursowych trzeba realizować ze wszystkich sił, na ile tylko będą możliwości. Mam nadzieję, szczerą, że urzędy miast nie pozwolą tym wszystkim ludziom zniknąć i dadzą im możliwość działania na rzecz rozwoju kulturalnego ich ośrodków miejskich. Nie marnuje się takiej energii!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tymczasem za pasem czas naszej prezydencji unijnej. Tomek Bagiński już przygotował odpowiedni filmik reklamowy, w którym męski niezwykle i zdecydowany osobnik, uosabiający nasz kraj, obraca… ups… chciałem powiedzieć tańczy z piękną kobietą, mającą być Unią Europejską. Zaś wokół wali się i rozpada świat, jak nie przymierzając, dopiero co oddane do użytku murki na Placu Grzybowskim w Warszawie. A oni tańczą i tańczą, aż w końcu powstaje nowy, piękny porządek, koniec.&lt;/p&gt;  &lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; display: inline; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:833c1b12-ad37-43d6-8ecc-f7761b6ff0e4" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;div id="023153c0-4e58-4a91-9def-31ffbbe71113" style="margin: 0px; padding: 0px; display: inline;"&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=L8NIddPrKB4" target="_new"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/-wEe0h1HVs2w/TgjiIi0viAI/AAAAAAAAEk8/kiDEh3Gnpnk/videodaf5a80aba1a%25255B67%25255D.jpg?imgmax=800" style="border-style: none" galleryimg="no" onload="var downlevelDiv = document.getElementById('023153c0-4e58-4a91-9def-31ffbbe71113'); downlevelDiv.innerHTML = &amp;quot;&amp;lt;div&amp;gt;&amp;lt;object width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;param name=\&amp;quot;movie\&amp;quot; value=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/L8NIddPrKB4?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/param&amp;gt;&amp;lt;embed src=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/L8NIddPrKB4?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot; type=\&amp;quot;application/x-shockwave-flash\&amp;quot; width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/embed&amp;gt;&amp;lt;\/object&amp;gt;&amp;lt;\/div&amp;gt;&amp;quot;;" alt=""&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Klip promocyjny polskiej prezydencji&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;  &lt;p&gt;W sumie sam nie wiem, nie przepadam za tymi wszystkimi tanecznymi klimatami, tak ostatnio modnymi w naszym kraju (wszyscy są już specjalistami od tańca, nawet Anna Mucha), ale mimo wszystko taka forma promocji wydaje się być ciekawa, nawet dla mnie. Kwota 600 tysięcy złotych za ten film zdecydowanie mnie, jako laika, zaskakuje, ale pewnie nie jest to wcale tak dużo, za trzy minuty pokazu niezwykłych umiejętności animatorskich studia Platige Image. To, że niektóre filmy pełnometrażowe mają problemy z zebraniem w naszym kraju podobnego budżetu, zostawmy na inny raz.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tymczasem już 1 lipca pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie odbędzie się wielki, ale i budzący kontrowersje koncert “Tu Warszawa”, inaugurujący naszą prezydencję. Problem z doborem artystów i zbyt małym zadęciem zgłaszają głównie politycy (szczególnie zaktywizowany przed zbliżającymi się wyborami Ludwik Dorn, który znów ma coś do flagi i psiej kupy), ale też wśród ludzi bliżej znających się na temacie słychać głosy zawodu, że na taką okoliczność za dużo jest Ameryki, za mało Polski i Europy. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Na szczęście dwaj główni inżynierowi Krzysztof Materna i Kuba Wojewódzki, pozwalają mi spać spokojnie w oczekiwaniu na to wydarzenie. Ciekawie opowiadali o planach i niespodziankach jakie przygotowano w audycji w stacji TOK FM, bardzo polecam posłuchanie &lt;a href="http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,9846578,__Tricky_nie_gryzie_sie_z_Perfectem____Wojewodzki.html" target="_blank"&gt;zapisu&lt;/a&gt; tejże. Wystąpić mają, między innymi:&amp;#160; Chris Botti, Kenny G., Angie Stone, Dolores O'Riordan z Cranberries, Tomasz Stańko,&amp;#160; Michael Bolton, Tricky, Symfonia Varsovia, Perfect... a do tego pokaz sztucznych ogni w rytm muzyki Preisnera, który zawstydzić ma wszystkie inne tego typu pokazy. Brzmi całkiem nieźle co?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;A tymczasem z Brukseli już dochodzą niezwykle pozytywne recenzje wystawy “&lt;a href="http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103089,9847872,Polska_sztuka_zachwyca_w_Brukseli___Najlepsza_wystawa.html" target="_blank"&gt;The Power of Fantasy&lt;/a&gt;”, która jest kolejnym mocnym punktem naszej promocji w Europie. No jak tu się nie cieszyć? Może jedynie z tego, że u nas ciężko nam zobaczyć tak bogatą, zbiorową pracę naszych artystów, ale kto wie? Skoro już stajemy się tacy światowi to może i do nas przyjedzie? Fajnie tak patrzeć na to, że stajemy się rozpoznawalni, a przynajmniej staramy się o to i walczymy o nasze małe pole position. Może za jakiś czas mniej będziemy się martwić o poziom kultury w naszym kraju? &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Na pewno pomóc tej rozpoznawalności może również reklamówka jubileuszowego, 60 Międzynarodowego Festiwalu Filmów Fabularnych w Melbourne, która od wczoraj infekuje kolejnych internetowych szperaczy i pleni się jak zaraza. &lt;/p&gt;  &lt;div style="padding-bottom: 0px; margin: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; display: inline; float: none; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:e3db7af1-f0e3-45f7-a0c2-6ea159119226" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;div id="b0e902eb-f116-4f17-b8ca-287fe3b97fd3" style="margin: 0px; padding: 0px; display: inline;"&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=QupzG_4RaAQ&amp;amp;feature=player_embedded" target="_new"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/-sORVuBG71Mw/TgjiJZuowwI/AAAAAAAAElA/tt1WDtZu2hI/video6d9278f813de%25255B32%25255D.jpg?imgmax=800" style="border-style: none" galleryimg="no" onload="var downlevelDiv = document.getElementById('b0e902eb-f116-4f17-b8ca-287fe3b97fd3'); downlevelDiv.innerHTML = &amp;quot;&amp;lt;div&amp;gt;&amp;lt;object width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;param name=\&amp;quot;movie\&amp;quot; value=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/QupzG_4RaAQ?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/param&amp;gt;&amp;lt;embed src=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/QupzG_4RaAQ?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot; type=\&amp;quot;application/x-shockwave-flash\&amp;quot; width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/embed&amp;gt;&amp;lt;\/object&amp;gt;&amp;lt;\/div&amp;gt;&amp;quot;;" alt=""&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Melbourne International Film Festival 2011&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;  &lt;p&gt;To co, że na festiwalu nie ma żadnego polskiego filmu (no dobrze, jest jedna koprodukcja niemiecko-polska) skoro filmik ten ma szanse przebić popularnością w sieci wszystkie ostatnio popularne virale? Bracia Jacek i Tomasz Koman, oraz znakomity Geofrey Rush “wymiatają”. Inna sprawa, że Jacek Koman, mój krajan, który wyemigrował w 1981 roku do Australii, całkiem fajnie sobie na zachodzie radzi i grywa sporo tu i ówdzie. Co prawda dotychczas jego najbardziej znaną rolą jest narkoleptyczny Hiszpan z “Moulin Rouge”, ale z pewnością jeszcze nas kiedyś zaskoczy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Pośród tych wszystkich pozytywnych wiadomości cieniem kładzie się informacja, jaką przeczytałem na Facebookowym koncie Zbigniewa Hołdysa przed kilkoma godzinami. Umarł dziś Maciej Zembaty, dołączając do innych wybitnych Polaków: Stafana Kuryłowicza i Jana Kułakowskiego, którzy odeszli w ostatnich dniach. Przykro żegnać się z ludźmi, którzy przerastają tę nieszczęsną, szarą przeciętność.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Na blogu Macieja Zembatego można przeczytać jego ostatni wpis, z przed niespełna dwóch tygodni, który brzmi tak:&lt;/p&gt;  &lt;blockquote&gt;   &lt;p&gt;Po długim śnie zimowym, Artysta, poczuwszy wolę bożą ( w kuluarach nazywaną weną) zawiadamia, ze w krótkim czasie, ku chwale Ojczyzny - z martwych powstanie…&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-1720992575228537321?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/1720992575228537321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/po-dugim-snie-zimowym.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1720992575228537321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1720992575228537321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/po-dugim-snie-zimowym.html' title='Po długim śnie zimowym'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh6.ggpht.com/-wEe0h1HVs2w/TgjiIi0viAI/AAAAAAAAEk8/kiDEh3Gnpnk/s72-c/videodaf5a80aba1a%25255B67%25255D.jpg?imgmax=800' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-7053342630739586724</id><published>2011-06-20T22:04:00.002+02:00</published><updated>2011-09-14T00:37:48.713+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barcelona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><title type='text'>Hiszpański trop - epilog</title><content type='html'>&lt;p&gt;W piątek 22 kwietnia dotarliśmy do Barcelony i zostaliśmy tam do wielkanocnego południa – 24 kwietnia, po czym ruszyliśmy w stronę Girony, łapać nasz powrotny samolot. Przyznam, że Barcelona nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, ot wielkie europejskie miasto. Jak już pisałem nie znalazłem też sił, ani wtedy, ani później aby szerzej o nim napisać i raczej tego nie zrobię.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W skrócie jednak miasto ma przepiękną starówkę, która oczarowała mnie całkowicie, za to reszta męczyła mnie strasznie, zwłaszcza, że chyba wszyscy ludzie z całej północy Hiszpanii przyjechali tu na okres świąteczny. Dla samego tego miasta trzeba by poświęcić tygodnia, a może i nawet trzeba by tu na jakiś czas zamieszkać, żeby go poczuć.&lt;/p&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Pozwolę więc sobie zostawić Barcelonę na następne odwiedziny na iberyjskiej ziemi, a teraz wrzucę tylko kilka zdjęć ze stolicy Katalonii.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-1dAtufsPGy8/Tf-ENR9MMcI/AAAAAAAAEgU/W3dUIJS9n6Q/barcelona01.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-oxYC9O-biSQ/Tf-EOKi2z6I/AAAAAAAAEgc/rLdeae3ghmQ/barcelona04.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-f4WHv6gG4kQ/Tf-EN1uYjlI/AAAAAAAAEgg/tm9ecvJTnJM/barcelona03.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-kmSiIJYi5UA/Tf-EO5-u_uI/AAAAAAAAEgk/-IEsDv5aBwM/barcelona06.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-DHgnK7XsNPk/Tf-EOvVbVOI/AAAAAAAAEgo/BItxq9i7GxY/barcelona05.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-kT6k5lfuzAI/Tf-EPXR07ZI/AAAAAAAAEgs/YguthGYt9J4/barcelona08.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Plac Królewski &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-iDHBm3wf7dI/Tf-EPXIMK8I/AAAAAAAAEg0/zGeEOCyrdbs/barcelona07.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-JjNNasIQfe8/Tf-EP4r50qI/AAAAAAAAEg4/5Ppdl7FMEz0/barcelona09.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-iGUEaQk_rd4/Tf-EP79EdQI/AAAAAAAAEg8/jbu-oub5EzU/barcelona10.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-9MOOv6UG4TQ/Tf-EQBcAKhI/AAAAAAAAEhA/htdALwFbmpE/barcelona11.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-vEqvyUYe1_w/Tf-EQL2HZ6I/AAAAAAAAEhE/Pb29SuD2PXA/barcelona12.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-q4fg_U926CA/Tf-EQyA8yZI/AAAAAAAAEhI/OliSCMhhNKw/barcelona15.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-83KHsc44-W0/Tf-EQvigrKI/AAAAAAAAEhM/HRnXzBiVC5Q/barcelona14.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Zastanawiałem się gdzie się podziali mieszkańcy Hiszpanii, okazało się, że wszyscy przyjechali do Barcelony &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-hmiewfSRyIU/Tf-EQTxvViI/AAAAAAAAEhQ/wxUh7VPHiZA/barcelona13.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-_EE5VWSLg68/Tf-ERkpQcvI/AAAAAAAAEhU/RPjIr75Q6F8/barcelona17.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Kościół Santa Maria del Mar &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-echGFJDHE6c/Tf-ESMR_jnI/AAAAAAAAEhc/y62iFyNUmeA/barcelona18.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Kościół Santa Maria del Mar - wnętrze&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-bFpCZpC4Kac/Tf-ERW_-mGI/AAAAAAAAEhY/2A8RVAiP9wQ/barcelona16.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-DIV0kOjdz_4/Tf-ESTtnKMI/AAAAAAAAEhg/umvN2rWjzsA/barcelona19.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-Gx3BUnQCu2U/Tf-ESLD0ujI/AAAAAAAAEhk/nkSmZe_-AeQ/barcelona20.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-sYTAlxHo5AI/Tf-ES2Ll1wI/AAAAAAAAEho/M5n9HgbcMsU/barcelona22.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-mdVvZt_7X7Y/Tf-ETY3gV5I/AAAAAAAAEhs/luObTuo5Efs/barcelona23.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-crhHotYwru4/Tf-ETRgAbyI/AAAAAAAAEhw/LA5zSbZNgng/barcelona24.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-AuAedPNHFpw/Tf-ETvFwmOI/AAAAAAAAEh0/-Gqc9g29wLA/barcelona25.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Plaża szczególnie nie zachęcała &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-Kwf0JFRFsno/Tf-ESs_y2bI/AAAAAAAAEh4/Wak0IbOUxYI/barcelona21.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-8w3aLOdxsmk/Tf-ET6zDA0I/AAAAAAAAEh8/tL4iV7eUR8A/barcelona26.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-Gac9KWAqppc/Tf-EUO2pKvI/AAAAAAAAEiI/yWxlaasoYBE/barcelona27.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Metro &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-7053342630739586724?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/7053342630739586724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-epilog.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/7053342630739586724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/7053342630739586724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-epilog.html' title='Hiszpański trop - epilog'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-1dAtufsPGy8/Tf-ENR9MMcI/AAAAAAAAEgU/W3dUIJS9n6Q/s72-c/barcelona01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-3475539617736662495</id><published>2011-06-20T21:53:00.003+02:00</published><updated>2011-09-14T00:38:10.719+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='FC Barcelona'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Real Madryt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donostia San Sebastia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Copa del Rey'/><title type='text'>Hiszpański trop - cz3</title><content type='html'>&lt;p&gt;ŚRODA 20 KWIETNIA 2011&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Przez okno&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I znów jesteśmy w trasie. Przed południem, pożegnani przez naszych znajomych, zapakowaliśmy się do autobusu jadącego w stronę San Sebastian. Za kilka godzin będziemy w jednym z najpiękniejszych miejsc kraju Basków.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Staram się uzupełnić moje wpisy na blogu, tymczasem tylko offline, ale niedługo mam nadzieję podzielić się nimi z wami. Siedzę z moim netbookiem na kolana i stukam wytrwale literki, od czasu do czasu podnosząc głowę i rozglądając się ciekawie w około.&lt;/p&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Moja, pierwszy raz widziana Hiszpania to wielkie przestrzenie, czasem niemal pustkowia, i góry, wspaniałe, zaskakujące. To kraj szerokich, dobrze utrzymanych dróg, którymi podróżuje się lekko i bez stresów, jakże odmiennie od tych w mojej ojczyźnie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co i rusz za oknami widzę płaskowyże „porośnięte” wielkimi wiatrakami i pola, na których wylegują się leniwie ogromne baterie słoneczne. To miejsce gdzie pośrodku kompletnego pustkowia, znajdziemy sztuczny zbiornik wody pitnej, nad brzegami, którego znajduje się szeroki, długi chodnik, oświetlony lampami, po którym można pospacerować ciesząc się ciszą i przestrzenią. Nikomu nie przeszkadza, że dziennie przyjedzie tu może kilka osób. Chodnik jest i już.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Właśnie na chwilę podniosłem wzrok znad klawiatury i utkwiłem go w antycznym akwedukcie ciągnącym się wzdłuż autostrady. Widoki z moich lektur, pojawiają się same przede mną czasami w zupełnie nieoczekiwanych momentach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Choć za oknem pada deszcz, a niebo zasnute jest chmurami, nie mogę się już doczekać, kiedy wysiądę z autobusu i zanurzę się w wąskie uliczki starego miasta San Sebastian. Póki co jedziemy ulicami Pampeluny, rozglądając się ciekawie wokół siebie. Byków oczywiście nie zobaczymy, nie ten czas w roku, ale sama egzotycznie brzmiąca nazwa miasta działa magnetycznie. Czas odłożyć komputer, zjeść drugie śniadanie, przygotowane przez Czarka i może chwilkę się zdrzemnąć, czeka nas kolejny, długi dzień.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A dziś w Hiszpanii wieczorem wielki święto, ale o tym napiszę innym razem!&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Donostia&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W końcu jesteśmy w San Sebastian, a raczej w Donostii, bo tutaj używa się właśnie tej nazwy miasta, od kiedy Baskowie wywalczyli dla siebie autonomię. Leżące na zatoką baskijską miasto, od pierwszej chwili robi niesamowite wrażenie. Przepiękne, zadbane ulice, dużo zieleni, cudowne budynki. Nie chce się uwierzyć, że miasto posiada niewiele ponad 180 tysięcy mieszkańców. Prawdziwy zachwyt jednak pojawia się w momencie, kiedy dociera się do zatoki (Bahia de la Concha) i starego miasta (Parte Vieja), a właśnie w tym miejscu mieliśmy zabukowany hostel.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chwilka nerwów z poszukiwaniem właściwego miejsca, później kilka nieudanych prób wejścia do środka (zepsuł się dzwonek, a przed świętami nikt już nie chciał się podjąć naprawy) i w końcu mamy swoje miejsce. Hostel Urban House znajduje się przy Alameda de Boulevard, a nasze okna (i balkon) wychodzą na wspaniały budynek Casa Consistorial, a za nim już tylko plaże zatoki. Szybko przepakowujemy się i ruszamy w miasto, mamy dziś sporo planów. Pierwszym z nich jest zdobycie Monte Urgull, góry wznoszącej się nad zatoką po naszej jej stronie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaczynamy od obejścia góry wkoło cudnym traktem wiodącym nad, spokojnymi dziś wodami Zatoki Biskajskiej, potem ostro pod górę i w końcu docieramy do dawnych fortyfikacji pokrywającej cały szczyt góry i podziwiamy panoramę miasta z pod pomnika Chrystusa w twierdzy Santa Cruz de la Mota. Potem jeszcze dość nerwowy i stromy spacer w dół i znów jesteśmy w pobliżu naszego hotelu, ale z drugiej strony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W planach jeszcze spacer po drugiej stronie Boulevard, gdzie oglądamy Catedral del Buen Pastor (w naszym angielskim przewodniku zapisany jako Church of the Good Sheperd, szkoda że Szeperd nie przyznał się, że ma tu metę, nie bulilibyśmy za hostel) i szybkim skokiem przeprawiamy się mostem Santa Catalina na drugi brzeg rzeki Urumea, żeby zobaczyć kościół Iglesia de San Ignacio. Mnie się nieszczególnie podoba, ale wracając trafiamy na piękny budynek Centro Kursaal „Cubos de Moneo”, którego obserwowaliśmy z daleka podczas naszego spaceru wkoło góry Urgull. To wspaniały przykład współczesnej architektury, wkomponowanej genialnie w historyczną tkankę miasta.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przewodnik mówi, że w Donostii należy wtopić się w tłum starego miasta i ruszyć po barach tapas (tutaj nazywanych z baskijska pintxos). Jako, że rada ogromnie mi się spodobała, wziąłem ją sobie do serca i spacerując wąskimi, gwarnymi uliczkami zacząłem wyglądać co lepszych przekąsek.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Uwielbiam w Hiszpanii to, że w niemal wszystkich barach i kawiarniach, na lady wyłożone są przekąski (owe tapas właśnie). Człowiek wchodzi, ogląda co też jest proponowane, wskazuje palcem wypatrzony smakołyk, płaci ok. 2 euro, i zajada aż się uszy trzęsą. Od czasu do czasu zamawia się do tego wino, piwo, czasem kawę. Tak mniej więcej właśnie wyglądało to w Donostii, tyle, że mnogość barów tapas starego miasta, pozwala zmieniać lokal co 10 minut i tak próbować różnych specjałów.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Deszczyk nadal kropił, ja szedłem i wybierałem pyszne przekąski. W którymś momencie, również za radą przewodnika postanowiłem zatrzymać się gdzieś gdzie napiję się cydru. Trochę lęku było, czy będę potrafił wytłumaczyć sprzedawcy o co mi chodzi, ale jak się okazało nie było żadnego kłopotu i już po chwili, musujący płyn lał się wprost do mojej szklanki, z wysokości pół metra, polewany zamaszystym ruchem barmana. O tym, że smak tego napoju był boski, i że nie piłem jeszcze nigdy tak dobrego cydru, chyba nie muszę nikomu mówić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Obżarstwo musiało jednak zostać przerwane, kiedy zegar wybił godzinę 21:20. Dlaczego? O tym już następnym razem.&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Copa del Rey&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dla fanów piłki nożnej, czyli w Hiszpanii dla prawie wszystkich, ten czas jest bardzo szczególny. Dwie wielkie drużyny, FC Barcelona i Real Madryt, spotykają się czterokrotnie, w bardzo krótkim okresie czasu. W mediach zapowiadane jest prawdziwe starcie tytanów. Na dzień 20 kwietnia, przypadło bardzo ważne spotkanie, w finale Turnieju o Puchar Króla (Copa del Rey). Puchar rozgrywany jest od 1902 roku, a obecnie zwycięzca prócz pucharu kraju, dostaje prawo do reprezentowania kraju w Lidze Europejskiej. Real z Barceloną spotkali się w finale ostatnio w 1990 roku, kiedy to Barcelona wygrała 2-0, również ten klub dzierży rekord 25 krotnego zdobywcy pucharu, Real zdobył go „tylko” 18 razy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wiele jest powodów, dla których mieszkańcy Donostii są, właściwie bez wyjątków, fanami klubu z Katalonii. Chodząc po mieście przez cały dzień przyglądaliśmy się mieszkańcom, szukając ludzi ubranych w barwy Realu. Nie udało się. Za to pasiastych, czerwono-granatowych koszulek Barsy, było coraz więcej, im bliżej byliśmy wieczoru. Myślę, że nie byliśmy daleko od prawdy, dedukując, że dążąca do autonomii Katalonia, nienawidząca swojego odwiecznego wroga z Madrytu, musiała budzić sympatię i poparcie Basków.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Katalończycy zresztą dokładnie pokazali o co w tym wszystkim chodzi, kiedy jeden z zawodników, Piquet, powiedział Realowi, że ich król wkrótce wręczy im ich puchar. Wściekłość była tak wielka, że nawet oberwało się dziewczynie Piqueta, Shakirze, której piosenki, przestały być puszczane w hiszpańskim radio. Tutaj to nie zabawa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niemal w każdym z dziesiątek barów starówki stał jeden lub więcej telewizorów, niemal przed każdym z nich zbierali się kibice piłkarscy. Kiedy rozpoczął się mecz, wszędzie pogłaśniano odbiorniki i wyłączano muzykę. Zaczynał się czas święty.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niesamowicie było patrzeć jak Hiszpanie krzyczą gestykulując, starając się zmieniać decyzje sędziego, wrzeszczą kiedy od bramki jest tylko o krok, klaszczą, śpiewają, podjudzają do głośniejszego dopingu. Starzy, młodzi, kobiety i mężczyźni wpatrzeni w telewizory żyli tym spotkaniem. Ci, których mecz mniej interesował, ze stuprocentowym zrozumieniem podchodzili do reszty, kompletnie pochłoniętej meczem.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kiedy w końcu pada bramka dla FC Barcelony wszyscy zrywają się z krzeseł, wyciągają w górę ręce w goście zwycięstwa wrzeszcząc jak opętani, niestety tylko po to, aby opaść na siedzenia z zawodem kiedy okazuje się, że bramka padła z pozycji spalonej. Więcej powodów do takiej radości nie będzie, za to w dogrywce, Christiano Ronaldo, ze znienawidzonego Realu Madryt, pognębi publiczność, strzelając, jedyną jak się okaże, bramkę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wychodzący z baru, starszy mężczyzna, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy, kiwa z rezygnacją głową i stwierdza „La disastro”. Rozumiem go, sam jestem fanem klubu z Barcelony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak się okazało nie brakuje dystansu do religii jaką jest piłka nożna w Hiszpanii. Przed jednym z barów znaleźliśmy ogłoszenie o wieczornym oglądaniu meczu, gdzie jednak zamiast napisu „Copa del Rey” widniał „Copa del Gey”. Czy to dowcipny barman był autorem tego żartu, a może to jakiś dowcipny przechodzień? Tego nie udało mi się dowiedzieć…&lt;/p&gt;&lt;p&gt;p.s. Sprawiedliwości nie ma, ale przynajmniej jest jakieś pocieszenie. Puchar Króla wyślizgnął się z rąk Sergio Ramosa i wpadł pod samochód, na przyczepie, którego drużyna świętowała zwycięstwo. Telewizja hiszpańska pokazuje zaszokowanego twórcę pucharu, który mówi, że w głowie mu się to nie mieści. Mnie też nie, ale bawi za każdym razem kiedy to widzę.&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;CZWARTEK 21 KWIETNIA 2011&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;„Na plaży słońce praży”&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No dobrze, aż tak fajnie nie było, bo poranek wcale nie rozpieszczał nas bardziej niż wcześniejszy dzień. Po w miarę spokojnie przespanej nocy, ruszyłem w stronę plaż Bahia de la Concha. Nie wyobrażam sobie tego, aby być nad morzem i choćby nie zanurzyć w nim stóp. Zdjąłem więc buty, skarpety, podwinąłem spodnie i dalej do wody. Na początku było zimno, ale szybciutko się przyzwyczaiłem, a kilka chwil później, spodnie miałem już mokre do połowy ud. Tego mi było trzeba!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Plażą wzdłuż całej zatoki kierowaliśmy się na przeciwległy brzeg, gdzie mieliśmy zamiar wspiąć się na drugie ze wzgórz Monte Igueldo. Kolejka, która miała sprawić frajdę jest kompletnie tandetna i można ją sobie spokojnie odpuścić, za to widok z góry jest jeszcze lepszy niż ten oglądany wczoraj. Naprawdę warto tu się wspiąć tylko po to by chwilę pokontemplować te wspaniałe pejzaże. Uważać tylko trzeba, żeby człowieka nie wywiało, wiatr jest tak mocny, że niemal urywa głowę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na drugą część dnia zaplanowaliśmy zwiedzanie części miasta poniżej Alameda de Boulevard, czyli tej części, która nie obejmuje starego miasta i okolic plaży. Przyznam, że byłem zaskoczony tym jak dobrze utrzymane jest miasto. Między reprezentacyjną starówką a mieszkalną częścią miasta niemal nie ma różnicy w czystości i poukładaniu. Jasne chodniki, szerokie ulice, czyściutkie sklepy i kawiarnie. W takim miejscu chce się żyć i mieszkać. Niestety to akurat, jest dosyć ciężkie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak dowiedziałem się później, chcąc zostać mieszkańcem miasta, trzeba spełnić kilka warunków. To, że trzeba być poszukiwanym specjalistą w jakiejś dziedzinie to jedno, ale to, że trzeba się posługiwać językiem baskijskim to zupełnie inna sprawa. Choć wspaniale otwarci na turystów, Baskowie ciągle mają w sobie potrzebę udowadniania odrębności i nawet uzyskana autonomia, niewiele tu zmieniła. Na jednej z ulic znaleźliśmy nawet plakat, jasno informujący, gdzie znalazł się turysta i w sposób dosadny prezentujący stanowisko miejscowych.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tego dnia przyszedł kryzys. Wiele kilometrów w nogach, kolejny dzień w ruchu, słoneczna pogoda, która w końcu się pojawiła, spowodowały, że wykończony opadłem w końcu na ławkę tuż obok dworca i odmówiłem dalszej aktywności. Mimo, że Donostia to miasto z marzeń, miałem już naprawdę wszystkiego dosyć. Autobus do Saragossy zabrał mnie wieczorem w cieple pielesze domu znajomego.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-VNzALxoxJhE/Tf-EVPcQB3I/AAAAAAAAEiM/6NFxR30B04s/donostia05.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-MasLB3ogjhs/Tf-EU3LBU0I/AAAAAAAAEiQ/NiMqimzXzGA/donostia03.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
Zaproszenie na Final de la Copa del Rey &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-dV7yf420N74/Tf-EVyPawEI/AAAAAAAAEiU/l41w1Uh8Ofs/donostia07.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-XBcGiAIYMeI/Tf-EV9EECPI/AAAAAAAAEiY/OeKKUmQu9WM/donostia06.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-7zANGaD4cf0/Tf-EVom3zZI/AAAAAAAAEic/hCecTO8RoIY/donostia04.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-aW7mh-Ws8Eg/Tf-EWVZROFI/AAAAAAAAEig/TLuCdJEP9j4/donostia08.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-Vp9GMn-N7Qg/Tf-EWwgg79I/AAAAAAAAEik/9Ess-eeRD0k/donostia10.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-AfVAAmB05fs/Tf-EXIGHs2I/AAAAAAAAEio/g7FqZkrKO3g/donostia11.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-cYpbNYHa05g/Tf-EWynXKUI/AAAAAAAAEis/btUtyjYWH70/donostia09.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-OQrcEnTn_Sg/Tf-EX1u_koI/AAAAAAAAEiw/UE8gVytqN1c/donostia14.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-HUQerdi2wsk/Tf-EXRD2yhI/AAAAAAAAEi0/Z2dUX5RnSig/donostia12.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-ef5CG-Ci38U/Tf-EXltjIVI/AAAAAAAAEi4/W1t4wV1CTDE/donostia13.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
Turysto! Nie zapomnij! Jesteś w Baskonii! &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-muTavWSPyY8/Tf-EYQ9KQ8I/AAAAAAAAEjA/6zBVbDb_kUw/donostia16.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
Widok z okna hostelu &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-thAqznLd7BQ/Tf-EYhd9zWI/AAAAAAAAEjE/6Z1geDa62Ks/donostia17.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-EcUL8u3YTMU/Tf-EY5iMmvI/AAAAAAAAEjI/AL_l7wgQycc/donostia18.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-JHwdkkTic5M/Tf-EZCJ1r3I/AAAAAAAAEjM/YJ-9ielFeWA/donostia19.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-Z5zxDpgLCiU/Tf-EZ7nzkfI/AAAAAAAAEjQ/06T0atGYoC4/donostia21.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
Twierdza Santa Cruz de la Mota &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-mHQEnD6Z_Mg/Tf-EZyaxygI/AAAAAAAAEjU/HvRTWWrq2TM/donostia22.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-vXYf6BQani4/Tf-EZjHqy-I/AAAAAAAAEjY/Z4BI3-WA50g/donostia20.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-zHU12KDwVOE/Tf-EaP57fjI/AAAAAAAAEjc/OnLq3wOeFdY/donostia23.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-WOOEuAVvq9M/Tf-EadhDKCI/AAAAAAAAEjg/2GqZY5XvMec/donostia24.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-fg4VWirMGAQ/Tf-EanFfzqI/AAAAAAAAEjk/XOVcpobiPqo/donostia25.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-m8ihbwITuLw/Tf-EbO_QMHI/AAAAAAAAEjo/Im6hfKvcd_g/donostia26.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
Katedra Dobrego Pasterza &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-jnF_j8xTno8/Tf-Ea-Nh1lI/AAAAAAAAEjs/9hkewA4qm1s/donostia27.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-YV6UuuSiFOA/Tf-EUU-bOXI/AAAAAAAAEiA/1ipud4ytvKk/donostia01.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian     &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-_Rw9M8jYOs0/Tf-EUrKolkI/AAAAAAAAEiE/xMEDPM2PF7s/donostia02.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian     &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;PIĄTEK 22 KWIETNIA 2011&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Hiszpańskie porządki&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Od pierwszych chwil w Hiszpanii, miałem wrażenie ogromnego porządku i czystości. Jadąc autobusem z Barcelony do Saragossy mijaliśmy rzędy równiutkich winnic, zakłady przemysłowe, wokół których nie było śmieci i odpadów, jak to zwykle ma miejsce w Polsce, nawet składy złomu ze starannie posegregowanymi odpadami, ułożonymi w gustowne stosy. Kiedy powiedziałem o tym Czarkowi, odbierającemu nas na czystym, dworcu autobusowym w Saragossie, wydawał się być zaskoczony moimi obserwacjami. Na marginesie, dworzec wygląda tak, że nasi warszawscy włodarze powinni wpaść tutaj i pouczyć się tego i owego, a w obecnej postaci powstał w tempie rekordowym przed ostatnimi targami Expo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-E9XjPKn73_U/Tf-Eh_qlRiI/AAAAAAAAEks/aFhajPYyZbU/saragossa_07.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Saragossa      &lt;br /&gt;
Dworzec &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wrażenie tej niezwykłej czystości spotęgowało się później jeszcze bardziej, na czyściutkiej hiszpańskiej prowincji, gdzie każdego rana, starsze panie wychodzą i zamiatają drogę przed swoimi domami, wrażenie jest takie, że podczas spaceru nocnymi uliczkami, człowiek ma wrażenie, że nie wyszedł wcale ze swego domu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Donostia to już szczyt czystości. Nawet biała (!) kostka brukowa nie odrzuca brudem i zanieczyszczeniami. Idąc ulicami miasta widzieliśmy nawet człowieka, który ze specjalną maszyną do czyszczenia chodników, zaopatrzoną w ogromne szczotki, przemieszczał się tymi wspaniałymi chodnikami doprowadzając je do czystości. Zaskakujące było to, że tego dnia padał deszcz, który sam z siebie zmywał przecież brud do kanałów odpływowych.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Największym kontrastem jest to, że Hiszpanie często nie używają koszy i popielniczek. Siedząc w barze strząsają popiół z papierosów na podłogę, w tym samym miejscu lądują wszystkie odpadki z jedzenia, pestki, wykałaczki, chusteczki, w które wytarto ręce po soczystych owocach morza. Na uliczkach Parta Vieje w Donostii, pod murami, obok barów tapas, pełno było tego typu pozostałości po ucztowaniu, bo to, często przenosiło się właśnie na ulicę. Rano jednak, nie sposób było znaleźć choćby jednego pozostawionego papierka i wieczorem spektakl mógł zacząć się na nowo.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-19g8GdKcMko/Tf-EYMyJDlI/AAAAAAAAEi8/eOgG6fYTvGM/donostia15.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Donostia San Sebastian      &lt;br /&gt;
Typowy śmietnik pod barem. &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co prawda Unia Europejska wymusiła pewne standardy na hiszpańskich lokalach, takie jak na przykład obecność popielniczek na stolikach w barach (tak, tu również nie wolno palić, ale mało kto sobie cokolwiek z tego robi). Jednak ich obecność wydaje się być zauważana jedynie przez młodych mieszkańców i turystów, bo miejscowi nadal kiepują na podłogę. Najlepszą zaś scenę widziałem w barze w Pedroli, kiedy to kobieta paląca papierosa, po skończeniu go rzuciła niedopałkiem przez cały bar, tak żeby ten wylądował u stóp baru, tam gdzie większość śmieci.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Byłem również świadkiem tego, w jaki sposób traktuje się kupki psich pupili Hiszpanów, a robi się to tak jak powinno, czyli sprząta i wyrzuca od razu po tym kiedy piesek sobie ulży. Widziałem dwa przypadki sprzątania po zwierzątkach, jeden na eleganckim deptaku Saragossy, gdzie przystojny, bardzo młody, dobrze ubrany mężczyzna wrócił do specjalnego kosza po torebkę i doprowadził chodnik do czystości, kiedy jego młoda przyjaciółka wraz z pieskiem cierpliwie czekali aż skończy. W drugim przypadku, w Barcelonie, matka będąca z dziećmi na spacerze wyciągnęła z torebki foliowy woreczek i uprzątnęła po piesku, który załatwił się w nieciekawej uliczce pomiędzy odrapanym murem ZOO i torami kolejowymi. Wyobrażacie to sobie?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak czy inaczej, tutaj widać, że sprzątać po pupilu to nie wstyd. Olgierd stwierdził, że pewnie egzekwuje się tutaj odpowiednio kary za zaśmiecanie miasta i być może tak właśnie jest, bo to kolejny dowód na miejscowy porządek, choć nieco innego rodzaju. Jak poinformował nas Czarek, w Hiszpanii nie patyczkują się z ludźmi, którzy nie płacą mandatów. Nie proszą ich o wpłatę, nie błagają o uregulowanie płatności wraz z odsetkami. Po prostu, któregoś dnia, przy wypłacie, człowiek orientuje się, że coś za mało pieniążków wpłynęło na konto. Da się?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lubię Hiszpańskie porządki.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-3475539617736662495?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/3475539617736662495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-cz3.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3475539617736662495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3475539617736662495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-cz3.html' title='Hiszpański trop - cz3'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-VNzALxoxJhE/Tf-EVPcQB3I/AAAAAAAAEiM/6NFxR30B04s/s72-c/donostia05.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-797346296602504299</id><published>2011-06-20T21:30:00.002+02:00</published><updated>2011-09-14T00:38:26.927+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Semana Santa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Saragossa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alcala de Moncayo'/><title type='text'>Hiszpański trop - cz2</title><content type='html'>&lt;p&gt;WTOREK 19 KWIETNIA 2011&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Vera de Moncayo&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kontynuując zwiedzanie prowincji, od wtorkowego poranka ruszyliśmy w stronę hiszpańskich winnic i wspaniałego klasztoru z muzeum wina. Niestety ten ostatni okazał się zmienić dzień zamknięty z poniedziałku na wtorek i właściwie udało nam się zobaczyć tylko kawałek, wspaniałego dziedzińca, przez dziurkę od klucza w barmie. Udało nam się odwiedzić za to słynną w regionie „Meson LaCorza Blanca”, restaurację serwującą kozie mięso. Tam przy aromatycznej kawie, i pysznym tapas, na które składały się owcze sery, oliwki, małe cebulki i ogórki, odpoczęliśmy chwilę i ruszyliśmy dalej, w kierunku Alcala de Moncayo.&lt;/p&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Wioska była usytuowana przecudnie na wzgórzu, oblepiając go dokładnie zabudowaniami, tak, że wyglądało niczym kopiec termitów. Otoczona przez winnice wyglądała dokładnie tak, jak powinna śródziemnomorska wioska. Nie zakochać się nie było sposobu, nawet wtedy, kiedy nasz samochód niemal zaklinował się na zakręcie wąziutkiej drogi, między budynkami, gdzieś w połowie wysokości wzgórza. Niestety, dzień wcześniej Czarek zabił pająka, który nastraszył Paulinę i od rana zaciągało na deszcz, który w końcu lunął, więc ze spaceru po wiosce zrezygnowaliśmy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przekonany byłem, że przez cały czas będę chodził tu tylko w t-shircie, ale jak do tej pory, nie ruszam się niemal na krok bez mojej koszuli i ciepłej bluzy. Kolejny mit obalony!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Obowiązkowym punktem programu, była wizyta w jednej z Bodeg (Bodega to dosłownie piwniczka, to miejsce gdzie wytwarza się wina w Hiszpanii), które licznie występują w tym rejonie. Przyjęci niezwykle ciepło przez właścicielkę obejrzeliśmy zakamarki i poznaliśmy sekrety przygotowywania wina, a także, co oczywiste przystąpiliśmy, z ogromnym zapałem do degustacji. Powiem wam, niebo w gębie!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Opuszczaliśmy gościnne progi Bodegi, z butelkami wina w naszych torbach i z dobrą radą właścicielki. Pamiętajcie więc, jako i my, że wino nie powinno leżakować w beczkach dłużej niż 10 miesięcy, bo powinno smakować winem, a nie drewnem beczki!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-6AcEU7iAs3M/Tf-EKvLkAgI/AAAAAAAAEfg/jioWTIF7-7g/alcalademoncayo02.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Aragonia      &lt;br /&gt;
Alcala de Moncayo&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-3q61oawCQCY/Tf-EK3LGG7I/AAAAAAAAEfk/tN_BTX5ae0w/alcalademoncayo01.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Bodega Pagos del Moncayo      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/--kGBsjVX01s/Tf-EKnftEuI/AAAAAAAAEfo/0q6hotFpfoY/alcalademoncayo03.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Aragonia      &lt;br /&gt;
W drodze&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-T78VfJGu8_s/Tf-ELEdTmJI/AAAAAAAAEfs/c5vjc7K-_yE/alcalademoncayo04.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Aragonia      &lt;br /&gt;
Przez dziurkę od klucza &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-hCCt7Y7NeQo/Tf-ELXbTccI/AAAAAAAAEfw/3OsJ4oK5uSM/alcalademoncayo06.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Aragonie      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-SvdOhqPZTx8/Tf-ELGTaBaI/AAAAAAAAEf0/q9ef3e_1-24/alcalademoncayo05.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Aragonia      &lt;br /&gt;
Alcala de Moncayo&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-xE-hr6IINQ0/Tf-ELuQ5JUI/AAAAAAAAEf4/NzqY6CgQ-fY/alcalademoncayo07.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Aragonia      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-HCi9Kwa6FAI/Tf-EL6bWYfI/AAAAAAAAEf8/tpUQ0ol_Mrs/alcalademoncayo08.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Aragonia      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Semana Santa &lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Semana Santa, czyli wielki tydzień wielkanocny, to niezwykle ważny okres w życiu Hiszpanów. Tak się złożyło, że właśnie na niego trafiliśmy podczas naszej podróży i oprócz utrudnień w zakupie prowiantu, mamy nadzieję nieco na nim zyskać jako turyści i oglądacze. Ten świąteczny czas traktuje się znacznie bardziej poważnie i odświętniej niż w Polsce. Czuje się, że jest to najważniejszy okres świąteczny katolików, jak również, że pokuta jest jego ważną częścią.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Widocznym elementem obchodów Semana Santa są liczne procesje obnoszące pasos (platformy z wizerunkami świętych i religijnych scen) przez zakapturzonych pokutników (penitentes). Żeby zobaczyć jedną z takich procesji, po południ udaliśmy się do Saragossy. Aby zabić czas przed wieczorną procesją, postanowiliśmy rzucić okiem na jedną z największych atrakcji turystycznych stolicy Aragonii, czyli Plaza del Pilar, centralny plac ze znajdującą się na nim Basilica de Nuestra Senora del Pilar. Nazwa nawiązuje do słupa, na którym objawić się miała Matka Boska po zstąpieniu z nieba. Samej bazyliki nie sposób porównać z niczym co widziałem w Polsce.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po krótkim spacerze uliczkami Saragossy, przysiedliśmy przy jednym z bulwarów zajadając przepyszne lody i „polując” na członka jednego z bractw pokutników, po czym ruszyliśmy jego śladem, aby odnaleźć miejsce, skąd ruszy procesja. Szybko gęstniejący tłum dał nam jasno do zrozumienia, że wybraliśmy właściwą taktykę i już w chwilę później zajęliśmy dogodne pozycje blisko szlaku przemarszu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tłum kolorowych, zakapturzonych ludzi, niosących sztandary, pochodnie, ołtarze, walących miarowo w bębny robił niesamowite wrażenie. Ta procesja to była prawdziwa pokuta. Ciężkie ołtarze, pełne poświęcenia bębnienie, czuło się nawet stojąc wśród gapiów. Czarek zwrócił mi uwagę, że na jednym z bębnów widać wręcz krew z poranionej dłoni niosącego go mężczyzny. To jedna z licznych procesji, w dodatku wtorkowa, więc nie należało się spodziewać przemarszu takiego, jakiego świadkami, być może, będziemy w piątek, ale mimo wszystko robiło to ogromne wrażenie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-lE3F5mW2dbA/Tf-EgaQ0hbI/AAAAAAAAEkc/D9uAvAkVoQ8/saragossa_03.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Saragossa      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-iSO5knZHB8g/Tf-EgBm1SJI/AAAAAAAAEkg/MmNIbkYzsl8/saragossa_02.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Saragossa      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-LxQ_SHg_CsU/Tf-EgrOZIgI/AAAAAAAAEkk/9V4Co9tqWYo/saragossa_01.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Saragossa      &lt;br /&gt;
W oczekiwaniu na pątników&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-6PFLarkXzac/Tf-Eg8pwnxI/AAAAAAAAEko/xNaAUrPAG_s/saragossa_04.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Saragossa      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-zyDKxXtvWLY/Tf-EhkMPeCI/AAAAAAAAEkw/ZA9jOnM8GVo/saragossa_06.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Saragossa      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-DZxlbYt8ifE/Tf-EhjNoBXI/AAAAAAAAEk0/gFfPgaw5rU8/saragossa_05.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Saragossa      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-797346296602504299?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/797346296602504299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-cz2.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/797346296602504299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/797346296602504299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-cz2.html' title='Hiszpański trop - cz2'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-6AcEU7iAs3M/Tf-EKvLkAgI/AAAAAAAAEfg/jioWTIF7-7g/s72-c/alcalademoncayo02.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-868114924032583749</id><published>2011-06-20T21:18:00.002+02:00</published><updated>2011-09-14T00:38:45.871+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alcala de Ebro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rzeszów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Saragossa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hiszpania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pedrola'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><title type='text'>Hiszpański trop - cz1</title><content type='html'>&lt;p&gt;Plany były ogromne, efekty jednak nie przyszły. W czasie mojej kwietniowej wyprawy do Hiszpanii, prowadziłem małego bloga dla znajomych, gdzie pisałem spostrzeżenia z podróży. Po powrocie miałem dodać zdjęcia, wzbogacić tekst, opublikować go tutaj w kawałkach. Tymczasem minęły już niemal dwa miesiące, a ja ledwo miałem siłę zabrać się za zdjęcia, o spisywaniu wspomnień już nie mówiąc. &lt;/p&gt;&lt;p&gt;Również w Hiszpanii sił starczyło tylko przez 2/3 wyjazdu i Barcelona pozostała kompletnie nieopisana. Dziś już nie bardzo jest o czym pisać, ale zdjęć szkoda. Dlatego w końcu zebrałem się w sobie i przerzucam tutaj to co niegdyś wyprodukowałem, dodając całą furę zdjęć. Może komuś się spodoba? Udanej lektury!&lt;/p&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;NIEDZIELA 17 KWIETNIA 2011&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Polskie drogi&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeszcze wczoraj byłem w szkole w Łodzi, a nawet zahaczyłem o teatr, a dziś od rana już w drodze. O 9 z Olgierdem wsiedliśmy w autobus i ruszyliśmy do Rzeszowa, stąd odlatuje nasz samolot. Autobus mieliśmy bardzo wygodny i podróż minęła jak z bicza strzelił, mimo, że wylądowaliśmy na miejscu dopiero przed 14.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zwiedziliśmy kawałek Rzeszowa, zaliczając ciepłe śniadanie w maleńkim barku no i koniecznie zatrzymaliśmy się pod słynnym na cały kraj pomnikiem, przypominającym wszystkim pewne detale anatomiczne człowieka. Co udało nam się zauważyć, to to, że każde miasto ma biuro podróży o nazwach Sindbad i Guliwer, po krótkich poszukiwaniach potwierdziliśmy to w Rzeszowie. Niestety, ku mojemu szczeremu smutkowi, nie znaleźliśmy biura podróży Robinson Cruzoe. Z drugiej zaś strony to w sumie dobrze, nadal mam szansę ja takie założyć. Będę sprzedawał wycieczki, porzucał ludzi na obczyźnie, a jeśli wrócą do domu i będą się skarżyć, zapytam bezczelnie: &amp;quot;Przepraszam, ale czego się Państwo spodziewali?&amp;quot; Złoty biznes mówię wam!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;O 16:15 odjeżdżał nasz autobus na lotnisko, które nie znajduje się w samym Rzeszowie, ale w pewnym od niego oddaleniu. Szybciutka piłka, bo ledwo 20 minut i oto już jesteśmy na miejscu. Siedzimy sobie w średnio wygodnej kafeterii i czekamy na nasz lot, który będzie o 21:05. Teraz jest 17:30. Zdrowy dzień prawda? A dalej wcale nie będzie lepiej. Humory nam dopisuję i żartujemy sobie równo ze świata. Ahoj wesoła przygodo!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Póki co, koszt podróży to 50 zł za autobus do Rzeszowa i 8 zł za kurs na lotnisko. Śniadanio-obiadu nie liczę.&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;PONIEDZIAŁEK 18 KWIETNIA 2011&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Barcelona Norde&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W Rzeszowie wszystko poszło gładko, po szybciutkiej odprawie zapakowaliśmy się do Boeinga 737 i polecieliśmy. Szło tak dobrze, że nawet wylądowaliśmy przed czasem. Szybko namierzyliśmy autobus z Girony do Barcelony na stację Norde. Tutaj znaleźliśmy nasz autobus, ale jak się okazało, właśnie odjeżdżał, a na domiar złego miał tylko jedno wolne miejsce. Prośby i zaklinanie nic nie dały, zamknięto nam drzwi przed nosem i autobus odjechał o 1:00. Następny mieliśmy mieć o 7:05.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-FQMY5OhxuWs/Tf-EbHGcOtI/AAAAAAAAEjw/71Ej13-mMxc/norde01.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Dworzec Norde &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W chwilę później kolejna niespodzianka. Międzynarodowy, ogromny dworzec Barcelona Norde, jest zamykany na noc. Wyrzucono nas wszystkich na zewnątrz i zamknięto przed nami ciepłe pomieszczenia dworcowe, a na zewnątrz zaczynało się robić niezbyt przyjemnie. Lekko zdołowani postanowiliśmy pójść na &amp;quot;spacer&amp;quot;, przyłączyła się do nas jeszcze jedna dziewczyna, z którą przylecieliśmy z Polski.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Okazało się, że nie tylko my nie wiemy co z sobą zrobić, na uliczce obok dworca spotkaliśmy kolejne trzy, młode Polki, które zaczęły się nas radzić w sprawie hosteli. Wszystkie kamienne ławeczki, murki, a także trotuary dworcowe zostały zaanektowane przez czekających podróżnych.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-tsKJRrWn8Fc/Tf-Ebxcu7XI/AAAAAAAAEj4/WvNlEcUYUMc/norde02.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Dworzec Norde &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W przewodnikach uczula się ludzi, aby nie kręcili się w okolicy i uważali na bardzo aktywnych złodziei, kieszonkowców, jednak pozostanie w bezczynności przez 6 godzin na zimnym dworcu wydawało się bezsensem. Zrobiliśmy więc dwa szerokie kółeczka, wokół dworca, po raz pierwszy zaznajamiając się z uroczymi uliczkami Barcelony. Mimo zapewnień przewodnika, że Barcelona jest miastem o bardzo bujnym, nocnym życiu, na ulicy nie spotkaliśmy wielu ludzi. Miasto wyglądało raczej na wyludnione.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jedyną atrakcją turystyczną jaką &amp;quot;zaliczyliśmy&amp;quot; był wspaniały łuk triumfalny. Niestety jego zalety skutecznie oszpecono ogromną płachtą transparentu protestacyjnego, wymierzonego w energię jądrową.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-5GIzVHEdlbs/Tf-EPmKwsAI/AAAAAAAAEgw/SWso3qtUfrI/barcelona02.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Barcelona      &lt;br /&gt;
Łuk Triumfalny &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przejazd z Girony do Barcelony to koszt 12 euro, do Saragossy pojedziemy już tylko za 14 euro.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jest godzina 6 i wszyscy padamy już na buzie. Nie możemy się doczekać ciepłego autobusu i kilkugodzinnej drzemki. Byle do przodu!&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Pedrola&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;No i jesteśmy w Saragossie. A raczej byliśmy. Po wyjściu z autobusu czekała już na nas Paulina i Czarek. Jeszcze tylko zakupy biletów do San Sebastian na środę i powrotnych na czwartek i ruszyliśmy do Pedroli, wioski, czy też Pueblo, jak mówią miejscowi, w której nasi znajomi mieszkają. Mały postój w hipermarkecie zaowocował zakupami na śniadanie, które przygotował Czarek, a po którym nie miałem siły schylić się i zasznurować sobie butów. Prawdziwe, przepyszne, hiszpańskie śniadanie. To jedna z rzeczy, na które bardzo tu liczyłem, i wiedzcie, że nie zawiodłem się.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pueblo Pedrola to dla mnie miasteczko, ale kiedy w odwiedzinach u mamy Czarka, Ewy, użyłem tego sformułowania, zaskoczona od razu sprostowała mnie „To wioska a nie miasteczko”. Ciężko jednak mi przestawić się na miejscowe myślenie, kiedy przed oczami stają mi polskie wioski, do których tutejsze nie przystają żadną siłą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ciasna zabudowa, wąskie fronty kilkupiętrowych budynków, place z fontannami, 14 kawiarni na 3500 tysięczną społeczność Puebla. Sami powiedzcie, czy tak wygląda wioska? Wspomnieć wypadało by o targowisko odbywającym się w każdy wtorek, które odwiedziłem, boisku piłkarskim wyposażonym w profesjonalne oświetlenie, basenach z jacuzzi, i 7 bankach… Wioska… Tak, jasne.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Uliczki w Pedroli, są przecudne. Zazwyczaj szerokości wystarczającej aby minęły się na niej dwa osły, czasami jednak wystarczy rozłożyć ręce na boki, aby spiąć uliczkę dotykając przeciwległych ścian. Dwupiętrowe budynki rzucają głęboki cień na pozamiataną, czyściutką jezdnię, człowiek czuje się na wieczornym spacerze, jakby był u siebie na podwórku. Plac św. Rocha ze słupem z rzeźbą patrona stojącym pośrodku fontanny, otoczony jest palmami i ławeczkami, na których można przysiąść i odpocząć w spokoju po ciężkim dniu. To zupełnie urocze!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaraz po śniadaniu wyrwaliśmy się z domu i poszliśmy do jednej z kilkunastu kawiarni i zamówiliśmy przepyszną kawę, którą delektowaliśmy się „pod parasolami” a raczej w ogromnym namiocie postawionym przy wejściu. Wszystko to zaledwie kilka metrów od ratusza i rezydencji, nieżyjącej już księżnej, do rodziny której należały wszystkie okoliczne ziemie, a która spokrewniona jest z rodziną królewską.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mnogość historyjek i maleńkich opowiastek, którymi uraczył nas Czarek i które sam gdzieś dojrzałem, przekracza moje możliwości kronikarski i też nie czas i miejsce aby je przytaczać. Dość powiedzieć, że ja zakochałem się w tym maleńkim Pueblo tak straszliwie, że momentami zatrzymywałem się i w duszy musiałem sobie „dać w pysk”, żeby obudzić się z odrętwienia i naprawdę poczuć, że tu jestem i to wszystko to prawda. Jak na wielkiego orędownika miejskiego życia, Pedrola zrobiła na mnie tak dobre wrażenie, że chyba chętnie bym tu zamieszkał.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-CBXmgu28pm8/Tf-Ebv2Dv8I/AAAAAAAAEj0/ORgZ_rRtW5c/pedrola01.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-FHDjXu1xXvU/Tf-EcJHgGBI/AAAAAAAAEj8/HdAmnSnT-5k/pedrola03.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-4hiB50ToPzM/Tf-EcLLoIEI/AAAAAAAAEkA/5SO5LjYWJuI/pedrola02.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-TeY1umqmuPs/Tf-EcyLhqwI/AAAAAAAAEkE/GjvecMe_4z4/pedrola05.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-3sASU0Khpcg/Tf-Ec4hJKtI/AAAAAAAAEkI/tFd2BdzQYkE/pedrola06.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-LtuuOToRMDI/Tf-EcYs1zvI/AAAAAAAAEkM/Da2U9i3olgY/pedrola04.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-03ISYOs1wXU/Tf-EdaoHreI/AAAAAAAAEkQ/SMbvwKCXKl8/pedrola07.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-jkhH7NXaDQ0/Tf-EdqbgiLI/AAAAAAAAEkU/QaduHMtlVH8/pedrola08.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-72Q9WuAx04o/Tf-EfwnqR-I/AAAAAAAAEkY/wZ5IlQBMmis/pedrola09.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Pedrola      &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Macho      &lt;br /&gt;
&lt;/strong&gt;Hiszpanie są dumni ze swojej narodowości tak bardzo, że wszystko co nie hiszpańskie jest po prostu gorsze, lepiej nie wspominać również o czymkolwiek francuskim bo to już po prostu złe wychowanie. Szowinizm ten jest tak mocny, że wchodząc na hiszpański rynek, znana skąd inąd firma Auchan, zdecydowała się zmienić nazwę, aby nie brzmieć tak bardzo francusko. To jednak na zewnątrz, bo lokalnie to już nie liczy się to co hiszpańskie, ale to co lokalne.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pedrola leży w Aragonii i oczywiste jest to, że to co aragońskie jest najlepsze. Najlepsze jest oczywiście aragońskie jedzenie, a sam temat jedzenia, jest jednym z najbardziej ukochanych przez Hiszpanów. Ulubionym kulinarnym programem telewizyjnym naszych gospodarzy jest audycja, w której jeden z gospodarzy, w każdej audycji musi rzucić uwagę w stylu: „&lt;em&gt;A jakie pyszne mamy w Aragonii migdały!? Najlepsze w Hiszpanii!&lt;/em&gt;”. Kiedyś ponoć tak się zapędził, że w pierwszej chwili pochwalił jako najlepsze w kraju, aragońskie ryby morskie. Zmitygował się nieco i przyhamował, a w następnym odcinku programu powiedział, że może same ryby nie, ale za to mają najlepszych aragońskich dystrybutorów tychże.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Równie mocny jest tutaj ciągle syndrom Macho. Czarek śmieje się, że nawet w warstwie językowej da się to zauważyć, choć miejscowi zaczynają się nad tym zastanawiać dopiero wtedy kiedy poda im się poniższy przykład.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wspaniałe, hiszpańskie truskawki (najlepsze pochodzą z Aragonii) nazywają się &lt;em&gt;fresa&lt;/em&gt; i są rodzaju żeńskiego. Ale kiedy trafi się super słodka truskawka wielkości ludzkiej pięści, pojawia się końcówka męska i to już nie &lt;em&gt;fresa&lt;/em&gt; ale &lt;em&gt;freson&lt;/em&gt;!&amp;#160; Podobnie bank, który chce przyciągnąć klienta wielką reklamą na szybie nie pisze, że ma wspaniałą ofertę (hiszp.. &lt;em&gt;oferta&lt;/em&gt;) ale wtedy już jest to, wypasiony &lt;em&gt;oferton&lt;/em&gt;! Śmialiśmy się z tego okropnie i dodawaliśmy wypasioną, męską końcówkę do wszystkiego co nam przychodziło do głowy.&lt;/p&gt;&lt;hr /&gt; &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Alcala de Ebro&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czarek za wszelką cenę, chce nam pokazać prawdziwą Hiszpanię, prowincjonalną i uroczą. Wie, że sami z Olgierdem będziemy się szlajać po tej wielkomiejskiej, eksportowej. Dlatego, będąc w gościnie u naszych znajomych, zwiedzamy aragońskie wioseczki. Pierwszego dnia po południu uciekliśmy do Alcala nad rzeką Ebro.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ebro to bardzo ważna rzeka i oprócz pewnych, bliskich mi konotacji historycznych z czasów II wojny punickiej, jest dla regionu strategiczna, bo woda w Hiszpanii jest surowcem strategicznym. Trafiliśmy podobno w dobrą porę, bo rzeka niesie sporo wody, ale i tak nie robiła jakiegoś ogromnego wrażenia, jak na tak ważną funkcję. Podobno, w ciepłych miesiącach zaczyna przypominać nieco błotnisty strumień, bo może dać lepsze pojęcie o powadze z jaką podchodzi się tutaj do czegoś co w naszym kraju niemal nie zwraca uwagi przeciętnego obywatela.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Alcala, to kolejne urocze Pueblo, z wąskimi uliczkami, ruinami starych willi i coralli. Pośrodku wioski obowiązkowy kościółek, który jak zwykle robi ogromne wrażenie. Pueblo słynie jednak z czegoś zupełnie innego. Tę wieś bowiem, Don Kichote, obiecał wiernemu Sancho Panzie, za jego oddaną służbę. Sancho, w postaci posągu siedzi zadumany nad rzeką Ebro, próbując w swoim prostym umyśle objąć jakieś bliżej nieokreślone problemy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przy okazji Alcala, warto powiedzieć o niezwykłej otwartości Hiszpanów, którzy zaczepiają się na każdym kroku, zagadują, rozmawiają, nawet na środku ulicy, przed czekającym cierpliwie na przejazd samochodem, bo akurat tak wypadło spotkanie. Widząc i, przede wszystkim, słysząc obcokrajowców, starszy mieszkaniec Puebla zaczepił nas i zapytał czy znamy historię o Sancho Panzie, po czym tak nas zagadywał, że myśleliśmy, że nie uda nam pójść się dalej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Czarek, który z połową mieszkańców swojego Puebla jest „na Ty” i ciągle z kimś się wita podczas spacerów, powiedział, że to bardzo ważne aby zamienić choć kilka słów, bo inaczej następnego dnia już może uchodzić za gbura, który szedł ulicą, widział, a nawet się nie przywitał. Przyznam, że niezwykle podoba mi się ta otwartość, ale nie wszystkim może ona odpowiadać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-6h1TnWZSSRo/Tf-EMJoN0zI/AAAAAAAAEgA/QmlTj1b2HrY/alcaledebro01.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Alcala de Ebro     &lt;br /&gt;
Sancho Panza zadumany.&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-V-syZkqi7E0/Tf-EMariH0I/AAAAAAAAEgE/feFIlWhNP1I/alcaledebro03.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Alcala de Ebro     &lt;br /&gt;
Rzeka Ebro &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/-BvBeVuPjdRg/Tf-EMq8SBII/AAAAAAAAEgI/G-s08CJY20I/alcaledebro02.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Alcala de Ebro     &lt;br /&gt;
George Lucas na pewno jest szczęśliwy &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/-KvBG0CP9Vio/Tf-EMi04uXI/AAAAAAAAEgM/BYg_WgGoces/alcaledebro04.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Alcala de Ebro     &lt;br /&gt;
Franco wiecznie żywy/umarły* (*niepotrzebne skreślić) &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/-UScPlzR8axw/Tf-EM6zCkjI/AAAAAAAAEgQ/JtIxIEJsiyA/alcaledebro05.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Alcala de Ebro     &lt;br /&gt;
&lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/-vHYkCQjSztg/Tf-ENSDKOII/AAAAAAAAEgY/0VSRDUch39M/alcaledebro06.jpg" /&gt; &lt;span class="photodesc"&gt;Alcala de Ebro     &lt;br /&gt;
Kościół parafialny Świętej Trójcy &lt;/span&gt;    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-868114924032583749?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/868114924032583749/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-cz1.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/868114924032583749'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/868114924032583749'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/hiszpanski-trop-cz1.html' title='Hiszpański trop - cz1'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh4.googleusercontent.com/-FQMY5OhxuWs/Tf-EbHGcOtI/AAAAAAAAEjw/71Ej13-mMxc/s72-c/norde01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-3325920823677032259</id><published>2011-06-19T23:34:00.001+02:00</published><updated>2011-06-19T23:34:13.806+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Niedościgłe myśli</title><content type='html'>&lt;p&gt;Czasami odnajduję się zamyślonego nad działaniem własnej świadomości. Tak jak dzisiaj, kiedy męczyłem się okrutnie nad formułą “Kamiennego Świata – opowiadań w dwudziestu obrazach” Tadeusza Borowskiego. Autor podjął próbę (nieudaną jego zdaniem) wykorzystania tzw. krótkich opowiadań w swojej twórczości. Dwadzieścia króciutkich tekstów nie powiązanych ze sobą, ani często nie związanych bezpośrednio z życiem autora, miało stać się polemiką z twórczością współczesnych mu pisarzy i stać się wyrazem jego postawy wobec życia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Z trudnością brnąłem przez ostatnie strony książki (“Proszę państwa do gazu”) zwolniwszy mocno w momencie kiedy doszedłem do “Kamiennego Świata…”. Z trudem w mojej głowie powstawały obrazy rysowane piórem autora. Z jeszcze większym wysiłkiem składałem do siebie całość po zbyt krótkich, dwóch stronach, kiedy tekst się urywał i przeskakiwał do kolejnego obrazu. Brak w takiej formule miejsca na oddech, brak przestrzeni do rozwinięcia, jest tylko prosty obraz i kilka krótkich myśli rzuconych na pożarcie czytelnikom. Czułem jakbym musiał zębami przegryzać się przez ten świat z kamienia.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Od kiedy pamiętam, miewam problemy z szybkim złapaniem rytmu książki czy filmu. Czasami wszystko idzie jak po maśle i już w momencie startu jestem odpowiednio dostrojony, innym razem dopiero po kilkunastu stronach zaczynam doganiać konwencję i intrygę. Ależ nienawidzę tych momentów, kiedy wydaje się, że w proces, który powinien być przyjemnością, muszę włożyć ogromny wysiłek. Można by oczywiście stwierdzić, że to niedoskonałość dzieła, ale bądźmy szczerzy, zdarza mi się tak w przypadku nawet najbardziej uznanych książek czy filmów. Czyli niedoskonałość leżeć musi po mojej stronie. Jakaż to uwłaczająca konkluzja!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Obserwując uważniej moje ulubione lektury depresja ma szanse się tylko pogłębić. Radość z jaką wracam do każdej kolejnej książki ze Świata Dysku Terry’ego Pratchett’a, każdego albumu komiksu Stana Sakaiego o uchatym hatamoto, awanturniczego cyklu Arturo Pereza-Reverte o kapitanie Alatriste, czy pasja z jaką zagłębiam się w seriale typu Rzym czy Deadwood wyraźnie kreślą tendencje, potwierdzającą tezę pewnego rezolutnego inżyniera, który już przeszło 40 lat temu powiedział, że najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tylko jak taka konkluzja miała by mnie pocieszyć? Siedzę nad tymi krótkimi opowiadaniami i złoszczę się. Są świetne i celne, ale poświęcanie im tak długiego czasu nie pasuje do mojego zapchanego terminarza, zabieganego człowieka. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Opowiadania zawsze były moimi ulubionymi formami literackimi. Dawno temu porównując opowiadania i powieści genialnego, amerykańskiego paranoika, Philipa K. Dicka, dowiedziałem się, że opowiadanie to rzecz o wydarzeniu, powieść zaś to opowieść o człowieku. Próbując wpasować w taką systematykę, krótkie opowiadania Borowskiego, trzeba by chyba powiedzieć, że są zapisami jednej myśli ludzkiej. Tylko jak dogonić mnie myśl takiego człowieka?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Cóż, niewiele pozostaje dróg, którymi można podążyć. Można “odpuścić sobie” i zanurzyć się tylko i wyłącznie w świat przystępnych i kolorowych wytworów kultury popularnej, albo czasem zdobyć się na odrobinę wysiłku i zmusić swoje szare komórki, aby popracowały nieco i popróbowały ścigać myśli ludzi daleko od nas mądrzejszych. Nie wiem czy od tego sam stanę się rozumniejszy albo lepszy dla ludzi i świata, ale na pewno będę bardziej zadowolony z siebie, bo kiedy zamknę ostatnią stronę książki, takiej jak ta, którą właśnie przeczytałem, poczuję, że przeżyłem znów coś ważnego i wbrew pozorom bardziej prawdziwego niż większość mojego tzw. codziennego życia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Szczęśliwy tą myślą, wróciłem do domu, odłożyłem na półkę skończonego Borowskiego, a ze sterty obok łóżka wyciągnąłem “Diamentowy Wiek” Neala Stephensona. 550 stronnicowa cegiełka zapowiada się niezwykle przyjemnie i bezkolizyjnie. Ci co nie lubią czytać, nie wiedzą co tracą!&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-3325920823677032259?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/3325920823677032259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/niedoscige-mysli.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3325920823677032259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3325920823677032259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/06/niedoscige-mysli.html' title='Niedościgłe myśli'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5676337548407356760</id><published>2011-05-25T19:44:00.002+02:00</published><updated>2011-05-25T19:45:24.180+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='państwo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='armia'/><title type='text'>Byłem żołnierzem (?)</title><content type='html'>&lt;p&gt;Nie wstydzę się przyznać, zawsze mnie ciągnęło do bycia żołnierzem. Nie wstydzę się również przyznać, że nie żołnierzem Wojska Polskiego. Z jednej strony to oczywiste, że niezgodę na służenie systemowi (w domyśle byłemu ale w praktyce każdemu) dostałem w prezencie od pokolenia moich rodziców, ale to nie jedyny powód, dla którego tak było. Nawet obserwując polską armię z zewnątrz można było dostrzec, że niespecjalnie tam się dzieje i choć zmieniało się to dynamicznie, zwłaszcza od czasu kiedy dołączyliśmy do tzw. “wojny z terrorem”, to do ideału brakowało wciąż dużo.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Służba wojskowa to dla mnie poświęcenie, wyrzeczenie i ciężka praca, która w zamian powinna procentować znakomitą kondycją, wyszkoleniem i szacunkiem zarówno wśród żołnierskiej braci jak i cywilów, którym się służy. To połączenie profesjonalizmu z kodeksem honorowym, dzięki któremu łatwiej radzić sobie z sytuacjami, przed którymi nie musi stawać normalny obywatel. To w końcu pewien sposób życia, nastawionego na aktywność połączoną z niemałą dawką adrenaliny. Nie oszukujmy się, to szansa na życie wedle zasad i priorytetów nierealizowalnych w &amp;quot;cywilu” i jednocześnie gra z przeznaczeniem, o możliwość zdobycia w ten sposób solidnej pozycję w społeczeństwie.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Skąd ja w ogóle teraz wytrzasnąłem taki temat zapytacie? Wpadł mi w ręce sam. Ostatnimi czasu sporo podróżuję, a wtedy jak zawsze, aby zabijać czas, dużo czytam, również codziennej prasy, której na co dzień czytać nie mam okazji. W Gazecie Wyborczej na pierwszej stronie zajawka artykułu o Polakach służących w armii Stanów Zjednoczonych (&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,9579506,Posmiertnie_nagrodzony_obywatelstwem_USA.html?as=1&amp;amp;startsz=x" target="_blank"&gt;Pośmiertnie nagrodzony obywatelstwem USA&lt;/a&gt;). Nie powiem wciągnąłem się w niego mocno, zwłaszcza, że napisany jest, moim zdaniem, bardzo dobrze. Nie oceniając, nie ukrywając brzydkich faktów, pisze o czymś co od dawna jest dla wszystkich wiadome. Polacy służą w najlepszych armiach świata, mimo tego, że wedle polskiego prawa to przestępstwo, zagrożone niebagatelną karą 12 lat więzienia.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Niby nie ma żadnej tajemnicy, żadnego sekretu, dlaczego tak dzieje się w przypadkach opisanych w artykule, aby zachęcić do wstępowania do US Army, rekrutom obiecuje się amerykańskie obywatelstwo. Spełnienie “amerykańskiego snu” w zamian za służbę w najlepszej armii świata nie wydaje się zbyt wysoką ceną, choć czasami płaci się cenę najwyższą. Nie sposób w takim momencie nie przypomnieć sobie niezwykle sugestywnej sceny z “Gangów Nowego Jorku” Martina Scorsese, w której emigranci schodzący ze statków, którymi przybyli z Europy, są rekrutowani wprost do regimentów piechoty Unii. Chcecie żyć w naszym kraju? Zapłaćcie za to swoim poświęceniem. Nic nowego prawda?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jednak to nie tylko amerykańskie obywatelstwo jest wabikiem na młodych ludzi, ale również szansa dla życia, jakiej nie możemy dostać w naszym kraju, szansa na spełnienie się, na osiągnięcie czegoś, na ruszenie do przodu kiedy wszystkie drogi wydają się pozamykane. Niezwykle poruszająca jest historia chłopaka, który w artykule mówi o tym w jaki sposób obchodził się z nim polski system oświatowy, a co potrafił osiągnąć kiedy dało my się szansę. Tą szansą była dla niego armia. Studia na jej koszt, zapewniona kariera i możliwość rozwoju. Czy tak samo może być u nas?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Wbrew mojej woli, ja sam znalazłem się w armii, wypełniając powszechny obowiązek obrony… i tego czego się naoglądałem nikt mi nie odbierze. Utrwaliło to tylko mój pogląd o tym, że w naszej armii służba to zdecydowanie nie jest to, co chciałbym robić. Mimo, że nie chciałem tam wylądować, stwierdziłem, że skoro już jestem, pokażę na co mnie stać. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Był rok 2002, a nasze wojska miały wkrótce przystąpić do operacji wojskowej w Iraku, tymczasem koszarowa codzienność przypominała groteskowy film. Wojsko służyło do sprzątania jednostki (do dziś pamiętam jak z nożami stołowymi, którymi jedliśmy obiad, wysłano nas do wyrywania trawy spomiędzy płytek chodnikowych, na której to czynności spędziliśmy cały dzień) i było jedynym argumentem na to, aby dziesiątki “grubasów” z kadry oficerskiej miały w ogóle jeszcze jakąś pracę.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Na górze zaś trwała walka o życie i stołki. Wyrzucano świetnie wyszkolonych, młodych, energicznych pułkowników ze stanowisk dowódczych, żeby zrobić miejsce dla dobrze postawionego generała ze stolicy, aby miał gdzie dosłużyć się wyższego (jeszcze wyższego!) uposażenia na emeryturę. Taki generał pojawiał się tylko na galach, żeby się uśmiechnąć do aparatu, poza tym nie robił zgoła nic.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Kadra na przemian chlała i kombinowała jak by tu jeszcze więcej wyrwać dla siebie, zanim ten cały domek z kart szlag trafi. Wojskowym mieniem wyposażano prywatne mieszkania, które remontowali za kilka butelek piwa żołnierze służby zasadniczej. Płacono za dyplomy i podrabiano uprawnienia, byle tylko znaleźć się dalej od niewykształconego ogona, który pierwszy miał iść na odstrzał.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;A co do wyszkolenia? Przez całą swoją, roczną służbę, oddałem z mojego służbowego AK-47 pięć strzałów, wszystkie z użyciem amunicji ćwiczebnej (ślepej). Za to zamiotłem, zagrabiłem, oczyściłem z trawy, błota i śniegu, kilometry pasa startowego, dróg dojazdowych i wewnętrznych, placów i bieżni. Nie zamierzałem jednak na tym poprzestać i tak jak sobie obiecałem powalczyłem o siebie w tej chorej organizacji. Udało mi się po rocznej służbie wyjść jako żołnierz regulaminowy, który nie poszedł na falę, ze stopniem kaprala, odznaczeniem wzorowego żołnierza i papierami obserwatora meteo trzeciej klasy. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;To jednak było nadal niczym dla zawodowych, bo w środku nocy potrafił obudzić mnie kompletnie pijany oficer i rozkazać mi “zapierdalać” na garnizon po wódkę dla niego. Kiedy prowadziłem musztrę z młodym wojskiem, widząc moje starania nauczenia tych ludzi czegokolwiek, pewien major, zastępca dowódcy batalionu, w którym służyłem, na cały głos wrzasnął, żebym spierdalał na ZMECH bo tam potrzebują takie zryte mózgi jak ja. Przy młodym wojsku, które było wtedy pod moją opieką. Rozumiecie trochę o czym piszę?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nie zrozumcie mnie źle. Spotkałem tam też wspaniałych ludzi, prawdziwych żołnierzy, prawdziwych dżentelmenów, ludzi, za którymi chciało by się pójść wszędzie, ale to były jednostki.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Czemu więc się dziwić ludziom, którzy szukają innego oblicza wojskowego życia za granicami kraju. W legii cudzoziemskiej, w armii Stanów Zjednoczonych są setki bardzo cenionych Polaków, którzy w teorii, po powrocie do kraju, powinni wylądować za kratkami. Jak nie czuć goryczy i złości, kiedy czyta się słowa gen. Bogusława Packa, który mówi:&lt;/p&gt;

