niedziela, 30 stycznia 2011

Wojna odległa i bliska

Wpis ten miał właściwie być recenzją książki, którą przeczytałem niedawno, jednak jak to się nieraz zdarza, moje myśli, zachęcone kolejnymi lekturami i wydarzeniami dnia codziennego, poszły znacznie dalej i nijak nie szło zamknąć ich w jednym, zgrabnym tekście. Na pewno nie pozostając przy pierwotnym założeniu charakteru moich wywodów.

Niedawno skończyłem czytać niezwykle zajmującą książkę Paula Carella, pod tytułem “Alianci lądują! Normandia 1944”. Książkę wydaną w latach 60-tych, wznowiono w roku 1994 w Monachium, przy okazji 50 rocznicy operacji D-Day, i tę właśnie wersję miałem okazję czytać w polskim wydaniu z 2008 roku, które zawdzięczamy Bellonie.

sobota, 29 stycznia 2011

Dzień z życia ziemi

Miała być dziś zupełnie inna notka. Notka, na którą czekają ludzie, taka, którą obiecałem wiele dni temu. Jednak wydarzyło się coś, co zmusiło mnie do zmiany planów. Nie mogło być inaczej. Już wczoraj, piszę te słowa krótko po północy, miał premierę film “Life in a Day”. Film niezwykły, bo nakręcony siłą i umiejętnościami tysięcy ludzi na całym świecie, ale może zacznijmy od początku.

Poprzez portal YouTube, Ridley Scott i Kevin MacDonald, poprosili jego użytkowników o nakręcenie filmu o jednym dniu z życia. Bardzo konkretnym dniu, 24 lipca 2010 roku. Nie było scenariusza, nie było planu, było kilka pytań, na które odpowiedzieć mieli bohaterowie filmów. Co kochasz? Czego się boisz? Co masz w kieszeni? Jednak te pytania były tylko tłem, bo każdy z twórców mógł opowiedzieć o tym, o czym pragnął.

środa, 26 stycznia 2011

Majstrowanie przy pomnikach

Fajnie z perspektywy stycznia brzmi wypowiedzenie na głos słów “w zeszłym roku”. Jednak to właśnie w zeszłym już roku, dokładniej jego końcem, odezwała się do mnie Kasia. Poprosiła o zwrot książki, którą pożyczyła mi kiedyś do czasu – …aż nie będę znów jej potrzebować. W ten sposób “Historia Rzymu” autorstwa profesora nadzwyczajnego UW, Adama Ziółkowskiego, zamieszkała u mnie na półce na kilka lat. Sięgałem po nią za każdym razem, gdy wracałem w swoich lekturach i myślach do mojego ulubionego miejsca i czasu. To niezwykle pomocna lektura i już mi jej brakuje.

Zdarzyło się więc tak, że stałem sobie w pierwszych dniach grudnia, w progu znanej warszawskiej knajpki “Kafefajka” przy ulicy Oboźnej i strzepywałem wytrwale śnieg z ubrania i butów. Kasię zauważyłem szybko, uśmiechała się do mnie machając zza zajmowanego stolika. Kilkanaście minut później, już przy szklankach pachnącego korzeniami i pomarańczą, grzanego wina, oddaliśmy się rozmowom na temat naszej wspólnej pasji… Historii.

niedziela, 23 stycznia 2011

Czas znów wyruszyć w drogę

\Nie wiem jakiej rasy był mały biały piesek, tulący się do nóg swojej pani na peronie Dworca Centralnego w Warszawie. Posadzka zbyt zimna by na niej przysiąść, zmuszała go do dziwacznego przysiadu na tylnych łapkach. Jego pani wpatrzona gdzieś przed siebie, nie zwracała w ogóle uwagi na pupila, a ten drżąc cały, zapewne tylko częściowo z chłodu, rozglądał się niepewnie na boki, nie mogąc znaleźć sobie jednej pozycji. Atakowany feriami nieznanych dźwięków i zapachów, to stawiał czujnie uszy, to kładł je po sobie w strachu. Ludzie przechodzili tam i z powrotem, a on chował się przed nimi to z jednej, to z drugiej strony kolumny z nóg właścicielki.

Stałem wpatrzony w tę sytuację, nieco zmarznięty i nie bardzo wyspany, trzymając w rękach kubek z gorącą herbatą. Plecak, torba na ramię z aparatem fotograficznym i duża teczka z odbitkami zdjęć na szkolne zaliczenia, ciągnęły mnie ku ziemi. Pierwszy łyk płynu rozlał się po moich trzewiach zbawiennym ciepłem, wlewając w serce nieco otuchy i chęci do życia.

wtorek, 18 stycznia 2011

Uważaj waćpan na słowa

Nie oglądam wyborów “Miss” i od kiedy pamiętam nudziły mnie straszliwie tego typu przedstawienia. Ani sztuczna uroda, ani sztuczna inteligencja (jak mawiają złośliwi) nie wydawała mi się w nich szczególnie atrakcyjna. Nie zajrzałem nawet do linków rozsyłanych na lewo i prawo, pod którymi znajdowały się filmiki, pokazujące jak biedna misska poci się próbując odgadnąć ile oktanów ma Pb98. Też mi sensacja. Jednak w zeszłym roku rzuciłem okiem, na pewien urywek gali Miss Stanów Zjednoczonych, zaintrygowany pewnym blogowym wpisem. Jednak po kolei.

Na filmiku, Miss Kalifornii, Carie Prejean, zagadnięta została przez jednego z jurorów, Pereza Hiltona, znanego bloggera i działacza gejowskiego, co sądzi o prawie do zawierania małżeństw gejowskich. Milutka dziewczyna, w pełni kulturalnie, odpowiedziała, że cieszy się, że mieszka w kraju gdzie każdy może wybierać swój styl życia, ale jej zdaniem, małżeństwo powinno być zawierane przez kobietę i mężczyznę. Podobnej klasy nie wykazał już Perez Hilton, nazywając Carie “tępą suką” w filmiku zamieszczonym następnego dnia na swoim blogu.

Powered by Blogger