niedziela, 19 czerwca 2011

Niedościgłe myśli

Czasami odnajduję się zamyślonego nad działaniem własnej świadomości. Tak jak dzisiaj, kiedy męczyłem się okrutnie nad formułą “Kamiennego Świata – opowiadań w dwudziestu obrazach” Tadeusza Borowskiego. Autor podjął próbę (nieudaną jego zdaniem) wykorzystania tzw. krótkich opowiadań w swojej twórczości. Dwadzieścia króciutkich tekstów nie powiązanych ze sobą, ani często nie związanych bezpośrednio z życiem autora, miało stać się polemiką z twórczością współczesnych mu pisarzy i stać się wyrazem jego postawy wobec życia.

Z trudnością brnąłem przez ostatnie strony książki (“Proszę państwa do gazu”) zwolniwszy mocno w momencie kiedy doszedłem do “Kamiennego Świata…”. Z trudem w mojej głowie powstawały obrazy rysowane piórem autora. Z jeszcze większym wysiłkiem składałem do siebie całość po zbyt krótkich, dwóch stronach, kiedy tekst się urywał i przeskakiwał do kolejnego obrazu. Brak w takiej formule miejsca na oddech, brak przestrzeni do rozwinięcia, jest tylko prosty obraz i kilka krótkich myśli rzuconych na pożarcie czytelnikom. Czułem jakbym musiał zębami przegryzać się przez ten świat z kamienia.

środa, 25 maja 2011

Byłem żołnierzem (?)

Nie wstydzę się przyznać, zawsze mnie ciągnęło do bycia żołnierzem. Nie wstydzę się również przyznać, że nie żołnierzem Wojska Polskiego. Z jednej strony to oczywiste, że niezgodę na służenie systemowi (w domyśle byłemu ale w praktyce każdemu) dostałem w prezencie od pokolenia moich rodziców, ale to nie jedyny powód, dla którego tak było. Nawet obserwując polską armię z zewnątrz można było dostrzec, że niespecjalnie tam się dzieje i choć zmieniało się to dynamicznie, zwłaszcza od czasu kiedy dołączyliśmy do tzw. “wojny z terrorem”, to do ideału brakowało wciąż dużo.

Służba wojskowa to dla mnie poświęcenie, wyrzeczenie i ciężka praca, która w zamian powinna procentować znakomitą kondycją, wyszkoleniem i szacunkiem zarówno wśród żołnierskiej braci jak i cywilów, którym się służy. To połączenie profesjonalizmu z kodeksem honorowym, dzięki któremu łatwiej radzić sobie z sytuacjami, przed którymi nie musi stawać normalny obywatel. To w końcu pewien sposób życia, nastawionego na aktywność połączoną z niemałą dawką adrenaliny. Nie oszukujmy się, to szansa na życie wedle zasad i priorytetów nierealizowalnych w "cywilu” i jednocześnie gra z przeznaczeniem, o możliwość zdobycia w ten sposób solidnej pozycję w społeczeństwie.

wtorek, 17 maja 2011

Hiszpański foto-express

Podsumowując, z Hiszpanii wróciłem już przeszło trzy tygodnie temu, i od tamtego czasu noszę się z obrobieniem zdjęć z wyjazdu i z przerzuceniem notek z wyjazdowego bloga na „Dziki Gon”. Noszenie mi idzie bardzo dobrze i jest mi z nim na pewno znakomicie, skoro na nim wszystko się kończy.

Namówiony (czyt. zmuszony) postanowiłem wrzucić tutaj choć reportaż, który przygotowałem na szkolne zaliczenia, pokazując na kilku zdjęciach co też takiego zobaczyło moje szkiełko i oko. Niechże moje plany nie wstrzymują bloga, bo i tak cisza tu przeraźliwa zapanowała, a ostatnim co bym chciał zobaczyć, jest śmierć tego tworu.

sobota, 16 kwietnia 2011

Pamiętam ją taką

Kiedy spotkałem ją po raz pierwszy, stała na drabinie. Było piękne, czerwcowe przedpołudnie ‘99 roku, a ona wieszała zasłony w oknie swojego pokoju. Byłem okropnie speszony i nieco straciłem język w gębie, kiedy z właściwą sobie pogodą ducha, przywitała mnie słowami: “O! Wyglądasz zupełnie jak na zdjęciach!”. Przytaknąłem, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Przez następne lata nauczyłem się, że ten uśmiech i żartobliwy ton to jej znak rozpoznawczy i polubiłem go bardzo.

Od początku mój pobyt w Warszawie był naznaczony jej obecnością. Borykając się z codziennymi problemami, lubiłem się do niej zwracać z prośbą o pomoc. Miała niezwykle jasne spojrzenie na rzeczywistość i proponowane przez nią rozwiązania wydawały się tak oczywiste, że aż dziwiło, że samemu się na nie nie wpadło. Nie mówię, że zawsze były proste, ale nawet te wymagające poświęceń i ciężkiej pracy, nie wydawały się niemożliwe, kiedy do nich przekonywała.

piątek, 15 kwietnia 2011

Baaba z żelaza

Czasami człowiek powinien bardziej uważać na słowa, a innym razem wręcz przeciwnie, rozpuszczać język i kłapać jadaczką na lewo i prawo. Szkoda tylko, że zawczasu nie wiemy co jest w danym momencie dla nas lepsze. Na pewno musiałem podpaść swoimi słowami Gosi, kiedy nieopacznie krytycznie wyraziłem się na temat niefortunnego zestawienia graficznego nazwisk Waglewskiego, Maleńczuka i niejakiej Gaby Kulki na plakacie promocyjnym. Gosia od razu poinformowała mnie, że tę ostatnią bardzo lubi, no i co było zrobić, słowa już padły. Amen!

O tym, że zadra siedziała przez ten, cały, niekrótki wierzcie mi, czas przekonałem się kilka dni temu. Dostałem e-mail od Gosi z pytaniem, czy jestem zajęty w poniedziałkowe popołudnie, a na odpowiedź, że właściwie to nie mam planów, zostałem poinformowany, że świetnie się składa i żebym czuł się porwany. Pamiętacie internetowy łańcuszek zwany “albańskim wirusem komputerowym”? No więc mniej więcej podobnie wyglądało moje porwanie, ponieważ zostałem zobowiązany aby osobiście stawić się o wskazanej godzinie w pobliżu warszawskiego sklepu “Sezam”. Ubawiłem się tym setnie…

Powered by Blogger