&lt;blockquote&gt;
  &lt;p&gt;Osobiście jako żołnierz nie popieram służby Polaków w innych armiach. To budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Gdy byłem zastępcą dowódcy operacji EUFOR w Czadzie, spotykałem żołnierzy francuskiej Legii Cudzoziemskiej. Byli wśród nich Polacy. Nie mogłem się do nich przekonać. Służyć według mnie powinno się własnemu państwu i we własnym wojsku.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;

&lt;p&gt;Odpowiadam Panu generałowi, oni tam realizują się, w odróżnieniu od służby w naszej armii, gdzie najwięcej widać wierchuszkę, a o żołnierzach kontraktowych szkoda w ogóle wspominać. I niech Pan generał nie będzie taki święty, bo naoglądałem się tego jak to “własne państwo” jest najważniejsze i oglądam to również w chwili obecnej, kiedy próby reformy emerytury mundurowej spotykają się niemal z buntem ze strony najbardziej zainteresowanych.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Żeby było śmieszniej, to zaraz obok artykułu, który stał się iskierką zapalną do napisania tej notki, stał inny, mówiący właśnie o emeryturach mundurowych (&lt;a href="http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,9574278,Mundurowki_zliczone___do_przywilejow_doplacimy_300.html" target="_blank"&gt;Mundurówki zliczone - do przywilejów dopłacimy 300 mld zł&lt;/a&gt;). Co też takiego tam czytamy?&lt;/p&gt;

&lt;blockquote&gt;
  &lt;p&gt;Funkcjonariusz przechodzi na emeryturę średnio po 23 latach pracy, pielęgniarka czy szewc pobierający emeryturę z ZUS - po 36. Służby nie tylko krócej pracują, ale i więcej dostają. Średnia emerytura w ZUS to 1570 zł, w KRUS - 843 zł. A mundurowa aż 2726 zł. Ba - prawie połowa emerytów ze służb pobiera ponad 3 tys. zł miesięcznie. Już za dziewięć lat wydatki z tego tytułu osiągną poziom 22,4 mld zł! - Polska ma najbardziej hojny system emerytalny dla mundurowych - mówi Adam Jasser, sekretarz Rady. Z jej analiz wynika, że tak szczodrzy dla swoich mundurowych nie są nawet bogaci Szwedzi czy Niemcy. 20-latek, wstępując do służby, musi za Odrą pracować do ukończenia 57. roku życia (czyli 37 lat). Młody Szwed o cztery lata dłużej (czyli 41 lat). Po 15 latach służby na emeryturę mogą przejść z naszych sąsiadów tylko Czesi. - Ale nikt z tej możliwości nie korzysta, bo dostałby jedynie 5 proc. ostatniej pensji - mówi Jasser. W Polsce dostaje 40 proc.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;

&lt;p&gt;No więc jak to jest, że mimo, tak genialnych warunków i zapatrywań na przyszłość służba w polskiej armii nie jest kusząca Panie generale? Dlaczego młodzi ludzie uciekają służyć gdzie indziej? Może problemem jest tu ciągle nie zreformowana struktura WP, które liczbą generałów i pułkowników szokuje nawet specjalistów? Może dlatego, że żołnierze, którzy dla własnego bezpieczeństwa, na własną rękę opancerzają samochody patrolowe w strefach wojny zostają dyscyplinarnie karani za nieregulaminowość? A może dlatego, że od lat ciągnąca się, najgłośniejsza, wojskowa sprawa sądowa, nie potrafi znaleźć winnych incydentu pod Nanghar Khel, a żołnierze oskarżeni w sprawie traktowani są jak pospolite bandziory, pozbawieni są wsparcia organizacji, której służyli, jakby już zostali uznani winnymi i skazani. Takich spraw mógłbym wymieniać jeszcze wiele.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Niechże więc każdy z was, Panowie generałowie, wsadzi nos w swoje sprawy i porozgląda się po własnym podwórku a nie ocenia ludzi, którzy postanowili pójść własną drogą, ryzykując przecież zadarcie z naszym systemem prawnym, zdrowiem i życiem. Nie chcą oni nic od was, ani od kraju, który nie zawsze im pomagał od najmłodszych lat, chcą swojego szczęścia i być może właśnie w mundurze innego kraju go znajdą. Nic wam do tego! Won!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5676337548407356760?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5676337548407356760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/05/byem-zonierzem.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5676337548407356760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5676337548407356760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/05/byem-zonierzem.html' title='Byłem żołnierzem (?)'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-1296584737622321227</id><published>2011-05-17T01:34:00.001+02:00</published><updated>2011-05-17T01:35:36.648+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotoreportaż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><title type='text'>Hiszpański foto-express</title><content type='html'>&lt;p&gt;Podsumowując, z Hiszpanii wróciłem już przeszło trzy tygodnie temu, i od tamtego czasu noszę się z obrobieniem zdjęć z wyjazdu i z przerzuceniem notek z wyjazdowego bloga na „Dziki Gon”. Noszenie mi idzie bardzo dobrze i jest mi z nim na pewno znakomicie, skoro na nim wszystko się kończy.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Namówiony (czyt. zmuszony) postanowiłem wrzucić tutaj choć reportaż, który przygotowałem na szkolne zaliczenia, pokazując na kilku zdjęciach co też takiego zobaczyło moje szkiełko i oko. Niechże moje plany nie wstrzymują bloga, bo i tak cisza tu przeraźliwa zapanowała, a ostatnim co bym chciał zobaczyć, jest śmierć tego tworu.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Wybaczcie niesprawność językową i błędy w reportażu, robiłem go na kolanie, niedospany, tuż przed szkolnymi zajęciami i nie miałem jeszcze czasu go poprawić. Straszne to nie-manie czasu, uwiera mnie bardzo w piętę i boczek, nie chce ktoś troszeczkę?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Reportaż zatytułowałem „Wielki Tydzień”. Miłego oglądania!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyNNYJGII/AAAAAAAAEdc/_s-Ex3usZbs/wt01.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyNIOk5GI/AAAAAAAAEdY/bjY1QsBH2kM/wt02.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyN_y44zI/AAAAAAAAEdk/GlmoAP6YUvY/wt03.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyN4PxLYI/AAAAAAAAEdo/iq6XFAvOQzg/wt04.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyOKZQwdI/AAAAAAAAEds/fgrssvIID8s/wt05.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyOQr-ajI/AAAAAAAAEdw/gigb4rYHeis/wt06.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyOlYKirI/AAAAAAAAEd0/RiKL1lGlDiQ/wt08.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyOiB7KHI/AAAAAAAAEd4/qvlv0dmQXOQ/wt07.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyO6IllwI/AAAAAAAAEd8/UMJP0oY1ymM/wt09.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyPGB0boI/AAAAAAAAEeA/0mz6t_XPJjk/wt10.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyPfBmY6I/AAAAAAAAEeI/SNVXO6wpNzE/wt11.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyPnup9AI/AAAAAAAAEeE/2n1yw0yLrYI/wt12.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyPj-KyEI/AAAAAAAAEeM/OugIATZ-h-s/wt13.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyNI0fEqI/AAAAAAAAEdg/0UA5Ri1fCXY/wt14.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-1296584737622321227?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/1296584737622321227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/05/hiszpanski-foto-express.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1296584737622321227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1296584737622321227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/05/hiszpanski-foto-express.html' title='Hiszpański foto-express'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TdGyNNYJGII/AAAAAAAAEdc/_s-Ex3usZbs/s72-c/wt01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4320218614863616838</id><published>2011-04-16T12:50:00.002+02:00</published><updated>2011-04-16T22:24:39.365+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Pamiętam ją taką</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy spotkałem ją po raz pierwszy, stała na drabinie. Było piękne, czerwcowe przedpołudnie ‘99 roku, a ona wieszała zasłony w oknie swojego pokoju. Byłem okropnie speszony i nieco straciłem język w gębie, kiedy z właściwą sobie pogodą ducha, przywitała mnie słowami: “&lt;em&gt;O! Wyglądasz zupełnie jak na zdjęciach!&lt;/em&gt;”. Przytaknąłem, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Przez następne lata nauczyłem się, że ten uśmiech i żartobliwy ton to jej znak rozpoznawczy i polubiłem go bardzo.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Od początku mój pobyt w Warszawie był naznaczony jej obecnością. Borykając się z codziennymi problemami, lubiłem się do niej zwracać z prośbą o pomoc. Miała niezwykle jasne spojrzenie na rzeczywistość i proponowane przez nią rozwiązania wydawały się tak oczywiste, że aż dziwiło, że samemu się na nie nie wpadło. Nie mówię, że zawsze były proste, ale nawet te wymagające poświęceń i ciężkiej pracy, nie wydawały się niemożliwe, kiedy do nich przekonywała.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Wydawało mi się, że potrafi pomóc każdemu, ale to właśnie ona nauczyła mnie, że nie da się pomóc wszystkim. Dlatego skupiała się na tych, którzy po tę pomoc przychodzili i naprawdę jej chcieli. Kiedy litując się nad moim wujem, alkoholikiem, postanowiłem mu pomóc, to właśnie do niej przyszedłem po radę. Myślałem, że znajdzie jakiś cudowny sposób, w zamian dostałem surowe wytyczne, co należy zrobić i jak można pomóc takiej osobie. Jak się bardzo szybko okazało, moja wola pomocy przekraczała chęć poświęcenia mojego krewnego. Odrobiłem wtedy jedną z bardzo ważnych lekcji mojego życia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedyś, nieopacznie, wtrąciłem się w jej rozmowę z koleżankami, dotyczącą ruchu feministycznego, co tu dużo mówić, pogardzanego wtedy przeze mnie. Wdałem się w ostrą dyskusję, widząc krok po kroku jak przegrywam, a moje tezy są zbijane, jedna po drugiej, jej spokojną argumentacją. Ze sztucznym uśmiechem na twarzy i udawanym niewzruszeniem, wycofałem się wtedy z kuchni, w której toczyła się rozmowa, udając, że mam coś ważniejszego do zrobienia. Kiedy minęły pierwsze emocje, zdałem sobie sprawę, że po raz kolejny, zawdzięczam jej to, że wyszedłem poza wąskie ramy swojego, małomiasteczkowego myślenia. Później, kiedy słuchałem takich kobiet jak Barbara Labuda czy Magdalena Środa, zawsze słyszałem ją i jej spokojny ton głosu, tam, w jej słonecznej kuchni.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jej kuchnia była miejscem magicznym. Przy ogromnym stole, zasiadałem zawsze jak przy święcie, bo nawet powszedni dzień był tam zupełnie niezwykły. To uczucie tworzyli ludzie jacy przy nim zasiadali, ale też niezwykłe potrawy jakie przygotowywała. Była wspaniałą kucharką! Uwielbiała eksperymentować i uczyć się nowych rzeczy, a ja uwielbiałem próbować wszystkiego co gotowała. Czasami mówiła, że czas napisać książkę kucharską, ale zawsze brakowało na to, w jej napiętym terminarzu, czasu. Innym razem, zajadający przygotowaną przez nią ucztę goście, namawiali ją aby otworzyła restaurację, zapewniali, że będą stałymi gośćmi. I tak byli, tyle, że w jej własnej kuchni.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ja traktowałem to miejsce jeszcze inaczej, jako najlepszą szkołę kucharską. Miłość do gotowania dostałem od niej w podarunku. Kiedy tylko widziałem, że krząta się wokół pieca proponowałem swoją pomoc, tak bardzo chciałem być blisko tej magii, która tam się działa. Zadawałem pytania, a ona cierpliwie odpowiadała na nie, nawet wtedy kiedy były strasznie głupie. Kiedy pozwoliła mi w swojej kuchni po raz pierwszy samemu ugotować, a później pochwaliła moją pracę, czułem się jakbym zdobywał medal olimpijski. Tego uczucia byłem później głodny po wielokroć, a ona dobrze o tym wiedziała.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Zdarzyło nam się raz okropnie pokłócić. Stanąłem w obronie najbliższej mi osoby i powiedziałem kilka mocnych słów. Nie odzywała się do mnie przez tydzień, ale później, nagle, z dnia na dzień, wszystko wróciło między nami do normy. To był jeden z najcięższych dla mnie tygodni, bo choć wierzyłem, że postąpiłem słusznie, to nie mogłem znieść tego chłodu między nami.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy przyszedłem prosić ją o rękę jej córki, powiedziała bez namysłu, niemal natychmiast: “&lt;em&gt;Nie!&lt;/em&gt;” i zaczęła się serdecznie śmiać. A potem zabrała mnie do kuchni, gdzie przy aromatycznej kawie zapytała “&lt;em&gt;No i co teraz, słoneczko?&lt;/em&gt;”. Siedzieliśmy tak i gadaliśmy, przyszłość wydawała się fantastyczna i dobra. Kiedy kilka lat później, moje życie nagle stanęło w miejscu i skończyło się wszystko co znałem i w co wierzyłem, wpadłem na nią na ulicy. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Taki niezwykły traf. Szedłem obok niej starając się ukryć szarpiący moje trzewia żal. Zagadywała mnie i uśmiechała się do mnie, w końcu zaprosiła abym odwiedził ją wkrótce. Kiedy wiedziała już wszystko, cierpliwie pocieszała mnie i zachęcała do aktywności, do nie poddawania się, do zawalczenia o siebie. Kilka miesięcy później wyściskała mnie na środku najruchliwszego deptaka Warszawy, kiedy powiedziałem jej, że postanowiłem wrócić na studia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nasze drogi rozeszły się i nie bardzo potrafiłem zmusić się do częstszego odwiedzania jej, mimo że za każdym razem upewniała mnie, że ciągle jestem oczekiwanym gościem w jej domu. Czułem wtedy jakbym stracił ją wraz z tym co przydarzyło mi się w życiu, a przecież to nigdy nie była prawda. A potem nagle wtedy zachorowała.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Niegroźna z wyglądu infekcja przemieniła się w horror, a do mnie nie mogło to wszystko dotrzeć. Niczym tchórz starałem się nie dopuścić tego wszystkiego do siebie uciekając od jej choroby tak daleko jak się da. Uciekłem jednak również od niej, czego nie potrafiłem zrozumieć i wtedy i dziś. Kiedy odwiedziłem ją w końcu, jej ciało było zmęczone długą chorobą, ale na jej buzi uśmiech nie zgasł, a w jej głosie ciągle było to wszystko co wcześniej. Mądrość, miłość, ciekawość i wsparcie. Nawet wtedy czułem, że to ciągle ona, wspiera mnie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Małgosia umarła nad ranem, we wtorek, 12 kwietnia 2011 roku, zostawiając nas wszystkich z ogromnym smutkiem i pustką, ale też ogromnym albumem najcudowniejszych wspomnień o sobie i tym wszystkim co w nas na lepsze zmieniła. Jakoś tak się złożyło, że nigdy nie czuliśmy potrzeby zmiany formy, w jakiej się do siebie zwracaliśmy i z radością mówiłem do niej “Małgosiu”, ale zawsze myślałem o niej jak o swojej drugiej &amp;quot;mamie”.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4320218614863616838?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4320218614863616838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/04/pamietam-ja-taka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4320218614863616838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4320218614863616838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/04/pamietam-ja-taka.html' title='Pamiętam ją taką'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-1152917267264446851</id><published>2011-04-15T00:07:00.002+02:00</published><updated>2011-04-15T00:09:01.184+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gaba Kulka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Baaba Kulka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teatr Bajka'/><title type='text'>Baaba z żelaza</title><content type='html'>&lt;p&gt;Czasami człowiek powinien bardziej uważać na słowa, a innym razem wręcz przeciwnie, rozpuszczać język i kłapać jadaczką na lewo i prawo. Szkoda tylko, że zawczasu nie wiemy co jest w danym momencie dla nas lepsze. Na pewno musiałem podpaść swoimi słowami Gosi, kiedy nieopacznie krytycznie wyraziłem się na temat niefortunnego zestawienia graficznego nazwisk Waglewskiego, Maleńczuka i niejakiej Gaby Kulki na plakacie promocyjnym. Gosia od razu poinformowała mnie, że tę ostatnią bardzo lubi, no i co było zrobić, słowa już padły. Amen!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;O tym, że zadra siedziała przez ten, cały, niekrótki wierzcie mi, czas przekonałem się kilka dni temu. Dostałem e-mail od Gosi z pytaniem, czy jestem zajęty w poniedziałkowe popołudnie, a na odpowiedź, że właściwie to nie mam planów, zostałem poinformowany, że świetnie się składa i żebym czuł się porwany. Pamiętacie internetowy łańcuszek zwany “albańskim wirusem komputerowym”? No więc mniej więcej podobnie wyglądało moje porwanie, ponieważ zostałem zobowiązany aby osobiście stawić się o wskazanej godzinie w pobliżu warszawskiego sklepu “Sezam”. Ubawiłem się tym setnie…&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Zaraz, zaraz! Dlaczego właśnie w tym miejscu, zapytałem sam siebie i od razu rzuciłem się w stronę przeglądarki internetowej. W okienku wyszukiwania wpisałem “&lt;a href="http://www.teatrbajka.pl/" target="_blank"&gt;teatr bajka&lt;/a&gt;” (w końcu to niedaleko miejsca porwania!) i zacząłem sprawdzać popołudniowy repertuar. Nie było dla mnie tajemnicą, że w tym teatrze nagrywane są odcinki popularnego programu satyrycznego “&lt;a href="http://www.spadkobiercy.net/" target="_blank"&gt;Spadkobiercy&lt;/a&gt;”, którego Gosia jest wielką fanką. Niestety, pudło! Wieczorem koncertuje tam Gaba Kulka, więc mój jedyny trop nie potwierdził się, a już chciałem się pochwalić swoją przenikliwością i zaskoczyć moją porywaczkę.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Kilka godzin później, kiedy w końcu stawiłem się w umówionym miejscu, okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła. Za to zawiodła mnie pamięć, bo owej rozmowy z przed wielu miesięcy o Maleńczuku i Kulce nie pamiętałem kompletnie, jednak Gosia nie omieszkała mi jej przypomnieć. Porwanie miało więc jeden, dodatkowy, ukryty cel. Miało mnie przekonać do ulubionej artystki mojej koleżanki. No cóż, nie zwykłem odmawiać tego typu wyzwaniom!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Zasiedliśmy więc w całkiem wygodnych fotelach “Teatru Bajka”, spoglądając z niepokojem na scenę, na której grzecznie i po cichutku czekały instrumenty. Nim koncert wystartował dowiedziałem się, że 21 marca 2011 roku, Gaba Kulka, wraz z kilkoma innymi muzykami, wydała płytę, składającą się z coverów zespołu Iron Maiden. Projekt i płyta zostały nazwane “Baaba Kulka”.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Przyznam, że ciekawość mieszała się we mnie z niepokojem. Z jednej strony Iron Maiden to dla mnie zespół ikona, legenda i było nie było wspomnienie energetycznej młodości. Z drugiej strony covery traktuję bardzo ostrożnie, a muzyków, którzy uważają, że łatwym kawałkiem chleba jest zaśpiewanie przeboju po kimś, wręcz nie znoszę. Osoba nawiązujące do dzieła, które już istnieje w świadomości ludzi, czy to będzie obraz, fotografia czy piosenka, musi mieć coś o nim do powiedzenia, w innym wypadku wychodzi taki chłam jak na przykład płyta “A Ty siej” Habakuka.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TabmShA-4dI/AAAAAAAAEWQ/LP0K7gAfHGw/14042011baaba.jpg" /&gt;Tymczasem na scenie zaczęli pojawiać się muzycy w strojach sportowych. Szybko wytłumaczyli, że stroje pochodzą z rozegranego dzień wcześniej &lt;a href="http://jtfotoblog.wordpress.com/2011/04/09/pilka-do-metalu-warszawa-08-04-2011/" target="_blank"&gt;meczu piłkarskiego&lt;/a&gt; z dziennikarzami muzycznymi, wygranego przez zespół 8:3. I wiecie co? Od razu zrobiło się jakoś tak luźno i koleżeńsko. Kiedy w chwilę później zabrzmiały dźwięki, żartobliwie wykorzystanej piosenki “&lt;a href="http://www.facebook.com/baabakulka/posts/194787087225620" target="_blank"&gt;Metalowcy&lt;/a&gt;” pamiętającej czasy głębokiego PRLu, wiadome już było, że koncertu nie będzie można brać całkiem na poważnie. A potem było już tylko coraz lepiej.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Aranżacje znanych mi od lat utworów, zalatujące jazzem, big beatem, lambadą, przeplatane znanymi motywami muzycznymi, np. z czołówki programu 5-10-15 miały w sobie ogromną siłę i energię. Zaprawione dodatkowo rewelacyjnym wokalem Gaby Kulki dawały się odkrywać na nowo w zupełnie niespodziewany sposób. Na scenie panowała przez cały czas radosna, niczym nie zmącona zabawa. Pałeczki wylatywały z rąk Macieja Morusia, Piotr Zabrodzki ze swoją gitarą basową tarzał się po podłodze, Bartek Weber pytał publiczność jaka jej część jest również po przejściach (metalowych), Gaba Kulka szalała na swoich klawiszach, a Tomasz Duda wspaniale i rzewnie przygrywał na instrumentach dętych.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Ledwo się obejrzeliśmy a koncert już się skończył. Oczywiście daliśmy z siebie wszystko aby zespół musiał bisować i zrobił to genialną aranżacją “Flight of the Icarus”, oraz śpiewem, do którego zmusił całą publiczność, powtarzając słowa “Iron Maiden” do rytmu utworu “The Ideas of March”. Wyszliśmy z teatru oczarowani. Gosia w dodatku z ogromną satysfakcją, sprowadzenia mnie na właściwe tory.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;No dobrze, żeby nie było, że tak całkiem wszystko było super, to niestety nie podobała nam się lokalizacja koncertu. Z jednej strony sala “Teatru Bajka” nie nadaje się zbytnio do nagłaśniania tego typu wydarzeń i momentami było po prostu źle. Po drugie, taka muzyka wymaga przeżywania jej na stojąco, uwięzieni w fotelach całą tę energię musieliśmy tłamsić w sobie. Jednak to koszt, który warto było ponieść. Ba! Kiedy tylko dotarłem do domu, dorwałem się do sieci i zacząłem szukać informacji na temat płyty “Baaba Kulka”.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jakaż była radość kiedy okazało się, że wszystkie utwory nie tylko można kupić w sieci, ale również można posłuchać bezpośrednio ze &lt;a href="http://baabakulka.bandcamp.com/" target="_blank"&gt;strony zespołu&lt;/a&gt;! Od razu włączyłem ją i tak już właściwie, z krótkimi przerwami, jest aż do dzisiaj. Znakomite wykonania takich piosenek jak “The Number of the Beast”, “Prodigal Song”, “Aces High” po prostu mną opętały. Przyznam jednak, że nadal jestem pod wielkim wpływem energii, którą widziałem na scenie i właściwie nie wiem czy równie emocjonalnie podszedłbym do nich nie czytając ich przez pryzmat tamtych aranżacji.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Gitarzysta “Baaby Kulki”, Bartek Weber, tak mówi o genezie powstania płyty:&lt;/p&gt;

&lt;blockquote&gt;
  &lt;p&gt;Projekt Baaba Kulka powstał z potrzeby złożenia należnego hołdu grupie, którą wszyscy szanujemy i od której w moim wypadku zaczęła się przygoda z muzyką – jeszcze jako fana. Fakt, że Gaba również szczerze kocha zespól Iron Maiden skłonił nas do połączenia sił i stworzenia zespołu, początkowo na jeden koncert w Hard Rock Café w Warszawie.[...] Sukces pierwszej odsłony zachęcił nas do zagrania razem trasy koncertowej […] Oczywistą konsekwencją owocnej współpracy jest płyta grupy Baaba Kulka, która ujrzy światło dzienne 21 marca 2011 roku. Materiał muzyczny dopełnia koncertowe DVD zarejestrowane w warszawskim klubie Powiększenie”.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;

&lt;p&gt;A ja powiem, że to bardzo dobrze, zwłaszcza dla nas, bo płyta prócz tego, że jest wspaniałym hołdem dla kultowej grupy, to jest też kawałkiem, świetnej, muzycznej roboty. Nieczęsto w moim, niezbyt umuzykalnionym, życiu odkrywam rzeczy, które tak bardzo przypadają mi do gustu, ale płyta “Baaba Kulka” z pewnością taką jest. Wygląda na to, że tym razem moje kłapanie jadaczką wyszło mi na bardzo dobre.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:044155c3-7d39-49cd-8e2b-92dd00ba3baf" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/sifY6WQRWrw?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Baaba Kulka–The Number of the Beast&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-1152917267264446851?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/1152917267264446851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/04/baaba-z-zelaza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1152917267264446851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1152917267264446851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/04/baaba-z-zelaza.html' title='Baaba z żelaza'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TabmShA-4dI/AAAAAAAAEWQ/LP0K7gAfHGw/s72-c/14042011baaba.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5565550055939970299</id><published>2011-03-30T15:19:00.002+02:00</published><updated>2011-03-30T15:20:58.811+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='życie publiczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='świat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Żyć w “każdym innym kraju”</title><content type='html'>&lt;p&gt;Czuję jak promienie ciepłego, wiosennego słońca budzą mnie łaskocząc moją twarz. Wyspany i radosny wsuwam stopy w ranne pantofle i witam się z rozkosznie mruczącym kotem, ocierającym się o moje nogi. Później, kiedy pozwalam moim włosom doschnąć po porannym prysznicu, rozkoszuję się smakiem świeżej bułeczki maślanej i kawy zbożowej, spożywanych nad szeroką płachtą porannej gazety, znalezionej pod drzwiami mieszkania. Oczy przemykają po nagłówkach wiadomości, a w sercu rośnie duma.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;“Prezydent przecina wstęgę otwierającą kolejną autostradę. Nasz kraj pokryty jest już siecią dróg najwyższej jakości”. “Minister rolnictwa oddaje się do dyspozycji Premiera, do czasu wyjaśnienia sprawy klęski urodzaju w sektorze cukrowniczym”. “Pielęgniarki demonstrują już trzeci tydzień swoje uwielbienie pod budynkami NFZ”.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Głaszczę kota na do widzenia i zbiegam leciutko po schodach delektując się kwiatowym zapachem, upranej w najlepszym proszku, koszuli. Przy wyjściu witam się z sąsiadem, który na swoim wózku zjeżdża po specjalnej pochylni na chodnik. Życzę mu udanego dnia dyrektorskiej pracy w korporacji i już po chwili pędzę po szerokich, wygodnych ścieżkach rowerowych, moim dwukołowym pojazdem. Nie mogę się spóźnić na dzisiejszą, comiesięczną ceremonię przekazania władzy w kraju między PO i PiS. Liczę na zrobienie udanych zdjęć, po które ustawią się w kolejce redakcje gazet i sami fotografowani. Dzień zapowiada się wspaniale…&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Pewnie tak wyglądałbym normalny dzień w “Każdym innym kraju”. Wiecie co to za miejsce? Na mapie pewnie go nie znajdziecie, ale jest gdzieś, bo przecież inaczej nie powoływały by się na niego, w swoich demagogicznych wystąpieniach, rzesze gadających głów. Politycy, celebryci, specjaliście wszelkiej maści, sarkając na zastaną rzeczywistość nie mogą się powstrzymać, tylko muszą rzucić, że w “każdym innym kraju” było by to niemożliwe, albo było by to załatwione inaczej, w domyśle lepiej. Tylko u nas jest źle. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Oczywiście żaden z tych proroków nie powie nic bardziej konkretnego, bo przecież wtedy dało by się go sprawdzić i trzeba by się tłumaczyć, a jak powszechnie wiadomo z demagogii tłumaczy się bardzo ciężko. W sumie to raczej za wszelką cenę unika się wtedy jasnej odpowiedzi na jakiekolwiek pytanie, licząc na to, że coś się skończy, cierpliwość pytającego, albo czas antenowy programu, na ten przykład.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Choć to zaszłość, to nie potrafimy się, jako naród, pozbyć tego PRLowskiego przeświadczenia o wspaniałości zachodniego świata. Mimo, że legenda odzierana jest każdego dnia ze świecidełek i obrzucana błotem, nadal lepiej musi być tam, gdzie nas nie ma. Jednak to nie postawa zwykłych, szarych ludzi, takich jak ja, denerwuje mnie tak okropnie, tylko właśnie tych wszystkich wielkich, którzy w swoich wypowiedziach mają coś do ugrania. Co najciekawsze, to zazwyczaj oni właśnie, jako bardziej światowi od szarego tłumu, wiedzą lepiej niż ktokolwiek inny, jak bardzo mijają się z prawdą, bo widywali ją na własne oczy.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Czy więc tak dużo lepiej jest we Francji, gdzie mieszkańcy przedmieść palą tysiące samochodów i demolują ulice, a młodzieżówki przeciwne zmianom w systemie emerytalnym ścierają się z policją? A może lepszy jest niewydolny, zamknięty w zaczarowanym kręgu system Włoch, ze stojącym na czele rządu człowiekiem, którego zachowanie powinno budzić obrzydzenie i potępienie? To ponoć nasi prezydenci (raz z jednej strony sceny politycznej, raz z drugiej) są karykaturami mężów stanu, ale to prezydent Izraela został skazany za gwałt.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nasza wymarzona Ameryka (czyli Stany Zjednoczone) nie wypadają wcale dobrze. Wszyscy, którzy obserwowali zmagania Baracka Obamy z tematem służby zdrowia, wiedzą, że wcale nie jest tam różowo, a o życiu w ubóstwie emerytów od lat informują poważne ośrodki ekonomiczne i naukowe. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Trafia mnie, kiedy jeden profesor (tytularny zresztą) dyskutując z drugim, wylicza kraje, które zarzuciły reformę emerytalną podobną do polskiej i okazuje się, że są to kraje, za wzorem, których nie chcielibyśmy pójść. Nie dodaje jednak przy tym, że niemal wszystkie pozostałe, o podobnym modelu, a znacznie bardziej pożądane jako wzory, dokonały w nich czasem daleko idących zmian!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Kiedy jeden z drugim polityk, zakrzykując swojego kolegę po fachu w radiowej audycji, wznosi się na wyżyny oburzenia i krzyczy, że za “zbrodnie” tego czy owego, w “każdym innym kraju” czekała by “sprawiedliwa” kara, od razu mnie trafia i mam ochotę czymś rzucić. Co gorsza ten fatalny zwyczaj podłapują zwykli ludzi i jazda mi każdoinnokrajować! Opamiętajmy się! Ideału nie ma, zawsze jest raz dobrze raz źle. “Każdy inny kraj” nie może być wymówką do założenia rąk i sfochowania na rzeczywistość. Żyjemy w Polsce, jest o kraj ani gorszy ani lepszy. Jasne, że setki rzeczy są złe, godne napiętnowania, ale przede wszystkim potrzebują naprawy, a nie demagogicznego ględzenie ku uciesze gawiedzi!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nie wiem jak wy, ale ja dzisiaj zasnę w moim miękkim łóżku, z kotem mruczącym gdzieś obok, po ciepłej kąpieli połączonej z czytaniem książki. Będzie mi się śniła cud dziewczyna i będę uśmiechał się do niej przez sen. I możecie być pewni, mogło by mi się to zdarzyć w każdym innym kraju, ale zdarzy się tutaj.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Do usłyszenia!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5565550055939970299?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5565550055939970299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/zyc-w-kazdym-innym-kraju.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5565550055939970299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5565550055939970299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/zyc-w-kazdym-innym-kraju.html' title='Żyć w “każdym innym kraju”'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-9025711839961744114</id><published>2011-03-29T09:57:00.002+02:00</published><updated>2011-03-29T09:59:23.406+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Milion żurawi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Japonia'/><title type='text'>Milion żurawi</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy w piątkowy poranek, 11 marca 2011 włączyłem radio, spodziewałem się kolejnej odsłony dyskusji na temat pogarszającej się sytuacji w Libii. Od tygodnia trwała rządowa ofensywa, która spychała powstańców ku miastu Bengazi. Okazało się jednak, że na świecie zdarzyła się kolejna tragedia. Podwodne trzęsienie ziemi w pobliżu wyspy Honsiu, uderzyło z niesamowitą siłą 9 stopni w skali Richtera. Dziś już wiemy, że było najsilniejszym w historii wysp japońskich i czwartym najsilniejszym na świecie (przynajmniej w ciągu ostatnich 140 lat, od kiedy takie pomiary są wykonywane).&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Następstwem trzęsienia była potężna, przeszło dwudziestometrowa fala Tsunami, która uderzyła we wschodnie wybrzeża Japonii. Efektem podwójnego kataklizmu zaś ogromne zniszczenia i liczne pożary, a także głośna awaria w elektrowni atomowej Fukushima I. Wedle opublikowanych 22 marca informacji, zaginęło lub zginęło przeszło 21 000 ludzi, a liczba ta nie została jeszcze ostatecznie potwierdzona.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Współczesna technologia i sposób uprawiania dziennikarstwa spowodowały, że przerażające obrazy wprost z Japonii oglądaliśmy wszyscy w ciszy i osłupieniu, patrząc na to co z naszym uporządkowanym światem może uczynić natura. Gotowość niesienia pomocy ratunkowej i humanitarnej zgłosiło natychmiast wiele krajów świata, zrzeszonych w Organizacji Narodów Zjednoczonych. W mediach ekonomicznych zaczęły pojawiać się tematy wpływu tragedii na rynki światowe i na perspektywy gospodarcze Japonii w najbliższych latach. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Tymczasem my, widzowie, pozostaliśmy przed odbiornikami telewizyjnymi, przed internetowymi portalami, które zalewały tony zdjęć i relacji. Patrzyliśmy na ból ludzi, którzy w krótkim czasie stracili swoje życie, bliskich, swój majątek. Podobnie jak dziesiątki innych, patrzyłem na to, jak inaczej, w ciszy i skupieniu swoją żałobę i cierpienie przeżywają mieszkańcy wysp japońskich. Przyzwyczajony w takich sytuacjach do lamentujących kobiet i pełnych dzikich emocji mężczyzn, jeszcze mocniej przeżywałem tą straszliwą ciszę Nipponu.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TZGPDtpFnYI/AAAAAAAAESQ/WA5RpvPK1Cc/29032011milionzurawi1.jpg" /&gt;Naturalnym odruchem w takich momentach staje się chęć niesienia pomocy, czy choćby wykonania jakiegoś gestu solidarności z nieznajomymi, którzy w obliczu wielkiego cierpienia stają się nam w przedziwny sposób bliscy. Często nie znajdujemy ujścia dla tych emocji i z czasem tracą one na sile i w końcu całkowicie znikają. Tymczasem wcale nie musi tak być! Rozglądając się wkoło, możemy znaleźć ludzi, którzy myślą podobnie, i którzy działają. Ja w taki sposób trafiłem na “&lt;a href="http://www.facebook.com/milionzurawi?sk=info" target="_blank"&gt;Milion żurawi&lt;/a&gt;”.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Za “Milionem żurawi” stoją ludzie, którzy nie dość, że działają, to jeszcze wiedzą jak przyciągnąć do siebie zainteresowanie. W szeroko reklamowanej akcji składania papierowych żurawi (&lt;a href="http://milionzurawi.blip.pl" target="_blank"&gt;portale społecznościowe&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://dziendobrytvn.plejada.pl/27,45937,news,1,1,milion_zurawi_dla_japonii,aktualnosci_detal.html" target="_blank"&gt;telewizja&lt;/a&gt;), chodzi o zadośćuczynienie japońskiej tradycji Sanbazuru. Tak piszą o niej organizatorzy akcji:&lt;/p&gt;

&lt;blockquote&gt;
  &lt;p&gt;Żuraw to w Japonii symbol pokoju, szczęścia, powrotu do zdrowia, a także spełniania życzeń. Origami żurawia Japończycy wręczają sobie np. jako &amp;quot;amulet&amp;quot; szczęścia, przy wizycie w szpitalu itp. 
    &lt;br /&gt;Szczególną formą takiego origami jest Senbazuru - dosłownie &amp;quot;tysiąc żurawi&amp;quot;. 

    &lt;br /&gt;Legenda głosi, że jeśli komuś uda się złożyć tysiąc żurawi, zostanie spełnione jego życzenie. Senbazuru - długie i kolorowe łańcuchy połączonych ze sobą żurawi - wręczają sobie więc Japończycy na ślubach, z okazji narodzin dziecka, ciężko chorym, itp. - czyli w sytuacjach, w których pragniemy, by bogowie mieli nad obdarowywanym pieczę. Senbazuru symbolizuje też skumulowaną w jednej chwili i jednej rzeczy intencję 1000 osób.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;

&lt;p&gt;Jednak na żurawiach się nie kończy i oprócz tego symbolicznego gestu, “Milion żurawi” stoją za przygotowaniami koncertów charytatywnych i wydarzeń kulturalnych, podczas których zbierane będą pieniądze na pomoc dla ofiar trzęsienia ziemi. Więcej na temat planów znajdziecie na &lt;a href="http://www.facebook.com/milionzurawi?sk=info" target="_blank"&gt;facebookowej&lt;/a&gt; stronie akcji.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nieczęsto daję się włączyć w podobne przedsięwzięcia, ale w jakiś magiczny sposób “Milion żurawi” trafia do mnie. Może to sposób prowadzenia całości, bezpośredni i nie nachalny? Może to ulotny urok składanek origami? Gdzieś w środku po prostu czuję, że właśnie ta akcja, ma szansę zabić we mnie tę ogromną ciszę, jaka pozostała po wydarzeniach 11 marca. Mam nadzieję, że wniesie też, choć troszkę gwaru w ciszę tam, po drugiej stronie świata.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Zachęcam was wszystkich do składania papierowych żurawi, a jeszcze bardziej do wzięcia udziału w przygotowywanych przez “Milion żurawi” wydarzeniach!&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TZGPDlnPRFI/AAAAAAAAESM/LdR6gF_AJNQ/29032011milionzurawi2.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-9025711839961744114?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/9025711839961744114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/milion-zurawi.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/9025711839961744114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/9025711839961744114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/milion-zurawi.html' title='Milion żurawi'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TZGPDtpFnYI/AAAAAAAAESQ/WA5RpvPK1Cc/s72-c/29032011milionzurawi1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-1665030738048820492</id><published>2011-03-12T16:19:00.001+01:00</published><updated>2011-03-12T16:19:55.365+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Co słonko widziało</title><content type='html'>&lt;p&gt;Po zeszłorocznym festiwalowaniu filmowym, trochę się przesyciłem i do oglądania filmów podchodziłem z nietypowym dla siebie brakiem entuzjazmu. Era Nowe Horyzonty i American Film Festival, doprawione domowymi sensami i sporadycznymi wyjściami do kina, spowodowały, że listopad i grudzień stały się nieco jałowe pod względem obecności X Muzy w moim życiu. Okazało się oczywiście, że przerwa służyła tylko odetchnięciu i nabraniu nowych sił, bo już od sylwestrowej nocy, wróciłem do tego, co w życiu sprawia mi ogromną przyjemność. Do oglądania filmów.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie powiem, zapał był ogromny i użycie tu czasu przeszłego jest nie na miejscu, bo aż do dnia dzisiejszego nie osłabł. Wręcz przeciwnie, po pobieżnym przeglądnięciu w pamięci tego co udało mi się zobaczyć od początku roku, stwierdziłem, że za dużo czasu spędzam w domu i zbyt dużo godzin nocnych zarywam. A nawet kiedy już w końcu z domu wychodzę, to nierzadko trafiam do kinowej sali.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Najwięcej filmów udaje mi się zobaczyć jednym ciągiem kiedy odwiedzają mnie znajomi, zwłaszcza Olgierd, z którym udało nam się już stworzyć świecką tradycję. Polega ona na zjedzeniu sytego obiadu i wypiciu kilku szklaneczek czegoś mocniejszego podczas wieczornego maratonu, kiedy udaje nam się obejrzeć trzy filmy, zanim zmorzy nas sen.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nabrałem ochoty żeby zebrać do kupy te wszystkie filmy, które widziałem od początku roku. Niestety nie jestem pewien czy, któregoś nie pominąłem, a w przypadku jednego filmu nie jestem pewien czy nie podciągnąłem go z zeszłego roku, ale w sumie, jakie to ma znaczenie. Lista, w porządku alfabetycznym, wygląda więc, mniej więcej, tak.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Agora&lt;/strong&gt; Hiszpania 2009 reż. Alejandro Amenabar wys. Rachel Weisz, Max Minghella&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Starożytność to mój ulubiony okres historyczny, zwłaszcza wszystko co jest związane z Rzymem, nawet jeśli miałby to być tylko rzymski Egipt końca IVw. n.e. Film więc już na początku miał spore fory, na dodatek zaś, powierzono główną rolę, Hypatii z Aleksandrii, do zagrania pięknej i utalentowanej Rachel Weisz. Tym większy więc był mój zawód filmem. Moment, w którym chrześcijaństwo przestaje być uciskaną i niewiele znaczącym ruchem religijnym, a staje się potężną siłą zasługiwał na nieco bardziej dogłębny obraz i w dodatku może nieco mniej pomieszany z kiepską historią miłosną. Żal potencjału, bo strona wizualna jest naprawdę przyjemna.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Black Swan &lt;/strong&gt;USA 2010 reż. Darren Aronofsky wys. Natalie Portman, Vincent Cassel&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Uwielbiam Darrena Aronofsky’ego i każdy jego kolejny film jest przeze mnie z niecierpliwością wyczekiwany. Niezwykłe historie opowiadające o człowieczeństwie, o szukaniu granic w ludzkich możliwościach fizycznych i wpływie tych na psychikę, stały się właściwie znakiem rozpoznawczym tego człowieka. Byłem, mimo świetnych recenzji, nieco zaniepokojony obecnością w obsadzie Natalie Portman, która nie należy do moich ulubionych aktorek (tuż obok Keiry Knightley). Choć po “Brothers” dostała u mnie niewielki pakiet zaufania, wolałem nie nastawiać się zbyt optymistycznie. Zostałem jednak przyjemnie zaskoczony i muszę przyznać, że jej gra, choć nieco manieryczna, bardzo mi się podobała. Historia młodej tancerki, która dostaje szansę zagrania życiowej roli, opowiedziana jest z dużymi emocjami i szczyptą niesamowitości, jak to zwykle u tego reżysera.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;The Bourne Identity &lt;/strong&gt;USA 2002 reż. Doug Liman wys. Matt Damon, Franka Potente, Chris Cooper, Julia Stiles     &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;The Bourne Supremacy &lt;/strong&gt;USA 2004 reż. Peter Greengrass wys. Matt Damon, Franka Potente, Joan Allen, Julia Stiles     &lt;br /&gt;&lt;strong&gt;The Bourne Ultimatum &lt;/strong&gt;USA 2007 reż. Peter Greengrass wys. Matt Damon, Joan Allen, Julia Stiles&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;O serii Bourne’ów pisałem już w innym miejscu mojego bloga, więc nie będę się powtarzał. Zapraszam do lektury notki “&lt;a href="http://dzikigon.blogspot.com/2011/02/nowa-tozsamosc-na-nowe-czasy.html" target="_blank"&gt;Nowa tożsamość na nowe czasy&lt;/a&gt;”.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Centurion &lt;/strong&gt;Wielka Brytania 2010 reż. Neil Marshall wys. Michael Fassbender, Dominic West, Olga Kurylenko&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;No i znów starożytność, znów Rzym i znów porażka, tym razem niemal na całej linii. Początek IIw. n.e., północ Brytanii. Rzymianie mają problemy z dzikimi Piktami, którzy nastają na życie okupantów. Opowieść, która zaczęła się całkiem nieźle, bardzo szybko przeradza się w bezmyślne i głupie pościgi i mordowanie. Zakończenie bije idiotyzmem na głowę wszystko co w filmie można było zobaczyć. Żal. Film wizualnie całkiem ciekawy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Czarny czwartek &lt;/strong&gt;Polska 2011 reż. Antoni Krauze wys. Piotr Andruszkiewicz, Justyna Bartoszewicz, Magdalena Bochan&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Film z polskiego nurtu martyrologicznego, który jako pierwszy miał przełamać tę nieznośną ciężkość, tak dobrze znanych nam z podobnych obrazów. Kanwą filmu stają się tragiczne wydarzenia grudnia 1970 roku, brutalnej pacyfikacji pracowników stoczni gdyńskiej i zamieszek ulicznych. Przyznać muszę, że częściowo plan ten został zrealizowany i film naprawdę ogląda się z zaciekawieniem. Świetnie też zrealizowana została strona techniczna. Cóż z tego skoro fabuła nie klei się nijak, bohaterowie filmu niemal nie istnieją i nie ma kto nas przez niego prowadzić, a o samych wydarzeniach z punktu widzenia historycznego (czy też może powodach i następstwach) nie dowiemy się wiele po seansie. Żal, żal i jeszcze raz żal, bo podejście było dobre, brak solidnych podstaw jednak znów dał znać o sobie. Gdzieś w polskim Internecie przeczytałem, iż film ten jest porównywany do “Krwawej niedzieli” Paula Greengrassa. Ktoś kto to napisał, na pewno nie oglądał “Krwawej niedzieli”.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Green Zone &lt;/strong&gt;Francja, USA, Hiszpania, Wielka Brytania 2010 reż. Paul Greengrass wys. Matt Damon, Jason Issacs, Greg Kinner, Brendan Glesson&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Film oparty o głośną książkę Rajiv Chandrasekaran &amp;quot;Imperial Life in the Emerald City: Inside Iraq's Green Zone&amp;quot;, opowiada o poszukiwaniu przez amerykańskie wojsko, osławionej broni chemicznej Saddama Hussaina, po wejściu wojsk koalicji na teren Iraku. Sprawnie napisany scenariusz trzyma w napięciu przez cały film, realizacja i aktorstwo na wysokim poziomie. Jeżeli coś raziło mnie w tym filmie, to odrobina amerykańskiej legendy o jedynym sprawiedliwym, który zawsze musi stanąć wbrew złemu i zepsutemu rządowi. Green Zone zobaczyłem dlatego, że po trylogii Bourne’a zachciało mi się jeszcze raz zobaczyć w akcji parę aktorsko-reżyserską. Muszę przyznać, że Green Zone to efekt wszystkiego, co obaj panowie nauczyli się podczas pracy nad poprzednimi filmami. Szacunek.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Happy Go Lucky &lt;/strong&gt;Wielka Brytania 2008 reż. Mike Leigh wys. Sally Hawkins, Alexis Zegerman, Eddie Marsan&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Zupełnie niesamowity film o niczym. Tak mogło by się zdawać, ale film opowiada o czymś bardzo ważnym, o znajdowaniu szczęścia w codzienności, w czymś co innych przygnębia i dołuje. Przyznam, że początkowo nie bardzo mogłem zrozumieć o co w nim chodzi i strasznie mnie irytował, ale z minuty na minutę wpadałem coraz głębiej w niego i z coraz większym zachwytem, ale i strachem o główną bohaterkę, śledziłem kolejne sceny. Zakończenie filmu było wspaniałe i zaskoczyło mnie bardzo. Gra aktorska, zwłaszcza pary Sally Hawkins i Eddie Marsan to po prostu majstersztyk, oboje są genialni i przekonujący. To zdecydowanie jeden z najlepszych filmów jakie zobaczyłem w tym roku.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;I Love You Phillip Morris &lt;/strong&gt;Francja, USA 2009 reż. Glenn Ficarra, John Requa wys. Jim Carrey, Ewan McGregor&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Często słyszę, że Jim Carrey to aktor, który żyje z tego, że robi z siebie idiotę. Zazwyczaj zdanie to mówione jest z obrzydzeniem. Tymczasem dla mnie Jim Carrey jest jednym z najbardziej wszechstronnych ludzi, mogących zagrać wszystko, co nieraz już udowodnił. Po raz kolejny, niedowiarkowie mogą się o tym przekonać w filmie “I Love You Phillip Morris”. Oparta na faktach historia pewnego oszusta i wielkiej, wykraczającej poza rozsądek, miłości, opowiedziana jest z ogromnym wykopem, mnóstwem poczucia humoru, ale i sporym ładunkiem refleksji. Genialna realizacja wizualna i nieoczekiwane zwroty akcji powodują, że nie sposób się na tym filmie nudzić. Rewelacyjna pozycja!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;p.s. Ogromną niezręcznością byłoby gdybym nie dodał, że Ewan McGregor, znakomicie uzupełniał Jima Carreya!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;The King’ Speach &lt;/strong&gt;Wielka Brytania 2010 reż. Tom Hooper wys. Colin Firth, Geoffrey Rush, Helena Bonham Carter&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;No i nadszedł czas na tegorocznego, oskarowego, zwycięzcę. “The King’s Speach” to nakręcony wedle wszelkich prawideł, z dużą pieczołowitością, w pięknych scenografiach, ze wspaniałymi kreacjami aktorskimi, kandydat do Oskara. Nic więcej, ale też nic mniej. Nieskomplikowana, dobrze opowiedziana historia, w której to co mogło by być najciekawsze, znajomość zwykłego człowieka z monarchą, potraktowane zostały z najmniejszym zaangażowaniem. Nie może się nie podobać, nie może też zachwycać.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Lebanon &lt;/strong&gt;Izrael, Francja, Liban, Niemcy 2009, reż. Samuel Maoz, wys. Yoav Donat, Itay Tiran, Oshri Cohen&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Głośny, nagradzany dramat wojenny, rozgrywający się Libanie w roku 1982, w roku wkroczeniu wojsk Izraelskich do tego kraju. Jak dla mnie ogromny zawód. Pomysł z ograniczeniem akcji filmu do wnętrza czołgu, jako sceny, gdzie rozgrywają się główne wydarzenia, skąd bohaterowie spoglądają na zewnątrz, obserwując okrucieństwa wojny, moim zdaniem zupełnie nie wypalił. Jednoczesna próba pokazania realności wojny i uteatralnienie przekazu powoduje że sceny się rozpadają, bohaterowie są nierealni, a co za tym idzie akcja nijak nie trafia do, otumanionego niekoherentnością, odbiorcy. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Lone Star &lt;/strong&gt;USA 1996 reż. John Sayles wys. Chris Cooper, Elizabeth Pena, Stephen Mendillo, Kris Kristofferson&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Uwielbiam powolne, leniwe narracje, takie jak z tego filmu. Historia jednego śledztwa, które wraz z odkryciem zwłok, odkrywa niechlubną tradycję miasteczka i odbrązawia jego największego bohatera, powoli układa się w głowie głównego bohatera i widzów jednocześnie. Bezlitosne słońce Teksasu zalewa żółtym światłem scenę i praży widzów w tym gęstym syropie aż do zaskakującego końca. Świetnie wchodzą mi takie opowieści. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Mr Nobody &lt;/strong&gt;Kanada, Belgia,Francja, Niemcy 2009 reż. Jaco Van Dormael wys. Jared Leto, Sarah Polley, Diane Kruger&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Blisko dwie i pół godziny niezwykłej opowieści o ludzkim życiu i jego nieprzewidywalności, czy też tego, jaki wpływ na nie mamy. Przyznam, że to film, który pozostawił mnie z większą ilością pytań niż odpowiedzi i ogromną dziurą w sercu. Z jednej stronie nie jestem jeszcze w stanie zobaczyć go po raz kolejny, a wydaje się to niezbędne, a z drugiej czuję że ujął mnie w jakiś niezwykły sposób. Film jest okrutnie zakręcony, choć mówi o rzeczach prostych. Ostrożnie z nim, wam też może się spodobać!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Nevet Let Me Go &lt;/strong&gt;Wielka Brytania, USA 2010 reż. Mark Romanek wys. Carey Mulligan, Andrew Garfield, Keira Knightley&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Uczyniłbym ogromną krzywdę wszystkim, którzy będą chcieli zobaczyć ten film, pisząc tutaj o jego fabule. Podobno wręcz powinienem jeszcze namawiać, abyście najpierw sięgnęli po książkę Kazuo Ishiguro, na podstawie której film powstał, ale ja sam również jej nie czytałem. “Never Let Me Go” to przykuwająca do ekranów historia trójki młodych ludzi, wychowujących się razem od dziecka w specyficznej szkole z internatem. Idylla miesza się z osłupieniem, a wszystko to podane jest w delikatnym, nostalgicznym klimacie. Film zmusza do refleksji, wciąga i pozostawia z mnóstwem pytań. To kolejny z filmów, który w tym roku zrobił na mnie ogromne wrażenie i cóż za zbieg okoliczności, kolejny, w którym pojawiła się Sally Hawkins, choć tym razem w znacznie mniej wyeksponowanej roli. Bardzo polecam!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Scott Pilgrim vs. The World USA&lt;/strong&gt;, Wielka Brytania, Kanada 2010 reż. Edgar Wright wys. Michael Cera, Mary Elizabeth Winstead, Ellen Wong&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Heh! Ależ to był leciutki filmik! Scenariusza niemal nie zauważyłem! Za to realizacja filmu na pięć z plusem. Jeszcze nie widziałem tak udanej adaptacji młodzieżowych komiksów i gier komputerowych do filmu! Niesamowity montaż i efekty specjalne. Strasznie przyjemni oglądało się ten filmik sącząc rum sokiem z limonki.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;The Ghost Writer &lt;/strong&gt;Francja, Niemcy, Wielka Brytania 2010 reż. Roman Polański wys. Ewan McGregor, Pierce Brosnan, Olivia Williams&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Spod ręki naszego najbardziej znanego, eksportowego reżysera wyszedł w zeszłym roku bardzo udany thriller polityczny. Nie brakuje w nim dokładnie niczego. Mamy więc rozwiązywaną, przez głównego bohatera, tajemnicę, wielkie niebezpieczeństwo czające się w tle, światową politykę, nieco akcji, a wszystko to w świetnej realizacji technicznej, z gwiazdorską obsadą. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;The Social Network &lt;/strong&gt;USA 2010 reż. David Fincher wys. Jesse Eisenberg, Andrew Garfield, Justin Timberlake&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;To bodaj najgłośniejszy film zeszłego roku i to nie dlatego, że nakręcił go Fincher, ale dlatego, że opowiada o twórcy najsłynniejszego portalu społecznościowego, jakim jest Facebook. W sumie film nie jest zaskakujący w żaden sposób, ale zdecydowanie jest solidną, rzemieślniczą robotą, która naprawdę może się podobać. Historia powstania portalu, przedstawienie jego fenomenu, oraz przede wszystkim fenomenu jego twórcy, na pewno było niełatwe, ale oglądając “The Social Network” ma się wrażenie, że filmowi prócz świetnego reżysera trafili się też świetni aktorzy. Osobiście nie wiem czy nie wolałbym widzieć tego filmu jako zwycięzcy tegorocznego Oskara za najlepszy film (było to w zasięgu jego możliwości), ale na pewno chciałbym widzieć Finchera jako najlepszego reżysera (nie rozumiem dlaczego został nim Tom Hooper).&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Winter’s Bone &lt;/strong&gt;USA 2010 reż. Bebra Granik wys. Jennifer Lawrance, John Hawkes, Garret Dillahunt&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;“Winter’s Bone” to trzeci film, który w tym roku zrobił na mnie największe wrażenie. Fabuła oparta na motywach książki Daniella Woodrella, opowiada historię niezwykłej dziewczyny, która w obliczu ryzyka utraty domu, staje w obronie swojej rodziny. “Winter’s Bone” to opowieść o odwadze i poświęceniu, o życiu wśród ludzi, których sposób postępowania różni się diametralnie od tego, jaki znamy z naszej codzienności. Film rozgrywa się w surowych plenerach regionu Ozark Mountain, bardzo plastycznie i przekonująco ukazanych przez filmowców. Bardzo polecam ten film.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;strong&gt;Yes Man &lt;/strong&gt;USA, Australia 2008 reż. Peyton Reed wys. Jim Carrey, Zooey Deschanel, Bradley Cooper&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Zaraz po “I Love You Phillip Morris” zapragnąłem zobaczyć jeszcze jakiś film z Jimem Careyem, a że miałem zaległy “Yes Man”, to właśnie on wylądował na tapecie. Ten film to klasyczna komedia na poprawienie nastroju, na podniesienie własnej samooceny, na udowodnienie, że zawsze w życiu można coś zmienić. Pogodny, radosny, śmieszny, ciepły. Nic dodać, nic ująć. Podobał mi się!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TXuKFwl6drI/AAAAAAAAELc/qKEcs9UaCDU/s512/12032011filmy.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Uff, to by było na tyle. Czy to wszystkie filmy, które widziałem? Chyba tak, nie licząc powtórek takich jak “Waltz with Bashir” czy “We Were Soldiers” (oba niedługo pewnie znajdą swoje miejsce w moich notkach na &lt;a href="http://www.zgielk.blogspot.com" target="_blank"&gt;Bitewnym Zgiełku&lt;/a&gt;). Jeśli ktoś z was dotarł aż tutaj, to muszę serdecznie pogratulować. Jej! Jaka to musiała być nudna lektura. Następnym razem postaram się być bardziej ciekawy, obiecuję. Cześć!&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-1665030738048820492?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/1665030738048820492/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/co-sonko-widziao.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1665030738048820492'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1665030738048820492'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/co-sonko-widziao.html' title='Co słonko widziało'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TXuKFwl6drI/AAAAAAAAELc/qKEcs9UaCDU/s72-c/12032011filmy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-1754656441916028892</id><published>2011-03-05T02:59:00.003+01:00</published><updated>2011-06-22T17:39:27.934+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rynek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Czy wystarczy kieszonkowe?</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zazwyczaj długo celebruję zakup książek. Chodzę i przeglądam ulubione działy w księgarni, wracam po wielokroć do tych samych pozycji. Czasem ze smutkiem zauważam, że coś zniknęło z oferty, być może na stałe. Zastanawiam się pięć razy, czasem wyciągam coś z koszyka i odstawiam na półkę. Na koniec tego rytuału zostawiam w księgarni kilkadziesiąt złotych. Niejednokrotnie jest to cena za jedną tylko książkę.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Ostatnio zdarzyło się jednak inaczej. W kilka minut po wejściu do księgarni, stałem już z książką przy kasie i płaciłem za nią, choć wszedłem do środka tylko po to, aby przeczekać czas, który pozostał mi do spotkania z przyjacielem. Co to była za niesamowita książka? Otóż nic wielkiego, kieszonkowe wydanie “Hobbita”, J.R.R. Tolkiena od wydawnictwa Amber, z ilustracjami Alana Lee. Sedno w tym, że półkowa cena wynosiła 15 PLN ZŁ.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Na czym polega kieszonkowość książki? Nieco mniejszy format, nieco mniejsza i ciaśniej upchnięta czcionka, za to przeszło 340 stron niezłej jakości papieru. Miękka okładka, kolorowe, całostronicowe ilustracje w środku, chciałbym, żeby niektóre klasyczne wydania wyglądało jak to. Tomik z pewnością zmieści się w bocznej kieszeni porządnych bojówek, ale można to powiedzieć o większości książek. O co więc biega?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Z moim zdziwieniem zgłosiłem się do miłej pani stojącej za ladą i niestety satysfakcjonującej mnie odpowiedzi nie otrzymałem. Ot wydanie kieszonkowe, dlatego takie tanie. Co więcej, pani schodząc do szeptu podzieliła się ze mną informacją (tajną?), że wydawnictwo planuje w taki sposób wydać również “Władcę Pierścieni”. – &lt;em&gt;Ja sama też od razu kupiłam sobie tę książkę &lt;/em&gt;– dodała sprzedawczyni na zakończenie.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Dalszego śledztwa już nie prowadziłem, ale w kilka dni później podzieliłem się moim zaskakującym odkryciem z koleżanką, z którą pracuję, a która związana jest zawodowo z wydawnictwem Amber. Ponoć w wydawnictwie, wraz ze zmianą części kadry zarządzającej, idzie nowe. Czy to powód tej niezwykłej promocji? Nie wiem, nie w tym rzecz. Istotą sprawy jest to, że w sklepach pojawiła się popularna książka za niewielkie pieniądze, rzecz, ponoć niemożliwa do osiągnięcia w obecnych czasach.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Wydawcy już od dawna narzekają na trudne dla nich czasy i rosnące koszty wydania książek. Może i tak jest i nawet przeboleję wysokie ceny dla książek o specjalistycznej tematyce, które w małym nakładzie nie będą cieszyć się wielką popularnością, a często wydanie ich kosztuje znacznie więcej zachodu niż literatury popularnej. Jednak szlag mnie trafia kiedy widzę super bestsellery w cenach, które przynosić muszą więcej niż krociowe zyski przy ilości w jakich się sprzedają. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;W tym roku pojawił się kolejny powód, dla którego podwyżka cen książek jest konieczna. To oczywiście 5% podatek VAT na książki, który obowiązuje już od pierwszych dni stycznia. Koszt wprowadzenia tego wymogu Unii Europejskiej zapłacą oczywiście czytelnicy, ludzie, którzy jak ja, znajdują przyjemność w czytaniu i posiadaniu książek na własność. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jednocześnie w kraju toczy się debata, zaostrzona na moment po ogłoszeniu wyników najnowszych badań Boblioteki Narodowej, nad zatrważająco niskim poziomem czytelnictwa wśród Polaków. To oczywiście ważny problem, ale denerwuje mnie, kiedy patrzy się na niego tylko jednostronnie. Specjaliści, jak na przykład prof. Przemysław Czapliński (&lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,9123032,Nie_czytamy__bo_rodzice_nas_nie_ucza___Dzieci_wszystkozerow.html" target="_blank"&gt;wywiad w radiu TOK FM&lt;/a&gt;) tłumaczą, że wysokie ceny książek, często podawany powód nie sięgania po książki przez naszych rodaków, jest z gruntu fałszywy. Nie tylko dlatego, że czytelnictwo nie jest tożsame z kupowaniem książek, ale również dlatego, że te ponoć wcale nie są za drogie…&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;W podobnym guście &lt;a href="http://www.emetro.pl/emetro/1,85652,8789705,Czytelnictwo_vs_podatek_VAT.html" target="_blank"&gt;wypowiedział się&lt;/a&gt; minister Zdrojewski, w odpowiedzi na zarzuty wydawców, skarżących się, że podniesienie podatku&amp;#160; jeszcze obniży poziom czytelnictwa. Porównując Polskę do innych krajów Europy, stwierdził, że to, że do tej pory mieliśmy najniższy możliwy podatek, nie przeszkadzało abyśmy jednocześnie mieli najniższy poziom czytelnictwa. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Z oboma panami ciężko się nie zgodzić, ale złość mnie bierze na to, że patrzy się na to tylko z punktu widzenia potrzeby przyciągnięcia do czytania ludzi, którzy tego unikają. A co z nami, czytającymi? Czy to, że w naszych budżetach domowych staramy się zawsze znaleźć pieniądze na książki, że to my jesteśmy tą zieloną częścią wykresu kołowego Biblioteki Narodowej, oznacza, że o nas nie potrzeba dbać? Nie wiem jak wy, ale ja naprawdę poważnie odczuwam coraz wyższe ceny książek i niestety nie mogę z tym absolutnie nic zrobić.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Z wielką nadzieją patrzę na różnego rodzaju projekty, które mają przekonać nie czytających do sięgania po książki. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przygotowuje nawet &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,9155065,Powstaje_projekt_Narodowego_Programu_Rozwoju_Czytelnictwa.html" target="_blank"&gt;Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa 2011-2020&lt;/a&gt; ale osobiście bardziej interesuje mnie to, czy będą odważni ludzie, którzy zaproponują nam, czytającym i kupującym książki, takie oferty jak ta, która trafiła się w Wydawnictwie Amber?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nie brakuje przykładów podobnych działań w przypadku przeróżnego rodzaju kolekcji książek. Sam posiadam kolekcję Polskiej Literatury Współczesnej wydanej przez Bibliotekę Polityki (19,99 zł za książkę) czy kolekcję książek Ryszarda Kapuścińskiego od Biblioteki Gazety Wyborczej (19,99 zł za książkę). Ze względu na własne zainteresowania, byłem wielkim fanem cyklu Arcydzieła Kultury Antycznej od Ossolineum i DeAgostini, a przecież na oku mam kolejne podobne zakupy. Ale to przecież nie pokrywa nawet procenta zapotrzebowania.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;O jednym jestem przekonany. Gdyby książki były znacznie tańsze niż obecnie, nie oznaczało by to wcale, że zostawiałbym w księgarniach mniej pieniędzy. Myślę nawet, że było by dokładnie odwrotnie. Nie zastanawiałbym się nad wieloma swoimi zakupami, tak jak ostatnio kiedy stojąc nad książką nieznanego mi, polskiego autora, dotyczącą interesującego mnie okresu historycznego. Książka pochodziła z dość kiepskiego wydawnictwa, wydana na kiepskim papierze, opatrzona była mało dokładnymi mapami i schematami. Dotyczyła jednak wydarzeń, o których niewiele można przeczytać i pewnie bym ją kupił, gdyby nie cena sięgająca 50 zł za mniej niż 300 stron . Gdyby kosztowała połowę tej ceny, nie zastanawiałbym się dwa razy.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;No więc jak będzie? Czy będziemy musieli już zawsze traktować książkę jak towar z wyższej półki? Przecież ja nie piszę o albumach czy wydrukowanych na kredowym papierze wydaniach luksusowych. Mnie chodzi o zakup prostej książki, którą będę mógł poczytać w pociągu dla zabicia czasu. Czy one nie mogą kosztować tyle co kieszonkowe wydanie “Hobbita”, które przypadkowo, ostatnio kupiłem? Czy ktoś może mi to wytłumaczyć?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;P.S. W chwili kiedy pisałem tę notkę, dotarła do mnie cudowna wiadomość. Na swojej &lt;a href="http://georgerrmartin.com/if-update.html" target="_blank"&gt;stronie internetowej&lt;/a&gt;, George R.R. Martin podał datę ukazania się z dawna oczekiwanej książki jego autorstwa pod tytułem “A Dance with Dragons”. Książka to kolejny tom jednego z najlepszych cykli fantasy jaki kiedykolwiek czytałem pod wspólnym tytułem “Pieśń Lodu i Ognia”. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Rzesze fanów, w tym i ja, wiele lat czekaliśmy na tę książkę. I teraz tylko mam lekki zgryz. Muszę odświeżyć sobie poprzednie tomy, a w zawierusze ostatnich lat mojego życia, egzemplarze poprzednich tomów zniknęły z mojej półki. Co oczywiście oznacza, że będę musiał je odkupić. Już boli mnie kieszeń, a mój portfel dostaje torsji na samą myśl. Ale co poradzić, w końcu jestem jednym z tych ludzi, którzy zadeklarowali, że trzymali w ręku przynajmniej jedną książkę w zeszłym roku…&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-1754656441916028892?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/1754656441916028892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/czy-wystarczy-kieszonkowe.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1754656441916028892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1754656441916028892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/03/czy-wystarczy-kieszonkowe.html' title='Czy wystarczy kieszonkowe?'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-9104317364056017894</id><published>2011-02-27T22:33:00.002+01:00</published><updated>2011-02-27T22:34:18.372+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jason Bourne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Robert Ludlum'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Nowa tożsamość na nowe czasy</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TWrB7LVjccI/AAAAAAAAEFA/xmbGLrSY1kg/27022011bourne1.jpg" /&gt;Mam wrażenie, że taśmę VHS przyniósł stryj, od swojego kolegi, który, niemal od zawsze, miał magnetowid, nawet wtedy, kiedy była to u nas zupełna nowość, ogromna, gramotna i egzotyczna. Pamiętam znakomicie ciężką, sensacyjną atmosferę filmu, wzburzone, rozszalałe morze w pierwszej scenie i człowieka zapadającego się w jego otchłań. Tak zaczynał się dwuczęściowy, miniserial ABC pod tytułem “&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0094791/" target="_blank"&gt;Tożsamość Bourne’a&lt;/a&gt;” z Richardem Chamberlainem, człowiekiem, który wcielał się wcześniej w Johna Blackthorna (znanego bardziej jako Anjin-san) i Allana Quatermeina, moich dziecięcych bohaterów.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Po zobaczeniu tego filmu sięgnąłem po pierwowzór opowieści, czyli sławną książkę Roberta Ludluma i z wypiekami na twarzy pochłaniałem ten szpiegowski thriller, nieświadom tak wielu zapożyczeń z naszego świata. Porównywanie filmu z książką zaowocowało przyjemnym uczuciem, że ten pierwszy w dość wierny sposób oddaje treść słowa pisanego, choć z oczywistych względów, jest nieco uboższy i może odrobinkę uproszczony.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Jason Bourne był agentem sformowanej przez CIA grupy “Treadstone Seventy One”, której zadaniem było schwytanie najsłynniejszego zabójcy świata, Carlosa zwanego Szakalem. Głównego bohatera poznajemy kiedy postrzelony w głowę, w dość niejasnych okolicznościach, cudem przeżywając, budzi się do życia z amnezją. Już wkrótce dowiaduje się, że na jego życie wciąż następują tajemniczy prześladowcy. Chwytając się niewyraźnych tropów, Jason próbuje odnaleźć prawdę o sobie i o swoich prześladowcach.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TWrB7O_gWJI/AAAAAAAAEE8/7qrdq3wAZDY/27022011XIII.jpg" /&gt;Po “Tożsamości…” nie nakręcono już kolejnych adaptacji książek Ludluma, czyli “Krucjaty Bourne’a” i “Ultimatum Bourne’a” a troszkę szkoda. Za to kilka (kilkanaście?) lat później, trafił w moje ręce francuski komiks, pod enigmatycznym tytułem “XIII – Dzień czarnego słońca”, autorstwa Jeanna Van Hamme (scenariusz) i Williama Vance’a (rysunek). W pierwszych scenach widzimy mężczyznę, postrzelonego w głowę, znalezionego na plaży przez parę staruszków, którego operuje chirurg-pijak. Właściwie kalka “Tożsamości Bourne’a”, gdzie niemal jedyną różnicą jest płeć lekarza. W chwilę później padają pierwsze trupy, a dotknięty amnezją, główny bohater zaczyna odkrywać, że nie jest takim sobie zwykłym obywatelem.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Ten specyficzny trybut dla postaci Ludluma, nie jest jednak pozbawiony oryginalności i dalej historia jest już zupełnie inna, ale nie sposób nie łączyć tych dwóch postaci. Seria komiksów “&lt;a href="http://www.treize.com/" target="_blank"&gt;XIII&lt;/a&gt;” stała się kultowa i doczekała się jak na razie 19 tomów, a na listopad 2011 roku, zapowiadany jest tom 20. Całość przepełniona jest duchem Ludluma i każdy miłośnik sensacyjnych opowieści szpiegowskich znajdzie w komiksie wszystko co lubi najbardziej.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Po śmierci Roberta Ludluma w 2001 roku, serię opowieści przejął Eric Van Lustbader, który zdążył już spłodzić chyba z sześć książek, tymi jednak nigdy się nie zainteresowałem. Tymczasem po postać Bourne’a sięgnęli również filmowcy z Hollywood i już w 2002 roku, ukazał się film w reżyserii Douga Limana, pod wszystko chyba tłumaczącym tytułem “&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0258463/" target="_blank"&gt;Tożsamość Bourne’a&lt;/a&gt;”. W tytułową rolę wcielił się tym razem Matt Damon. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Myślę, że dobrym zabiegiem było odświeżenie treści filmu, bo od czasów zimnej wojny sporo się już zmieniło, a Stany Zjednoczone, a więc i CIA, stanęło przed zupełnie innymi wyzwaniami. Nowy Bourne jest więc już człowiekiem naszych czasów, zniknęła (czego bardzo żałuję) jego przeszłość z Wietnamu i duże zasługi dla CIA. Pojawił się człowiek młody, niezwykle dynamiczny, a problemy nie dotyczą już krajów za żelazną kurtyną, na pierwszy zaś plan wchodzi szeroko pojęte bezpieczeństwo USA.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Niestety zniknęła postać Carlosa, czego bardzo żałuję, zmieniła się też bardzo najważniejsza postać kobieca, czyli Maria (w nowej adaptacji w jej rolę wciela się znakomita Franka Potente), osoba, dla której ludlumowski Bourne był w stanie postawić w ogniu cały świat. Podobnie bliski przyjaciel Bourne’a – Conklin, zmienia się w nowej odsłonie, zresztą podobnie jak cały projekt Treadstone. Nie chcę jednak za dużo zdradzać tym z was, którzy będą mieli ochotę bliżej poznać bohaterów i wydarzenia, o których piszę.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;O ile jednak hollywoodzka “Tożsamość Bourne’a”, mimo odmładzających historię zmian, pozostawała w jakiś sposób zgodna z książkowym oryginałem, to już następne części, “&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0372183/" target="_blank"&gt;Krucjata Bourne’a&lt;/a&gt;” (2004) i “&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0440963/" target="_blank"&gt;Ultimatum Bourne’a&lt;/a&gt;” (2007) z książkami wspólne mają tylko tytuły. Nie mnie oceniać czy dobrze to czy źle, zwłaszcza, że filmy, są znakomitymi przedstawicielami, wciągającego kina akcji.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh4.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TWrB7b80QFI/AAAAAAAAEFE/RV-yuaCfpzU/27022011bourne2.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Trylogia Bourne'a 
    &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;U Douga Limana wszystko działo się szybko i dynamicznie. Walki były realistyczne i brutalne, pościgi pełne napięcia, kraks i niespodziewanych rozwiązań, plany wrogów podstępne, a kara za występowanie przeciw bohaterowi okrutna. Od drugiej części serię przejął Paul Greengrass i choć wydawało się to niemożliwe, wszystko potoczyło się jeszcze szybciej i jeszcze mocniej. I choć złośliwi mówią, że filmy stały się właściwie tylko i wyłącznie kręconą z krótkimi przerwami akcją, pozbawioną fabuły, to nie słuchajcie ich. Jeśli jesteście fanami niegłupiego kina akcji, będziecie zachwyceni.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Niestety Paul Greengrass zapowiedział, że nie będzie reżyserował następnej części filmu, a Matt Damon zawtórował, że w takim razie nie wróci do roli Bourne’a, ale jak wiadomo w Hollywood nigdy nic nie wiadomo. Póki co w zapowiedziach na 2012 rok znaleźć możemy film “The Bourne Legacy”, gdzie jako reżyser występuje, zaangażowany we wszystkie poprzednie części filmu jako scenarzysta, Tony Gilroy.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Ostatni tydzień przebiegł mi w dużej mierze pod znakiem chorowania. W tym niezbyt przyjemnym okresie, ogromny prezent sprawiła mi Gazeta Wyborcza, dołączając do trzech kolejnych numerów dziennika płyty DVD z całą &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75475,9127364,Trylogia_o_Jasonie_Bournie_na_DVD_z___Gazeta_Wyborcza__.html" target="_blank"&gt;serią poświęconą Bourne’owi&lt;/a&gt;. Tym samym będąc po odświeżeniu sobie całego cyklu, zabrałem się za pisanie tej notki. Ogromny niedosyt, jaki pozostał we mnie po zobaczeniu w krótkim czasie tych trzech filmów, próbowałem zabić filmem “Green Zone”, w którego powstanie zamieszani byli Paul Greengrass i Matt Damon, ale o nim napiszę jakoś niedługo. Tymczasem zaś zachęcam, wszystkich fanów opowieści szpiegowskich i kina akcji, którzy jeszcze nie widzieli trylogii Bourne’a, do zapoznania się z nią. Naprawdę warto.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-9104317364056017894?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/9104317364056017894/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/02/nowa-tozsamosc-na-nowe-czasy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/9104317364056017894'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/9104317364056017894'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/02/nowa-tozsamosc-na-nowe-czasy.html' title='Nowa tożsamość na nowe czasy'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TWrB7LVjccI/AAAAAAAAEFA/xmbGLrSY1kg/s72-c/27022011bourne1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-6010796426949289844</id><published>2011-02-14T09:34:00.002+01:00</published><updated>2011-02-14T09:35:43.852+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gary Moore'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Wciąż mamy bluesa…</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy pomyślę o gitarzystach, którzy dla mnie stali się mistrzami tego instrumentu (oczywiście w strefie moich zainteresowań, czyli w muzyce rockowej) zdaję sobie sprawę jak dużo ich było. Jimiego Hendrixa poznałem bardzo późno i jakoś nigdy nie miałem szansy zakochać się w jego twórczości miłością młodzieńczą, jego miejsce w mojej edukacji muzycznej zajęli zupełnie inni ludzie. Byli to więc gitarzyście na miarę mojej wiedzy, Brian May z Queen, Tony Iommi z Black Sabbath, Kirk Hammet z Metallica, Saul “Slash” Hudson z Guns N’Roses. Później przyszedł czas na bluesa w moim życiu i na wielkiego B.B. Kinga.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jednak w podświadomości, moją miłość do gitary i umiejętności gitarzystów, zaszczepił pewien teledysk, który zobaczyłem będąc dzieckiem, bodaj w jakimś nocnym programie Manna i Materny, które oglądałem z ciekawością wyglądając spod kołdry, udając, że śpię. W teledysku tym, umieszczona na szczycie gryfu kamera, filmuje wykonanie solowej partii w utworze rockowym. Muzyk wkłada w swoje wykonanie tak dużo uczucia i wszystkie swoje umiejętności, że niemal aż zamyka się wokół swojego instrumentu, scala się z nim w jedność. Niesamowite wrażenie!&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Po wielu latach trafiłem na ten teledysk i ze zdziwieniem odkryłem, że chodziło o gitarzystę, którego znałem i uwielbiałem. O Gary’ego Moore’a. Klip nakręcono do bardzo znanego utworu “Out in the Fields” nieco niedocenianego w swoich czasach zespołu Thin Lizzy.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:1ce9a624-c505-47aa-aa86-a82f55e3722a" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/1BE1IiTZ3Og?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Thin Lizzy–Out in the Fields&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nieco trąci myszką prawda? Jednak taka to była muzyka, tworzona na ślepo, tworząca to wszystko co miało nadejść w muzyce rockowej i heavy metalowej. Tymczasem Gary Moore, będący Irlandczykiem, robił powoli coraz większą karierę na naszym kontynencie, choć ciszej było o nim za oceanem. Solowa kariera tego niezwykle pracowitego muzyka, kierowała go coraz mocniej w stronę bluesa. Jednym z najlepszych albumów, który już na stałe umieścił go na mapie gwiazd muzyki był “Still Got the Blues” z 1990 roku z piosenką pod tym samym tytułem, którą kiedyś słyszeć musiał chyba każdy…&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:7c7d6398-4738-4918-8ab8-7dd6f4d03f64" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/i6IO5EN49hY?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Gary Moore–Still Got the Blues&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Dla mnie Gary Moore był zawsze muzykiem blues-rockowym, bo w obu tych stylach czuł się znakomicie i często je ze sobą łączył. Moim osobistym zdaniem, gitara elektryczna nigdzie nie brzmi tak dobrze jak właśnie w utworach takich jak “Don’t Believe a Word”, którą dla Thin Lizzy skomponował Phil Lynott, a którą Moore wykonywał z lubością przez cały czas. Warto zapoznać się z wersją piosenki, którą wam tu zaprezentuję, aby zrozumieć lepiej o co mi chodzi.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:52217da0-a190-492e-bb0f-9b11c63bfe64" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/YzpMBscDNbM?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Gary Moore–Don’t Believe a Word&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Niesamowite dla mnie było zobaczenie na jednej scenie Gary’ego Moore’a i B.B. Kinga, dwóch wielkich muzyków, dwóch Idoli. Kiedy słyszałem jak King zwraca się do Moore’a per “młody człowieku”, kiedy widziałem ich współpracujących na scenie, a później przyjacielsko przekomarzających się muzyką, widziałem mistrza i ucznia, który sam stał się mistrzem dla niejednego już pokolenia gitarzystów.&lt;/p&gt;

&lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:ec588ed4-4bbd-4f2b-a86f-64079cec35f5" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/lqAuuIDU2sw?hd=1" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="448" height="252"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;B.B. King i Gary Moore – The Thrill is Gone&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;

&lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Na początku lat dwutysięcznych, spierałem się z moimi pracodawcami, Waldkiem i Cedric’iem o muzykę. Ja zakochany wtedy jeszcze w ciężkim brzmieniu głównie, oni z ogromnym muzycznym doświadczeniem. Kiedy Waldek mówił, że muzyka odchodzi ku samplom i elektronice, powoli przestaje być potrzebne mistrzostwo i kunszt, potrzeba tylko sprawnego odtwórstwa, nie wierzyłem mu. Niestety tak się dzieje i te kilka dni temu stało się coś, co spowodowało, że znów się ku temu czarnemu snu przybliżyliśmy.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;6 lutego 2011 roku, podczas wakacji w Hiszpanii, zmarł, prawdopodobnie na atak serca, Gary Moore, wspaniały muzyk, wirtuoz gitary, jeden z mistrzów. Będzie go bardzo brakowało.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TVjj675d8vI/AAAAAAAAECE/tekPUD9kTMk/14022011garymoore.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Gary Moore 
    &lt;br /&gt;http://www.livepict.com&lt;/span&gt; 

  &lt;br /&gt;

  &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-6010796426949289844?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/6010796426949289844/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/02/wciaz-mamy-bluesa.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6010796426949289844'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6010796426949289844'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/02/wciaz-mamy-bluesa.html' title='Wciąż mamy bluesa…'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TVjj675d8vI/AAAAAAAAECE/tekPUD9kTMk/s72-c/14022011garymoore.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-2422000266366660663</id><published>2011-01-30T18:25:00.002+01:00</published><updated>2011-01-30T18:26:26.389+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Wojna odległa i bliska</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wpis ten miał właściwie być recenzją książki, którą przeczytałem niedawno, jednak jak to się nieraz zdarza, moje myśli, zachęcone kolejnymi lekturami i wydarzeniami dnia codziennego, poszły znacznie dalej i nijak nie szło zamknąć ich w jednym, zgrabnym tekście. Na pewno nie pozostając przy pierwotnym założeniu charakteru moich wywodów.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Niedawno skończyłem czytać niezwykle zajmującą książkę Paula Carella, pod tytułem “Alianci lądują! Normandia 1944”. Książkę wydaną w latach 60-tych, wznowiono w roku 1994 w Monachium, przy okazji 50 rocznicy operacji D-Day, i tę właśnie wersję miałem okazję czytać w polskim wydaniu z 2008 roku, które zawdzięczamy &lt;a href="http://ksiegarnia.bellona.pl/index.php?c=boo&amp;amp;bid=3398" target="_blank"&gt;Bellonie&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Niezwykle ważne dla lektury tej książki, jest uświadomienie sobie dokładnie kim był, zmarły w 1997 roku, autor, w samej książce znajdziemy bowiem jedynie skromną informację, iż był Niemcem. Tymczasem Paul Carell nazywał się naprawdę Paul Karl Schmidt i od 1931 roku był członkiem partii nazistowskiej, zaś od 1938 członkiem SS, gdzie dosłużył się rangi podpułkownika, jako rzecznik prasowy samego Joachima von Ribbentropa, ministra spraw zagranicznych Rzeszy. Zamieszany był również w zbrodnię morderstwa węgierskich żydów, jednakże powojenne sądy nigdy go nie skazały.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę nikogo nastawiać w negatywny sposób do autora i książki, ale mam wrażenie, że taka wiedza dodaje lekturze czegoś dodatkowego, prawdziwego. Nie bez przyczyny Paul Carell uchodził za specjalistę od historii II Wojny Światowej pisanej z punktu widzenia Niemców, to jednak w równym stopniu oburzało jego przeciwników, wytykających mu nazistowską propagandę, szerzoną nawet po zakończeniu wojny.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TUVxKt_ZjuI/AAAAAAAAD-g/7FJu9dmK_lA/30012011wojna1.jpg" /&gt;“Alianci lądują!” to napisany żywym i ciekawym językiem historia 80 dni ‘44 roku, podczas których Niemcy walczyli z przeprowadzoną na ogromną skalę inwazją Aliantów. Paul Carell niezwykle sprawnie miesza suche historyczne fakty, z opisami pełnymi wojskowego żargonu i terminologii, oraz literackimi opowieściami o bitwach, przyczynach, ludziach i ich tragediach. Z perspektywy człowieka od dziecka uczonego historii z punktu widzenia zwycięzców, książka staje się ogromnym wyzwaniem, kiedy wciągnięci przez sprawność literacką autora, nagle zdajemy sobie sprawę, że czytamy o bohaterstwie, wątpliwościach, poświęceniu ludzi, którzy od zawsze byli przedstawiani tylko jako bezimienni wrogowie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Paul Carell wylicza różnice w sposobie prowadzenia wojny pomiędzy stronami, opisuje ogrom przygotowań po obu stronach, w końcu nazywa powody porażki niemieckiej obrony, podkreślając na każdym kroku niezwykłe poświęcenie żołnierzy frontowych, ich oddanie i bohaterstwo. Prowadzi nas przez wszystkie etapy inwazji od plaż przez Bayeux, Tilly, Cherburg, Caen i Saint Lo, aż po przełamanie pod Avranches, zagładę pod Falais i rajd Pattona na Paryż. Całość czyta się z zapamiętaniem, jednym tchem, choć jednocześnie ilość informacji zawartych w pozycji jest ogromna.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Miałem zamiar opowiedzieć tutaj o podstawowych tezach głoszonych przez Carella, jego wizji inwazji i powodów przegranej Niemiec, a także rzeczy, które u autora drażniły mnie i powodowały, że książka momentami traciła dla mnie opinię w pełni rzetelnej. Jednak tak długo odkładałem napisanie o tej pozycji, że w międzyczasie zdążyły zdarzyć się rzeczy, które spowodowały, że swój plan zmieniłem.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;O wojnie opisywanej w sposób prezentowany przez Carella, jako fan wargamingu, mówię i czytam często. Wszak z punktu stratega, taktyka, miłośnika historii wojskowości, właśnie takie fakty najbardziej się liczą. Pułki i armie, uzbrojenie i doktryny wojskowe, natarcia i okrążenia, zwycięzcy i przegrani, osiąganie celów i wycofywanie się na strategiczne pozycje… Z tego punktu widzenia wojna rzadko kiedy ma ludzką twarz, a jeśli już nawet ją zdobywa, to jest to twarz żołnierza. Wiernego, honorowego, oddanego, bądź tchórzliwego i źle wyszkolonego, ale nie ma twarzy cywila. Stając się pełnioną przez siebie funkcją, przestaje być człowiekiem.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="https://lh3.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TUVxKrPT-bI/AAAAAAAAD-k/Ew4iqG_z4Gw/30012011wojna2.jpg" /&gt;Tak się złożyło, że krótko po opisanej wyżej książce, sięgnąłem na moją półkę po “Wojnę futbolową” Ryszarda Kapuścińskiego z cyklu &lt;a href="http://kulturalnysklep.pl/RKAPUS/prcl/-dziela-wybrane--ryszard-kapuscinski.html" target="_blank"&gt;Biblioteki Gazety Wyborczej&lt;/a&gt;. Zbiór tekstów o Afryce i Ameryce Południowej wydaje się w pierwszym momencie nieco chaotyczny i mało spójny, ale zagłębiając się w kolejne rozdziały coraz mocniej zarysowuje się nam obraz świata pogrążonego w chaosie, konflikcie, wojnach, w których jednostka ludzka staje się wyobcowana i zagubiona, aby przeżyć musi dokonać wyborów przekraczających wyobrażalne granice. Dobrze jeżeli w ogóle jakikolwiek wybór ma.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kapuściński pojawia się wszędzie tam gdzie dzieje się źle. Kongo, Nigeria, Honduras, Boliwia. Jedzie aby obserwować, opowiadać, ale przede wszystkim zrozumieć. Nie znajduje zrozumienia po powrocie do kraju, bo nikt nie jest do końca pojąć o czym mówi, czuje się sam, wyobcowany, tak jak czuć się muszą ludzie wrzuceni w sam środek najbardziej nawet bezsensownej i straceńczej awantury. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy pisze o tytułowej wojnie, 100 godzinnym sporze między Hondurasem i Salwadorem, sporem, który pochłonął sześć tysięcy ofiar, a kilkanaście tysięcy ludzi pozostawił rannymi, wyruszamy wraz z nim i z jego kolegami reporterami na front. Kapuściński, mistrz słowa pisanego potrafi spowodować abyśmy czuli to samo co on. Strach przed śmiercią, choć w zasięgu wzroku nie ma wrogów, uczucie bezsilności i marności ludzkiego życia, kiedy wraz z nim i dziesiątkami osób “oglądamy” powolne konanie żołnierza. W końcu zwierzęcą potrzebę ratowania życia kiedy wokół padają strzały. Chęć ucieczki i schowania się w bezpieczne miejsce.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W “Wojnie futbolowej” poznajemy co z ludźmi walczącymi o słuszne sprawy robi wojna, jak niszczy wielkie idee i charaktery twarda rzeczywistość, oddająca władzę w ręce tych, którzy siłą i przemocą stanowią o swojej pozycji.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy tak porównywałem obie książki, zdałem sobie sprawę, że i w tej chwili jestem przecież biernym świadkiem wydarzeń, które są historyczne. Zamieszki w Tunezji, wybory w Sudanie kończące przeszło dwudziestoletni konflikt, powolny upadek egipskiego snu prezydenta Mubaraka, który póki co daje się fotografować w towarzystwie swojego wojska, ale kto wie, czy przez nie, nie będzie musiał jutro uciekać z kraju, oddać im władzę?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jakie spojrzenie na wojnę jest mi bliższe? Kim byłbym w momencie kiedy wichry historycznych zmian ogarnęły by i mój dom? Czy potrafiłbym z dystansem obserwować i opisywać genialne posunięcia generałów i bohaterstwo żołnierzy, gdybym na własne oczy zobaczył jak wygląda wojna i jaki jest jej koszt w człowieczeństwie jej uczestników?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Znam ludzi, którzy patrząc na ruch rekonstruktorski (nie znają nas, wargamerów, bo mniej rzucamy się w oczy) mówią, że ten nie powinien zajmować się sprawami nam bliskimi, takimi jak wojna w Afganistanie, Iraku a nawet II Wojna Światowa, ale nie mają już nic przeciwko ludziom przebierającym się w stroje napoleończyków, amerykańskich secesjonistów, czy przywdziewającym rycerskie zbroje. Wygląda na to, że wojna widziana ze zbyt bliska, porusza w nas różne struny, czasami takie, które mogły by pozostać na zawsze uśpione, ale czy wtedy lepiej rozumielibyśmy kim jesteśmy? Kim jest człowiek?&lt;/p&gt;  &lt;ul&gt;   &lt;li&gt;&lt;em&gt;Paul Carell – Alianci lądują! Normandia 1944 – Bellona 2008&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;    &lt;li&gt;&lt;em&gt;Ryszard Kapuściński – Wojna futbolowa – Agora SA 2008&lt;/em&gt;&lt;/li&gt; &lt;/ul&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-2422000266366660663?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/2422000266366660663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/wojna-odlega-i-bliska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2422000266366660663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2422000266366660663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/wojna-odlega-i-bliska.html' title='Wojna odległa i bliska'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/_sIL_n2hNYAY/TUVxKt_ZjuI/AAAAAAAAD-g/7FJu9dmK_lA/s72-c/30012011wojna1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-6134553460386725245</id><published>2011-01-29T00:44:00.003+01:00</published><updated>2011-01-29T00:51:01.166+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dokument'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='youtube'/><title type='text'>Dzień z życia ziemi</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="http://lh3.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TUNUeUvaWxI/AAAAAAAAD88/5ETV_9YFw_A/28012011lifeinaday.jpg" /&gt;Miała być dziś zupełnie inna notka. Notka, na którą czekają ludzie, taka, którą obiecałem wiele dni temu. Jednak wydarzyło się coś, co zmusiło mnie do zmiany planów. Nie mogło być inaczej. Już wczoraj, piszę te słowa krótko po północy, miał premierę film “Life in a Day”. Film niezwykły, bo nakręcony siłą i umiejętnościami tysięcy ludzi na całym świecie, ale może zacznijmy od początku.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Poprzez portal YouTube, Ridley Scott i Kevin MacDonald, poprosili jego użytkowników o nakręcenie filmu o jednym dniu z życia. Bardzo konkretnym dniu, 24 lipca 2010 roku. Nie było scenariusza, nie było planu, było kilka pytań, na które odpowiedzieć mieli bohaterowie filmów. Co kochasz? Czego się boisz? Co masz w kieszeni? Jednak te pytania były tylko tłem, bo każdy z twórców mógł opowiedzieć o tym, o czym pragnął.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;W odpowiedzi przyszło podobno około 80 000 filmów z całego świata. Sztab ludzi wybierał to, co ostatecznie miało znaleźć się w 90 minutach, które zobaczyć miał cały świat, wraz z widzami &lt;a href="http://www.sundance.org/festival/" target="_blank"&gt;Sundance Film Festival&lt;/a&gt;. Podobnie jak wielu ludzi, nie wiedziałem czego oczekiwać. Na pewno nie spodziewałem się tego, co zobaczyłem.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;“Life in a Day” to film, który ogląda się jednym tchem. Przebiega przed oczami jak każdy zwykły dzień, tym razem jednak nie tylko nasz, ale setek ludzi. Jest niejednorodny, zmienia się jak w kalejdoskopie. Klasyczny dokument przechodzi w zdjęcia natury, żeby po chwili zmienić się w migawki z życia dziesiątek ludzi złożone ze sobą. Wszystko spina nastrojowa i pasująca do treści muzyka.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;O tak! Film ma treść. Cóż z tego, że jest nią wszystko co ludzkie. Radości, małe, codzienne i wielkie, te życiowe, przeplatają się ze smutkiem. Ludzie samotni i ludzie szczęśliwie zakochani, chorzy i obserwujący narodziny życia. Bogaci i biedni, cieszący się rzeczami tak prostymi, że aż czasami zazdrość zbiera.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Obserwujemy świat oczami ludzi niezwykle kreatywnych, widzących piękno i umiejących go pokazać. Niepewnych swojego życia ale dostrzegających w nim coś niezwykłego. Film kończy długa (jak na tę produkcję) wypowiedź młodej dziewczyny, która wspaniale wpisuje się w tego ducha. Przez półtorej godziny, z zapartym tchem obserwowałem bohaterów tej niezwykłej opowieści. Pojawiali się i znikali, w nielicznych tylko wyjątkach powracali na ekran, ale i tak pozostawiali po sobie niezwykle mocne wrażenia. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Czasami film był okrutny i przerażający, być może nie wszyscy będą w stanie obejrzeć całość nie odwracając wzroku, ale jakże uczciwie postawiono w ten sposób sprawę. Nasz świat nie jest idealny, zdarzają się w nim rzeczy, o których wolelibyśmy nie wiedzieć, ale są przecież codziennością kogoś kto też ma prawo krzyknąć – &lt;em&gt;Hej! Jestem tutaj! Zobacz mnie! &lt;/em&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Były w tym filmie momenty kiedy za gardło chwytał mnie żal, w innych przerażenie. Niesamowite i przerażające było patrzeć na radosne wydarzenie, które, wiemy to wszyscy z przekazów medialnych, przerodziło się w okropną tragedię. Oko kamery bezlitośnie pokazywało kolejne sceny, a ja wiedziałem dokąd to zmierza! Nieuchronnie, bez odwrotu zbliżałem się do tego co nastąpić musiało.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nie chcę opowiadać nic więcej, nie chcę odbierać wam przyjemności z oglądania go tak jak ja, na surowo, bez przygotowania, bez świadomości co zobaczycie.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Jestem rozedrgany w środku, podniecony i wstrząśnięty tym co zobaczyłem. I tylko zadaję sobie pytanie dlaczego tak mocno zareagowałem? Przecież widziałem już dziesiątki filmów dokumentalnych, wielokrotnie znacznie bardziej przejmujących niż ten. I od razu odpowiadam sobie. Świadomość, że film został zmontowany z klipów tysięcy zwykłych ludzi, takich samych jak ja czy ty, dodaje mu tej niezwykłej aury.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Linku pod którym obejrzałem film nie ma już na YouTubie, ale niedługo znajdzie się tam wersja z polskimi napisami. Nie przegapcie go! Obejrzyjcie koniecznie i dajcie znać jak wam się podobało. Czekam na wasze opinie. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/lifeinaday"&gt;http://www.youtube.com/lifeinaday&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-6134553460386725245?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/6134553460386725245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/dzien-z-zycia-ziemi.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6134553460386725245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6134553460386725245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/dzien-z-zycia-ziemi.html' title='Dzień z życia ziemi'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TUNUeUvaWxI/AAAAAAAAD88/5ETV_9YFw_A/s72-c/28012011lifeinaday.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5741542533738905158</id><published>2011-01-26T01:46:00.002+01:00</published><updated>2011-01-26T01:47:52.000+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Smoleńsk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><title type='text'>Majstrowanie przy pomnikach</title><content type='html'>&lt;p&gt;Fajnie z perspektywy stycznia brzmi wypowiedzenie na głos słów “w zeszłym roku”. Jednak to właśnie w zeszłym już roku, dokładniej jego końcem, odezwała się do mnie Kasia. Poprosiła o zwrot książki, którą pożyczyła mi kiedyś do czasu – &lt;em&gt;…aż nie będę znów jej potrzebować&lt;/em&gt;. W ten sposób “Historia Rzymu” autorstwa profesora nadzwyczajnego UW, Adama Ziółkowskiego, zamieszkała u mnie na półce na kilka lat. Sięgałem po nią za każdym razem, gdy wracałem w swoich lekturach i myślach do mojego ulubionego miejsca i czasu. To niezwykle pomocna lektura i już mi jej brakuje.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Zdarzyło się więc tak, że stałem sobie w pierwszych dniach grudnia, w progu znanej warszawskiej knajpki “Kafefajka” przy ulicy Oboźnej i strzepywałem wytrwale śnieg z ubrania i butów. Kasię zauważyłem szybko, uśmiechała się do mnie machając zza zajmowanego stolika. Kilkanaście minut później, już przy szklankach pachnącego korzeniami i pomarańczą, grzanego wina, oddaliśmy się rozmowom na temat naszej wspólnej pasji… Historii.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Nigdy nie studiowałem historii, choć dawno temu w mojej głowie krążyły myśli o archeologii, nie byłem też w szkole wielkim z niej orłem, ale przyznać muszę, że zawsze ją lubiłem, a przynajmniej wybrane jej fragmenty. Dopiero kiedy zacząłem poznawać ją dla przyjemności, nie zaś na stopnie, okazało się, że jest dla mnie niezwykle fascynująca. Wielokrotnie i przy różnych okazjach mówiłem, że żaden mainstreamowy autor książek i żaden fantasta nie jest w stanie wymyślić tak niesamowitej opowieści, aby przebić te, które zdarzyły się naprawdę.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Czując jak gorący alkohol milutko rozbiera nas od środka, skakaliśmy z jednego tematu na drugi, dochodząc w końcu do wniosku, że historia jest jednak matką wszystkich nauk, przynajmniej tych, które tworzą z nas ludzi. To dzięki niej przecież, nieco bardziej rozumiem to co dzieje się wkoło mnie, znajduję analogie, wytłumaczenie, stojących u podstaw wielkich przemian, ruchów i idei. To dzięki historii jestem odporniejszy na marketingowy bełkot przeróżnych, nieraz mających setki lat, organizacji (pobożne życzenie prawda?). To historia nauczyła mnie, aby życie widzieć w odcieniach szarości a nie w czerni i bieli.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Pamiętam kiedy Magda powiedziała mi, że nie lubi historii i uważa ją za nieprzydatną. Żachnąłem się straszliwie i od razu zabrałem się do tłumaczenia jej skali tej pomyłki. Jako, że sama należy do rodu o dużych historycznych tradycjach, odwołałem się do przeszłości jej rodziny, do dumy z przynależności do linii, której ślady znaleźć można w XVI wiecznych kronikach. Magda jak zwykle życiowa i praktyczna skomentowała to krótko. – &lt;em&gt;Ja nawet nie wiem czy mój hipotetyczny pra pra pra dziadek, z którego powinnam być dumna jest moim hipotetycznym pra pra pra dziadkiem. Może mojej hipotetycznej pra pra pra babci w oko wpadł jakiś przystojny, jurny, hipotetyczny młodzieniec, i spłodziła mojego hipotetycznego pra pra dziadka z nim, kiedy jej hipotetyczny mąż zajmował się tym z czego powinnam być dumna.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Zdurniałem ze szczętem. Oczywiście taka ocena kłóci się z rolą historii w naszym życiu i taka dokładność nie jest kluczowa w odbiorze przeszłości, ale jakże można odmówić jej celności i zdroworozsądkowości? Uwielbiam takie momenty, kiedy nagle zostaję zaskoczony w miejscu, gdzie nie spodziewałem się oporu, postawiony przed potrzebą przemyślenia i przemodelowania moich poglądów, czy fragmentów przekonań. Koniec, końców Magda nie powiedziała niczego, czego już bym nie wiedział i co nie było by oczywiste. Historia jest modelem teoretycznym opartym na mniej lub bardziej szczątkowej wiedzy, dopełnionej domysłami. Co prawda te domysły biorą się z poważnych tradycji akademickich, ale nadal są tylko domysłami. Nie mam racji? Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że większość z nas i tak nie ma pojęcia o szczegółach i bazuje na popularnych przeświadczeniach i niejednokrotnie mitach.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Całkiem niedawno w prasie mogliśmy poczytać o &lt;a href="http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/663706,reduta-ordona-odnaleziona-jednak-na-ochocie,id,t.html" target="_blank"&gt;odnalezieniu przez archeologów&lt;/a&gt; słynnej Reduty Ordona w Warszawie. Fakt ten jest o tyle zaskakujący, że do tej pory uważano, że znajdowała się ona w nieco innym miejscu, niż ostatecznie stwierdzono. Niby szczegół, ale ilu z nas ma zakodowanych w głowie kilka “oczywistych” faktów na temat samej postaci Juliana Ordona jak i bohaterskiej obrony Warszawy przed Rosjanami we wrześniu 1831 roku? Wbrew nierzadkim przekonaniom (tu winny jest w dużej mierze Mickiewicz i nasz system edukacyjny, który nie łączy ze sobą nauczania różnych przedmiotów w spójną całość) okazuje się, że prócz tego, że to nie Ordon lecz Stefan Garczyński dowodził obroną umocnienia, że nie zginął on bohatersko wysadzając prochy, to jeszcze potrzeba będzie przenieść pamiątkową tablicę informacyjną z rogu ulic Włochowskiej i Mszczonowskiej na ul. Na Bateryjce i zmienić marszrutę szkolnych wycieczek.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Krakowskie muzeum Czartoryskich miało w swoich zbiorach niezwykłą “relikwię narodową” w postaci doczesnych szczątków Jana Kochanowskiego. Czas przeszły jest tu zupełnie na miejscu, bo jak się okazało niedawno, po zbadaniu czaszki, &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8604168,Kochanowski_byla_kobieta__Czaszke_ma_dziwnie_kobieca___.html" target="_blank"&gt;kości należały do kobiety&lt;/a&gt;. Naukowcy podejrzewają, że może chodzić o małżonkę mistrza z Czarnolasu. Zastanawiam się “co” teraz ma w swoich zbiorach słynne muzeum?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Ilu Polaków wie, że we wrześniu ‘39 roku staliśmy się celem agresji nie tylko hitlerowskich Niemiec i stalinowskiego Związku Radzieckiego, ale i naszych południowych sąsiadów, Słowaków. A to, że w rok wcześniej korzystając z zaboru Czechosłowacji przez Niemców, Polacy rozwiązali dawny spór graniczny i zajęli Zaolzie, część Śląska Cieszyńskiego? A co wiemy o bitwie na Psim Polu? Uczą jeszcze o niej w szkole? Bo bitwy prawdopodobnie wcale nie było, a jedyny kronikarz, który pisał o niej, Wincenty Kadłubek, zrobił to po to aby zrehabilitować ogromne przewiny Bolesława Krzywoustego przeciwko kodeksowi rycerskiemu (prowadzenie wojny partyzanckiej, szarpanej, przeciwko królowi niemieckiemu Henrykowi V), który obowiązywał w XII wieku w całej Europie. Takich opowieści są setki.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;A wiecie, że w starożytności historia nie była jedną z nauk, a raczej traktowana była jak beletrystyka? No i jak tu dziś uwierzyć w te i tak skromne źródła, które z tamtych czasów do nas przetrwały, skoro ubarwiać można było, a czasem nawet należało. Dochodzi do tego polityczne zamówienie na jakie niemal zawsze historię się pisało. Wiadomo, ręki swojego patrona kąsać nie wolno. Szczęśliwym człowiekiem był Gnejusz Juliusz Agrykola, bo gdyby nie to, że jego zięciem został niezwykle uzdolniony Publiusz Korneliusz Tacyt, nie dowiedzielibyśmy się nigdy jakim dzielnym wojownikiem i oddanym mężem Rzymu był ten pierwszy i jakie nieocenione usługi oddał on swojej ojczyźnie w podboju Bretanii i Kaledonii i jak haniebnie został przez złego cesarza Domicjana potraktowany.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Warto więc czy nie warto historią się zajmować? Skoro tak wiele rzeczy jest niepewnych, a niektóre wręcz na pewno są sfałszowane, bądź niedostatecznie poznane? A co z historią najnowszą? To przecież teraz na naszych oczach bezczelnie wmawia nam się, że ktoś był bądź nie był wielbłądem. Tworzony na potrzeby polityczne mit smoleński, mit ostatniego sprawiedliwego męża stanu i jedynego godnego prezydenta III RP, zakłada wprost naszą niepamięć i ignorowanie wszystkiego co przed 10 kwietnia obserwowaliśmy na własne oczy. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Czytałem ledwo wczoraj obszerny fragment książki Michała Majewskiego i Pawła Reszki pod tytułem “&lt;a href="http://daleko.salon24.pl/235916,lech-kaczynski-daleko-od-wawelu-odcinek-pierwszy" target="_blank"&gt;Daleko od Wawelu&lt;/a&gt;”, która ukazała się w zeszłym roku nakładem wydawnictwa &lt;a href="http://www.czerwoneiczarne.pl/" target="_blank"&gt;Czerwone i Czarne&lt;/a&gt;. Książka o prezydencie Lechu Kaczyńskim pisana jeszcze przed tragedią z kwietnia 2010, miała służyć jako głos w dyskusji przed planowanymi wyborami prezydenckimi. Postanowiono wydać ją bez zmian, mimo głosów potępiających brak szacunku dla zmarłego i powiem wam, że bardzo się cieszę, że tak się stało, bo sam zaczynałem już wątpić w to co widzę, słyszę i czytam. Okazuje się, że cofnięcie się choćby i o kilka lat wstecz, pozwala znacznie jaśniej, zobaczyć to, co dzieje się obecnie. Dlatego cenię sobie historię, jako nauczycielkę życia, mimo jej oczywistych wad i pułapek.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5741542533738905158?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5741542533738905158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/majstrowanie-przy-pomnikach.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5741542533738905158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5741542533738905158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/majstrowanie-przy-pomnikach.html' title='Majstrowanie przy pomnikach'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-489298098620802449</id><published>2011-01-23T18:42:00.002+01:00</published><updated>2011-01-23T18:43:52.892+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='w podróży'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Czas znów wyruszyć w drogę</title><content type='html'>&lt;p&gt;\Nie wiem jakiej rasy był mały biały piesek, tulący się do nóg swojej pani na peronie Dworca Centralnego w Warszawie. Posadzka zbyt zimna by na niej przysiąść, zmuszała go do dziwacznego przysiadu na tylnych łapkach. Jego pani wpatrzona gdzieś przed siebie, nie zwracała w ogóle uwagi na pupila, a ten drżąc cały, zapewne tylko częściowo z chłodu, rozglądał się niepewnie na boki, nie mogąc znaleźć sobie jednej pozycji. Atakowany feriami nieznanych dźwięków i zapachów, to stawiał czujnie uszy, to kładł je po sobie w strachu. Ludzie przechodzili tam i z powrotem, a on chował się przed nimi to z jednej, to z drugiej strony kolumny z nóg właścicielki.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Stałem wpatrzony w tę sytuację, nieco zmarznięty i nie bardzo wyspany, trzymając w rękach kubek z gorącą herbatą. Plecak, torba na ramię z aparatem fotograficznym i duża teczka z odbitkami zdjęć na szkolne zaliczenia, ciągnęły mnie ku ziemi. Pierwszy łyk płynu rozlał się po moich trzewiach zbawiennym ciepłem, wlewając w serce nieco otuchy i chęci do życia.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Nie, to nieprawda, chęci do życia nie brakowało mi tego dnia. Wyruszałem w podróż, niedługą co prawda, ale zmieniałem otoczenie, a o to w tym wszystkim chodziło.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Od kiedy pamiętam uwielbiałem podróżować i choć z różnych powodów była to zazwyczaj podróż w granicach naszego kraju, to każdy wyjazd był dla mnie prawdziwym świętem. Mój ojciec podróżował w delegacjach po wszystkich zakątkach Polski. Kiedy dorosłem do swoich lat, zaczął zabierać mnie ze sobą, to tu, to tam. Godziny w trasie, pomoc przy jego pracy, głaskanie po głowie przez obcych ludzi, którzy nazywali mnie małym pomocnikiem taty, to wszystko zamieniło się we wspomnienia, którym może brakuje szczegółów, ale które powodują, że uśmiecham się do mojego dzieciństwa.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Będąc nastolatkiem odkryłem fandom fantastyki w naszym kraju, a wraz z nim konwenty, na które zjeżdżali podobni mnie zapaleńcy. Tych kilka wyjazdów w roku było dla mnie prawdziwym świętem, wyrwaniem się z mojego małego miasta, przebyciem drogi, na której końcu czekał inny, atrakcyjny świat. Kilka dni szaleństw, dobrej zabawy i powrót do domu. Konwenty fantastyki przyniosły mi wiele znajomości na terenie kraju, pojawiały się nowe powody do ruszenia w trasę, a ja upajałem się momentami kiedy siedziałem już w środku transportu i dawałem się wieźć w siną dal.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;A potem skończyła się szkoła, zaczęła praca i nowe obowiązki i podróże stały się rzadsze. Nadal wybierałem się od czasu do czasu na zloty fanów fantastyki, ale i ten zwyczaj powoli zamierał. Było tak aż do czasu, który zawodowo wspominam szczególnie dobrze, do lat przepracowanych dla spółek internetowych, będących wykonawcami zleceń dla wielkiego koncernu Eastbridge. Jednym z naszych klientów stał się Empik, dla którego przygotowywaliśmy internetową witrynę zakupową połączoną z bazą klientów i zarządzaniem wysyłką. Aby przygotować środowisko pracy i kontrolować właściwość działania naszego oprogramowanie musiałem znów wsiąść w pociąg.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Czasami jednego dnia nie wiedziałem gdzie będę następnego. Pociąg o piątej rano zabierał mnie w stronę Poznania, Katowic czy Gdańska. Kilka godzin wytężonej pracy, krótki spacer i około północy łapałem transport spod Dworca Centralnego do domu. Naprawdę czułem, że żyłem i zastanawiałem się, czy jest możliwe aby ten stan zachować na dłużej. Niestety jak zwykle wszystko co dobre musiało się skończyć, a ja wylądowałem w znacznie mniej przyjemnych okolicznościach, ale to historia na zupełnie inną opowieść. &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Od tamtej pory jednak, postanowiłem sobie, że nie mogę ponownie pozwolić, aby to uczucie wolności zniknęło z mojego życia i jeśli tylko mogłem, wsiadałem w pociąg i ruszałem w drogę. Czasami szukałem sobie do takiej podróży pretekstu, innym razem wystarczyła silna potrzeba ruszenia się z miejsca.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Schemat zawsze jest podobny. Najpierw pojawia się dzika, nieokiełznana potrzeba zostawienia mojego domu, pracy, ludzi i zmiany otoczenia, którą w kilka chwil później atakuje zdrowy rozsądek i wątpliwości, które w tandemie starają mi się wybić kiełkujący pomysł z głowy. Czasem to się udaje, częściej jednak nagle odnajduję sam siebie w połowie czynności pakowania walizki, kiedy ciało rozgrzewa się do chorobliwej temperatury a żołądek skręca się ze stresu. Co potrzebuję wziąć, czy czegoś nie zapomniałem, w końcu, czy zdążę na pociąg? Wrzucam swoje graty na plecy i biegnę. Już na peronie uspokajam się i zmieniam.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Nagle wszystkie mięśnie rozluźniają się. Zadziwiająco, czuję jak moje ciało nabiera sił, a dusza wiary w przedsięwzięcie. Żołądek rozwija się z precelka i przestaje przeraźliwie ssać tam na dole. Za to otwierają się moje zmysły, rozwijają się jak płatki kwiatów o poranku. Moje uszy rejestrują każdy dźwięk mocniej i czyściej, znika z nich fałsz powtarzalnej codzienności, białego szumu, który zwykliśmy ignorować. Sprzed moich oczu znika jeden, jasno określony cel, te zaś zaczynają się rozglądać wkoło przesyłając do mózgu obrazy, przetwarzające się od razu w słowa zapisywane na dysku twardym mojej duszy. Czasami ciężko do nich wrócić, ale jestem pewien, że gdzieś tam wszystkie są.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Sama podróż to dla mnie czas wolny, o który tak trudno w ciągu normalnego dnia. Lektura książki, obejrzany film, czasem sen, czy rozmowa ze współpasażerami, zajmują minuty i godziny, które dzielą mnie od celu. Potem jeszcze tylko krok który dzieli mnie od platformy peronu i już jestem innym człowiekiem, w innym świecie. Jak odkrywca schodzący z trapu okrętu zanurzam się w zielonościach, odmiennego od mojego, świata. Świadomość tego, że jeszcze kilka godzin wcześniej byłem w zupełnie innej rzeczywistości, uderza mnie jak obuchem, za każdym kolejnym razem równie mocno i intensywnie. Jestem wolny! &lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Przede mną ciężki weekend w szkole, ale pokrzepiony gorącą herbatą, stałem na peronie pełen energii i chęci wyruszenia w obiecany, wspaniały świat. Z głośników popłynęły informacje o kursach pociągów i na nasz peron zaczął wtaczać się stalowy kolos, w którym wkrótce znajdę sobie wygodne miejsce na najbliższe godziny. Wyrwana z zadumy kobieta, schyla się po swojego pieska i bierze go na ręce, aby ułatwić sobie wsiadanie do pociągu. Ten wdzięczny za nieoczekiwany objaw uczuć przytula się ufnie do niej i na chwilkę przestaje drżeć. Poprawiam rozłożenie ciężaru bagaży na moich barkach i staję za nimi w kolejce do wagonu.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Uwielbiam podróżować i pewnie nic tego już nie zmieni. Chciałbym któregoś dnia potrafić z podróży zrobić sposób na swoje życie, znaleźć dla siebie metodę, na bycie w ruchu. Chciałbym budzić się każdego dnia nie widząc gdzie zasnę wieczorem. A kiedy już to wszystko osiągnę, chciałbym wiedzieć, że kiedy będę wracał, na peronie przytulę się do kogoś kto mnie kocha i kto stęsknił się za mną, kiedy mnie nie było.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Wagon szarpnął. Ruszyłem.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-489298098620802449?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/489298098620802449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/czas-znow-wyruszyc-w-droge.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/489298098620802449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/489298098620802449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/czas-znow-wyruszyc-w-droge.html' title='Czas znów wyruszyć w drogę'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-8449556933141941232</id><published>2011-01-18T15:38:00.002+01:00</published><updated>2011-01-18T23:12:39.901+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='homofobia'/><title type='text'>Uważaj waćpan na słowa</title><content type='html'>&lt;p&gt;Nie oglądam wyborów “Miss” i od kiedy pamiętam nudziły mnie straszliwie tego typu przedstawienia. Ani sztuczna uroda, ani sztuczna inteligencja (jak mawiają złośliwi) nie wydawała mi się w nich szczególnie atrakcyjna. Nie zajrzałem nawet do linków rozsyłanych na lewo i prawo, pod którymi znajdowały się filmiki, pokazujące jak biedna misska poci się próbując odgadnąć ile oktanów ma &lt;strike&gt;Pb&lt;/strike&gt;98. Też mi sensacja. Jednak w zeszłym roku rzuciłem okiem, na pewien urywek gali Miss Stanów Zjednoczonych, zaintrygowany pewnym blogowym wpisem. Jednak po kolei.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Na filmiku, Miss Kalifornii, Carie Prejean, zagadnięta została przez jednego z jurorów, Pereza Hiltona, znanego bloggera i działacza gejowskiego, co sądzi o prawie do zawierania małżeństw gejowskich. Milutka dziewczyna, w pełni kulturalnie, odpowiedziała, że cieszy się, że mieszka w kraju gdzie każdy może wybierać swój styl życia, ale jej zdaniem, małżeństwo powinno być zawierane przez kobietę i mężczyznę. Podobnej klasy nie wykazał już Perez Hilton, nazywając Carie “tępą suką” w filmiku zamieszczonym następnego dnia na swoim blogu.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Ot małe piekiełko amerykańskich celebrytów, nie ma się czym podniecać. Inaczej jednak pomyślał mój znajomy, na którego blogu znalazłem odpowiednie linki i całą historyjkę. Autora bloga poznałem poprzez stronę hobbystyczną, którą prowadziłem, spotkałem potem na różnych imprezach na terenie kraju dwa bądź trzy razy. Zawsze uprzejmy, uśmiechnięty, miły. Tymczasem na blogu, opisując powyższą sytuację, nie oszczędzał się zupełnie i w złości nazwał Hiltona pedałem, oraz napisał kilka ciepłych słów o całym lobby homoseksualnym. I tu się lekko zapowietrzyłem.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;To że Hilton zachował się jak skończony bałwan (którym jest) to oczywiste, ale to, że mój znajomy użył takiego mocnego słowa było dla mnie zaskoczeniem. Napisałem kilka słów komentarza pod tamtą notką, zwracając uwagę na niestosowne, moim zdaniem, zachowanie. Okazało się, że znajomy, nie uważa słowa za obraźliwe, dla niego jest to synonim słowa gej czy homoseksualista. Tłumaczenie o pejoratywnym nacechowaniu nic nie dały. Sprawa przyschła, było minęło.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W zeszłym tygodniu temat wrócił. Cytując Frondę, mój znajomy opowiedział o kuriozalnej decyzji Kanadyjskiej Rady Standardów Radiowo-Telewizyjnych, która uznała piosenkę “Money For Nothing” zespołu Dire Straits za nieodpowiednią do publicznych nadań z powodu pojawiającego się w niej słowa “faggot” (pedał).&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Mój znajomy nie omieszkał poinformować w swojej notce, iż całą sytuację uważa za “&lt;em&gt;paranoję pedałów&lt;/em&gt;” dodając w nawiasie, że słowa tego “nie używa obraźliwie”. Szczerze powiedziawszy ręce mi opadły, spróbowałem jeszcze raz wytłumaczyć, że uważam jego wypowiedź za fatalną i podkreślić, że słowo, którego użył, będzie traktowane jako obraźliwe. Bez skutku. Nadal twierdzi, że działanie pewnych grup ludzi, pozwala mu na takie ich określanie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Można by powiedzieć, że nie ma się czym przejmować, że przecież to w naszym kraju normalne i szybko się tego nie pozbędziemy. Można powiedzieć, że przykład idzie ze wszech stron, bo skoro nawet wiceprzewodniczący Solidarności z Poznania, Marek Sieniawski, w Biuletynie Informacyjnym związku zawodowego zamieszcza uwagi w stylu:&lt;/p&gt;  &lt;blockquote&gt;   &lt;p&gt;W świecie głupieją. Dwóch gejów (skrót definicji - gej = bogaty pedał) funduje sobie noworodka płci męskiej, wszyscy poprawnie i politycznie pieją z zachwytu. Zgroza&lt;/p&gt; &lt;/blockquote&gt;  &lt;p&gt;no to czego spodziewać się od szarego człowieka.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: 10px; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TTWYQ91XBkI/AAAAAAAAD7s/PzMFw5JFZDA/18012011krzyz.jpg" /&gt;No ale właśnie nie, mój znajomy szarym człowiekiem nie jest. Od niedawna prowadzi bowiem zajęcia z dziećmi w szkole, dzieli się z nimi również swoją pasją, której głównie poświęcony jest blog. Wierzę, że w szkole nie epatuje tak radykalnymi poglądami i słownictwem, ale dzieli się być może adresem swojej strony? &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wiecie, przypomniał mi się przy tej całej sytuacji pewien obrazek satyryczny, który zamieszczam z boku. Pewnie uznacie, że jest nie związany z tematem, ale to nieprawda. Myślę, że zignorowałbym wpisy mojego znajomego z bloga, zignorowałbym jego wulgarny język i wiarę w to, że nikogo nie obraża. Może nawet uszanowałbym jego prywatność, którą właśnie zamierzam naruszyć. Zrobiłbym to zapewne, gdyby mój znajomy nie był zakonnikiem i księdzem…&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wiele można powiedzieć, często się zagalopować, ale na słowa trzeba waćpan uważać, zwłaszcza jeśli jest się człowiekiem, za którym idą dziesiątki innych, w tym młodych i niewinnych. Nie można pozwalać sobie na wszystko, kiedy jednocześnie jest się częścią organizacji, która domaga się uznania za wzór wszelkich cnót.&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-8449556933141941232?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/8449556933141941232/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/uwazaj-wacpan-na-sowa.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8449556933141941232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8449556933141941232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/uwazaj-wacpan-na-sowa.html' title='Uważaj waćpan na słowa'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TTWYQ91XBkI/AAAAAAAAD7s/PzMFw5JFZDA/s72-c/18012011krzyz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-68561393019193770</id><published>2011-01-09T23:43:00.001+01:00</published><updated>2011-01-09T23:43:25.261+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wrocław'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Moja ucieczka</title><content type='html'>&lt;p&gt;Mam dosyć pędu i ważnych rzeczy pozostawianych za sobą, migających na moment przez okno, ledwo spostrzeżonych, rozmytych. Wracają później przeoblekając się wcześniej w skórę osobistych demonów. Praca ściga mnie, drugi dzień świąt a ja w pracy. Nowy rok i 2 stycznia, spędzone w pracy, nie robią już jakoś takiego wrażenia, stały się oczywistością. Niepozbierany i coraz bardziej zły na siebie, patrzę w strachu jak znikają kartki z kalendarze. Przybliżają mnie do kolejnej sesji zaliczeniowej. W mojej teczce na prace pustki.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Magda ma nowy dom, cieszy się nim ogromnie, wkłada w niego dużo pracy i całe swoje serducho. Mogę słuchać i słuchać jak o nim opowiada. Zazdroszczę jej. Na wariackich papierach montuje wszystko co niezbędne do życia. Święta mijają szybko, w chwilę później organizuje Sylwestra w nowym miejscu. U niej też się dzieje dużo obok, szkolne tematy, niczym wstydliwa, rodzinna tajemnica, przemilczane, zaczynają być kulą u nogi. –&lt;em&gt; Przyjedź&lt;/em&gt;. – mówi – &lt;em&gt;Musimy coś razem z tym poradzić&lt;/em&gt;.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Mój kolega czuje, że powoli dziczeje w domu, brak mu wychodzenia do ludzi. Siedzi u mnie i opowiada, patrząc jak przetrząsam dom w poszukiwaniu kolejnych rzeczy, które ładuję do wielkiej walizki. Miotam się z lewa w prawo, mam wrażenie, że czegoś ważnego zapominam. Karmię i głaszczę kota, daję koledze klucze do mieszkania i pozwalam się odwieźć na dworzec kolejowy. Krótkie – Szczęśliwej drogi! Głuche uderzenie drzwiczek od samochodu i idę długim, podziemnym korytarzem stacji Warszawa Zachodnia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Pociąg wystartował opóźniony tylko o kilka minut, ale wlecze się niemiłosiernie. Leżę na kuszetce z netbookiem na brzuchu i zagaduję znajomych. Próbuję zniwelować bolesny skurcz mięśni barków i pleców, który zafundował mi stres, a to tylko jeden z jego prezentów. Pociąg kołysze się równomiernie, na leżankach obok chrapią podróżni, powoli odpływam w stan odrętwienia, a później powieki opadają w dół. Siedem i pół godziny w pociągu, na miejscu będę przed 6 rano… ale miałem nie pisać o PKP.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Na peronie dopada mnie poranne powietrze, budzi do życia każdą pojedynczą komórkę w ciele, po nocnym odrętwieniu zostaje brak umiejętności chodzenia, uczę się jej na nowo, krok po kroku. Rozglądam się wkoło. Nigdzie nie widzę znajomej twarzy. Naciągam kaptur na głowę, pochylam się lekko, żeby łatwiej rozłożyć na plecach ciężar bagażu i ruszam schodami w dół.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W ciemnym rogu, tuż przy wylocie tunelu, jasno oświetlony kiosk ruchu. Stoję w krótkiej, kilkuosobowej kolejce słuchając zamówień tych stojących przede mną. Jakiś malutki prezent dla dzieciaka, coś do picia. W końcu moja kolej. Dwie panie w środku, jarzącej się żółtym, lejącym się światłem budki odpływają w jakiejś prywatnej rozmowie. Składam swoje zamówienie, jednak bez rezultatu, ponawiam prośbę i z biletami komunikacji miejskiej w ręku odchodzę od okienka. Normalnie może by mnie to zezłościło, ale tym razem smakuję tę chwilę, układając ją w głowie w słowa. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Maszeruję przed siebie wzdłuż zaspanych ulic, mijam nieliczne duchy ludzi, którzy swoje dusze zostawili w łóżkach, w lepszym świecie. Obok teatru Capitol spadaj na mnie wspomnienia ostatniej Ery, uśmiecham się pod nosem do nich i wydłużam krok, delektując się zastrzykiem energii i ciepła. Szarzy ludzie z przejścia na Świdnickiej są o tej porze dnia bardziej realni niż mężczyzna, obok którego czekam na przystanku, wypatrując tramwaju.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Koła pojazdu stukają na szynach a ja czuję, jak wszystko we mnie się uspokaja, jak odpływa gniew i chęć rzucenia wszystkiego w diabły. Przyklejony do szyby, niby zasypiając patrzę na kobietę ciągnącą za sobą kosz na kółkach, na młodego chłopaka przytupującego na przystanku, staram się dostrzec jakikolwiek sens w obrzydliwych grafficiarskich tagach pokrywających partery przyulicznych kamienic, z zerowym efektem. Już dawno zostawiłem za sobą stare miasto, przefrunąłem po mostach nad Odrą, a krajobraz stał się mniej niepowtarzalny. Ciągle jeszcze sporo drogi przede mną. Przesiadka z jednego środka transportu do drugiego. Kilka przystanków, które w ciepły dzień wolałbym przebyć piechotą. Wysiadam. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Stoję przed sklepem wśród rosnącego tłumu ludzi, czekających na jego otwarcie. Ekspedienci leniwie chodzą wśród półek, nie zważając na to, że już są spóźnieni. Niemal czuję tę skumulowaną złość kilkunastu osób, wpatrujących się w plecy młodego mężczyzny, rozstawiającego w chłodni jogurty. W końcu wchodzimy, kupuję kilka maślanych bułeczek i francuskie ciastka z serem, w tym momencie dzwoni telefon. – &lt;em&gt;Gdzie jesteś? – U Ciebie pod domem, wpuścisz mnie?&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Witam się z domownikami, dzieciaki jedno przez drugie starają się coś opowiedzieć, coś co zainteresuje gościa. Magda kręci się przy śniadaniu, dostaję pyszną herbatę i mogę usiąść przy nowym wielkim stole. Artur wrzuca w siebie jakieś jedzenie w biegu i ubiera się, musi zawieźć dzieci do szkoły. Ten pozorny poranny harmider wydaje mi się najcudowniejszym porządkiem, sensem życia, przytuliskiem ciepła i bezpieczeństwa. Po chwili już ich nie ma. Dostaję przykaz aby czuć się jak u siebie w domu. Przy okazji znaczy to, że robię dziś obiad.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Po obiedzie jest już ciemno i późno, urywamy się w miasto na zakupy, jutro święto i wszelkie sklepy będą zamknięte. Potrzebujemy akcesoriów do sesji fotograficznych, jedzenia i picia. Wyprawa przeradza się w głupawkę a ogromny koszyk zapełnia się wiktuałami, chemią i zabawkami. To nic, że nie udało się kupić większości rzeczy, które chcieliśmy wykorzystać do zdjęć, wracamy w zabawowych humorach, które przekuwamy w wieczorne granie. Zmęczenie wygania nas do łóżek po godzinie 3 w nocy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Cały dzień upływa pod znakiem fotografii. Lampy sprawdzone i ustawione, plan zdjęciowy zabezpieczony. Trzeba było przesuwać stoły i narobić ogromnego zamieszania, ale wszystko działa sprawnie. Dzieciaki dostają swoje zajęcia, muszą sobie dziś poradzić z grupą dziwnych ludzi kręcących się po domu i pozujących przed naszymi aparatami. Dwoimy się i troimy, ustawiamy, przestawiamy, wymyślamy, zmuszamy do działania i gry aktorskiej, robimy drinki i jedzenie i tak do utraty tchu.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W końcu wieczór. Dom doprowadzony do jako takiego porządku odżywa w swoich naturalnych barwach i kształtach. Siedzimy przy stole przed włączonymi komputerami i przeglądamy urobek naszego dnia. Zdjęć jest dużo, są różne, udało się wykonać sporo z tego co założyliśmy. Jak zwykle nie wszystko, ale to nie martwi w obliczu tego co wyświetla się na ekranach naszych maszyn. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Powoli myślimy o kolejnym dniu, przygotowuję aranżację zdjęciową, która nie dojdzie ostatecznie do skutku, planujemy marszrutę przez miasto na jutro. Wydaje się, że jest tego wszystkiego tak dużo, że wprost nie sposób podołać. Syn Magdy nie może zasnąć, rozrabia w swoim pokoju, w końcu poddaje się zmęczeniu, a my po raz kolejny sięgamy po światła i nie zważając na późną, nocną godzinę, zaczynamy kolejny fotograficzny projekt. Do łóżka doczołgam się kompletnie wykończony długo po północy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Dwa pełne wysiłku dni dały o sobie znać, nie mogę podnieść się z łóżka, ambitne plany odkładam ad acta i otulam się szczelnie ciepłą kołdrą, pozwalając Morfeuszowi tulić mnie w swoich miękkich ramionach i nucić mi do ucha kołysanki. Ruszamy po południu, szukamy naszych tematów przeklinając w duszy kiepskie, zimowe światło i własne lenistwo. Kiedy zapada całkowita ciemność, nie ma już powodu abyśmy byli na zewnątrz.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wieczór wypełniony post produkcją. Zdjęcia cyfrowo wywoływane lądują na naszych dyskach w postaci półproduktów do naszych zaliczeniowych cyklów, do reklam, prezentacji. W tle rozstawione lampy, kolejna sesja zdjęciowa, po niej druga. Przypominamy sobie o coraz to nowych rzeczach, które koniecznie trzeba jeszcze dorobić. Jest północ, Artur kładzie się spać, a my z Magdą pochyleni nad komputerami pracujemy. Popijamy kawę i herbatę, dyskutujemy, dowcipkujemy. Praca nigdy nie idzie tak dobrze jak w takich chwilach, kiedy można ją dzielić z drugą osobą. Mówimy sobie, że to fantastyczne, że powinno zawsze tak być i nie możemy zrozumieć skąd wzięła się ta zapaść fotograficzna ostatnich miesięcy. Snujemy plany dotyczące naszego bloga, kolejnych wspólnych projektów fotograficznych. Przyszłość rzadko wygląda tak różowo, mimo świadomości ogromu pracy jaki czeka nas wciąż w najbliższych tygodniach.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Czwarta nad ranem, zrywamy się od komputerów i pakujemy manatki, myjemy się i wskakujemy do samochodu, przed nami czterogodzinna trasa do Łodzi. Prosto z trasy wchodzimy na zajęcia. Musi się udać! Jesteśmy pełni nadziei, którą podtrzymujemy w sobie nawzajem. Płomyk, który niemal zgasł zaczyna płonąć na nowo.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;To niesamowite jak jedno miasto wpłynęło mocno na moją świadomość, tworząc w niej sanktuarium dla moich przepracowanych zmysłów i nadszarpniętych nerwów. Kiedy myślę o odpoczynku w miejscu gdzie nie może dosięgnąć mnie żadne zło, myślę o Wrocławiu. Kiedy uczucia i myśli niczym wystraszone dziecięcia próbują wleźć w króliczą norę i przedostać się do krainy szczęśliwości i bezpieczeństwa, staje się nią Wrocław. W ciągu kilku dni udało mi się zebrać do kupy wszystkie te niespełnione obietnice dane samemu sobie i zrobić pracę, która normalnie zajęła by mi tygodnie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nieraz już myślałem, czy nie spakować swoich walizek, nie zaryzykować odrobinę i nie przenieść się na stałe na Dolny Śląsk. Boję się jednak, że wtedy magia tego miejsca zniknie i mimo obecności tam mojej najlepszej przyjaciółki, przeniosę na nie wszelkie swoje lęki codzienności i szare cienie porażek, rujnując to moje miasto cudów. To straszne, że aby coś zatrzymać, trzeba się tego wyrzec.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;p.s. Minęła godzina 20:15. Pociąg z Łodzi wjechał na dworzec Warszawa Centralna. Wychodzę wprost na tłum ludzi wracających z WOŚPowego światełka do nieba. Mam ciężką walizkę, jestem popychany, deptany, raz nawet grożą mi ciężkim okaleczeniem ciała. Chciałbym usiąść na moich bagażach i zalać się łzami, zamiast tego wpycham się w kolejny tramwaj i ruszam. Czuję jak mój kark i ramiona chwyta w żelazny uścisk stres.&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-68561393019193770?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/68561393019193770/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/moja-ucieczka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/68561393019193770'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/68561393019193770'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/moja-ucieczka.html' title='Moja ucieczka'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-1587818199704951952</id><published>2011-01-04T00:30:00.001+01:00</published><updated>2011-01-04T00:30:59.540+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Potrzeba mi znów ćwierć wieku</title><content type='html'>&lt;p&gt;Był kiedyś, w drugiej połowie lat 80’tych, program w polskiej telewizji, którego tytułu nie mogę sobie przypomnieć, choć bardzo się staram. W naszym kraju szło ku lepszemu i jakoś tak otwieraliśmy się powoli na świat. Ideą programu było pokazywanie nowinek, głównie technicznych, ze świata, ale często mówiono też o przeróżnych hobby, pasjach ludzi, które dla obywateli PRLu mogły wydawać się nieosiągalne czy niezrozumiałe. Wspominano o muzyce i filmach akcji, te ostatnie szczególnie utkwiły mi w pamięci, po zajawce niesamowitego “Commando” z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Siedząc przed telewizorem wraz z moim ojcem i stryjkiem, starałem się zrozumieć żywe zainteresowanie najnowszymi samochodami, ich wyglądem i parametrami. Muszę się przyznać, że do dziś nie rozumiem, jak kogoś może to pasjonować. Mnie interesowały bardziej wszelkiego rodzaju zabawki video, od odtwarzaczy po rekordery. Wtedy to w jednym z odcinków programu stało się coś, co niezwykle zadziałało na moją wyobraźnię. Tak mocno, że pamiętam to znakomicie do dziś. Tworzący program przedstawili jedną z najnowszych zabawek zachodniego świata, cyfrowy aparat fotograficzny…&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Nie pamiętam ani marki tego cudeńka (choć mam wrażenie, że był to jakiś Sony) ani tym bardziej jego parametrów technicznych, ale sama idea robienia zdjęć, które natychmiast można zobaczyć, skasować, poprawić, opętała mnie całkowicie. Zapał studził tylko komentarz narratora, wyceniający tę zabawkę, która nie mogła jeszcze w żaden sposób konkurować z profesjonalnymi aparatami analogowymi w jakości robienia zdjęć. Cena była bajońska.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Minęło, było nie było, ćwierć wieku i każdy z nas ma dostęp do aparatu cyfrowego. Od tych w telefonach komórkowych, przez proste kompakty po cyfrowe lustrzanki, cyfrowe aparaty fotograficzne są wszędzie, a ja zajmuję się, już nie tylko amatorsko, robieniem zdjęć. Ależ ten czas zasuwa i ile zmienia w naszym życiu.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tymczasem kilka dni temu, wskazówka na polu rok, znów przesunęła się o jeden stopień i tym samym przekroczyliśmy umowną granicę gdzie coś się kończy i gdzie może rozpocząć się coś zupełnie nowego. Huczne żegnanie starego roku, witanie nowego, sporządzanie listy postanowień, to wszystko jest mi tak odległe, że niemal niezauważalne. Pierwszego stycznia wstałem i poszedłem do pracy, drugiego tak samo. Niby nic się nie zmieniło, a jednak ciężko oszukać siebie samego, bo przecież przesiąka się atmosferą budowaną przez setki ludzi wkoło nas.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Więc i ja miałem chwile zastanowienia nad zeszłym rokiem. Momenty rozpamiętywania wydarzeń i uczuć, które 2010 zostawił. Pamiętam, że zaczął się mroźnie i stresująco. Sesja w szkole dała mi popalić, choć jej efekty były bardziej niż zadowalające. Długie budzenie się ze snu zimowego nieprzyjemnie obciążało wytrzymałość organizmu, rozglądając się więc na lewo i prawo odkryłem squasha i z przyjemnością zacząłem oddawać się przepełnionym wysiłkiem sesjom tej gry. A potem Polska podzieliła się na dwie części, jeszcze bardziej niż wcześniej.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie dałem się nabrać na górnolotne przemowy i historyczność chwili, ale i tak zaskoczyła mnie skala hipokryzji i interesowność tzw. elit politycznych, oraz rola kościoła w tym całym bałaganie, który zniechęcił mnie do śledzenia codziennego życia naszego kraju. Choć bajzel nieco ucichł końcem roku, to nadal pod skórą mam ten lęk, co też mogą wymyślić jedni, a ogłosić drudzy, zanim obudzę się rankiem i włączę wiadomości. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Połowa roku to koniec kolejnego roku szkoły i dużego 12 miesięcznego projektu fotograficznego. To również chwila kiedy mój wewnętrzny licznik przekręcił się o kolejne oczko, o czym prócz mnie pamiętała jedna bądź dwie osoby. Osiągnięcie wieku Chrystusowego uświadomiło mi, że kolejny cykl zamknął się za mną bezpowrotnie i choć nie zamierzałem tego rozpamiętywać, to po raz pierwszy w życiu, przy porannej toalecie zacząłem się witać z człowiekiem, który nie jest już młodzieniaszkiem… nawet we własnych myślach.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Gorące wakacje ładowały moje baterie promieniami słonecznymi, wizytami bliskich i podróżami. Zaliczony festiwal filmowy Era Nowe Horyzonty i kilkudniowa wariacka, samotna wyprawa nad Bałtyk zamknęły lato i otworzyły ponownie czas kiedy trzeba było zacząć się starać. Tylko, że z tych starań niewiele wynikało. Porażka w urzędach, aparat fotograficzny zawieszony na kołku i całkowity marazm kiedy należało dużo i ciężko pracować. Baterie życiowe rozładowały się bardzo szybko i zaczęło brakować sił na codzienność.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy wszelkie rezerwy już się skończyły i nie było na co liczyć wybór był prosty, albo podnieść się za wszelką cenę, albo uznać się za pokonanego. Wyprawa na kolejny festiwal filmowy, zlecenia fotograficzne, próby odzyskania chęci do tworzenia, a w końcu powrót do zarzuconego już niemal całkowicie hobby pozwalały mi powoli znów czuć twardy grunt pod nogami. Z końcem roku postanowiłem nawet nieco “zaryzykować” i otworzyć się na nowych ludzi i choć wyniki eksperymentu były raczej zróżnicowane, to uważam, że warto było.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Rok 2010 nie był dla mnie łatwy, ale mimo to obfitował w wyspy wspaniałych zdarzeń i rozgrzewających od środka nadziei. Życie uczuciowe znalazłem tam gdzie pozostawiłem je na początku roku i w tej stabilizacji, o dziwo, znajduję nieco pociechy, choć czasem brak kogoś w chwilach słabości potrafi naprawdę dać popalić. Na szczęście moi przyjaciele byli przy mnie przez cały ten czas. Mam ich zaledwie kilku, ale są prawdziwym skarbem.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie zrobiłem żadnych postanowień na Nowy Rok, ale mam pewne pomysły, które już za chwil kilka zacznę realizować. Mam szczerą nadzieję, wbrew świadomości tego, że granica dzieląca lata jest umowna, że życie pokaże mi tę swoją wspaniałą stronę i może nie dziś, nie jutro, ale za kolejne ćwierć wieku, będę zastanawiał się, jak to się stało, że marzenia o czymś, wydawało by się, nieosiągalnym, stały się rzeczywistością. Czego życzę i wam.&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-1587818199704951952?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/1587818199704951952/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/potrzeba-mi-znow-cwierc-wieku.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1587818199704951952'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/1587818199704951952'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2011/01/potrzeba-mi-znow-cwierc-wieku.html' title='Potrzeba mi znów ćwierć wieku'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5420335916800468188</id><published>2010-12-28T00:48:00.002+01:00</published><updated>2010-12-28T00:50:53.324+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warszawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Pocztówka z Disneylandu</title><content type='html'>&lt;p&gt;- &lt;em&gt;Dlaczego mnie nigdy tutaj nie zabrałeś? &lt;/em&gt;– zapytała z wyrzutem pomieszanym z zaskoczeniem Magda. Usta od razu otworzyły mi się do odpowiedzi. Ci z was, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze mam coś do powiedzenia. Po chwili dopiero zorientowałem się, że wyjątkowo głupio muszę wyglądać więc je zamknąłem. Nie miałem dobrej odpowiedzi.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Własne miasto staje się dla nas zupełnie oczywiste, jeśli nie pielęgnujemy w sobie tej radości odkrywania go, która ściga nas z jednego jego końca na drugi. Kiedy ulice stają się tylko drogami do jasno sprecyzowanego celu, a budynki oklejamy wyłącznie etykietami ich użyteczności, zanika ta podniecająca ciekawość, a zastępuje ją szara rzeczywistość. I nawet może być tak, że nie jest nam wcale z tym źle i nie spostrzeżemy, że coś takiego się stało, dopóki nie odwiedzą nas znajomi z poza miasta i nie każą się po nim oprowadzać.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Odwiedzający nasze miasta mają szczęście jeśli kogoś na miejscu znają. Jeszcze większe kiedy ten ktoś interesuje się tym co dzieje się w mieście i potrafi o nim żywo i ciekawie opowiadać. Co dzieje się jednak z tymi, którzy pozostawieni są tylko i wyłącznie swojej wiedzy i pomysłowości? Tacy zazwyczaj sięgają po wszelkiego rodzaju przewodniki, planując zwiedzanie wedle ich wskazówek, pośród opisanych atrakcji wybierając te, które mają szanse najbardziej ich zainteresować. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh3.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TRYIQOD0e4I/AAAAAAAAD0Q/b2YPUhAf2bA/23122010inyourpocket.jpg" /&gt;Pewnego zimowego wieczoru 1991 roku, jak głosi legenda, trzech Belgów i Niemiec siedząc nad kolejnym piwem w stolicy Litwy, Wilnie, wpadło na pomysł stworzenia specyficznego przewodnika, zawierającego praktyczne informacje dla podróżników odwiedzających europejskie miasta. Takie informacje, których im samym zabrakło w ich podróży. W ten sposób powstała &lt;a href="http://www.inyourpocket.com/" target="_blank"&gt;In Your Pocket&lt;/a&gt;, strona internetowa, przewodnik-niezbędnik po miastach, tworzony rękoma ludzi, którzy osobiście byli i sprawdzili to o czym piszą. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;In Your Pocket ma oczywiście swoją &lt;a href="http://www.inyourpocket.com/poland/warsaw" target="_blank"&gt;warszawską&lt;/a&gt; podstronę i czasami z ciekawością tam zaglądam, porównując moją wiedzę tubylca z tym co też zauważą obcokrajowcy. Zdarzyło mi się nawet znaleźć tam informacje o koncertach czy spektaklach, o których nie wiedziałem nic mieszkając tutaj, na przykład o przyjeździe do naszej stolicy niesamowitego duetu komików znanego jako Umbilical Brothers.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jakiś czas temu trafiłem tam na filmik-przewodnik, nagrany przez Alexa Webbera, jednego z redaktorów serwisu, w moim mieście. Oprócz tego, że dowiedziałem się, że najlepsze koktajle w centralnej Europie można wypić w Essence, a w Buddha Indian Restaurant podają, o dziwo, hinduskie jedzenie, zostałem przez autora zaproszony na wycieczkę po miejscach, których nie można w Warszawie ominąć.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Im dalej brnąłem w filmik, tym bardziej zastanawiałem się czy działanie podjęte przez Alexa ma jakiś głęboki cel? Dworzec Centralny, bez niespodzianki, określił jako odpychający i nazwał jednym z najważniejszych powodów, dla których Warszawa uważana jest za najbrzydsze europejskie miasto. Pałac Kultury i Nauki, jego zdaniem, świetnie pasował by do Gotham City, za to “&lt;em&gt;otoczone przez drapacze chmur&lt;/em&gt;” Złote Tarasy, stojące w miejscu gdzie jeszcze niedawno były tylko nieużytki, są “&lt;em&gt;obliczem nowej Warszawy&lt;/em&gt;”. Trochę przerażające, nieprawdaż?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Potem raczej nie jest lepiej, ponieważ Alex idzie na łatwiznę wybierając trasę, którą przebyć musiał chyba każdy turysta w mieście. Rusza z Nowego Świata przez Krakowskie Przedmieście ku starówce. Dwie najbardziej reprezentacyjne ulice przedstawia jako połączenie współczesnej i historycznej Warszawy, polecając je jako najlepszy wybór na niedzielny spacer. Szkoda, że tak niewiele ma do powiedzenia o tym co wzdłuż tej trasy można znaleźć. Zatrzymuje się przez chwilę przy pomniku Kopernika, wygłaszając bodaj jedno zdanie, zupełnie oczywistego komentarza, a chwilę później przy kościele św. Krzyża, który jego zdaniem znany jest tylko i wyłącznie z tego, że w jego krypcie złożone jest serce Szopena. Później nie znajduje już nic ciekawego aż do Kolumny Zygmunta.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ogromna wrażenie robi na nim Zamek Królewski, bynajmniej nie tym co sobą reprezentuje sam w sobie, ale tym, że został w całości odbudowany po tym jak zrównali go z ziemią niemieccy okupanci. Z tego samego zresztą powodu podoba mu się starówka, która, jak sam celnie stwierdza, wcale nie jest stara. Jest za to polską wersją Disneylandu gdzie można znaleźć wszystko nawet faceta z papugą zabawiającego ludzi jak w cyrku. Cóż, chyba częściowo możemy się z nim zgodzić?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Potem jest też standardowo, Barbakan i obowiązkowo krótki postój przy Pomniku Małego Powstańca. Żeby nie wyjść z opowieści o Powstaniu Warszawskim następnym postojem jest pomnik tegoż i dalszą część opowieści z podkreśleniem “najważniejszych” informacji o tym, że powstańcy używali kanałów, a sowieci nic nie zrobili, żeby pomóc walczącemu miastu. Jeszcze tylko krótka wyprawa pod Pomnik Bohaterów Getta i już z Alexem Webberem lądujemy na Placu Piłsudskiego.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;A tutaj same atrakcje. Grób Nieznanego Żołnierza jest oczywiście w miejscu zburzonego przez faszystów pałacu, krzyż w miejscu gdzie mszę celebrował nasz papież, na wszystko patrzy największy, ikoniczny bohater Polaków, Józef Piłsudski, zaś w miejscu gdzie zatrzymywali się Rolling Stonesi i Ghandi nie ma już Hotelu Europejskiego. Amen.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Na koniec tej niezwykle odkrywczej wycieczki lądujemy nagle w Łazienkach, ale tylko po to żeby z dwudziestu ujęć zobaczyć posąg Szopena. Łazienki w wersji In Your Pocket kurczą się do iście kieszonkowej, pięćdziesiątej (?) części swojej wielkości.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wybaczcie mi moją złośliwość, ale ciężko nie być złośliwym kiedy serwuje się człowiekowi taką tandetną wycieczkę, pozbawioną niemal całkowicie wartości poznawczych, w dodatku zaś ciężko nie mieć wrażenia, że oprowadzający nie włożył w to co robi żadnego wysiłku. Jeśli rzeczywiście takie było założenie twórców strony, to uważam pomysł za chybiony. Nie to jednak w całej tej historii najbardziej mnie złości…&lt;/p&gt;  &lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:d6a441c7-8260-4cd9-91e2-f8f755ef4883" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;div id="d8eef00b-f622-45b2-bf26-ea8ada78af6c" style="margin: 0px; padding: 0px; display: inline;"&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rFrkoZb79MQ" target="_new"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TRklymTsZ2I/AAAAAAAAD0U/pROJa5EBo18/videoac21a9a25f18%5B68%5D.jpg?imgmax=800" style="border-style: none" galleryimg="no" onload="var downlevelDiv = document.getElementById('d8eef00b-f622-45b2-bf26-ea8ada78af6c'); downlevelDiv.innerHTML = &amp;quot;&amp;lt;div&amp;gt;&amp;lt;object width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;param name=\&amp;quot;movie\&amp;quot; value=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/rFrkoZb79MQ?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/param&amp;gt;&amp;lt;embed src=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/rFrkoZb79MQ?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot; type=\&amp;quot;application/x-shockwave-flash\&amp;quot; width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/embed&amp;gt;&amp;lt;\/object&amp;gt;&amp;lt;\/div&amp;gt;&amp;quot;;" alt=""&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;In Your Pocket–wycieczka po Warszawie&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;  &lt;p&gt;&amp;#160;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sam nie jestem wcale lepszym przewodnikiem po moim mieście. Kiedy pojawia się potrzeba oprowadzenia kogoś, ląduje się z dużą powtarzalnością w tych wszystkich oczywistych miejscach z filmiku i mówi się podobnie nieistotne rzeczy. Okropna świadomość! Ilu ludzi zostało potraktowanych przeze mnie w podobny, niedopuszczalny sposób? Nie mam pojęcia, chciałbym ich wszystkich jednak bardzo przeprosić. Chciałbym też wierzyć, że następnym razem będę miał do pokazania i opowiedzenia coś ciekawszego, ale tego nie da się zrobić tylko chcąc, wygląda więc na to, że czeka mnie kolejny temat do studiowania. Ku dobru ogółu ma się rozumieć, ale przecież w równym stopniu po to, aby czuć się samemu lepiej. Od czego by tu zacząć…&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5420335916800468188?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5420335916800468188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/pocztowka-z-disnaylandu.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5420335916800468188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5420335916800468188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/pocztowka-z-disnaylandu.html' title='Pocztówka z Disneylandu'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TRYIQOD0e4I/AAAAAAAAD0Q/b2YPUhAf2bA/s72-c/23122010inyourpocket.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4107090597845550982</id><published>2010-12-22T13:44:00.003+01:00</published><updated>2011-04-15T00:09:20.215+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='koncert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hey'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Już nie tacy dzicy</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: inline; float: right; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" align="right" src="http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TRHxcdru7aI/AAAAAAAADyg/PTuCC4Pd2v0/22122010hey1.jpg" /&gt;- &lt;em&gt;Czy ty wiesz, że Hey będzie miało koncert w warszawskiej Stodole i będą grali swoje stare, rockowe kawałki?&lt;/em&gt; – zapytała Magda ze Skypowego okienka, żując kolejną mandarynkę. Whow! Koncert Hey grającego swoje piosenki z lat ostrego brzmienia i początków oszałamiającej (jak na nasz kraj) kariery muzycznej? To trzeba zobaczyć. Już niedługo byliśmy właścicielami dwóch biletów, a Magda szykowała się do wyjazdu do stolicy. To miał być niezapomniany wieczór.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jeszcze zanim dowiedzieliśmy się czy jest niezapomniany czy nie, okazało się, że na pewno jest mroźny. Uderzyliśmy przed koncertem do znanego Pubu “Zielona Gęś” i posililiśmy się nieco, na wypadek, gdyby trzeba było ciężko pracować łokciami w tłumie. Później jeszcze tylko kontrola przy drzwiach, odwiedziny w szatni i już spokojnie mogliśmy siedzieć na galeryjce popijając piwko i czekając na rozpoczęcie.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;W warszawskiej Stodole odbywał się jeden z pięciu koncertów trasy Re_edycje 2010, będącej sposobem na świętowanie ukazania się reedycji pierwszych płyt grupy, uważanych przez fanów rockowego brzmienia kapeli za najlepsze. Płyty&amp;#160; &amp;quot;Fire&amp;quot;, &amp;quot;Ho!&amp;quot;, &amp;quot;?&amp;quot; i &amp;quot;Karma&amp;quot; dostępne znów na rynku obudziły chęć do przypomnienie wspaniałej historii zespołu w latach 1992-1997, przed jej chwilowym zniknięciem ze sceny muzycznej w roku ‘99. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Od tamtej pory upłynęło sporo wody w Wiśle, a zespół pożeglował razem z nią na zupełnie nowe akweny. Ostatnie albumy zespołu “Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” i “RE-MURPED”, będący miksami piosenek z pierwszej z wymienionych płyt, to już zupełnie inne brzmienie i inna energia, daleka od tego czym zachwycali się bywalcy festiwali w Jarocinie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Z tym większym zainteresowaniem zajęliśmy miejsce wśród rosnącego tłumu oczekującego na rozpoczęcie się koncertu. Zarówno Magda jak i ja mieliśmy spore oczekiwania. Zanim jednak przyszło nam usłyszeć charakterystyczną chrypkę Kasi Nosowskiej, na scenę wkroczył didżejski duet Bueno Bros, który miał wystąpić w ramach supportu. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ok, ja rozumiem wszystko. Bueno Bros byli autorami kilku remiksów z płyty “RE-MURPED” i są obecnie w bliskiej komitywie z zespołem “Hey”, ale ich muzyka nijak nie pasowała do tego, na co czekałem ja, na co pewnie czekało wielu zgromadzonych na sali fanów. Powiem więcej, nie znajduję w tej muzyce niczego ciekawego dla siebie i czas spędzony na ich występie uważam za kompletnie, tragicznie i bezsensownie stracony. Cześć sali klaskała i wznosiła zachęcające okrzyki, ale wkoło dało się słyszeć też gwizdy dezaprobaty i niezbyt uprzejme prośby o zejście ze sceny. Brak pomysłowości? Może.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy w końcu dwaj elektroniczni kowboje poszli sobie odetchnąłem z ulgą. Okazało się jednak, że przedwcześnie, bo do zezłoszczonej częściowo publiczności wcale nie wyszedł zespół, na który czekaliśmy. Przerwa przedłużała się, ludzie skandowali nazwę zespołu i imię wokalistki, klaskali, wywoływali na scenę i nic. Po 20 minutach gwizdy były już bardzo częste, a do nich dołączyły okrzyki, których ze względu na przyzwoitość tutaj nie przytoczę. Przyszło nam czekać jeszcze całkiem długo, a kto kiedykolwiek był w Stodole, wie, że sala nie radzi sobie zbytnio z tłumem ludzi i szybko zaczyna być nieco duszno.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W końcu, niemal u progu naszego poddania się, na scenie pojawił się zespół i zaczęło się... Cóż mogę napisać. Nowe aranżacje przebojów były świetne, wybór piosenek, z nielicznymi wyjątkami, musiał zadowolić fanów. Hey nie poszło na łatwiznę serwując tylko największe przeboje (mają ich tak wiele, że nie było by to trudne), ale przeskakując z klimatu na klimat przywoływali zapomniane czasem lekko kompozycje. Scena tonęła w ciemnościach to znów wybuchała kaskadami świateł, proste efekty budowały znakomitą całość, utrzymując zespół przez większość czasu w sugestywnym, sylwetkowym oświetleniu. Tylko sala reagowała jakoś słabiej, niż mógłbym sobie to wyobrazić, czego nie mogłem zrozumieć.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TRHxcoWGtvI/AAAAAAAADyk/_qs27HguR7I/22122010hey2.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Zrozumienie przyszło później, już po koncercie okazało się, że nie wszyscy mieli podobne do mnie odczucia. Wymieniając pierwsze wrażenia z Magdą dowiedziałem się, że uważa ona, że Nosowska straciła już swoją ostrość, świeżość, drapieżność, którą zawsze imponowała. Ja również zauważyłem, że jej śpiew był inny niż niegdyś, ale składałem to na karb dojrzewania a nie przejrzewania! Tym bardziej wydaje mi się to celne, gdyż obojgu nam bardzo podobało się to jak dorosło brzmiała muzyka w nowych aranżacjach, dodająca do znanych już nam motywów, niegdyś kładących nacisk na coś co nazwałbym “szarpidrutostwem”, tą specyficzną warstwę świadczącą o ogromnej świadomości muzyków. Dla mnie taką samą metamorfozę przeszedł &lt;em&gt;vocal &lt;/em&gt;Nosowskiej, ale przecież, nie jestem osobą bardzo muzykalną, ani tym bardziej znającą się na temacie. Czyżbym nie potrafił zauważyć czegoś tak ważnego?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Z koncertu wyszliśmy więc z mieszanymi uczuciami, ale też chyba ze sporą dawką emocji, zwłaszcza tych związanych z myślami o naszej młodości, kiedy bezgranicznie kochaliśmy się w rockowym zespole Hey. Gdzieś tam pozostanie już pewnie zawsze taki, dziki, nieokiełznany, lekko szalony i gotowy na wszystko, mimo, że tak sam zespół jak i my, zmieniliśmy się przez te wszystkie lata. Oj zmieniliśmy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TRHxct7BPXI/AAAAAAAADyo/r25eSQPuka4/22122010hey3.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4107090597845550982?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4107090597845550982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/juz-nie-tacy-dzicy.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4107090597845550982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4107090597845550982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/juz-nie-tacy-dzicy.html' title='Już nie tacy dzicy'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TRHxcdru7aI/AAAAAAAADyg/PTuCC4Pd2v0/s72-c/22122010hey1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-9190679147605425892</id><published>2010-12-19T15:11:00.001+01:00</published><updated>2010-12-19T15:11:18.639+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='państwo'/><title type='text'>Matkę możecie pożegnać machaniem</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wiecie co to piernikzilla? No więc ja również nie wiedziałem, dopóki nie wziąłem udziału w jednej. Można wziąć w niej udział, bo jest to rodzaj spotkania, imprezy towarzyskiej wymyślonej przez ludzi związanych z &lt;a href="http://www.blip.pl" target="_blank"&gt;Blipem&lt;/a&gt;. Co to Blip, nie będę tłumaczył. Na takiej imprezie chodzi o to, żeby piec świąteczne pierniki, choć właściwie to może bardziej samo pieczenie jest pretekstem do spotkania się? Dobra koniec pierniczenia, ja nie o tym miałem. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kiedy wyszedłem ze wspomnianego spotkania, był już wieczór, a śnieżyca hulała w najlepsze nad Warszawą. Z Placu Politechniki wskoczyłem w ulicę Polną i zmierzałem w stronę Metra. Niestety radość ze średnio odśnieżonego chodnika skończyła się kilkadziesiąt metrów dalej, kiedy to natrafiłem na rozciągniętą w poprzek chodnika i wzdłuż całej kamienicy, szarfę w biało czerwone pasy. Krew mnie zalała.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Od kiedy, w wyniku różnych tragicznych doświadczeń, takich jak pamiętne wydarzenia z hali MTK w Katowicach w 2006 roku, okazało się, że na administratorach budynków ciążą obowiązki związane z odśnieżaniem dachów. Do właścicieli sklepów i kamienic zaczęli pukać wszelkiego rodzaju kontrole szukając sposobu aby wlepić mandat. Podobne akcje obserwować możemy tuż po zimie, kiedy z okapów zwisają groźne sople, urywające się raz po raz. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Czym jednak byłby Polak, gdyby nie wymyślił na to sposobu. Okazało się bardzo szybko, że straż miejska nie może wlepić mandatu za śnieg czy lód spadający z dachu, jeśli o niebezpieczeństwie czyhającym na przechodnia, ten ostatni zostanie poinformowany, a niebezpieczny fragment chodnika odgrodzony. Jak łatwo się więc domyślić, Warszawa w okresie zimowym i podczas roztopów staje się prawdziwym torem przeszkód, ponieważ zaradni kamienicznicy odgradzają całą szerokość chodnika przed frontem swoich domów. Tak na wszelki wypadek. Kary za brak odśnieżania nie dostaną, a to że pieszy musi nieraz kilkadziesiąt metrów iść ulicą, którą jeżdżą samochody… kogo to obchodzi. Oczywiście wielu przechodniów przekracza rozwieszone taśmy, ale robią to, w pewnym sensie, na własną odpowiedzialność.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie sposób nie dojść do wniosku, że u nas wiele sposobów “rozwiązuje” się, wcale ich nie rozwiązując. Działania zastępcze budzą zazwyczaj złość, znacznie rzadziej rozbawienie. Pamiętam dokładnie, kiedy kilka lat temu, podróżowałem drogami krajowymi przez województwo opolskie. Dodać powinienem, że dziurawe niczym najsłynniejsze sery szwajcarskie, nie pozwalające ani na bezpieczne rozwinięcie dozwolonej prędkości, ani tym bardziej na komfortowe samopoczucie prowadzącego. Co kilkadziesiąt kilometrów przy tej trasie rozmieszczone były tabliczki, o mniej więcej następującej treści &amp;quot;Uwaga dziury w nawierzchni na długości x km”. Podróżny został ostrzeżony, dziury pozostały, wszystko jest pozornie w porządku.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Przed oczami staje sytuacja, w której mężczyzna stojący przed schodami na taras widokowy lotniska Okęcie (dziś in. Chopina), czyta tabliczkę informującą o tym, iż ten jest nieczynny. Tabliczka informuje również iż najbliższy czynny taras dla odprowadzających znajduje się we Wrocławiu. To oczywiście scena z kultowego filmu Stanisława Barei pod tytułem “Miś”. Ten genialny obserwator codzienności PRLu i jej prześmiewca, niezwykle celnie wytykał wszelkie absurdy tamtej rzeczywistości. Mam wrażenie, że i dzisiaj nie brakowało by mu inspiracji do kolejnych gagów. I znów uśmiechalibyśmy się ze zrozumieniem kiwając głowami, przełykając po cichu tę gorzką pigułkę.&lt;/p&gt;  &lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:a35043ce-3005-4e6d-a12a-c67d13b9b2d1" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;div id="382d412d-530e-486d-aa54-73a3418fd42c" style="margin: 0px; padding: 0px; display: inline;"&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=pokUsAnAF-U" target="_new"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQ4ShI5De8I/AAAAAAAADx4/5Y4rC_vkxCE/video5c967b5a3213%5B89%5D.jpg?imgmax=800" style="border-style: none" galleryimg="no" onload="var downlevelDiv = document.getElementById('382d412d-530e-486d-aa54-73a3418fd42c'); downlevelDiv.innerHTML = &amp;quot;&amp;lt;div&amp;gt;&amp;lt;object width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;param name=\&amp;quot;movie\&amp;quot; value=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/pokUsAnAF-U?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/param&amp;gt;&amp;lt;embed src=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/pokUsAnAF-U?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot; type=\&amp;quot;application/x-shockwave-flash\&amp;quot; width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/embed&amp;gt;&amp;lt;\/object&amp;gt;&amp;lt;\/div&amp;gt;&amp;quot;;" alt=""&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;Scena z filmu Miś, Stanisława Barei&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-9190679147605425892?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/9190679147605425892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/matke-mozecie-pozegnac-machaniem.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/9190679147605425892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/9190679147605425892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/matke-mozecie-pozegnac-machaniem.html' title='Matkę możecie pożegnać machaniem'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQ4ShI5De8I/AAAAAAAADx4/5Y4rC_vkxCE/s72-c/video5c967b5a3213%5B89%5D.jpg?imgmax=800' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-7488786401461757304</id><published>2010-12-13T23:03:00.000+01:00</published><updated>2010-12-13T23:03:43.038+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wrocław'/><title type='text'>Na zachodzie bez zmian</title><content type='html'>&lt;p&gt;Bardzo znudziłem was już swoimi dziwacznymi wywodami o Wrocławiu i nie tylko? Mam nadzieję, że wytrzymacie jeszcze tę jedną, krótką podróż w nieodległe wspomnienia. Obiecuję, że tym razem będzie nieco normalniej.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;Przy okazji poprzedniej mojej gościny na tym blogu, pisałem o pomnikach Wrocławia. Wśród komentarzy znalazł się ten od Manwe, sugerujący aby koniecznie zapoznać się z tablicami Geta Stankiewicza, więc z poczucia obowiązku pobiegłem je zobaczyć kiedy tylko wylądowałem we Wrocławiu.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQaX25001OI/AAAAAAAADx0/s_CS4AQzD3s/13122010wroclaw.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;&lt;i&gt;Całą notkę przeczytacie na blogu&lt;/i&gt; &lt;a href="http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-10.html"&gt;Miasto Wrocław&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-7488786401461757304?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-10.html' title='Na zachodzie bez zmian'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/7488786401461757304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/na-zachodzie-bez-zmian.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/7488786401461757304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/7488786401461757304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/na-zachodzie-bez-zmian.html' title='Na zachodzie bez zmian'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQaX25001OI/AAAAAAAADx0/s_CS4AQzD3s/s72-c/13122010wroclaw.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-7308099437169817494</id><published>2010-12-12T17:07:00.005+01:00</published><updated>2010-12-12T17:16:49.805+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wrocław'/><title type='text'>Z głową w ramionach</title><content type='html'>&lt;p&gt;Prześladują mnie mury. Może nie same mury, ale ściany. I nawet nie ściany, a budynki. Gapią się w moje plecy wklęsłymi oczodołami okien, kiedy jestem odwrócony i myślą, że nie zdaję sobie z tego sprawy. Wciskam głowę jeszcze mocniej pomiędzy ramiona i wydłużam krok, aby uciec ich drapieżnym spojrzeniom. Wiem, że są tam z tyłu i czuję ich gorące oddechy na karku, kiedy rozchylają bezdenne usta-wrota i próbują mnie połknąć. Wtedy odwracam się szybko przyjmując postawę ni to ataku ni ucieczki i gorączkowo szukam wroga. Gapią się na mnie bezczelnie, zastygnięte w wiekowych pozach, chcąc okłamać moje zmysły, uśpić gotowość i dopaść mnie.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQTzCkX9zhI/AAAAAAAADxs/dOA7HWF8twg/12122010wroclaw.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;&lt;i&gt;Całą notkę przeczytacie na blogu&lt;/i&gt; &lt;a href="http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-9.html"&gt;Miasto Wrocław&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-7308099437169817494?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-9.html' title='Z głową w ramionach'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/7308099437169817494/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/z-gowa-w-ramionach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/7308099437169817494'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/7308099437169817494'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/z-gowa-w-ramionach.html' title='Z głową w ramionach'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQTzCkX9zhI/AAAAAAAADxs/dOA7HWF8twg/s72-c/12122010wroclaw.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-2175091466534466107</id><published>2010-12-11T21:51:00.001+01:00</published><updated>2010-12-12T00:38:32.116+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wrocław'/><title type='text'>Kontrasty, napięcia i zakola</title><content type='html'>&lt;p&gt;Miasto można oglądać na różne sposoby, tak samo je poznawać. Czasami tylko pobieżnie lustrujemy je nieuważnym okiem, innym razem poznajemy jego historię i szukamy zależności zakorzenionych w przeszłości. Innym razem próbujemy zintegrować się z mieszkańcami, stając się tkanką żywą ludzkiego mrowiska. Jednym z moich ulubionych sposobów smakowania miasta, jest kosztowanie jego smaków, o tym aspekcie jeszcze pewnie kiedyś napiszę, tymczasem zaś muszę powstrzymać napływające do ust strumienie płynu z podrażnionych wspomnieniami ślinianek. Dziś jednak napiszę o patrzeniu, choć nie do końca zapomnę o smakowaniu, bo wzrok również można nasycić. Zdecydowanie łatwo zrobić to w mieście takim jak Wrocław.&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQPkDc9gNiI/AAAAAAAADxU/2hJTK_LiTSs/11122010wroclaw.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;&lt;i&gt;Całą notkę przeczytacie na blogu&lt;/i&gt; &lt;a href="http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-8.html"&gt;Miasto Wrocław&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-2175091466534466107?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-8.html' title='Kontrasty, napięcia i zakola'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/2175091466534466107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/kontrasty-napiecia-i-zakola.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2175091466534466107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/2175091466534466107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/kontrasty-napiecia-i-zakola.html' title='Kontrasty, napięcia i zakola'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQPkDc9gNiI/AAAAAAAADxU/2hJTK_LiTSs/s72-c/11122010wroclaw.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-3432641339756007947</id><published>2010-12-10T14:44:00.002+01:00</published><updated>2010-12-10T14:55:15.291+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wrocław'/><title type='text'>Zajebiste rowery</title><content type='html'>&lt;p&gt;Moja przyjaciółka mówi z przekąsem, że to, że jestem miły, to moja wada. Nie można być miłym dla wszystkich i w każdej sytuacji, powiada.  Nie jestem miły dla wszystkich i w każdej sytuacji, ale to prawda, staram się nie mówić przykrych rzeczy, jeśli to czemuś nie służy, albo w danej chwili nie jest wskazane. Wolę mówić ludziom miłe rzeczy, nie kłamię przy tym, a raczej staram się znajdować te dobre strony. To grzech?&lt;/p&gt;

&lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQIuJLtV2vI/AAAAAAAADxM/9lpBn0Huo2I/10122010wroclaw.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;&lt;i&gt;Całą notkę przeczytacie na blogu&lt;/i&gt; &lt;a href="http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-7.html"&gt;Miasto Wrocław&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-3432641339756007947?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-7.html' title='Zajebiste rowery'/><link rel='enclosure' type='text/html' href='http://miastowroclaw.blox.pl/2010/12/Okiem-zewnetrznym-7.html' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/3432641339756007947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/zajebiste-rowery.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3432641339756007947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/3432641339756007947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/zajebiste-rowery.html' title='Zajebiste rowery'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQIuJLtV2vI/AAAAAAAADxM/9lpBn0Huo2I/s72-c/10122010wroclaw.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-8125245221841022995</id><published>2010-12-10T08:40:00.003+01:00</published><updated>2010-12-10T08:42:41.140+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iPhone'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Nadmuchaj sobie żabę</title><content type='html'>&lt;p&gt;- &lt;em&gt;A widziałeś już dmuchanie żaby?&lt;/em&gt; – zapytał niewinnie Wojtek. Dobrze, że rozmawialiśmy przez skype’a bo minę musiałem mieć nietęgą. – &lt;em&gt;To znaczy aplikację, którą napisaliśmy na iPhona, są w niej moje grafiki&lt;/em&gt; – wytłumaczył mój kolega, bezbłędnie odczytując ciszę po drugiej stronie łącza. Tak, to wszystko nagle stało się jaśniejsze.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wojtek jest rysownikiem, poznaliśmy się w Warszawie, przez pewien czas mieszkaliśmy we wspólnym mieszkaniu. Co ciekawe ocierałem się o jego obecność jeszcze w Bielsku-Białej w słynnym sklepie rpgowym “Bard” na ulicy Celnej. Wojtek pomieszkiwał w moich okolicach zanim na dobrze przeprowadził się do Warszawy. Po prawdzie to również dzięki temu sklepowi w końcu na niego trafiłem, ale to długa historia i nie do końca na temat.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Mimo dwóch dość różnych charakterów polubiliśmy się i sporo czasu spędzaliśmy na przedziwnych dyskusjach, których tematy zadziwiły by pewnie większość, tak zwanych zwykłych,ludzi. Wojtek był jednak również moim przewodnikiem i nauczycielem w świecie sztuki obrazkowej, zarówno wielkiego malarstwa jak i rysunku użytkowego, a w szczególności komiksu.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Po kilka latach naszej znajomości i lekkim rozejściu się naszych dróg, Wojtek założył rodzinę i zamieszkał w pewnym ode mnie oddaleniu, przeżyliśmy chyba najfajniejszą, z naszych wielu, życiowych przygód. A było to tak.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Po powrocie do pracy po chorobowym, w czasie którego wykonywałem z domu zlecenia dla mojego szefa, dowiedziałem się, że podczas mojej nieobecności, ten zwykł pojawiać się wśród moich współpracowników i dowcipnie komentować moją niechęć do przychodzenia do pracy. Wściekłem się cholernie i z miejsca poszedłem do dyrektora odpowiedzialnego za finanse i kadry i zażądałem rozwiązania umowy o pracę na moją prośbę. I tak zostałem bezrobotny.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W tym czasie Wojtek zajmował się swoją córeczką. Jego żona wróciła do pracy, a on z racji posiadania wolnego zawodu, poświęcał czas dziecku aż do popołudnia. W dużej mierze, korzystając z pięknej, późnowiosennej pogody, spędzał go na spacerach. Na tych spacerach właśnie, podczas zwykłych dla nas (czyli niezwykłych dla zwykłych ludzi) rozmów, narodził się pomysł na komiks. Dokładniej rzecz ujmując na strip, czterokadrową opowiastkę z puentą, plansza kilka razy w tygodniu.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Z bohaterami nie było żadnego problemu, jasne było, że muszą one być naszym alter ego, no i tak właśnie było na początku, pojawili się &lt;a href="http://komiks.polter.pl/Lucjusz-i-Ambrozy-c2303" target="_blank"&gt;Lucjusz i Ambroży&lt;/a&gt;. Prócz dwójki głównych bohaterów, pojawili się również inni, niemal bez wyjątku wzorowani na naszych znajomych i rodzinach. A później… później wszystko popłynęło i patrzyliśmy jak coraz bardziej bohaterowie naszego komiksu “odklejają” się od nas. Było to niezwykle przyjemne.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQHUwIFfskI/AAAAAAAADxE/fIMjvDWoR50/10122010lia.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Lucjusz i Ambroży     &lt;br /&gt;Zagrożenia z sieci       &lt;br /&gt;© Wojciech Bem, Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt;&lt;br/&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="clear: both"&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Pracę dzieliliśmy się w sposób naturalny, dyskutowaliśmy, ja pisałem scenariusz, Wojtek go rysował, a ja kolorowałem planszę. Kolorowałem do czasu, aż przyszła seria o depresji, połączona po trochu z rzeczywistym wycofaniem, kiedy to Wojtek przejął wszystkie funkcje a komiks, stał się bardziej jego niż mój. Odcisnął na nim wtedy, swoje niesamowite, rozpoznawalne piętno. Nadał mu zupełnie innego wymiaru. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Później były jeszcze próby reaktywacji, jakieś pojedyncze podrygi, ale “Lucjusz i Ambroży” nigdy już nie wrócili do swojej formy. Plotki głoszą, że Lucjusz podjął się pracy na norweskiej platformie wiertniczej i czasami wysyła Ambrożemu kartki pocztowe z pozdrowieniami. Gdzieś tam są jeszcze zapomniane, niezrealizowane scenariusze, są nawet narysowane plansze, które nigdy nie zostały opublikowane. Żal tego naszego dziecka i mnie i Wojtkowi, ale nie bardzo widzimy szansę na reaktywację, przynajmniej tak długo, jak długo będziemy widywać się tak rzadko jak teraz.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ale przecież ja nie o tym miałem. &lt;a href="http://www.blowupthefrog.com/" target="_blank"&gt;Blow up the Frog&lt;/a&gt; to typowy Crap Apps, mała aplikacyjka, która właściwie nie służy do niczego, prócz dobrej zabawy. Przepełniona humorem gierka, w której na punkty nadmuchujemy żabę, uważając aby nie pękła, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pojawiła się już AppStorze jako produkt Polish Jokes Entertainment. Niezły żart Wojtku! Czekam na następne.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh3.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQHUwTiMyeI/AAAAAAAADxI/hJozCzcQNTU/10122010butf.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Blow up the Frog      &lt;br /&gt;© Polish Jokes Entertainment&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-8125245221841022995?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/8125245221841022995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/nadmuchaj-sobie-zabe.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8125245221841022995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8125245221841022995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/nadmuchaj-sobie-zabe.html' title='Nadmuchaj sobie żabę'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TQHUwIFfskI/AAAAAAAADxE/fIMjvDWoR50/s72-c/10122010lia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-4967129755041031996</id><published>2010-12-07T00:02:00.001+01:00</published><updated>2010-12-07T00:02:32.447+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moja Warszawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><title type='text'>Za karę</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kiedy budzę się sam z siebie rano i czuję, że jestem wyspany, jestem szczęśliwy. Takie chwile bowiem nie zdarzają się często, zazwyczaj raczej walczę z ziewaniem i opadającymi powiekami. Jednak nawet te przyjemne przebudzenia potrafią się przerodzić w poranny horror, kiedy w kilka sekund po odzyskaniu świadomości zdajemy sobie sprawę, że zaspaliśmy… Tak jak ja ostatnio.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Miałem wstać po piątej rano, dzień był zaplanowany, a obowiązki rozłożone tak, aby wszystko co sobie zamierzyłem, udało się zrealizować. Telefon komórkowy, pełniący funkcję budzika, ustawiłem na dwie różne pory, ot tak na wszelki wypadek. Nie dopilnowałem tylko jednej rzeczy. Tego, żeby bateria była na tyle załadowana, aby przetrwała noc.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Uczucie cudownego wyspania zastąpione zostało w mgnieniu oka, bolesną świadomością porażki. Wyskoczyłem z łóżka jak oparzony i dopadłem komórki. Martwa. Drugi zegar wskazuje 10:30… Mocny sen zawdzięczałem świętowaniu poprzedniego dnia i trudnościom z zaśnięciem po północy, kiedy nareszcie dotarłem do domu. Mleko się rozlało, choćbym chciał, części planów nie dało się już uratować.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Za karę, zaraz po śniadaniu, zapakowałem aparat w torbę i wygnałem się na mróz, w miasto. Moje katalogi ze zdjęciami świeciły ostatnio pustkami, a prace na zaliczenia w szkole same się nie zrobią. Dzień zaś na zdjęcia był bardzo odpowiedni. Opady śniegu pokryły Warszawę warstwą białego puchu, spod którego niemal nie widać podłoża. Świąteczne dekoracje zawisły na słupach i budynkach. Na domiar dobrego, święty od fotografów rozwiesił na nieboskłonie dyfuzor o konsystencji śmietany. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Światło rozlewało się leniwie spływając po dachach kamieniczek na bruki starego miasta, po których dzielnie tupałem w poszukiwaniu charakterystycznych elewacji do moich fotomontaży. Zimno, które przez pierwszą godzinę dawało wspaniałe poczucie świeżości i rozbudzenia zaczęło doskwierać coraz bardziej i powoli zacząłem, mimochodem, wybierać uliczki, które, “przypadkiem” prowadziły w stronę przystanku, z którego odjeżdżał autobus w kierunku mojego domu. Jeszcze tylko przebiegłem przez dziedziniec Zamku Królewskiego, zaszedłem w stronę Arkad Kubickiego i już zupełnie nie ukrywając intencji ruszyłem ostro łapać transport do domu. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jeszcze przed przystankiem, ciągle maszerując, zdjąłem fotograficzny plecak i załadowałem do niego aparat. W głowie przez chwilę pojawiła się myśl, jaką podzielił się ze swoimi czytelnikami Joe McNally. Ten doświadczony fotograf mówił, iż aparat w torbie może znaleźć się dopiero wtedy, kiedy mamy już zupełną pewność, że nie będziemy w stanie zrobić żadnego dobrego zdjęcia. Niestety ta mądrość miała się po raz kolejny sprawdzić, na złość mnie. A jakże!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Czekając już na przystanku, zobaczyłem jak w stronę tramwaju, który właśnie podjechał, maszeruje dwóch umundurowanych na zimowo strażników miejskich. Kiedy weszli do środka, jeden z nich zajął połowę szczeliny drzwi, a drugą zajął jeden z pasażerów. Pasażer wyciągnął książkę z kieszeni, rozłożył ją jedną ręką i zatopił się w czytaniu, mocno pochylając głowę. W tym momencie strażnik miejski odwrócił się w jego stronę i przez ramię zaczął wyczytywać mu literki. Interakcja między tymi ludźmi i ich zatopienie w książce było niesamowite, w sam raz na uliczne zdjęcie, a ja mogłem sobie tylko pluć w brodę i patrzeć, jak kilka sekund później drzwi zamykają się, a odjeżdżający tramwaj zabiera ze sobą mój obrazek. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jak ja nie cierpię gdy to się dzieje! O tak, zdarzało mi się to już nieraz wcześniej. Pamiętam sytuację kiedy siedząc w ogródku cukierni na Krakowskim Przedmieściu, zajmowałem się zabawianiem mojej towarzyszki, kiedy nagle głos uwiązł mi w gardle. Aparat był głęboko zakopany w torbie, a obok mnie przeszły chodnikiem dwie młode mamy pchając wózki, tzw. spacerówki, w których siedziały ich pociechy. Mamy zajęte rozmową miały twarze zwrócone ku sobie, za to dzieciaki, patrząc przed siebie, z otwartymi w odwiecznym dziecięcymi zdziwieniu buziami, trzymały się za rączki, łącząc tą całą konstrukcję wózków i ludzi w jedną zgrabną całość. Te kadr prześladuje mnie do dziś.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tak właśnie, te zdjęcia, nie zdjęcia, zostają w nas czasem na długo, może na zawsze? Jeden z moich wykładowców mówi czasem o tzw. fotografii mentalnej, jako o ćwiczeniu naszego patrzenia, kiedy migawkę wciskamy tylko we własnej wyobraźni, wcześniej zamykając w nieistniejącym kadrze zobaczony obraz. Co innego jednak ćwiczenie w patrzeniu, a kadr, który mógłbym zrobić gdybym chwilę dłużej zostawił aparat pod ręką. Myślę, że zdjęcia ze strażnikiem miejskim, nie udało mi się zrobić również za karę, za zaspanie z samego rana.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Powoli rozglądam się za kolejnymi zdjęciami do cyklu o mojej Warszawie, o którym wspominałem jakiś czas temu. Idzie mi dość niesporo, i ciężko mówić o krystalizowaniu się pomysłu. Udało mi się jednak w czasie ostatniego wyjścia zrobić dwie klatki, które chciałbym tu dorzucić. Tak na zachętę.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPrKH7u4TJI/AAAAAAAADwY/KUcZs3nErzg/07122010wawa2.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; display: block; float: none; margin-left: auto; border-top: #cccccc 1px solid; margin-right: auto; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPrKH8fQBHI/AAAAAAAADwU/cKKFljHJjDU/07122010wawa1.jpg" /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-4967129755041031996?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/4967129755041031996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/za-kare.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4967129755041031996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/4967129755041031996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/za-kare.html' title='Za karę'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPrKH7u4TJI/AAAAAAAADwY/KUcZs3nErzg/s72-c/07122010wawa2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5103206648376780727</id><published>2010-12-05T22:47:00.001+01:00</published><updated>2010-12-05T22:47:45.709+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Tysiąc słów</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wiecie jak to czasami jest, kiedy coś po przyjrzeniu się bliżej, okazuje się być czymś innym niż się wydawało z pewnej oddali? Czasami jest to okropny zawód i powód do złości, ale zdarza się również, że nagle spostrzegamy, po raz kolejny ze zdziwieniem, że świat jest bogatszy niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić. Tak było z moją fotografią. Szukając sposobu na złożenie się od nowa, znalazłem sobie, w ramach robienia sobie dobrze, studia na kierunku fotografia.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wracając po latach do szkoły, szedłem z przekonaniem, że co nieco wiem o tym jaki rodzaj fotografii mnie interesuje i czego w niej szukam. Fotoreportaż był dla mnie właściwie sensem istnienia fotografii w ogóle. Oczywiście inne jej dziedziny potrafiły zachwycać i intrygować, ale jednak obiektywność fotografii jako takiej zdawała się predestynować ją szczególnie do wiernego zapisu ludzkiej rzeczywistości.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Mit o obiektywizmie padł jako pierwszy, choć broniłem go zaciekle, wprawiając dziekana wydziału w coraz to lepszy nastrój.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;A potem zaczęły pękać kolejne tamy stereotypów i przesądów. Wartki nurt zmieniającej się osobowości zabierał ze sobą po kolei nagromadzone pokłady przekonań i zahamowań, aż w końcu z rosnącą potrzebą “wyjścia na zewnątrz” zaczął się zmieniać gust i sposób wyrażania się. Dość powiedzieć, że mnie samego zaskakiwały zdjęcia jakie wychodziły spod mojej ręki przy leniwej, wydawało by się, obecności świadomości. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPsR3-mfNII/AAAAAAAADwc/16VG2n1HLGY/06122010zaw.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Zawłaszczenie 3      &lt;br /&gt;cykl: Zawłaszczenie       &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wtedy też pojawił się po raz pierwszy problem z wytłumaczeniem o co chodzi w tej całej mojej fotografii ludziom, z którymi do tej pory chętnie i często o niej rozmawiałem. Dopóki pokazywałem portrety studyjne, czy klasyczny reportaż, wszystko było w porządku, ale już te prace, które powstawały w odpowiedzi na bardziej abstrakcyjne tematy, budziły pewną konsternację. Podobnie było w sytuacji kiedy oceniać przychodziło mi zdjęcia innych fotografów.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Pamiętam&amp;#160; sytuację, kiedy zastałem mojego dobrego kolegę, zajmującego się na co dzień fotografią okolicznościową, głośno wyrażającego swoje zdziwienie faktem, że pewna agencja fotograficzna zbiera tak dużo zamówień na reportaże ślubne, robiąc tak dziwne i suma summarum, nieciekawe zdjęcia! Kiedy zajrzałem mu przez ramię na stronę internetową wspomnianej agencji, lekko mnie zatkało. Jak dla mnie były to znakomite reporterskie zdjęcia! Mocne, wycyzelowane, utrzymane w pięknych kontrastach, czarno-białe. Jeśli miałbym kiedyś robić zdjęcia z imprez rodzinnych, chciałbym robić właśnie takie!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Innym razem, przy barze mojej ulubionej knajpki rozgorzała dyskusja na temat wartości sztuki i to wartości w sensie dosłownym. Wyciągnięty z plecaka kolegi katalog domu aukcyjnego przebiegł z rąk do rąk, rzucono okiem na reprodukcję prac wystawionych na sprzedaż i pewnie wrócono by do zwykłych barowych rozmów, gdyby nie pełne oskarżenia stwierdzenie: –&lt;em&gt; Wy wiecie ile kosztuje na aukcji jedno takie zdjęcie? Ja też potrafię sfotografować sukienkę zawieszoną na drzwiach! To żadna sztuka! Nie wiem za co ci ludzie tyle płacą i za co żąda się takich kwot?!&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPrKHary0NI/AAAAAAAADwQ/y5rAPMqp3LA/06122010sur.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Fotomontaż      &lt;br /&gt;cykl: bez tytułu       &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;I cóż z tego, że w takich sytuacjach wewnątrz mnie narasta sprzeciw i chęć buntu, skoro nie potrafię jeszcze obronić przed innymi tego co czuję i myślę, oglądając czyjeś prace artystyczne, czy też sam je tworząc. Jest gorzej! Nie potrafię nawet w sposób jasny zwerbalizować tego co powinno zostać powiedziane! Gdyby nie fakt, że w obecności moich szkolnych koleżanek i kolegów, oraz wykładowców, nie mam tego problemu, zacząłbym się zastanawiać, czy za moją “twórczością” cokolwiek stoi? Skąd ten problem na co dzień?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Możliwe, że leży to w moim charakterze. Lubię mieć świadomość, że posiadam wiedzę na jakiś temat. Kiedy tak jest, często moja durna duma reaguje gwałtownie kiedy podważa się w jakiś sposób, to co jest dla mnie oczywiste. Czasem wtedy wdaje się w niepotrzebne dyskusje, czasem pozwalam sobie przełknąć gdzieś w środku falę głupiego zacietrzewienia. Zamykam się wtedy na to co dzieje się obok mnie, by po chwili pokiwać z politowaniem głową nad własną beznadziejnością. “&lt;em&gt;Ech, głupi ty głupi&lt;/em&gt;” myślę z uśmiechem. Jednak kiedy wydarzy się podobna sytuacja, pierwszą reakcją znów będzie wyrzut emocji i galopada myśli pragnących przedzierżgnąć się w słowa.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Kilka dni temu bawiłem się znakomicie w towarzystwie moich znajomych, opijając urodziny jednego z nich. Wśród obecnych był również mężczyzna, który zajmuje się zawodowo fotografią. Mając pewne zaległości w szkolnych projektach postanowiłem wykorzystać okazję spotkania w szerszym gronie, do zrobienia kilku portretów do powstającego, zaliczeniowego cyklu. Szybko znalazłem chętnych do pozowania, oraz pomocną dłoń do trzymania lampy, w postaci wspomnianego już przeze mnie fotografa. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jak zwykle w czasie takiej pracy pod czaszką przelatują mi dziesiątki myśli. Moje wyobrażenia mających powstać zdjęć próbuję przełożyć na język narzędzi, których użyję w czasie pracy. Gdzieś na końcu tej kolejki jest efekt do którego zdążam. Po wybraniu miejsca i ustawieniu pierwszego modela zacząłem tłumaczyć czego od niego oczekuję. Mój “asystent” zaczął pytać szczegółowo o to co chcę osiągnąć i co to będą za zdjęcia, podpowiadać co zrobić z lampą, jak poradzić sobie z nadmiarem światła i zbyt małym pomieszczeniem, a w końcu nawet zadecydował jak rozwiązać jeden z problemów i ochoczo zabrał się do wprowadzania swojego planu w czyn.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jestem przekonany, że wszystko to zrobił z chęci niesienia pomocy i bez złej woli, ale mały diabełek w środku mnie zaczął podrygiwać wesoło, kłując swoim, rozgrzanym do czerwoności, trójzębem, mój woreczek z żółcią. Kiedy po kolejnych wykonanych klatkach, “asystent” próbował zobaczyć “jak wyszło” moja ochota na fotografowanie zaczęła parować i ulatywać w atmosferę. Szybko dokończyłem pracę i podziękowałem za pomoc. Niestety to fotograficzne wydarzenie, spowodowało, że temat nie skończył się, lecz odżył na nowo po powrocie do świętowania.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Mój kolega po fachu zaczął opowiadać o wykonanych przez siebie sesjach zdjęciowych, wypytywać o moją szkołę, boleć nad niedostatkami w programie nauczania, tłumaczyć jak ważne są godziny w studiu, w końcu zaś zaczął pokazywać mi swoje prace. To były naprawdę solidnie zrobione zdjęcia studyjne, reklamowe, ale też nijak nie przystające do tego czym sam lubię zajmować się najbardziej. Z pewnością zarobić można na nich nieporównywalnie więcej pieniędzy niż na moich zdjęciach, ale też nie były niczym czego nie robiłby kiedyś każdy zawodowy fotograf.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Szczerze powiedziawszy miałem już dość słuchania kolejnych porad i opowieści, których ton wydawał mi się odrobinę protekcjonalny. A może po prostu mój rozmówca chciał mieć pewność, że wszyscy zrozumieją o czym mówi, bo mimo iż zwracał się do mnie, to przecież byliśmy w większym towarzystwie i wszyscy w jakiś sposób uczestniczyli w tej rozmowie. Więc choć diabełka położyłem spać już jakiś czas wcześniej to w końcu przestałem potakiwać głową i zdecydowałem się powiedzieć: “&lt;em&gt;Wiesz, zajmuję się nieco innym rodzajem fotografii&lt;/em&gt;”, po czym wpisałem w przeglądarce netbooka stronę internetową z moimi pracami i pokazałem mu jeden z moich ulubionych cykli. &lt;/p&gt;  &lt;p style="text-align: center"&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPrKG6HY1-I/AAAAAAAADwM/i3ni3oikpTM/06122010auto.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Przeczucie śmierci      &lt;br /&gt;cykl: Autoreferencja       &lt;br /&gt;foto: © Sławomir Okrzesik&lt;/span&gt;     &lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Nie wykluczam, że mogło tylko mi się wydawać, ale zmiana była spora. Stałem się w końcu człowiekiem z aparatem, który jednak wie choć trochę do czego on służy. Nie musiałem niczego tłumaczyć, ten człowiek również znał się na robieniu zdjęć. Automatycznie z trybu imprezowego dyskutowania przeszedł w ciche analizowanie obrazu. To było cholernie przyjemne uczucie. Tymi kilkoma zdjęciami powiedziałem więcej, niż byłbym w stanie, aktywnie perorując w czasie naszej wcześniejszej rozmowy. Obraz okazał się wart więcej niż tysiąc słów.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Dzisiaj naprawdę jeszcze nie wiem co będzie w przyszłości z moją fotografią. Wiem mniej niż rok temu i mniej niż wiedziałem w momencie kiedy decydowałem się na powrót na studia. Nadal uwielbiam reportaż, a zdjęcie, którego bohaterem jest człowiek jest dla mnie ideałem. Dzięki swoim nauczycielom zobaczyłem jednak, że jestem nieskończony gdzieś tam w środku siebie i nie ważne jak głęboko bym sięgał i jak dużo z siebie brał, nigdy nie uda mi się wyczerpać tego co chciałbym powiedzieć i pokazać, &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Fotografia stała się narzędziem, ale nie, jak pierwotnie myślałem, do zarabiania pieniędzy, czy nawet opowiadania historii. Stała się narzędziem do poznawania i kształtowania siebie. Cieszę się, że po przyjrzeniu się bliżej, okazała się całkiem czymś innym niż oczekiwałem.&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5103206648376780727?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5103206648376780727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/tysiac-sow.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5103206648376780727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5103206648376780727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/tysiac-sow.html' title='Tysiąc słów'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPsR3-mfNII/AAAAAAAADwc/16VG2n1HLGY/s72-c/06122010zaw.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-6726570213353545155</id><published>2010-12-01T17:40:00.003+01:00</published><updated>2010-12-01T17:43:36.890+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotoreportaż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='państwo'/><title type='text'>To prawem go, to lewem</title><content type='html'>&lt;p&gt;Być fotoreporterem to wcale nie taki łatwy kawałek chleba jak można by myśleć. Bardzo nieliczni adepci zawodu zdobywają rozgłos i stają się fotograficznymi gwiazdami. Niewielu też zdobywa w tej pracy duże pieniądze. Większość ciężko pracuje na swoje wypłaty, zmagając się z własnymi słabościami, ciężarem podejmowanych tematów i konkurencją. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Dziś zdjęcie zrobić może każdy i wszędzie. Często korzystając z nieobecności profesjonalnego fotografa, jednorazowo fotoreporterem staje się zwykły przechodzień, który wystarczająco szybko wyjął telefon komórkowy i wcisnął przycisk migawki zamontowanego w nim aparatu. Cóż z tego, że zdjęcie niedoskonałe, skoro “na gorąco”.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Ludzie zajmujący się fotografią szukają każdego sposobu aby reklamować swoje dokonania, z ogromną pomocą przychodzi tu Internet, ten sam, dla którego niejednokrotnie, sprzedają swoje zdjęcia. Duże portale newsowe zamieszczają ogromne ilości zdjęć, trafić do drukowanej gazety, to dziś duży wyjątek. Niestety Internet ma też jedną, bardzo poważną wadę. Zdjęcie z niego “ukraść” łatwiej niż z jakiegokolwiek innego miejsca.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Co i rusz dochodzą do nas informacje o tym, że zdjęcia zamieszczone w sieci wykorzystywane zostają przez nierzetelnych projektantów do ich prac. Koszulki ze zdjęciami, za które nie zapłacono, fragmenty stron internetowych zbudowanych w oparciu o znalezione w sieci fotosy, to tylko szczyt góry lodowej. Niektóre portale społecznościowe już w regulaminie zastrzegają, iż zdjęcia zamieszczone w tym serwisie automatycznie stają się własnością firmy za nim stojącej.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Sprawy związane z wykorzystaniem cudzej własności, w postaci zdjęcia, kończą się różnie, zazwyczaj jednak głównie frustracją poszkodowanych, czyli autorów zdjęć. Szczególnie bolesne może być jednak zderzenie osoby protestującej przed tak bezczelną kradzieżą, z ludźmi reprezentującymi władzę i realne wpływy w obszarze swojego działania.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W październiku tego roku, fotograf Tomasz Jędrzejewski zamieścił na swoim blogu historię sporu, z kandydatką na urząd prezydenta Opola, panią Violettą Porowską (&lt;a href="http://jedrzejewski.wordpress.com/2010/10/21/jak-zostalem-przestepca-2/" target="_blank"&gt;Jak zostałem ‘przestępcą’ …&lt;/a&gt;). Po odkryciu, że strona internetowa kandydatki korzysta z jego zdjęcia, na co nie wyraził zgody, zwrócił się do niej z żądaniem zapłaty, w ramach ugodowego rozwiązania sprawy. Niestety zamiast spodziewanego, polubownego rozwiązania konfliktu, doszło do jego eskalacji.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Do winy za nielegalne wykorzystanie zdjęcia nie poczuwała się ani pani Porowska, ani firma, która stronę wykonała, w zamian za to, pechowego fotografa oskarżono o zniesławienie, szantaż, wymuszenie i stosowanie gróźb karalnych. Oczywiście te oskarżenia zawisły tylko i wyłącznie w przestrzeni publicznej, bo w sądzie nie było by już zapewne tak łatwo. Choć, jak dalej się okaże, kto wie?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Sprawa, wygląda na to, rozeszła się po kościach, a pani Porowska zdobyła w wyborach samorządowych 18,46% głosów. Nie przeszkodził jej w osiągnięciu tego wyniku inny zarzut o naruszenie praw autorskich, tym razem Natalii Kukulskiej (&lt;a href="http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,8613921,Porowska__PiS__naruszyla_prawa_N__Kukulskiej__WIDEO_.html" target="_blank"&gt;Porowska naruszyła prawa N. Kukulskiej&lt;/a&gt;).&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Mniej więcej w podobnym czasie, inna tego typu sprawa miała miejsce w Szczecinie i dotyczyła kolejnego kandydata na prezydenta miasta, Krzysztofa Zarembę (17,9% głosów w wyborach samorządowych). Ten nie widział nic niestosownego w zamieszczeniu bez zapytania o zgodę (że już o deklaracji zapłaty nie wspomnę), na jego Facebook’owym profilu, zdjęć wykonanych podczas konwencji partyjnej przez fotoreporterów lokalnych i krajowych mediów (&lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8616753,Fotoreporterzy_chca_pieniedzy_od_polityka_za_wykorzystanie.html" target="_blank"&gt;Fotoreporterzy chcą pieniędzy od polityka za wykorzystanie zdjęć&lt;/a&gt;). Fotoreporterzy nie wycofali się z żądań zapłaty za wykorzystane zdjęcia, nawet po ich usunięciu z profilu, tłumacząc, że chodzi “&lt;em&gt;o to, by zatrzymać proceder bezprawnego wykorzystywania zdjęć z portali (Marcin Bielecki “Głos – Dziennik Pomorza)&lt;/em&gt;”. Niemałe znaczenie może mieć tu również fakt, że sytuacja podobna jest do tej jaka wydarzyła się rok wcześniej i dotyczyła tej samej osoby.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Właściwie nie dziwi mnie wcale nieznajomość prawa autorskiego u szarych obywateli, którzy na przykład w taki sposób komentują całą sprawę:&lt;/p&gt;  &lt;blockquote&gt;   &lt;p&gt;Podstawowe pytanie brzmi &amp;quot;kto ma prawo do zdjęć&amp;quot;. Jeśli ktoś zrobił mi zdjęcie bez mojej zgody powinienem mieć prawo do wykorzystania tego zdjęcia. Nawet gdybym był z PISu&amp;#160; &lt;br /&gt;- luni8&lt;/p&gt; &lt;/blockquote&gt;  &lt;p&gt;Prawo do zdjęć ma osoba, która zdjęcie wykonała. &lt;em&gt;Luni8&lt;/em&gt; może tego nie wiedzieć, ale polityk powinien, zwłaszcza jeśli hasła sprawiedliwości i prawa z nazwy partii do której należy (oba powyższe przypadki) mają znaczyć cokolwiek, a nie być tylko zasłoną do robienia co mu się żywnie podoba.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Zdjęcie zrobione w dzisiejszych czasach człowiekowi na ulicy jest powodem wielu zmartwień u fotografa, zwłaszcza jeśli się okaże naprawdę dobre. Prawo o ochronie wizerunku nakłada bowiem tak wiele ograniczeń, że jego publikacja stać będzie pod dużym znakiem zapytania, no chyba, że od każdej osoby występującej na zdjęciu, mamy pisemne pozwolenie. To ograniczenie nie odnosi się do osób piastujących funkcje publiczne i będących podczas ich wypełniania, ale to już dywagacje na zupełnie inną notkę.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ileż zdjęć z historii fotografii nigdy nie ujrzało by światło dziennego, gdyby trzymać się szczegółowo litery dzisiejszego prawa? Na pewno było by ich bardzo dużo, ale na szczęście i dziś do tych uregulowań podchodzi się dość racjonalnie, choć zdarzają się czasem wyjątki które jeżą włosy na głowie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Takie właśnie oszałamiające zakończenie miała sprawa, która swoje początki ma w incydencie jaki miał miejsce w nocy z 12 na 13 sierpnia tego roku. Pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie zebrał się tłum zwolenników i przeciwników jego obecności w tym miejscu. Chyba nie trzeba nikomu dokładnie tłumaczyć nastroju tych zgromadzeń. Młodemu mężczyźnie znajdującemu się pośród gapiów nie spodobało się, że dziennikarka, Anita Gargas, fotografuje go i głośno wyrażał swoje niezadowolenie. Został pouczony przez policję, iż nie ma możliwości zakazania komukolwiek robienia zdjęć, a odebranie aparatu jest czynem karalnym. Młodego mężczyzny to jednak nie przekonało, używając siły fizycznej pozbawił dziennikarkę aparatu i zaczął uciekać. Złapanemu zarzuty przedstawić miała prokuratura. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;I wszystko było by w miarę jak należy, gdyby nie informacja prokuratury, że nie zajmie się sprawą, ponieważ oskarżony zrobił to co zrobił dla hecy. Taką decyzję zaskarżono do sądu, ten jednak, głosem sędziego Adama Grzejszczaka oddalił zażalenie, uzasadniając to w kuriozalny sposób. Pozwolę sobie zacytować główne jego tezy:&lt;/p&gt;  &lt;blockquote&gt;   &lt;p&gt;&lt;em&gt;(...) Zażalenie jest bezzasadne i nie zasługuje na uwzględnienie. (…) Z zeznań świadków (w tym samej skarżącej) wynika, iż robiła ona zdjęcia Michała N. Wbrew jego głośno wyrażonemu sprzeciwowi. (...) Zatem działanie M.N polegającego na wykręceniu ręki i odebraniu aparatu w tym kontekście należy uznać nie jako zastosowanie przemocy w rozumieniu art. 191 kk, ale jako działanie mające na celu zapobieżenie naruszaniu jego dobra w postaci wizerunku poprzez fotografowanie bez zezwolenia (...)&lt;/em&gt;&lt;/p&gt; &lt;/blockquote&gt;  &lt;p&gt;Zapobieżenie naruszeniu dobra w postaci wizerunku poprzez fotografowanie bez zezwolenia? &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Poważnie?!?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Ciekawe następstwa tego wyroku wyprorokował Jacek Sierpiński w artykule “&lt;a href="http://wolnemedia.net/prawo/koniec-fototyranii/" target="_blank"&gt;Koniec fototyranii&lt;/a&gt;”. Mnie ta sprawa przerasta całkowicie.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Niemal w tych samych dniach wydano inny wyrok w sprawie związanej z pracą fotoreportera. Oto Robertowi Sobkiewiczowi, przyznano 250 tyś. zł zadośćuczynienia, które wypłacić ma Komenda Stołeczna Policji. Fotoreporter stracił oko w wyniku postrzału gumową kulą z policyjnej strzelby gładko lufowej, kiedy oddziały prewencji otworzyły ogień do związkowców z radomskiego Łucznika, demonstrujących w Warszawie w czerwcu 1999 r. (&lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8705029,KSP_ma_zaplacic_250_tys__zl_fotoreporterowi__ktory.html" target="_blank"&gt;KSP ma zapłacić 250 tys. zł fotoreporterowi, który stracił oko&lt;/a&gt;).&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wyrok przyniósł sporo kontrowersji. Słychać głosy, iż fotoreporter jest sam sobie winien i że to ryzyko jego zawodu. Jeśli jednak wejdzie się głębiej w sprawę, ciężko już o tak jednoznaczne opinie, a decyzja sądu wydaje się właściwa. Ja jednak nie o tym chciałem pisać, ponieważ wyrok, stał się powodem incydentu, który po raz kolejny spowodował, że kompletnie osłupiałem.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W dzień po jego ogłoszeniu, w Warszawie odbyła się kolejna demonstracja. Tym razem pod Sejmem pojawili się leśnicy, domagający się aby zatrzymać prywatyzację Lasów Państwowych. Kiedy fotoreporterzy “Faktu”, “Gazety Wyborczej” i “Rzeczpospolitej” starali się zająć dogodne pozycje do robienia zdjęć, czyli wykonywania swoich codziennych obowiązków, zostali zablokowani przez kilku policjantów. Jak relacjonuje fotoreporter “Gazety Wyborczej”, Sławomir Kamiński &lt;em&gt;- Usłyszeliśmy, że nie przejdziemy. Że &amp;quot;mają już dość płacenia za jednego&amp;quot; &lt;/em&gt;(&lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8712614,Fotoreporterzy__Policjanci_zagrodzili_nam_droge__Mowili_.html" target="_blank"&gt;Fotoreporterzy: Policjanci zagrodzili nam drogę&lt;/a&gt;)&lt;em&gt;.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Fotografom udało się dojść do demonstrujących inną drogą i nie byli już blokowani przez kolejnych policjantów, a komenda stołeczna na doniesienie reaguje wzruszaniem ramion i radzi złożyć skargę. Niby nic się nie stało, a jednak… coś jest nie tak! &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jakże to więc wyglądać ma praca fotografów, fotoreporterów? Można kraść zdjęcia, które już zrobili i wykorzystywać do woli dla własnych celów komercyjnych? Można bezkarnie wyrywać im z ręki narzędzie pracy (zazwyczaj drogie i delikatne) w imię zapobieżenia naruszenia… Wybaczcie, nie powtórzę tu jeszcze raz tych bzdur! Można w końcu uniemożliwić w ogóle pracę w imię niskiej zemsty za nic? I kto tego wszystkiego dokonuje? Nie przestępcy i wandale. Takich czynów dopuszczają się politycy, sędziowie i policjanci. Ludzie, którzy mają służyć i sprawiać, żeby wszystkim żyło się lepiej. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Tak. Mnie od razu zrobiło się lepiej… A wam?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-6726570213353545155?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/6726570213353545155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/to-prawem-go-to-lewem.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6726570213353545155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/6726570213353545155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/12/to-prawem-go-to-lewem.html' title='To prawem go, to lewem'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-5020962216764452811</id><published>2010-11-30T23:33:00.004+01:00</published><updated>2010-11-30T23:37:47.364+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='DBA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hobby'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nieuczesanie'/><title type='text'>Drogi</title><content type='html'>&lt;p&gt;Adriana poznałem kiedy przeprowadziłem się do Żywca. Nowe mieszkanie, nowa szkoła, nowi znajomi. Szybko okazało się, że mamy podobne zainteresowania, jak również to, że potrafimy zarażać się nimi nawzajem. Od dziecinnych zabaw, po męskie rozrywki, zawsze staraliśmy się znajdować dla siebie czas, choć, jak to zwykle bywa, życie rozdzieliło nas setkami kilometrów, tych rzeczywistych jak i metaforycznych.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Wspólnych pasji mieliśmy kilka, ale ogólne wrażenie jest takie, że trzecią część wspólnego czasu spędziliśmy na rozmowach. Jeśli miałbym jednak ogólnie określić o czym one były, nie miałbym takiej możliwości, również dlatego, że nierzadko były dokładnie o niczym. Mnóstwo czasu zostawiliśmy razem na boisku i przy stole do gry, niemało na biesiadowaniu. Kiedy w moim życiu powaliło się po raz pierwszy tak straszliwie, że właściwie nie wiedziałem czy jest jakieś jutro, to u Adriana właśnie znalazłem miejsce, gdzie mogłem dochodzić do siebie. Mogę bez wątpliwości powiedzieć, że jest moim prawdziwym przyjacielem.&lt;/p&gt;

&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;

&lt;p&gt;Artur był moim idolem w czasach licealnych. Lekturę mojego ulubionego miesięcznika zaczynałem od jego tekstów, podziwiając wiedzę i styl w jaki się nią dzielił. Poznałem go krótko po przeprowadzce do Warszawy na jakimś przypadkowym spotkaniu z ludźmi związanymi z redakcją wspomnianego magazynu, choć on sam już w nim nie pracował od dłuższego czasu. Wrażenie czytelnika potwierdziło się na żywo, miałem do czynienia z niezwykle interesującym i dodatkowo skromnym człowiekiem.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Niedługo później okazało się, że życiowe fale rzuciły nas do pracy w tej samej firmie, a raczej w dwóch siostrzanych spółkach zajmujących wspólne pomieszczenia w podziemiach warszawskiego hotelu Gromada przy 17 stycznia. Nie potrwało to jednak długo i wkrótce nasze drogi znów się rozeszły. Spotkałem Artura jeszcze na jednym konwencie fantastyki, gdzieś na Śląsku. Pozostało we mnie silne wrażenie, że jest to jedna z tych niewielu osób, z którą warto było się w życiu spotkać.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jarek krzątał się jak mróweczka kiedy po raz pierwszy się z nim spotkałem. Było to spotkanie o tyle przypadkowe, że okazał się być organizatorem turnieju gry bitewnej, która w tamtych czasach bardzo mnie zainteresowała. Jak się okazało później był też jej gorącym propagatorem i myślę, że mogę bez obawy powiedzieć, że bez niego nie trafiła by pod strzechy polskich graczy.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Z Jarkiem bardzo się polubiliśmy, bo też ciężko nie lubić tego człowieka. Niezwykle pracowity, ogarnięty prawdziwą, niegasnącą pasją, pomocny i życzliwy. Czasem nie widujemy się rok, ale w kilka chwil po ponownym spotkaniu, czuję się przy nim jakbyśmy spotykali się każdego dnia. &lt;/p&gt;  &lt;p&gt;W ostatnią sobotę stałem na przystanku z denerwującym się Adrianem przy boku. Autobus uciekł nam z przed nosa a my śpieszyliśmy się na turniej. Wstukiwałem w telefon komórkowy literki z informacją o potencjalnym spóźnieniu i wysłałem je do Jarka. Na szczęście nie spóźniliśmy się na część właściwą, a na miejscu wszystko było już przygotowane. I to jak przygotowane! Wszystkie stoły do gry rozstawione i gotowe do rozpoczęcia pierwszych bitew. Pod ręką komplety zasad do gry, dla każdego z dziesięciu uczestników turnieju, komplety niezbędnych miarek, makiet terenów. Ba! Nawet napoje dla spragnionych. To oczywiście wszystko zasługa Jarka.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Jak się okazało na takim samym poziomie stało przygotowanie logistyczne rozgrywek. Pierwsze pary już zostały wylosowane i dosłownie w pięć minut po wejściu do sklepu &lt;a href="http://www.wargamer.pl/index.php?" target="_blank"&gt;Wargamer&lt;/a&gt; przy Wilczej 62, gdzie odbywał się turniej, już rozstawiałem swoje figury na wylosowanej dla mnie planszy. Ogromną dla mnie przyjemnością i zaskoczeniem było to, że po drugiej stronie stołu stał Artur. Takie dni powinny zdarzać się częściej.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Poszło nam różnie. Adrian pobił mnie w ostatniej bitwie i wskoczył na ostatnie miejsce podium, ja zająłem piąte miejsce. Jarek, zwycięzca zeszłorocznej ligi nie może uznać tego turnieju za udany pod względem osiągnięć. Siódme miejsce to zapewne nie był szczyt jego marzeń, ale przecież to tylko zabawa. Dla Artura był to pierwszy turniej i jedno z pierwszych zetknięć z grą &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/De_Bellis_Antiquitatis" target="_blank"&gt;De Bellis Antiquitatis&lt;/a&gt;, na zasadach której rozgrywane były bitwy. Zajął, koniec końców, ostatnie miejsce, ale nie oddał tanio swojej skóry, o czym może zaświadczyć Jarek.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Chciałbym podziękować Adrianowi, Arturowi, Jarkowi i pozostałej szóstce facetów, z którymi świetnie bawiłem się w ostatnią sobotę. To była wielka przyjemność. Chciałem podziękować też Piotrowi, który ze strony firmy Wargamer, podjął nas wspaniale i dopełnił każdego obowiązku gospodarza. Czekam z niecierpliwością na kolejny ligowy turniej!&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;img style="border-bottom: #cccccc 1px solid; border-left: #cccccc 1px solid; border-top: #cccccc 1px solid; border-right: #cccccc 1px solid" src="http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPQ3-VFXfHI/AAAAAAAADvo/oO_XbxX_KLc/30112010dba.jpg" /&gt;&lt;span class="photodesc"&gt;Turniej De Bellis Antiquitatis     &lt;br /&gt;Adrian właśnie ogrywa mnie w decydującej bitwie      &lt;br /&gt;z tyłu Piotr, Robert, Konrad i Artur      &lt;br /&gt;foto: © Jarek Kocznur&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-5020962216764452811?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/5020962216764452811/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/11/drogi.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5020962216764452811'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/5020962216764452811'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/11/drogi.html' title='Drogi'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh5.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPQ3-VFXfHI/AAAAAAAADvo/oO_XbxX_KLc/s72-c/30112010dba.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-8958642938641525627</id><published>2010-11-28T10:08:00.003+01:00</published><updated>2010-11-28T10:14:43.886+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotocast'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fotografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Warszawa'/><title type='text'>Starszych panów kilku</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zaczęło się od rozgrzewającej wymiany SMSów:&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;- Może to nie TGV, ale zgrabnie się nim zapierdala. Pić mi się chce :P   &lt;br /&gt;- Ja już na dworcu, idziemy jeść i pić :)    &lt;br /&gt;- Jeść mi się też chce ;)    &lt;br /&gt;- Przecież myślę o tobie :)    &lt;br /&gt;- You're so fuckin' special!    &lt;br /&gt;- If you don't know me by now... :)    &lt;br /&gt;- Good bye England rose :P. Zabrakło mi kurwa weny na zgrabną ripostę.&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;A potem już było tylko lepiej… Niniejszym weekend uznaję za zamknięty… Idę spać.&lt;/p&gt;  &lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:bdb1db5f-01f5-48cd-a8b9-82297f8c0ccd" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;div id="486734e5-6626-4e31-9f10-d5e7c3ba4f5f" style="margin: 0px; padding: 0px; display: inline;"&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=IOjm3zTdnhM" target="_new"&gt;&lt;img src="http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPIcGrGZq2I/AAAAAAAADvQ/m1QtfqWm9U8/videof6ab4965b21e%5B6%5D.jpg?imgmax=800" style="border-style: none" galleryimg="no" onload="var downlevelDiv = document.getElementById('486734e5-6626-4e31-9f10-d5e7c3ba4f5f'); downlevelDiv.innerHTML = &amp;quot;&amp;lt;div&amp;gt;&amp;lt;object width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;param name=\&amp;quot;movie\&amp;quot; value=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/IOjm3zTdnhM?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/param&amp;gt;&amp;lt;embed src=\&amp;quot;http://www.youtube.com/v/IOjm3zTdnhM?hl=en&amp;amp;hd=1\&amp;quot; type=\&amp;quot;application/x-shockwave-flash\&amp;quot; width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp;quot;252\&amp;quot;&amp;gt;&amp;lt;\/embed&amp;gt;&amp;lt;\/object&amp;gt;&amp;lt;\/div&amp;gt;&amp;quot;;" alt=""&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="width:448px;clear:both;font-size:.8em"&gt;The Other Night&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3253371557620047717-8958642938641525627?l=dzikigon.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dzikigon.blogspot.com/feeds/8958642938641525627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/11/starszych-panow-kilku.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8958642938641525627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3253371557620047717/posts/default/8958642938641525627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dzikigon.blogspot.com/2010/11/starszych-panow-kilku.html' title='Starszych panów kilku'/><author><name>tsar</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08451459298180699817</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_sIL_n2hNYAY/TM7KhCwhuRI/AAAAAAAADqM/S7DSg498zcY/S220/tsar22.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh6.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TPIcGrGZq2I/AAAAAAAADvQ/m1QtfqWm9U8/s72-c/videof6ab4965b21e%5B6%5D.jpg?imgmax=800' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3253371557620047717.post-6381774759859909002</id><published>2010-11-25T01:27:00.003+01:00</published><updated>2010-11-25T08:16:34.995+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PES'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='animacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='short'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Świat stworzony od nowa</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wiecie kim jest Adam Pesapane? No więc ja również nie wiedziałem, choć zetknąłem się z nim w pewnym sensie w przeszłości. Od kiedy jednak świat stał się jedną, wielką Internetową wioską (używa ktoś jeszcze tego pięknego określenia?) nie ma już problemów, żeby sprawdzić takie rzeczy. I wiele, wiele innych, na marginesie, również.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;Adam Pesapane, jest absolwentem University of Virginia, wydziału literatury angielskiej, ale to wcale nie ta dziedzina przyniosła mu rozpoznawalność. Jako PES (chwytliwy nickname) zaczął tworzyć poklatkowe filmy animowane, używając do tego celu wszystkiego co jego wyobraźnia mu podpowiedziała, a dodać trzeba, że ma ją niezwykle bujną!&lt;/p&gt;  &lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;  &lt;p&gt;Kiedy dość dawno temu, trafiłem na YouTube na reklamę zatytułowaną “&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=_5IqwECL6bo&amp;amp;feature=channel" target="_blank"&gt;Human Skateboard&lt;/a&gt;” jeszcze nie oszalałem na punkcie jego autora i nawet nie zarejestrowałem, kto nim jest. Jednak niedawno wpadłem na film pod tytułem “Roof Sex” i wsiąknąłem w twórczość PESa na dobre.&lt;/p&gt;  &lt;div style="padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; width: 448px; padding-right: 0px; display: block; float: none; margin-left: auto; margin-right: auto; padding-top: 0px" id="scid:5737277B-5D6D-4f48-ABFC-DD9C333F4C5D:fb6c1361-3dd3-4613-9ba6-290051f33551" class="wlWriterEditableSmartContent"&gt;&lt;div id="155be29a-c25d-4381-89ec-23854735d44d" style="margin: 0px; padding: 0px; display: inline;"&gt;&lt;div&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1aodpb3vFU0" target="_new"&gt;&lt;img src="http://lh4.ggpht.com/_sIL_n2hNYAY/TO2tdByydPI/AAAAAAAADu8/uFFIHuXgFTM/videof715ca935876%5B86%5D.jpg?imgmax=800" style="border-style: none" galleryimg="no" onload="var downlevelDiv = document.getElementById('155be29a-c25d-4381-89ec-23854735d44d'); downlevelDiv.innerHTML = &amp;quot;&amp;lt;div&amp;gt;&amp;lt;object width=\&amp;quot;448\&amp;quot; height=\&amp
